Pogromca smoków [z]

Por OlaRi9

12.2K 1K 462

"Wszyscy odeszli. Zostałam sama" Pomimo sławy, którą zdobyła... Pomimo mocy, którą osiągnęła... Pomimo podroż... Más

Księga 1 Pałac pełen gwiazd
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 9
Rozdział 10
Wsparcie autora
Wielka księga pytań i odpowiedzi!
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Jutro będzie rozdział
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
HARMONOGRAM + Jerza +18
Wracam!
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22 [spotkanie NALU!]
Planowany powrót
Już połowa lutego...
Rozdział 23 - POV Natsu
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
[Pogromca smoków] Tom 2 już wkrótce!
Proces pisania
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Niedziela = dzień pisania = więcej rozdziałów
Rozdział 42
Rozdział 43
Historyczne wydarzenie
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Urlop
Powrót w niedziele ;)
W poprzednich rozdziałach
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
URODZINY
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Kiedy kolejny rozdział?
Rozdział 58
Księga 3 ~ Podróż obdarta ze wspomnień
Czekacie na jutrzejszą premierę?
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Ktoś czeka?
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Przerwa
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69 (no w końcu!)
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Wracam do pisania, ale o czym ja ostatnio pisałam?
Rozdział 74 [9 lat minęło]
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Księga 4 Powrót zapomniany przez śmierć
Rozdział 84 (Koniec tomu 3)
Rozdział 85
Rozdział 86
URODZINY
Wyzwanie pisarskie - 10 000 słów
Rozdział 87
Rozdział 88
Nie porzucę Pogromcy Smoków, dokończę
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100 (KONIEC)
11 lat na blogu
Zaproszenie na media społecznościowe (TikTok, Insta)

Rozdział 8

182 19 8
Por OlaRi9

Shina uniosła głowę znad ziemi, mamrocząc pod nosem, że nigdy nie była i nie będzie podobna do Lucy. Bała się jednak wykrzyczeć te słowa prosto w twarz Lucy. Obawy pojawiły się już wcześniej, a teraz pogłębiło ją zdanie, którego przede wszystkim nie chciała usłyszeć od kobiety, którą tak mocno podziwiała. Nie bój się... Wydawało się łatwe, stanąć naprzeciw wyzwaniom i przedrzeć się przez trudności stawiane przez przeznaczenie. Ale w pozycji klęczącej nic nie było już proste.

Lucy patrzyła na Shinę z góry, ze spojrzeniem przepełnionym smutkiem. W ten sam sposób widziała siebie przed dwoma laty, gdy przepraszała Natsu za swoje słabości, gdy klęczała przed łóżkiem, ściskając w dłoni ostatni i jedyny list, który zostawił jej Natsu. Wiele wtedy płakała. A jeszcze więcej później. Aż w końcu przestała, bo już nie miała na to dłużej sił. Przeprosiny nie sprowadziły Natsu. Błagania nie dotarły do jego zarozumiałego "ja". Po co się starała?

— Po co się starasz? — zadała to samo pytanie Shinie.

Shina zaśmiała się.

— Ponieważ to jest jedna z tych rzeczy, o które wciąż chcę walczyć. Sama mi to powiedziałaś! Że nie mogę się poddawać! Jeśli się potkniesz, przewrócisz, to wstań!

— Wiem — wyszeptała. — Nie chcę żebyś się poddawała, chcę żebyś przestała mnie przepraszać. Mam tego dosyć. Tylko przepraszasz. Nie robisz nic, żeby zmienić swoje postępowanie. Ty naprawdę...

— Nie jestem do ciebie podobna! — wykrzyczała, nim Lucy zdążyła wypowiedzieć te słowa.

Lucy przewróciła oczami.

— Czy ty mnie przypadkiem nie nienawidzisz?

— Ja? Nigdy! — zdziwiła się Shina. — Podziwiam cię ponad życie!

— Ale co... — Złapała się za głowę. — Ale co tu jest do podziwiania? Nie jestem warta twojego szacunku. Nie znam cię. Nie wiem, dlaczego przepraszasz... Dlaczego przepraszasz akurat MNIE? Shino... i tak nie odpowiesz na moje pytania, prawda?

