Iskra Zimy [✔]

By _japanblossom_

5.7K 1.6K 425

Królestwo, od którego jestem odcięta. Rodzina, dla której jestem nikim. Demony przeszłości, które powracają... More

Cytat na wstęp
Prolog
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
25.
26.
27.
28.
29.
30.
31.
32.
33.
34.
35.
36.
37.
38.
39.
40.
41.
42.
43.
44.
45.
46.
47.
48.
49.
50.
51.
Epilog
Na zakończenie + kontynuacja

9.

90 37 7
By _japanblossom_

Nie mogłam wczoraj sprawdzić i wstawić rozdziału dlatego robię to dzisiaj ;)

Anelma

Nie znajduję już żadnej sensownej metody by przemówić mojej rodzinie do rozumu. Każda wymiana zdań kończy się przegraną batalią, w której to zawsze ja ponoszę ofiarę. Ojciec jest zdeterminowany, aby wydać mnie za mąż, Nilis ślepo podąża za jego decyzjami. Obawiam się, że ich nacisk w końcu mnie złamie.

Wychodzę na balkon. Chwytam się każdej możliwości, aby wreszcie odnaleźć światełko w tunelu. Rozmyślam nad tym, czy nie istnieje jakiś inny sposób, by pozostać w przyjaźni z Revontuli, nie wykorzystując do tego mnie i Ivona.

Niestety zbyt mało wiem o Zjednoczonym Państwie. Ojciec skutecznie ukrywał przede mną informacje od pozostałych księstw.

Czy Kervenia stanęła już na krawędzi wojny? Rozwój naszego kraju chyli się ku upadkowi?

Może Nilis wiedziałby więcej, ale nie sądzę, aby chciał dzielić się tą wiedzą ze mną.

Tak właśnie traktowano mnie w tej złotej klatce.

To nie ja obejmę władzę po ojcu, dlatego też nikt nie przejmował się moją niewiedzą o polityce. Obdarzono mnie jedynie edukacją z zakresu literatury, artyzmu, historii, matematyki i astronomii. Co nieco sama dowiedziałam się o gospodarce, sposobie jej prowadzenia oraz panowania dynastii, matka również dała wiele od siebie, lecz to nie wystarczy, żeby zrozumieć sztukę rządzenia państwem.

Mam swoje podejrzenia co do tak okrojonego wykształcenia, na jakie zgodził się król.

W komnacie rozlega się huk. Gwałtownie prostuję się, odwracając zdjęty grozą wzrok. Wracam do pomieszczenia.

Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to przewrócona toaletka i rozbite na kawałki lustro. Szkło wala się po całej podłodze, odbijając w okruchach blade światło dnia.

— An — słyszę zdławiony głos po lewej stronie.

Serce prawie mi zamiera, gdy dostrzegam w cieniu szafy Valo, ledwo utrzymującego się na nogach. Opiera się o ścianę mebla a wolną dłoń przyciska do lewego boku. Z trudem unosi głowę, patrząc na mnie. Jego wzrok jest tak niewyraźny i zamglony, dając znak, iż stoi u progu utraty świadomości.

Przytomnieję, rzucając się mu na ratunek.

— Valo! — krzyczę, przewieszając jego ramię przez głowę. — Na wszystkie Duchy, co ci się stało?

Pomagam mu dojść do łóżka. Jest dość ciężki, jak na tak szczupłego mężczyznę, ale robię co w mojej mocy, aby utrzymać go w pionie jeszcze przez chwilę. Zwisa na mnie niczym bezwładna lalka, choć wciąż słania się, imitującym stopy cieniem, po posadzce. Pochylam się, układając go na poduszce. Wydaje z siebie głośny jęk, gwałtownie szarpiąc tors do przodu.

Odsuwam powoli rękę od obrażenia. Szeroka dziura wylewa z jego boku czarną maź o konsystencji gęstszej niż krew. Valo cierpi, zaciska zęby najmocniej jak tylko może. Z czoła skapują mu duże krople potu, sklejając włosy u nasady. Odsuwam czarny płaszcz, okrążając uraz dwoma palcami. Wychudzony, kościsty tors trzęsie się pod wpływem bólu. Obawiam się, że nie wytrzyma zbyt długo.

Rana jest okrągła i głęboka. Jakby zadał ją sztylet, ale nie tłumaczy to jej idealnej owalności oraz rozmiarów.

— Wytrzymaj, zaraz ci pomogę — uspokajam go, powstrzymując torsję.

— Pamiętasz technikę, prawda? — jęczy słabo, wyciskając resztki sił ze strun głosowych.

— Tak — zapewniam go bez zawahania.

