Harry postanowił, że nie chce już więcej być kapitanem drużyny.
Właściwie, w ciągu ostatnich kilku tygodni, dochodził do tego wniosku każdego dnia. Kapitan Quidditcha. Jeżeli kapitan Quidditcha jest zarazem na siódmym roku i do tego dwa tygodnie przed ukończeniem szkoły, jest odpowiedzialny za poprowadzenie reszty Gryfońskich siódmoroczniaków przez coroczny konkurs psot, rozgrywany przeciwko Ślizgonom, który zwieńczy ich naukę w Hogwarcie. Więc, od dnia ostatniego egzaminu Harry codziennie spotykał się nie z kim innym jak Draco Malfoy'em, żeby przedyskutować kolejne wyzwanie. A teraz, siedział przed resztą Gryfonów, oznajmiając im propozycję żartu, jaką złożyła im konkurencja.
- Zdezorganizować zajęcia z Eliksirów? To... - Hermiona wyglądała, jakby miała się rozchorować. Gwoli uczciwości, przeszkadzanie na jakichkolwiek zajęciach nie było zachowaniem odpowiednim dla Prefekta. - To głupie. Nie musimy tego robić. On nas zabije.
Albo gorzej, wywali.
Odbyli te samą rozmowę dwa dni wcześniej, kiedy to Slytherin rzucił wyzwanie, aby ogłuszyli Panią Noriss, i wystawili ją w gablocie z trofeami. Harry nadal nie mógł uwierzyć, że nie zostali za to ukarani. Dyrektor przymknął oko na ich wybryki w imię tradycji. Ślizgoni nawet nie stracili punktów za walkę na jedzenie, którą wszczęli dzień wcześniej. Oczywiście, musieli posprzątać cały bałagan, bez użycia magii, co sprawiło, że stali się ogromnie irytujący i mściwi. Stąd ostatnie wyzwanie.
- Może nie będzie tak źle. Znaczy, dyrektorowi to chyba nie przeszkadza. - Doszła do wniosku Parvati.
- Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby Snape pytał Dumbledore'a o radę, co do kary przewidzianej dla nas. - Powiedział smutno Seamus.
- Przewidzianej dla mnie, chciałeś powiedzieć - burknął Harry. To był jego obowiązek, jako kapitana drużyny, aby wziąć na siebie winę. Zaczął się zastanawiać, dlaczego to zawsze on musiał się poświęcać dla dobra sprawy. Zabił Voldemorta. Czy to za mało? Westchnął zrezygnowany. - Więc, jak zamierzamy to zrobić?
- Mam super pomysł! - powiedział Dean.
Ostatnie, sławne słowa.
***
Harry naprawdę nie chciał już dłużej być kapitanem drużyny. I, technicznie, odkąd sezon się skończył, a on sam odchodził ze szkoły, nie był nim. Ten nieznaczący detal, jednakże, nie zdawał się mieć znaczenia dla kolegów z klasy, którzy byli aż nazbyt chętni, aby ukryć się bezpiecznie za jego plecami, kiedy on zmieniał lekcję Eliksirów w chaos. Patrząc na to z jaśniejszej strony, może to być ostatnia rzecz, którą będzie organizował, ponieważ Snape na pewno go zabije.
Harry był zajęty kruszeniem swoich skarabeuszy i marzeniem o tym, aby Snape wykończył go szybko, gdy łokieć Rona zasygnalizował mu, że już najwyższy czas zacząć. Dean uśmiechnął się do Harry'ego przez ramię, a ten spojrzał się na niego spode łba. Świetny pomysł, naprawdę, piosenka. Dean usłyszał ją w czasie ferii noworocznych. Było to jedno z nagrań jego ojca. Powiedział, że kojarzyło mu się ze Snapem. Spędzili całą noc na ćwiczeniach i teraz Harry miał poprowadzić całą klasę jak chór.
Jeżeli tylko zdoła wydobyć z siebie głos.
Snape spacerował po klasie, nadal radząc sobie z doprowadzeniem klasy wypełnionej prawie w pełni wykwalifikowanymi czarodziejami, do całkowitego posłuszeństwa, tylko dzięki swojemu szyderczemu uśmieszkowi. Bynajmniej nieprzyzwyczajeni do tego złowrogiego uśmiechu, złowieszczego falowania szat, demonicznego, sarkastycznego wyrazu twarzy, uczniowie kulili się głębiej w swoich krzesłach z każdym mijającym rokiem. To zdawało się tylko zachęcać Mistrza Eliksirów do wypracowywania nowych poziomów okrucieństwa.