Shina zesztywniała na moment.

— Nie — odpowiedziała krótko i szczerze.

Lucy parsknęła. Innej odpowiedzi nie oczekiwała, ale liczyła, że po oczywistym "nie" usłyszy coś więcej.

— Dobrze, wracajmy do babci. Pewnie... — Lucy urwała.

Sina ręka przebiła się przez wskroś przez jej tors. Zachłysnęła się krwią i splunęła nią rzadkim strumieniem, który oblał twarz Shiny. Wstrząsnął Lucy niewyobrażalny ból, który przerwał na moment krzyk Lokiego.

Gwiezdny Duch wyrwał rękę z tułowia Lucy. Złapał mistrzynię i uciekł wraz z nią aż pod samą Shinę. Położył ją prędko na ziemi i przyłożył napełnioną magią dłoń do rany.

— LUCY! — wrzasnął przez łzy. Zrzucił okulary przeciwsłoneczne na bok. — Shina, zajmij się... nią — dokończył ostrożnie.

Staruszka zachybotała się na słabych, zmęczonych nogach. Zacharczała. Zdjęła wierzchnią część ubioru, na której wciąż widniały plamy krwi węża. Jego dzieci wiły się z brzucha kobiety, wyrośnięte i gotowe do składania kolejnych jaj.

Lucy zachłysnęła się krwią. Loki szybko przewrócił ją na bok, aby wykaszlała wydzielinę na ziemię. Zebrał magię gwiazd, magię światła, którą reprezentował jako jeden z zodiaków, a potem przyłożył ręce do rany Lucy. Nie zasklepiły się, krwawienie nie ustało.

— Nie możesz... — wyszeptała Shina. — Ty nie możesz...

Shina dotknęła własnego ciała i odetchnęła z niewyobrażalną ulgą.

— Nie umrzesz — stwierdziła na końcu.

— Skąd ty możesz... — Loki zamknął nagle usta. — Jesteś podobna do Lucy.

Shina nie odwróciła się. Obrócona plecami do Lokiego rzekła:

— Nie, nigdy nie byłam.

Ogień zaszalał wokół Shiny. Nie było ucieczki. Nie było przed nim obrony. Czerwonokrwiste języki otoczyły dziewczynę w szaleństwie, który zdradzały pociemniałe tęczówki. Shina otoczyła najpierw prawą dłoń płomieniami, potem ogień owinął drugą.

— Ze mną nie wolno zadzierać...

Klasnęła.

Ognista fala uderzyła wprost w staruszkę, w mgnieniu oka zamieniając ją w proch, który płomienie zabrały za sobą. Gorąco rozeszło się wokoło. Spaliło drzewa, spaliło trawę. Woda ze źródła wyparowała. Shina na tym nie poprzestała. Płomienie rozeszły się jeszcze dalej, aż w końcu wdarły się do skóry węża. Krew wewnątrz zabulgotała. Ostatnie węże spopielały w piskach.

Potem nastąpiła cisza.

Shina podbiegła do Lucy. Wzięła ją na plecy i zaczęła nieść w kierunku drogi. Loki zamarł na moment w całkowitym zdumieniu. Krew lała się po kombinezonie dziewczyny, powieki Lucy opadały. Patrzyła słabo, niewyraźnie. Droga przed nią zamieniła się w niewyraźne mazakami, których nie rozpoznawała.

— Przeżyjesz — nie obiecała. Shina stwierdziła prostym słowem, wierząc, że właśnie taka jest prawda.

Lucy przymknęła oczy. Było jej słabo. Zasnęła.

Shina poprawiła Lucy na plecach. Obejrzała się przez ramię i dopiero wtedy zobaczyła, że kobieta zasnęła uśmiechnięta. Zacisnęła mocno szczękę i przyspieszyła. Loki pobiegł za nią.

— Co ty robisz? — obruszył się.

— Próbuję ją uratować. Nie, uratuję ją! Na pewno.

— Piękność jednak czasem przyćmiewa rozum, ona zaraz zginie...

— I mam siedzieć bezczynnie? Nie! Tędy przechodziły karawany, na pewno z medykiem.

