If I fell |Blake Richardson|

malhey_ tarafından

1.1K 123 203

If I fell in love with you Would you promise to be true And help me understand 'Cause I've been in love befor... Daha Fazla

I. Would be worse
II. Feel a little different
III. Have I lost my mind?
IV. You look beautiful
V. Confused
VI. Making fool of myself
VII. Start over
IX. Heart in two
X. Play it cool
XI. Bringing me down
XII. Wish we never met
XIII. Bottle up inside
XIV. Permission to love
XV. No one else, but you
Epilog

VIII. Care

54 8 2
malhey_ tarafından

Danielle's POV

Będąc już w domu, zdaję sobie sprawę z tego, jak jest późno. Za pół godziny mam być u Theo, a jeszcze przy wejściu do domu zostałam zasypana pytaniami, co do tego, dlaczego tak długo mi to zajęło. Oczywiście, że jej nic nie powiedziałam. Trudno było się wytłumaczyć, tym bardziej, że kupiłam tylko jedną parę butów. Jednak już po chwili mi odpuściła. Kieruję się do swojego pokoju, ale po drodze spotykam Lise wychodzącą ze swojego pokoju, gdy się orientuje, że już jestem w domu, wraca się z powrotem do swojego pokoju. Kurde, nie możemy się kłócić, jeszcze do tego przez moją głupotę.

Postanawiam podejść do drzwi jej pokoju i w nie zapukać. Po chwili czekania nie słyszę odpowiedzi, więc robię to jeszcze raz trochę głośniej. Znowu nic. Postanawiam sama wejść.

— Ej! — krzyczy Lisa, gdy mnie widzi. — Nie powiedziałam, że masz wejść.

Ignoruję ją i wchodzę do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Podchodzę do jej łóżka i na nim siadam, patrząc na nią.

— Nie chcę się z tobą kłócić — oznajmiam miłym głosem. Posyła mi złowrogie spojrzenie.

— To przestań w końcu być taka sztywna i wszystko brać na poważnie — mówi, co mnie trochę rusza. Dlaczego tyle osób tak o mnie myśli?

— Okay, postaram się — oznajmiam. Chociaż zgaduję, że to jest bardziej część osobowości i czegoś takiego raczej się nie da zmienić. — Poza tym, aż taka sztywna nie jestem.

Lisa prycha na moje słowa. Unoszę brwi. Co to niby ma znaczyć?

— Twoja reakcja, na moją reakcję właśnie wszystko wyjaśniła. — Chcę jej coś odpowiedzieć, ale chyba sama nie wiem co. Ale wciąż uważam, że nie jestem aż taka poważna. — A poza tym — dodaje. — Nie potrafisz nawet się bawić przy piosenkach, o koncercie nawet nie wspominając, swojego ulubionego boysbandu. Jakby ktoś cię miał ocenić za to jak śpiewasz, chociaż masz idealny głos, ale nawet jakbyś nie miała to, co z tego? Chodzi o zabawę. Nikt ci za to nie postawi oceny, ani nie odejmie punktów z zachowania. Nie wiem czemu też wstydzisz tego, jakiej muzyki słuchasz. Ale uwierz mi, nikogo to nie interesuje.

Chwilę na nią patrzę. Analizuję to, co mi powiedziała. Sama do końca nie wiem czy się z nią zgadzam w tej sprawie, jeśli chodzi o moją osobę, ale zgadzam się z nią ogółem. Nie umiem w pełni wytłumaczyć na czym polega to moje spinanie się przy wszystkim, co związane z muzyką. Jednak nie wiem czy coś na to poradzę. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

— Możliwe, że przez tego chuja, co nam miesięcznie płaci aby odkupić winy — znowu mówi. — Ale on już jest przeszłością. Kimś, kto jest za tobą. Nie potrzebujesz go w swoim życiu. Możesz to nawet robić podświadomie, ale postaraj się go po prostu nie ingerować już więcej w swoje uczucia i myśli.

Jakim cudem ona jest moją młodszą siostrą?

— Ty już tak nie filozofuj — śmieję się, wstając. —?Rozumiem, że wszystko git? — dopytuję jeszcze dla pewności.

