Kenma Kozume nie wychodził z domu od miesiąca. Może wydawać się to normalne, bo zazwyczaj siedział całe dnie w mieszkaniu grając na konsoli lub komputerze, ale zdarzało mu się iść też na uczelnię. Teraz było zupełnie inaczej. Całe dnie spędzał w łóżku. Zakupy zamawiał przez internet albo robił je dla niego jego przyjaciel Shōyō Hinata. Co mogło być powodem tej tymczasowej depresji?
W przypadku Kenmy pytanie powinno brzmieć: kto? Chłopak zawsze był ostrożny i nie zawierał wielu znajomości. Hinatę znał od liceum, a żeby jakoś przetrwać musiał mieć też jakiegoś kolegę na studiach. Więc kiedy podszedł do niego Umemoto Manabu i wyraził chęć zostania jego przyjacielem Kozume przystał na tą propozycję. Wszystko wydawało się być dobrze. Za dobrze. Nawet Hinata zwrócił uwagę, że jego przyjaciel jest nadto radosny. Nie miał czasu na nic innego oprócz spotkań z Manabu. Hinata postanowił wybadać sytuację. Na jego szczęście Kenma zaprosił go, żeby mogli się poznać. Shōyō dał się przekupić jego czekoladowymi oczami skrytymi za szkłami okularów i niewinnym uśmieszkiem. Ale coś mu się nie podobało w tym idealnym brunecie.
Pół roku później Kenma przyznał się Hinacie, że czuje coś więcej do Umemoto. Rudy przyjaciel zachęcił go do wyznania uczuć. Trochę to trwało, ale chłopak zdobył się na odwagę. I jego serce zostało rozbite na milion kawałków. Manabu nie tylko nie odwzajemnił jego uczucia, ale zerwał z nim wszelki kontakt i powiedział, że nie chce go już więcej widzieć i ma się do niego nie zbliżać.
Od tego dnia minął dopiero miesiąc. Hinata czuł się winny, starał się pomóc przyjacielowi jak tylko mógł. Kozume go nie winił, reakcja Manabu go zaskoczyła. Bał się odrzucenia, ale nie spodziewał się, aż tak gwałtownej reakcji. Dodatkowo okularnik rozpowiedział na uczelni brzydkie plotki o Kenmie. Dlaczego to zrobił?
Całe dnie myślał nad tym co źle zrobił, że został tak potraktowany. Nie usłyszał nawet dźwięku przekręcenia klucza w drzwiach. Shōyō przyniósł zakupy. Zajął się mieszkaniem i na końcu odwiedził sypialnię.
- Hej Kenma! Trochę posprzątałem, mam nadzieję, że się nie gniewasz. Obiad masz na stole, ale jak chcesz to mogę przynieść ci go tutaj. - Jak zwykle nie otrzymał żadnej reakcji. Pożegnał się i ruszył do wyjścia. Kiedy już trzymał klamkę westchnął głęboko i zawrócił.
- Słuchaj, wiem, że... - Urwał wypowiedź i zastanowił się chwilę. - Pomyślałem, że może... - westchnął - Idę dzisiaj z Kageyamą do nowego klubu. Słyszałem, że jest niezły i trochę mi zajęło zanim namówiłem Tobio żeby poszedł ze mną i tak pomyślałem, że może chciałbyś pójść...
- Nie. - Przerwał mu głos z łóżka.
Hinata od miesiąca nie słyszał ani jednego słowa od przyjaciela. Wiedział, że teraz nie mógł się tak po prostu poddać.
- Hej! Nie możesz całe dnie leżeć w łóżku! Nie musisz robić nie wiadomo czego. Chcę tylko żebyś wyszedł ze swojej nory. Pójdziesz z nami, posiedzisz chwilę, a jak ci się spodoba to zostaniesz i będziesz się świetnie bawił. Zgoda? - Hinacie bardzo zależało żeby jego przyjaciel zaczął z powrotem normalnie funkcjonować.
- A jak mi się nie spodoba? - Nie wiedzieć czemu to pesymistycznie wypowiedziane zdanie sprawiło Shōyō radość. Czyżby Kenma Kozume zastanawia się nad jego propozycją?
- Wtedy od razu wrócisz tutaj i nie będę cię namawiał na żadne wyjścia przez kolejny miesiąc. - Oczywiście skłamał, ale nie miał innego wyjścia.