— A skąd to możesz wiedzieć?!

— Nie wiem! — Kopnęła kamień ze złości. — Tylko iść mi zostało. Nie pozwolę jej zginąć!

— Zwariowałaś. Nie możesz dać jej pigułki? Takiej jak wcześniej?

Shina zagryzła wargę do krwi. Czerwona, gęsta maź spłynęła powoli po jej brodzie.

— Nie mogę. Nie mam. To była ostatnia.

Loki prychnął.

— Kłamstwa... przychodzą ci niezwykle łatwo.

Zaśmiała się.

— Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Echo przywiało z oddali rżenie konia. Shina zadrżała. Na niebie zawiesiły się czarne, ciemne chmury, zapowiadające burzową noc. Musieli się już zbierać. Wiedzieli, że jeśli nie zdążą przed deszczem, nie znajdą karawany.

Shina zmarszczyła czoło ze złości i pobiegła przed siebie, nasłuchując rżenia konia.

— Wróć do Gwiezdnych Duchów! — krzyknęła do Lokiego w ostatniej chwili.

Ducha nie było już obok niej. Zrobiło się wokoło pusto. Shina została sama z ranną na jej plecach Lucy. Krwawiła. Jej ciało robiło się chłodne, ale serce kobiety wciąż biło.

Shina nie zamierzała tracić czasu. Pobiegła przed siebie najszybciej jak umiała. Karawana nie mogła odejść zbyt daleko. Konie nie dawały rady podróżować dłużej niż kilka godzin bez odpoczynku. Postój musieli zrobić nie tak daleko od nich.

— Błagam, błagam — mówiła bez ustanku.

Wieczór nastał zbyt szybko. Słońce zeszło za granicą świata, opadając w otchłanie legendarnej krainy, w którą wierzyły dawne ludy. Tam nie było światła, jedynie blask. Za nocy całkowity mrok, za dnia pełnia jasności. Nikt nie zdołał żyć po drugiej stronie świata, choć byli i tacy, co wierzyli, że znajdą tam smoki. Shina słyszała opowieści i błagała, by słońce zaczekało chwilę. Ciemność nie zwiastowała ratunku. Mówiono, że noc należy do zmarłych.

Jednak pomimo błagań Shiny, nastał mrok.

Shina osłabła. Jej kroki zrobiły się ciężkie i każdy kolejny stawiała z coraz to większą trudnością. Siły zanikły wraz ze promieniami słońca.

Krople potu spływały po sinej twarzy Shiny. Pokręciła głową i, ignorując ból i osłabienie, ruszyła dalej.

Droga była nierówna, wyłożona wieloma kamieniami. Przyboczne latarnie nie zostały zapalone. Stały tam otoczone dziką zwierzyną czyhającą na śmierć Lucy. Słodka krew przyciągnęła drapieżniki.

Shina rozejrzała się zmartwiona. Zza skały wyszła drobnej postury łania, otoczona delikatną, niebieską poświatą. Podobną do tej, którą nosił sam księżyc. Podeszła bliżej i skłoniła się przed Shiną. Usta dziewczyny zadrżały.

— Nie powinnaś się przede mną kłaniać — powiedziała zwierzęciu.

Łania trąciła noskiem jej dłoń.

— Nie mogę jej oddać.

Wycie wilka przerwało nocną ciszę. Shina zlękła się. Cofnęła o kilka kroków i usiadła na pojedynczą skałę. Blask wydobywający się z łani spotężniał. Uniósł się wraz z drobniutkimi drobinkami magii unoszącej się w powietrzu i rozświetlił Shinie drogę.

Łania była księżycem, a księżyc był łanią. Gdy przychodził właściwy czas, księżycowa łania wychodziła z leśnego gaju, by pobłogosławić podróżujących nocą swym blaskiem. Legendy mówiły wiele o tych stworzeniach. Jedne pozostawały w sferze domysłów. Inni mówili, że stworzenia dawno wymarły. Znaleźli się też tacy, co wierzyli, że księżycowe łanie można rozpoznać tylko nocą. Za dnia wyglądają tak samo jak te zwyczajne.