— No jasne, że git — odpowiada, uśmiechając się nieznacznie. Chwilę na nią patrzę, po czym opuszczam jej pokój, kierując się do swojego. Myślami, znowu jestem przy domówce u Theo.

Stoję przed otwartą szafą rozmyślając nad tym, co będzie najbardziej odpowiednie do założenia na siebie. A dużo czasu mi nie pozostało. Postanawiam zmienić tylko bluzkę na jakąś bardziej przyzwoitą i nie spoconą po całym dniu.

Biorę jakąś małą torebkę i wkładam do niej wszystko, co najpotrzebniejsze. Wchodząc do hallu, widzę moją mamę siedzącą w kuchni przy laptopie.

— Piękna bluzka — mówi widząc mnie. Patrzę w dół.

— Dzięki — odpowiadam. Jestem trochę zdziwiona, bo myślałam, że prędzej powie, iż jest staroświecka przez te bufiaste rękawy. Ale słyszałam, że tak się nosi teraz.

— O której będziesz? — pyta.

— A o której mam być?

— Zależy do kogo idziesz — oznajmia. Marszczę brwi. Dlaczego to jest takie ważne?

— Do Theo. — Wzdycha na moją odpowiedź.

— Zostań ile chcesz. — Macha ręką. — Tylko uważajcie. Chcę jeszcze go kiedyś poznać, zanim zostanę babcią. — Przewracam na jej słowa oczami, po czym chcę podejść do moich nowych butów, ale w tym momencie dzwoni mój telefon. Na wyswietlaczu pojawia się Phoebe. Odbieram.

— Gdzie ty, kurwa, jesteś? — pyta.

— Już zaraz wychodzę z domu — mówię, wyjmując z torby swoje nowe buty i je zakładam.

— Dobra, czekam na ciebie na przystanku — informuje mnie, po czym się rozłącza.

Ubieram do końca buty, zakładam kurtkę i wychodzę z domu, żegnając się z mamą. Po parunastu minutach jazdy autobusem znajduje się na przystanku. Witam się z Phoebe, która wstaje z ławki, kiedy mnie widzi.

Kierujemy się w stronę domu chłopaka. Gdy już się do niego zbliżamy, Phoebe gwałtownie się zatrzymuje, patrzy na mnie jakbym jej rodziców zabiła.

— To impreza Theo? — pyta z wyrzutem. Przytakuję nieśmiało. — Nie mówiłaś o tym.

— Bo wiedziałam, że nie będziesz chciała przyjść, a ja nie chciałam przyjść sama — zaczynam się bronić. Krzyżuje ręce, przewracając oczami. Po chwili wzdycha.

— Niech będzie, tylko nie rób żadnych głupot — mówi, na co się uśmiecham. — I muszę być w domu przed jedenastą.

Przytakuję, po czym biorę jej rękę pod ramię podchodząc coraz bliżej domu.

Wchodzimy do środka wraz z jakąś grupką. Już z zewnątrz było słychać muzykę i ludzi, ale jak ich teraz mam przed oczami, to dopiero czuję się nieswojo. Ale spokojnie, Phoebe jest tu ze mną. Nic się nie będzie działo. Nie, że jestem aspołeczna czy boję się ludzi, ale po prostu wiem, że część z tych ludzi zaraz będzie pijana, o ile już nie są. A nie ufam zbytnio nietrzeźwym osobom.

Rozglądam się, by znaleźć Theo, jednak w żaden sposób nie jestem w stanie go dostrzec. Phoebe od razu ciągnie mnie za sobą. Również wyglada jakby czegoś szukała.

— Gdzie tu jest kuchnia? — pyta. Wskazuję jej aby szła przed siebie, kiedy finalnie docieramy do pomieszczenia. Widzę pare osób ze szkoły, rozmawiających ze sobą. Witają się szybko z Phoebe, po czym znowu wracają do swoich zajęć.

Moja przyjaciółka zagląda do wszystkich szafek po kolei, kiedy znajduje to, co chciała, a mianowicie — szklankę. Stawia ją na wysepce kuchennej, po czym podchodzi do lodówki. Wyjmuje z niej wódkę i sok pomarańczowy. Zaczyna nalewać przezroczysty trunek, który wypełnia większą część szklanki.

— Pomimo tego, że jest to dom Theo — zaczyna mówić do mnie, dolewając do szklanki soku. — To mam nadzieję, że go tu nie spotkamy.