Kenma obmyślił już w głowie plan. Zaczerpnie świeżego powietrza, wejdzie na chwilę do klubu i zaraz po tym stwierdzi, że mu się nie podoba i wróci do swojej strefy komfortu. Dlaczego po prostu nie odmówi? Hinata to jego jedyny przyjaciel i nie chce mu sprawiać większej przykrości.
Uradowany Hinata pożegnał się z blondynem i poinformował, że wróci po niego za kilka godzin. W tym czasie Kozume przywrócił się do stanu z przed miesiąca. Zewnętrznie jeszcze jakoś wyglądał, ale wnętrze było rozdarte.
Dostał SMS-a i wyszedł na zewnątrz, gdzie już czekał Shōyō z Kageyamą. Mruknął coś niemrawo w odpowiedzi na przywitanie kolegów i rozejrzał się w około. Tokio nic się nie zmieniło odkąd widział je miesiąc temu.
Trochę im zajęło dotarcie na miejsce, klub nieźle się prezentował z zewnątrz. Nad wejściem świecił się kolorowy szyld zapewne z nazwą tego miejsca, czyli po prostu 'Disco'. Weszli całą trójką do środka i to co jako pierwsze przykuło uwagę blondyna był zapach, słodki, ale momentami drażniący nozdrza. Przy ścianach były miejsca siedzące, na środku parkiet i po lewej stronie bar. Kiedy zajęli miejsce, skupił chwilowo uwagę na muzykę, były to stare zremiksowane utwory. Wystrój wnętrza nie był jakiś nadzwyczajny. Kenma czuł się trochę jak piąte koło u wozu.
- Hinata, myślę że na mnie już pora. - Powiedział nieco przygnębiony.
- No co ty! Dopiero przyszliśmy. - Blondyn widząc zawód w oczach przyjaciela kiwnął głową i powiedział, że zostanie jeszcze chwilę.
Hinata chciał go namówić na pójście na parkiet, ale Kenma wymigał się mówiąc, że idzie do baru. Tak też zrobił.
Zajął miejsce przy ladzie i zamówił pierwszy lepszy alkohol. Nawet nie zauważył kiedy wypił kolejne dwie szklanki.
- Jeszcze raz to samo. - Zawołał w stronę barmana.
- Chyba już ci starczy kolego. - Pojawił się przed nim barman.
Chłopak objął go wzrokiem. Zdenerwował go jakiś barman.
- Jak się nazywasz? - Spytał spokojnie.
- Taketora Yamamoto. - Odpowiedział z lekkim poirytowaniem.
- Słuchaj Taketora, to nie ty decydujesz kiedy przestanę pić. Jeszcze raz to samo. - Wysyczał patrząc w oczy mężczyzny uderzając szklanką o ladę.
Yamamoto spojrzał na niego sztucznie się uśmiechając, już miał się odezwać kiedy pojawił się drugi barman.
- Yamamoto masz robotę na zapleczu, ja się zajmę panem. - Taketora prychnął tylko i odszedł.
- Przepraszam za niego, jest tutaj nowy. - Kenma wpatrywał się pustą szklankę i nie widział do kogo należy głos, ale był całkiem przyjemny.
- Mógłbym prosić pański dowód? - Blondyn wybudził się nagle z transu, źrenice mu się rozszerzyły i spojrzał przed siebie, ale zobaczył tylko czyjąś klatkę piersiową. Uniósł głowę i spojrzał nieco wyżej, gdzie ujrzał twarz nowego barmana. Uśmiechał się lekko, jedno oko miał przysłonięte grzywką. Wyglądał na dobrze zbudowanego.
- Słucham? - Zapytał nie dowierzając w słowa barmana.
- Chciałbym zobaczyć twój dowód, wyglądasz dosyć młodo. - Ponownie się uśmiechnął. Kenma oburzył się tym zwrotem na per ty. Co on sobie wyobraża?! Żeby nie przedłużać wyjął dowód z portfela i podał mężczyźnie.
- Kenma Kozume. - Przeczytał głośno, co jeszcze bardziej zirytowało młodszego chłopaka. - To opowiadaj co cię gnębi. - Powiedział z entuzjazmem w głosie nalewając alkohol do szklanki.
- Słucham? Kim ty myślisz, że do cholery jesteś!? - Wybuchnął wyrywając od bruneta swój dowód.
- Ej, ja chcę tylko pomóc. - Podniósł ręce żeby pokazać, że nie ma złych zamiarów.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy. - Prychnął pod nosem spuszczając z powrotem głowę.