Shina podniosła się gwałtownie.

— Dziękuję! — Przyklęknęła przed łanią. — Muszę ją uratować.

Zwierzę odwróciło się i odeszło w głąb lasu, w którym zapanował nowy władca. Chcąc czy nie, Shina nie zaakceptowała decyzji natury. Nie podążyła za łanią. Zamiast tego poprawiła Lucy na plecach i ruszyła dalej w głąb ścieżki, kierując się błękitną poświatą, którą zostawiła jej łania.

— Wiesz, może trochę nabroiłam... — mówiła do nieprzytomnej Lucy. — W zasadzie wszystko zniszczyłam. — Zaśmiała się smutno. — Kiedy przybyłam tutaj, myślałam, że uda mi się wiele rzeczy naprawić. Marzyłam każdego dnia... No... Że poznam cię, że się zaprzyjaźnimy i... że wspólnie przeżyjemy jakieś przygody. Chyba nic mi się nie udało osiągnąć. Nie chciałaś mnie poznać. Wątpię, że się zaprzyjaźniłyśmy. A ta cała przygoda? To jakiś żart! Zniszczyłam wszystko. Przeze mnie zginęli ludzie! A ty... umierasz...

Zatrzymała się na chwilę i obejrzała przez ramię, na ścieżkę, którą właśnie przemierzyła. Poświata za nią zanikła. A w ciemnościach pojawiły się iskrzące się w ciemnościach, złote oczy wilka fiorskiego.

— Powinnam cię chyba tu zostawić. Wtedy może... — urwała i rozpłakała się.

Dłoń Lucy zadrżała. Uniosła się półświadomie i położyła na mokrym od łez policzku dziewczyny. Shina zamknęła mocno powieki. Wilki zawyły z nienawiścią, gromadząc się wokół kobiet i blokując im drogę.

— Miałam nigdy więcej nie wypowiadać jego słowa... — rzekła żałosnym głosem Shina. — Ale... Ale... Ja... Przepraszam, że wciąż chcę cię uratować!

Gumka zbierająca włosy pękła.

Różowe kosmyki rozwiały się w chłodnym, nocnym wietrze, unosząc wysoko, wraz z magią i pyłem świata. Wraz z nocną piosenką. Wraz z płakaniem łani.

Shina zgromadziła wokół nich krwiste płomienie. Ona płonęła. Czerwone języki zaiskrzyły wokół niej ostrym światłem. Resztki magii po ciężkiej walce zebrały się w nieokiełzanym ogniu, który wybuchał wokoło. Nie dotykał tylko Lucy. Drzewa zapłonęły u podstawy, wyganiając z kryjówek jesienne wiewiórki. Kukułki wyleciały z gniazd. Nie zdążyły jednak pomniejsze stworzenia, które ogień strawił chwilę po tym, jak opadły od ciężkiego dymu.

Trawa wyschła na wiór.

— Przepraszam, ale obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę temu płomieniowi zgasnąć. A skoro zostało poświęcone, co miało zostać, ja poświęcę jeszcze więcej. Będę samolubna. Będę głupia. Będę naiwna. I będę cię przepraszać tyle razy, ile trzeba będzie, ale...

Spojrzała na spokojną twarz Lucy i uśmiechnęła się łagodnie, krocząc zdecydowanie przez rozświetloną jej magią ścieżką. Nie było więcej nocy. Dziewczyna zwana Shiną weszła do ognistej bramy, skąd prowadziła droga napełniona parzącym, ostrym światłem, które wydobywało się z płonącej wokoło magii.

Wypoczywająca na uboczu karawana z podróżującymi znajdowała się pół godziny drogi pieszo, na rozstaju dróg. Zapach pieczonego mięsa niósł się wokoło, aż pod sam las. Shina wzięła głęboki wdech. Ślinka podeszła jej do gardła, ale szybko otrząsnęła się z amoku. Nie był to czas na myślenie o własnym żołądku.

Skłębiła w sobie myśli o głodzie i schowała je daleko, poza jakąkolwiek świadomość, kierując skupienie w stronę tłoczących się przy ognisku ludzi. Odruchowo puściła Lucy, chcąc machać, krzyknąć, ale szybko cofnęła rękę. Złapała Lucy mocniej.