Bierze duży łyk ze szklanki, po czym znowu odkłada ją na blat. Na jej twarzy nie ma nawet grama skrzywienia.

— Też chcesz? — pyta, wskazując na alkohol.

— Nie — oznajmiam, zamyślona.

— Ej, jednak chcesz stąd iść? — pyta zmartwiona. Kiwam przecząco głową.

— Nie, dlaczego?

— Średnio wyglądasz — oznajmia. Chcę jej odpowiedzieć, kiedy nagle czuję jak ktoś mnie chwyta od tyłu w talii. Wzdrygam się na to uczucie. Po minie Phoebe już wiem, że to na sto procent jest Theo. Odwracam się, aby uwolnić się z jego uścisku. Staję obok Phoebe.

— Hej, kochanie — mówi Theo, śmiejąc się. Marszczę brwi.

— Już mi się chce żygać — oznajmia moja przyjaciółka, mierząc Theo wzrokiem. Kurde, ona nie wie, że się pokłóciliśmy. Co mam mu na to odpowiedzieć? — Danielle, wszystko okay? — pyta mnie dziewczyna, obejmując mnie ramieniem. Przytakuję, starając się wyglądać na jak najbardziej przytomną.

— Idziemy? — pyta Theo, wystawiając swoją rękę przed siebie, abym ją chwyciła.

— Ja idę do kibla — mówi Phoebe, bierze jeszcze jeden wielki łyk ze szklanki, po czym odchodzi.

— Gdzie? — pytam Theo, kiedy moja przyjaciółka już znika z zasięgu wzroku.

— Mieliśmy być razem przez cały wieczór — przypomina mi. Rumienię się na jego słowa. Cieszę się, że pamięta, że mi to obiecał. Uśmiecham się lekko i kładę na jego dłoni swoją rękę. Nie chcę, żeby Phoebe się dowiedziała o naszej kłótni, więc postaram się chociaż udawać, że jest wszystko dobrze.

Prowadzi mnie w stronę ogrodu, gdzie stoi stół do ping ponga. Po jednej i drugiej stronie stoją równo rozłożone kubeczki wypełnione alkoholem. Gra już kilka osób. Mogę rozpoznać kilku kolegów Theo i jakichś chłopaków, których pierwszy raz widzę w życiu.

Słyszymy okrzyki zwycięstwa jednej z drużyny, kiedy po chwili zauważają mnie i Theo.

— Zagramy? — pyta mnie chłopak. Otwieram usta, ale sama nie wiem, co chcę na to odpowiedzieć. — No dawaj — namawia mnie, widząc, iż nie jestem zbytnio przekonana. W końcu ulegam. Chociaż nie chcę pić zbyt dużej ilości alkoholu. Chłopak cieszy się i podchodzimy za jeden koniec stolika. Dają mi piłeczkę, a ja przymierzam się do rzutu. Od razu, gdy trafiam, chłopaki wokół mnie krzyczą z radości. Również się uśmiecham.

Po kilku kolejkach, w trakcie których oczywiście ja też musiałam wypić chociaż trochę piwa, czuję się trochę dziwnie. Niestety też przegraliśmy, więc musieliśmy dokończyć piwa z kubków poprzedniej drużyny.

— Danny! — krzyczy znajomy damski głos zza moich pleców. Odwracam się by dostrzec moją przyjaciółkę, opierającą się o ścianę. Stoi przy jakimś chłopaku, który wygląda na wyraźnie zdezorientowanego jej zachowaniem. Może gadali i nagle jej się wyrwało moje imię, gdy mnie zobaczyła.

Zaczyna do mnie podchodzić, nie da się ukryć, że niezbyt równym krokiem. Wpada na mnie, obejmując mnie. Ściska mnie na tyle, iż przestaję czuć dopływ krwi w głowie. Albo to może przez alkohol. Chociaż czy to jest w ogóle możliwe?... Ciekawe, co robi Blake...

— Kocham cię — szepce mi na ucho, śmiejąc się. Mnie to również rozśmiesza. W końcu się ode mnie odsuwa, ale wciąż ma wlepiony uśmiech na twarz i położone dłonie na moich ramionach.