- No dobra, pozwól mi zgadnąć. - Podekscytował się. - Studiujesz coś?
- Można tak powiedzieć. - Spojrzał na bruneta i dostrzegł, że ten czeka na dokładniejszą odpowiedź. - Projektowanie gier komputerowych... - Spuścił głowę rumieniąc się delikatnie.
- Informatyk. - Uśmiechnął się. - To powinno być proste. Nie wydajesz się głośny, więc pewnie ona pierwsza zagadała. - Kenma skrzywił się na te słowa i chciał coś dodać, ale barman nie pozwolił mu nawet na chwilę przebić się w jego wypowiedź. - Byłeś zaskoczony, jak taka dziewczyna wybrała ciebie, ale mimo twojego zdziwienia relacja potoczyła się w dobrym kierunku. Kilka razy zrobiłeś za nią jakieś zadanie, a ona była ci dozgonnie wdzięczna. Zakochałeś się, a ona cię odrzuciła i poleciała do innego nerda, bo zależało jej tylko na poprawieniu ocen. - Brunet szczerzył się jakby właśnie wygrał w totolotka. Ale Kozume nie było do śmiechu.
Opróżnił szklankę, poczuł nagły przypływ złości i odwagi i już miał chwytać za koszulę tego irytującego barmana, ale opamiętał się w ostatniej chwili.
- Śmiało, możesz bić. - Pochylił się nad niższym chłopakiem. - Jeśli to uśmierzy twój ból. - Jego pewność siebie można było wyczuć z kilometra.
- Nie zgadłeś. - Mruknął blondyn wpatrując się w pustą szklankę.
- Ha? - Zdziwił się barman.
- Nie zgadłeś. - Powtórzył. - To nawet nie była ona. - Westchnął cicho.
Brunet spojrzał na niego jakby z troską w jednym oku, bo drugie zasłaniała śmieszna grzywka. Kenma podniósł głowę i spojrzał na jego twarz. Jakby się czegoś wystraszył.
- Śmiało, możesz mnie obrazić. - Powiedział pogardliwie czekając na jakiś ruch ze strony barmana.
- Porzucił cię, bo wyznałeś mu swoje uczucia... - Westchnął. Kenma nadal patrzył na jego twarz i nie mógł nic odgadnąć. - Pieprzony dupek. Zawsze myślą tylko o sobie i nie patrzą na uczucia innych. - Mówiąc patrzył w przestrzeń podając blondynowi kolejną szklankę. - Na koszt firmy. - Dodał z lekkim uśmiechem.
Kozume nie wiedział co się przed chwilą stało. Rozmowa diametralnie się zmieniła.
- No to powiesz jak było naprawdę? Czy mam zgadywać dalej. - Rzucił znikąd.
- Było tak jak mówiłeś, wyznałem mu uczucia, a on się ode mnie odwrócił. Nic takiego się nie stało. - Powiedział od niechcenia. Miał nadzieję, że irytujący barman zmieni w końcu temat albo go zostawi w spokoju.
- I właśnie dlatego siedzisz teraz tutaj i użalasz się nad sobą. Myślisz, że to twoja wina? Zamiast się zadręczać tym, że zrobiłeś coś nie tak, zastanów się czy wina przypadkiem nie leży po drugiej stronie. - Brunet znowu podał mu kolejną szklankę.
Kozume nigdy wcześniej tak o tym nie myślał. Zauważył lekką satysfakcję u barmana. Może miał trochę racji? Ale nie mógł mu tego przyznać, bo znowu by się wyszczerzył.
- Wszystko mi jedno. Teraz chcę zapomnieć. - Wypił kolejną już szklankę.
- A ten rudzielec? Widziałem jak z nim wchodziłeś. - Blondyn poczuł dziwne ukłucie i zdenerwował się, że od początku był obserwowany. - Lubisz go.
- Tak, Hinata to mój przyjaciel. - Powiedział wprost. Bo taka była chyba prawda.
- Nie. - Znowu pokazał ten swój uśmieszek. - Masz pecha do nieodwzajemnionych uczuć.
- Zamknij się. - Syknął po czym wstał, ale szybko tego pożałował. Wypity alkohol zaczął robił swoje. Poleciał w bok i prawie by upadł jednak w ostatniej chwili został zatrzymany. Barman złapał go pod ramionami i posadził z powrotem na stołku.
- Na dzisiaj wystarczy. - Powiedział spokojnie. - Wezwać tego twojego przyjaciela? - Zapytał.
