Paolo
Siedzę w gabinecie przy dębowym okurzonym biurku, zaciągając się cygarem i wpatruje się w powiewające przez otwarte okno firanki. Zajrzałem tutaj pierwszy raz. Od jego śmierci minęły już trzy miesiące. Cholernie dziwnie się w tym miejscu czuje. Wiem, że najwyższy czas wziąć się za interesy. Od teraz wszystko idzie według moich zasad. Trzeba dalej budować imperium, które młody Civello przepisał na mnie. Federico - to imię, ten rozdział jest już zamknięty. Zamknięty z chwilą zamknięcia na dobre jego oczu. Od teraz ja zarządzam całym majątkiem. A każdy, kto śmie mi się przeciwstawić lub nie okaże mi należytego szacunku, jest trupem. Nikt nie będzie pogrywać z Paolo Caruso. Wszystkie kluby, restauracje, kasyna są tylko moje. Jestem w tym momencie najbogatszy w całych Włoszech. Zrzekł się tego wszystkiego na poczet budowania swojej szczęśliwej rodzinki. Ta mała spryciara postawiła mu ultimatum, albo ona albo majątek. Niestety powielił losy swojego ojczulka. Mam dokumenty, które poświadczają, że wszystko należy tylko i wyłącznie do mnie. Pukanie do drzwi, przerywa rozkoszowanie się chwilą spokoju i ciszy.
- Paolo, jakiś mężczyzna do ciebie. - Wyjawił jeden z ochroniarzy, który pilnuje posesji.
- Powiedz, że ma poczekać. A i jeszcze jedno, dla Ciebie Pan Paolo. - Oznajmiłem i poprawiłem się na fotelu zaciągając się cygarem.
Zamknął za sobą drzwi z rozdziawioną gębą. Jak on śmie zwracać się do mnie po imieniu. Czasy się zmieniły a ja nie potrzebuje kumpli, którzy będą udawać lojalność. Umiem poradzić sobie sam. Już nie jesteśmy równymi sobie ludźmi. Ja mam wszystko a on jest tylko człowiekiem, który dla mnie pracuje. Zgasiłem cygaro w dużej popielnicy, znajdującej się na biurku. Odpiąłem marynarkę i wyszedłem z gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Powoli zszedłem po schodach na dół i rozglądałem się po swojej nowej posiadłości, zdając sobie sprawę z tego, że będą musiały nastąpić tutaj zmiany. Na początek będę musiał wybrać dla siebie sypialnię z najpiękniejszym widokiem na morze, a wiem, że taka była tylko jedna. Na samej górze, w której sporo czasu spędzał Federico z tą blondyneczką. Tak, zdecydowanie ona pójdzie na pierwszy ogień do remontu. Nie chcę, by cokolwiek tutaj przypominało mi o dawnym życiu. Od dziś przecież zaczynam nowe. Znajdując się już w salonie, dostrzegam mężczyznę, który rozgląda się dookoła. Nie poznaję go w pierwszej chwili, ale jestem zainteresowany tym kim jest i czego dokładnie ode mnie chce. Mam tylko nadzieje, że nie przyszedł z zamiarem pożyczenia pieniędzy na rozkręcenie jakiegoś biznesu, bo nie bawię się w takie rzeczy. Nie mam zamiaru gonić gnoja po całych Włoszech i domagać się zwrotu swojej forsy.
- Witam Panie Caruso. - Wyciągnął rękę a ja z niechęcią mu ją podałem.
- Z kim mam do czynienia? - Zapytałem wprost.
- Nazywam się George Wright. Wiem, że zapewne nic to panu nie mówi, przyjechałem z Nowego Jorku. Dowiedziałem się co nieco o pańskich interesach i chciałbym wejść w spółkę. Mam dla pana świetną propozycję. - Wyjawił a ja lekko zdezorientowany nie wiedziałem skąd miał na mnie namiar.
- Zapraszam. - Wskazałem na górę i zaprosiłem do pomieszczenia, z którego jeszcze przed chwilą wyszedłem.
Zaproponowałem mu złoty trunek ale odmówił. Ja za to chętnie się napiłem. Usiadłem przed nim i czekałem na propozycję jaką ma mi do zaoferowania. Wyciągnął ze swojej teczki stos przeróżnych kartek, które rozłożył przede mną i z zainteresowaniem opowiadał o inwestycji w jaką chciałby wejść, ale jego fundusze nie do końca mu na to pozwalają. Propozycja brzmiała dość ciekawie, nie mogłem powiedzieć, że nie. Wiedziałem, że nie mogę tak z minuty na minutę podjąć decyzji. Chciałem to na spokojnie przemyśleć. Wejście z nim w spółkę pozwalało mi na podwojenie majątku. A wtedy to interesy mógłbym rozszerzać na skalę światową. Zadowolony z negocjacji, poprosiłem mężczyznę, by dał mi trochę czasu do namysłu. Mężczyzna pożegnał się po godzinie i ulotnił. A ja długo nie czekając, zadzwoniłem w jedno najpewniejsze miejsce, zamawiając sporą dostawę prochów.