Siadam przy nim, przykładając dłoń do rany. Jego niezdrowo szara skóra jest rozpalona.

Oddycham pełną piersią. Czuję rękę Valo na swoich palcach. Przyjemny chłód przemierza moje żyły, kierując się w stronę nadgarstka. Zimno stopniowo mnie opuszcza. Szron zaczyna tworzyć majestatyczne, piękne wzory. Barwa zmienia się od brudnego błękitu po śnieżną biel. Strumień energii pulsuje na mojej skórze. Czekam, aż to uczucie minie.

W momencie, kiedy gładka warstwa szronu zaczyna łaskotać dłoń, mogę zabrać ją z rany. Oceniam swoje starania na bardzo dobre. Głośno wypuszczam z płuc oddech ulgi. Całe szczęście nie wyrządziłam jeszcze większej szkody.

Nigdy nie śmiałabym nawet pomyśleć, że Valo czymkolwiek można by zranić. Przecież jest cieniem. W każdej chwili mógł zniknąć lub zmaterializować się do postaci przezroczystej smugi. Ostrze nie zdołałoby zadać mu takiej rany. Sam kiedyś mi powiedział, że jest bytem niemal nieśmiertelnym. Nic, co byłoby w stanie zabić człowieka, nie zdołało by go nawet drasnąć. Jest odporny na miecze, noże, nawet kule armatnie.

Więc co dało radę tak go poharatać?

— Już lepiej? — pytam niepewnie, z przerażeniem, ale i częściowym spokojem obserwując, jak Valo poprawia się na poduszce.

— Tak — odpowiada, jeszcze krzywiąc się na twarzy. Głośno wypuszcza powietrze. — Dziękuję ci.

— Kto ci to zrobił? I w ogóle jakim cudem... — zaczynam sypać pytaniami.

— An, muszę coś zrobić — odpowiada szybko, patrząc mi w oczy zdeterminowanym spojrzeniem. — I błagam cię, spróbuj mnie zrozumieć.

— Ale co? — dociekam roztrzęsiona.

— Posłuchaj. — Bierze moją dłoń w swoją i zaciska na niej palce tak mocno, jakby już nigdy więcej miał mnie nie zobaczyć. — Nie odbieraj tego w negatywny sposób. Wiesz, że zależy mi na tobie.

Moje serce dudni coraz mocniej w piersi. Ręce trzęsą się niemiłosiernie mocno, jakby otrzymały własne życie. Boję się jego słów. Ta tajemniczość doprowadza mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Zszargane nerwy miotają od wewnątrz moim ciałem.

Do czego on zmierza? Co chce mi powiedzieć?

— Obiecałem ci, że jeżeli nadejdzie dzień, kiedy będziesz musiała sama sobie radzić, powiadomię cię o tym — zaczyna, a każde słowo wypowiada, jednocześnie walcząc o oddech. — Dlatego tu jestem.

— Co? — To pytanie jest najcichszym szeptem, jaki kiedykolwiek wydostał się z moich ust.

Jeszcze wczoraj tłumaczył mi, że zostanie ze mną zapewne dłuższy czas, a dziś tak nagle zmienia zdanie? Nie mógł zrobić tego sam z siebie. To nie byłyby Valo, jakiego znam.

Łzy same cisną mi się do oczu. Próbuję nie okazywać emocji, ale nawet najsilniejsze ryzy nie zdołałyby powstrzymać mojego płaczu. Przynajmniej nie poddaje się spazmom. Ciepłe krople spływają strużkami po policzkach, zostawiając mokre ślady na skórze. Valo ociera je kciukiem, nie okazując przy tym żadnej konkretnej emocji.

Nie reaguje, ponieważ wie, jak nie znoszę okazywać słabości.

Zaciska mocniej rękę na mojej dłoni. Przymyka powieki.

— Zaufaj mi, An — kontynuuje. — To nie potrwa długo. Nie opuszczam cię na zawsze. Wrócę do ciebie. Muszę załatwić tylko pewną sprawę.

— Jaką sprawę? — pytam.

— Dowiesz się wszystkiego, gdy znów się spotkamy — odpowiada. — Jesteś silną kobietą, poradzisz sobie.

— Valo, ale ślub, Korhoneni...

— Bez względu na to, czy wyjdziesz za mąż czy nie, później to i tak nie będzie miało znaczenia. Graj na zwłokę. Udawaj, że wszystko jest w porządku.

— Mam udawać i być silna, gdy ciebie nie ma w pobliżu?