— Dasz radę! — wierzyła w kobietę.

Podróżnicy nie zauważyli ich. Posilali się przy cichych dźwiękach muzyki wydobywających się ze starego radia od dziadka, w którym prawy głośnik trzeszczał. Leciały piosenki z dawnych czasów, z ubiegłego wieku, gdy jeszcze las sięgał tej drogi, gdy ludzie wierzyli w magiczne stworzenia, a nie na nie polowali (a przynajmniej taką wersję nadal utrzymywano). Melodia była jednak nastrojowa, pasująca do cichego otoczenia, do świstu koników polnych kryjących się w gąszczach i zbliżających się kroków, które Shina stawiała coraz ciężej.

— Jestem głupia — stwierdziła, przymykając oczy. — Jestem głupia i naiwna, ale skoro obie wciąż żyjemy, to może... — Przełknęła głośno ślinę. — To może...

— Kto tam? — Mężczyzna naładował broń. Wycelował ją w kierunku kobiet. — Zatrzymaj się!

— Nie, proszę, potrzebuję pomocy!

Shina szła dalej.

— Mówiłem, STÓJ! — Splunął na ziemię i strzelił po raz pierwszy. Kula przeszła tuż obok twarzy Shiny.

— Już, już!

Shina zatrzymała się. Z niepokojem zerknęła na Lucy. Potrzebowała pomocy, nawet jeśli wciąż żyła, to nie zostało jej wiele czasu. Zmarnowała go zbyt wiele, a teraz jeszcze uciekał niepostrzeżenie.

Stare, zmęczone pracą w fabryce oczy mężczyzny załzawiły się od dymu z ogniska. Przetarł powieki, a potem nałożył grube szkła. Mruknął pod nosem, że od razu mu lepiej i znów skierował broń na Shinę. Tym razem był gotowy oddać pewny, celny strzał. Ramiona miał silne. Mimo swojego wieku wciąż trzymał prostą posturę.

— Zaczekaj... — Zza mężczyzny wyszedł młody chłopak o źrenicach czarnych jak śmierć. Ubrany był w dawny strój kapłański, luźną, ciemną togę i przełożony przez ramię biały kawałek materiału.

Wyglądał młodo, na nastolatka, który dopiero wchodził w dojrzały wiek, choć w rzeczywistości jego spojrzenie zdradzało jego prawdziwe oblicze. Człowieka doświadczonego przez życie. Człowieka starego.

— Proszę — wyszeptała Shina po raz ostatni.

Chłopak wystawił dłoń przed lufę i zwrócił się do mężczyzny:

— Znam ją. To bardzo ważny gość.

— Jeśli tak mówisz, Zerefie, to ci uwierzę...

Mężczyzna rozładował broń i wrócił przed ognisko. Zeref z kolei machnął w kierunku Shiny, zapraszając ją do siebie z obietnicą, że uratuje Lucy.

II patrzcie jak minął ten czas.. Już piątek! Zaskoczeni pojawieniem się nowej postaci|?!

Seguir leyendo

También te gustarán

924K 25.1K 38
„-Prze....-kiedy zobaczyłem na kogo wpadłem żałowałem że pomogłem jej wstać. Ale ja mam szczęście. -O cześć cukiereczku.-powiedziałem z uśmiechem.-Uw...
14.5K 1.1K 49
⟡ ꒰ 𝐙𝐰𝐲𝐤ł𝐞 ś𝐥𝐞𝐝𝐳𝐭𝐰𝐨... ꒱⸝⸝ W wydziale zabójstw nic nie trwa wiecznie. partnerzy odchodzą, sprawy zostają nierozwiązane, a ludzie bardzo s...
180K 6.4K 120
Maddie Monet, najstarsza z córek Camdena Monet zostaje rozdzielona z braćmi na kilka lat. Bliźniaczka Tony'ego i Shane'a odnajduje się w swoim nowym...
591K 8.6K 6
❝ I złodzieje chodzą czasem w aureoli. Wcale nie kradzionej ❞
Wattpad App - Desbloquea funciones exclusivas