-Potrzebuje na już. - Warknąłem do słuchawki. - Dzięki, do później. - Rzuciłem i rozłączyłem się czym prędzej.
Telefon zadzwonił, ale to nie była osoba, z którą rozmawiałem przed chwilą. To Susanne, dziwka, którą od czasu do czasu udało mi się zaliczyć, bo niestety ale miała zbyt napięty kalendarz. Dzwoniła oznajmiając mi, że ma akurat wolne i chciała się wprosić. Nie myśląc ani sekundy dłużej, powiedziałem, że wysyłam po nią samochód. Zawołałem jednego z tych przygłupów i już po chwili rozkazałem jechać pod dany adres. Wiedziałem, że muszę się odpowiednio przygotować. Udałem się do głównej sypialni i wchodząc tam od razu się wycofałem. Nadal czułem zapach Federico. Nie mogłem tego zrobić tutaj. Znalazłem inne przyjemniejsze miejsce i przygotowałem wszystko tak jak zawsze. Minęła godzina i w tym samym czasie zjawił się mój człowiek z towarem i ona. Nieziemsko piękna, z długimi nogami w kusej spódniczce, odkrywającej prawie wszystko. Jednego byłem pewien, tej nocy zerżnę ją w taki sposób, że nie będzie chciała ode mnie odejść i zostanie na zawsze. Pokierowałem ją do sypialni i poprosiłem, by się przygotowała. Facetowi zapłaciłem z nawiązką za szybkie dostarczenie i zatrzasnąłem za nim drzwi. Udałem się do łazienki, wysypując proszek na umywalce. Zwinąłem banknot i wciągnąłem najpierw jedną kreskę później drugą.
Wchodząc do sypialni zauważyłem, że czeka już na mnie w przebraniu. Opinający, lateksowy strój i jej doskonałe proporcje. Wstała, kierując się w moją stronę. Przekręciłem zamek i wiedziałem co się za chwilę wydarzy.
- Na kolana! - Krzyknęła a ja posłusznie wykonałem jej polecenie.
Zdjęła ze mnie marynarkę i przejechała po moich plecach krótkim plecionym biczem, który trzymała w ręce. Stanęła przede mną i uniosła mój podbródek do góry, spoglądając w moje oczy. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo mnie to kręci. Niestety, w tym momencie to ja miałem być rządzącym a ona miała posłusznie wykonywać polecenia. Grzecznie zwróciłem jej uwagę i już po chwili leżała na łóżku przypięta do metalowego wezgłowia. Powoli i bez żadnego pośpiechu rozbierałem się , delektując jej pół nagim ciałem. A gdy byłem już gotowy, przystąpiłem do torturowania. Wiła się pod moim naciskiem, zdjąłem z niej te kuse, mikroskopijne majtki i ułożyłem się miedzy jej nogami masując swojego przyjaciela. Oblizywała usta i przygryzała je, a mnie jeszcze bardziej to podniecało. Wszedłem w nią, była taka gotowa, mokra i tylko moja. Posuwałem równomiernie, rozkoszując się chwilą.
- O tak! - Oddawałem z siebie dźwięki zadowolenia a ona jęczała coraz głośniej. - Krzycz moje imię! - Rozkazałem.
Chciałem słyszeć jak bardzo jej dobrze, chciałem wiedzieć jak bardzo mnie pragnie. Poprosiła bym ją rozkuł. Zrobiłem to, a ona podniosła się i obróciła w taki sposób, że leżałem pod nią. Skakała, wiła się i krzyczała coraz głośniej. Trzymałem ręce na jej biodrach, chcąc kontrolować ruchy.
- Dokładnie tak! Zrób to dla mnie Saro. - Wypowiedziałem, a ona w tej chwili przestała i zdzieliła mnie w pysk.
A ja zastanawiałem się, dlaczego to właśnie jej imię wypowiedziałem. Susanne okryła się pościelą i schowała w łazience. Przysiadłem na skraju łóżka, chowając twarz w dłonie i dumając nad tym czemu jej imię padło z moich ust.
YOU ARE READING
Gra. Nowe zasady cz 3
RomanceGra. Nowe zasady. To trzecia i ostatnia część. Obowiązują nowe zasady prowadzenia interesów. Jeśli jesteś zbyt niewygodny, znikasz. I nikogo nie obchodzi to jak potoczą się losy Twoje i Twoich bliskich. Dla jednych jesteś nikim. Dla innych znaczysz...