— Jesteś pijana — oznajmiam, śmiejąc się. Chociaż nie ma w tym nic zabawnego. Znowu wybucha śmiechem.

— Ty też — oznajmia. Znowu się śmieję. Kiwam przecząco głową.

— Phoebe, może chcesz się położyć? — pyta ją Theo, wtrącając się do naszej rozmowy.

Patrzy na niego tym samym spojrzeniem, co na mnie.

— Spierdalaj. — Nie wiem dlaczego, ale mówi to z francuskim akcentem. Uświadamia to sobie i znowu się śmieje. Ja sobie uświadamiam, co powiedziała. Jednak nie potrafię tego teraz wziąć na poważnie. Theo zerka na mnie, jakbym miała widzieć, o czym myśli.

— Ja ją wezmę do gościnnego, a ty poczekaj — mówi mi, chwytając Phoebe pod ramię.

— Nie... dotykaj... mnie — mówi coraz ciężej, ale wciąż się śmiejąc.

— Zaraz zaśnie — informuje mnie chłopak, pewnie po to, żebym się nią nie martwiła.

Idę za nimi, kiedy zaczyna ją prowadzić do sypialni gościnnej. Phoebe co jakiś czas się szarpie, ale nie ma na tyle siły ani ochoty by naprawdę się od niego wyrwać. Serio wygląda jakby miała zaraz zasnąć.

Wchodząc, widzimy jakąś półnagą parę dziewczyn. Zakrywają się, kiedy nas zauważają.

— Nie jestem homofobem, ale wynocha — mówi do nich. One bez słowa zabierają swoje rzeczy i wychodzą. Theo kładzie Phoebe na łóżku. Ona już tylko o czymś marudzi, czego nawet nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Chłopak daje jej wodę i dziewczyna bierze duży łyk. Po chwili Phoebe się zamyka i jakiś dziwny instynkt budzi się w Theo, żeby podstawić pod nią miskę i dobrze robi, bo już po sekundzie, Phoebe wszystko, co wypiła, zostawia w misce. Podchodzę, żeby potrzymać jej włosy.

— Już? — pytam, głaszcząc ją po głowie. Znowu zwraca, co miała w żołądku. Rzuca się na łóżko i już słyszymy tylko ciszę i spokojny oddech. Patrzę na nią przez chwilę, po czym Theo chwyta mnie za rękę i otwiera mi drzwi. Opuszczamy pokój. Patrzy na mnie, dziwnie się uśmiechając.

— Co się cieszysz? — pyta mnie. Aż sama nie wiedziałam, że się uśmiecham.

— No nic, po prostu ładnie się zachowałeś. Pomimo, że ona czasami jest dla ciebie niemiła — oznajmiam.

— Czasami? — śmieje się. Przewracam oczami.

— No dobra, przez większość czasu — przyznaję mu. Śmiejemy się przez chwilę, po czym on znowu na mnie patrzy w ten dziwny sposób. Przybliża się do mnie i zamyka przestrzeń pomiędzy naszymi ustami. Oddaję pocałunek, chociaż sama nie wiem, co mam teraz czuć. W końcu się odkleja.

— Dawno nie byłaś w mojej sypialni — mówi. — Idziemy?

— Okay — odpowiadam, wypuszczając niekontrolowany, głupio brzmiący śmiech, po czym znikamy w jego pokoju.

_____________________________

Dobra udało się xD myślałam ze krótszy wyjdzie bo mi się pomyliło w kalkulacjach i miało być inaczej ale niech już będzie hah

Okumaya devam et

Bunları da Beğeneceksin

5.6K 399 83
Anastasjia Morozova całe życie znała tylko jeden dom - Durmstrang. Surowe kamienne mury, chłodne jezioro, wymagający nauczyciele i zasady, których le...
181K 6.4K 120
Maddie Monet, najstarsza z córek Camdena Monet zostaje rozdzielona z braćmi na kilka lat. Bliźniaczka Tony'ego i Shane'a odnajduje się w swoim nowym...
15K 1.6K 16
Marcelina Ostrowska osiągnęła wszystko, o czym kiedyś marzyła - karierę, pieniądze i życie w Kalifornii. Tylko że za tym sukcesem stoi coś, czego nie...
Wattpad Uygulaması - Özel özelliklerin kilidini açın