- Panie Potter - wycedził Snape. Harry na krótko nawiązał kontakt wzrokowy, ale zdecydował, że to i tak nie pomoże jego już więdnącej odwadze. W zamian, przykuł swój wzrok do rzeczy leżących na biurku. - Zdaje się, że powiedziałem mielić, a nie gnieść na proszek. Naprawdę, jak kompletnie roztrzepanym trzeba być, żeby przebrnąć przez siedem lat moich zajęć bez nauczenia się, jak powinno się trzymać tłuczek.
Harry utrzymywał swój wzrok na skarabeuszach, gdy Snape odszedł dumnym krokiem, próbując wyśledzić źródło chichotu, który nastąpił po jego zjadliwej uwadze. Chłopak wziął głęboki oddech, starając się nie zwracać uwagi na błagalny wzrok Hermiony. Nadszedł czas. Ron trącił go łokciem, więc Harry przełykając całe zaniepokojenie i dumę, rozpoczął cicho:
We don't need no education...
Kontynuował mielenie, próbując nie zauważyć, że szelest szat Snape'a zbliżał się teraz w jego kierunku.
- Co to było, panie Potter?
Zanim Harry miał czas, żeby odpowiedzieć, inny głos zaśpiewał trochę głośniej:
We don't need no thought control...
Snape okręcił się wokół. Ślizgoni odwrócili się pełni oczekiwania.
- To mnie wcale nie bawi - warknął Snape - Minus 20 punktów dla Gryfindoru. Wracajcie do pracy! - krzyknął.
No dark sarcasm in the classroom...
- Trzydzieści punktów, panie Thomas!
Snape wyglądał na bliskiego wylewu. Jego ziemista cera nabrała różowego odcienia. Z wyszczerzonymi zębami warknął - Mimo tolerancji dyrektora, ten coroczny nonsens nie będzie miał miejsca na moich zajęciach. Jeżeli myślicie, że nie dam wam wszystkim szlabanu, jesteście w poważnym błędzie.
W pokoju zapadła cisza. Snape odzyskał zdolność oddychania. Podszedł na przód klasy, rzucił ostatnie złowrogie spojrzenie, po czym usiadł przy biurku.
Teacher leave those kids alone...
- Minus 50 punktów panie Weasley! - Ron zrobił się purpurowy w chwili, gdy reszta klasy zawołała:
HEY, TEACHER! LEAVE THOSE KIDS ALONE!
Nie było szans, żeby Gryfindor wygrał tegoroczny puchar domów. Harry zastanawiał się, czy jest możliwość, aby dostać jakieś ujemne punkty. Zdecydował, że to nie ma najmniejszego znaczenia. On i tak tego nie dożyje.
Wypełniony wolnością, którą można osiągnąć tylko, kiedy jest się pewnym, że się nie przetrwa, Harry podwyższył głos w jedności z resztą kolegów.
All in all you're just another brick in the wall.
All in all you're just another brick in the wall.
***
Snape usiadł z otwartą buzią nie wierząc w ich bezczelność. Jego oczy skanowały pełne winy twarze zwrócone w dół, które mimo jego zaskoczenia śpiewały dalej. Stwierdził, że wina, jeżeli miał ją na kogoś zwalić, leżałaby po stronie Draco Malfoya, który upozorował cały ten horror. To było jego wyzwanie, bądź co bądź. Jednakże nie odbiegając zbytnio od swoich przyzwyczajeń, Snape zdecydował ukarać Pottera, który, jeżeli miałoby to zależeć od niego, nie zobaczyłby światła dziennego aż do samego rana, kiedy to przestałby być jego problemem. Snape oparł się o tył krzesła, przybierając swój najbardziej wredny uśmiech, i czekał.
YOU ARE READING
Wyzwanie
FanfictionOpowiadanie nie jest moje, tylko je udostępniam. ______ Wyzwanie Autor: Cybele Tłumacz: LosPeciakos Pairing: Severus/Harry