— To dobry test. Przyda ci się rozłąka ze mną. Zbytnio uzależniłem cię od siebie. Wierz mi, wiem co robię. A ty w końcu zrozum, nie jesteś pustą dziewczyną i możesz naprawdę wiele. Jesteś sprytna, wymyślisz coś.

— Skoro odchodzisz tylko na chwilę, to dlaczego mówisz tak, jakbym miała nie zobaczyć cię wieki?

— Ponieważ nie wiem, ile czasu pozostaniesz sama. W zależności od tego jak sprawy się potoczą. Może to być tydzień, może miesiąc, ale nie wykluczam, że zajmie mi to nawet kilka lat.

— Lat? Valo, przecież...

— Nie przejmuj się. Po prostu ciężko mi to określić. Tam, dokąd się udaję, czas płynie bardzo dziwnie. Raz szybciej, raz wolniej, a raz tak samo. Ale postaram się pośpieszyć. Uzbrój się w cierpliwość.

Podnosi się z łóżka, ale nie puszcza mojej ręki. Zamiast tego przyciąga mnie mocno do siebie, zamykając w mocnym, pożegnalnym uścisku.

Nie chcę tracić tej chwili na głupie jęki i błagania, aby ze mną został. Wiem, że nie zmienię jego decyzji. Skoro wynikła sprawa tak pilna, że musi mnie zostawić na dłuższą chwilę, ja muszę to zrozumieć i uszanować jego wolę. Jeżeli mówi, że wróci, to wróci.

Jego miękkie usta czule całują mnie w czubek głowy. Valo odsuwa moją twarz od swojej piersi i patrzy mi w oczy. Posyła w moją stronę lekki, blady uśmiech. Odwzajemniam go.

— Masz czas, aby pobyć sobą i poznać swoją siłę — szepcze. — Wiem, że księga to marne pocieszenie, ale w niej także znajdziesz odpowiedzi na okiełznanie mocy. Umiesz już dużo. Popracuj więc nad swoimi uczuciami, królewno Anelmo Nieminen.

— Nie... — Gryzę się w porę w język i zamykam oczy. Jego głos marnie oddawał dostojność tego tytułu. Zawsze zniekształcał go do głupiutkiego, słodkiego przezwiska. Nawet jeżeli nie miał takiego zamiaru. — Uważaj na siebie.

— Dobry początek — przyznaje.

Spuszczam wzrok. Valo styka swoje czoło z moim. Czuję jego oddech na swoim nosie. Zwykle był zimny, lecz teraz prawie że parzy mnie swym gorącem. Jeszcze raz całuje mnie w czoło, pokazując siłą tego gestu, jak bardzo nie chce mnie zostawiać. Powietrze, które wdycha nosem, lekko się załamuje.

Zdezorientowana opuszczam ramiona Valo. Mija mnie, wypuszczając z uścisku moja dłoń. Chłodny wiatr wpadający do komnaty rozwiewa moje i jego włosy. Jestem jak nagie dziecko, pozbawione dachu nad głową, rodziny, wszystkiego.

Na tle światła dnia, Valo wydaje się być jedynie czarną sylwetką, pozbawioną rysów twarzy, oczu, rąk. Stopniowo zamienia się w prostą smugę cienia, sunąc po podłodze w ciemność kąta komnaty.

— I wróć bezpiecznie — dokańczam zdanie, przymykając powieki.

Cofam się w stronę łóżka. Siadam na pościeli i prostuje plecy. Kładę dłonie na kolanach, powoli zaciskając je w pięści. Ostatnia bariera przed atakiem paniki. Zęby zgrzytają w ustach, broniąc się przed wypuszczeniem krzyku. Oddycham tak głęboko, że klatka piersiowa wręcz błaga mnie, abym choć na chwilę przestała. Zatrzymuję kolejne łzy, chcące wydostać się z moich oczu. Nie zamierzam się załamywać. To tylko przerwa, w której nie mogę pozostać bezbronną istotą.

Valo wróci. Chwila samotności dobrze mi zrobi. Przecież mogę odnaleźć w tym jakiś pozytyw, prawda?

Unoszę rękę na wysokość twarzy i poruszam delikatnie palcami. Spod skóry zaczynają wydostawać się mroźne iskierki, które zlepiają się w jeden kształt płatka śniegu. Przyglądam się mu bardzo uważnie, wodząc spojrzeniem po każdej drobince, która odbija słabe światło słońca, próbujące przedrzeć się przez chmury. Śnieżynka obraca się w powietrzu.

— Może zakopmy topór wojenny i spróbujmy się dogadać — mówię, uśmiechając się półgębkiem.

Zaciskam dłoń w pięść. Twór rozpryskuje się w przestrzeni.

Słyszę pukanie do drzwi. Obracam się w ich stronę.

— Proszę — mówię spokojnym głosem.

W wejściu staje już dobrze znana mi służąca. Dyga przede mną. Odpowiadam jej kiwnięciem głowy.

— Wkrótce pora obiadowa — wyjaśnia. — Powinna się panienka przygotować.

— Och, to już? — dziwię się.

— Na wszystkie Duchy, co tu się stało? — pyta piskliwym tonem, pozostawiając mnie bez odpowiedzi.

W milczeniu patrzę, jak dosłownie rzuca się w stronę rozbitego lustra.

Nie mam nawet chwili, aby przeanalizować wszystko i przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Na myśl o ponownym wspólnym posiłku z ojcem, a co gorsza bliźniakami Korhonen, moim ciałem wstrząsają silne torsje i dreszcze. Jednak nie mogę nic poradzić.

Teraz nadszedł czas, abym wzięła się w garść. Nie ma już przy mnie Valo. Każde spotkanie z bliskimi to test wytrzymałości emocjonalnej, który zwykle oblewam.

Powinnam znaleźć konsensus dla tej sytuacji. Jeżeli wreszcie w jakiś cudowny sposób dogadam się z nimi, może to także będzie klucz do ustabilizowania wybuchów mojej mocy. Warto podjąć każde ryzyko, aby utrzymać w sekrecie tą tajemnicę.

W pojedynkę nie zdziałam zbyt wiele. Od kiedy pamiętam, zawsze przegrywałam. Nawet gdy opierałam się z całych sił, koniec końców byłam zmuszona do podporządkowania się woli króla.

Podporządkowana woli króla ... sama.

A gdyby tak tym ryzykiem było...

— Posłuchaj — zwracam się do służącej, która zbiera odłamki szkła w podwinięty fartuch.

Dziewczyna unosi głowę, zrywnie podnosząc się do pionu.

— Tak? — Ostrożnie spogląda na mnie, jednocześnie czekając aż dokończę swój wywód.

— Czy posiadasz wrogów?

— Och, nie, Wasza Miłość. Nie jestem skora do konfliktów. Próbuję żyć z ludźmi w zgodzie.

— Zatem wyobraź sobie, że masz wroga.

Kiwa energicznie głową. Szkoda, że nie mam damy dworu. Wówczas zapewne łatwiej byłoby mi przełamać się do proszenia o rady, ze względu na duży stopień poufności.

Cóż, dam tej służce szansę.

— Aby poznać jego zamiary, wolałabyś na własną rękę szukać rozwiązania, czy spróbować zbratać się z nim?

Zastanawia się przez chwilę nad moim pytaniem.

— Wydaje mi się, że zarówno najciężej, jak i najprościej byłoby wejść w relacje przyjacielskie z wrogiem.

— Skąd to paradoksalne przemyślenie?

— Udawać przyjaciela nieprzyjaciela jest prawdziwą sztuką. Trudno jest okazywać komuś pozytywne emocje, gdy w rzeczywistości żywi się do niej nienawiść. Mimo wszystko, gdy wróg ci zaufa, otworzy się przed tobą i ukaże swoje sekrety.

— Dość karkołomny sposób by wydobyć z niego prawdę.

Wbijam zamyślony wzrok we własne stopy. Jednak w tym szaleństwie jest metoda.

Czekałoby mnie prawdziwe wyzwanie, ale wówczas może w końcu zrozumiałabym zamiary ojca. Wtedy udowodniłabym mu, że stać mnie na więcej niż posłuszne potakiwanie głową.

— Pośpieszymy się — mówię do służącej.

Rozpocznę ten teatrzyk jeszcze dziś. 

Continue Reading

You'll Also Like

Find me By Malia

Mystery / Thriller

865 210 15
Czasami zniknięcie jest jedynym sposobem by odnaleźć prawdę... W niewielkim mieście Houston dochodzi do tajemniczego zaginięcia młodej dziewczyny. Ch...
4.2K 525 36
W Etheliorze nie ma większego zaszczytu niż Odmiana. Aethelia czeka na nią od dzieciństwa. Jako córka Suwerena powinna już dawno dołączyć do Odmienio...
558 126 32
Cztery Plemiona, cztery Klany odpowiadające czterem Żywiołom. Woda, Ogień, Powietrze i Ziemia. Dawna harmonia została niegdyś przerwana i ludzie podz...
21.3K 528 3
Najgorsze uczucie, jakie istnieje, to bezsilność. Widzimy, że coś rozpada się na naszych oczach, lecz niekiedy nie możemy nic z tym zrobić. To zabija...
Wattpad App - Unlock exclusive features