- Nie! Jest tu jeszcze jego drugi przyjaciel, nie chcę mu psuć wieczoru. - Blondyn gwałtownie się podniósł i opadł z powrotem czując ostry ból w głowie.
- Niech ci będzie. Daj swój telefon, napiszę mu wiadomość, że już wychodzisz. A jak się ogarniesz to zadzwonię po twoją taksówkę. - Kenma bez żadnych sprzeciwów podał brunetowi telefon.
Hinata martwił się o przyjaciela, ale jak dostał SMS-a, pomyślał, że na pewno nic mu nie jest.
Jak tylko barman zniknął z oczu Kozume, ten ułożył ręce na ladzie i zasnął układając na nich głowę. Brunet musiał się zająć pracą i na chwilę zapomniał o jego ulubionym kliencie tego dnia.
Kiedy Tetsurō Kuroo skończył swoją zmianę udał się na zaplecze. Już miał opuszczać lokal kiedy znalazł w kieszeni coś dziwnego. Wyjął przedmiot, który okazał się być telefonem tego zranionego informatyka.
- Cholera! - Syknął i szybko udał się w stronę baru. Rozejrzał się i dostrzegł niewielką postać leżącą na ladzie. - Świetnie. - Burknął. Podszedł do młodszego chłopaka i zaczął go szturchać. - Ej! Wstawaj! - Krzyknął.
Kenma wydał z siebie niezrozumiałe dźwięki i nie dał się ruszyć. Kuroo zaczął się rozglądać za tym rudym kolegą, ale akurat zapadł się pod ziemię. Telefon! Wyjął urządzenie z kieszeni i już chciał przeszukiwać kontakty blondyna, kiedy telefon wyświetlił komunikat i wyłączył się z braku baterii.
- Przecież to są jakieś żarty. - Zdenerwował się. Dobrze się bawił denerwując małego blondyna, ale nie spodobało mu się, że sytuacja w pewien sposób się odwróciła. - Hej! Powiesz mi chociaż gdzie mieszkasz? - Spróbował jeszcze raz złapać z nim jakiś kontakt.
- Nie mogę podawać adresu nieznajomym. - To było jedyne zdanie jakie udało mu się zrozumieć z ust chłopaka.
Ciśnienie krwi bruneta wzrosło w jednej chwili. Podszedł do Kozume od drugiej strony i wziął pod ramię.
- Nie chcesz, to nie mów. Ale żebyś potem nie miał do mnie o to pretensji.
Dlaczego Tetsurō Kuroo nie zostawił po prostu tego informatyka? Sam nie znał odpowiedzi. Jak tylko wyszli z klubu wziął go na ręce, bo jego nogi nie chciały współpracować. Na bruneta czekało już auto z jego współlokatorem.
- Hej! Hej! Hej! Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego wkładasz do mojego auta truchło jakiejś gimnazjalistki?! - Oburzył się kierowca. Kuroo po części zgodził się z przyjacielem, że na pierwszy rzut oka Kenma wyglądał jak niewinna dziewczynka.
- To mój nowy znajomy. Zostanie u nas na noc. - Odparł Kuroo zajmując miejsce pasażera. Jego kolega zrobił dziwną minę, że to chłopak, a nie żadna gimnazjalistka.
- Chłopak ma szczęście, że Akaashi odwołał wieczór filmowy. Teraz będę mógł dopilnować żeby obudził się cały i zdrowy. - Odwrócił się żeby spojrzeć na blondyna, po czym odpalił samochód i ruszyli w stronę mieszkania.
Kuroo udał, że wypowiedź szaro włosego bardzo go rozbawiła i spojrzał na śpiącego chłopaka. Coś w nim było takiego intrygującego. Kuroo nie wiedział czy to poczucie skruchy wobec zranionego blondyna sprawia, że ma przedziwną ochotę na zaopiekowanie się nim. Głupio się czuł z takimi myślami. Szybko je odpędził. Nie mógł pozwolić zawładnąć swoim umysłem takiej małej istotce.
- Znowu upiłeś jakiegoś małolatę, musisz skończyć z tym nawykiem. - Kontynuował kierowca. Był zdołowany przez odwołanie wieczoru filmowego i musiał trochę pożartować.
- Nie przesadzaj. Nie robię tego, aż tak często. - Oburzył się brunet. Prawda była taka, że robił to nieświadomie. Lubił rozmawiać z ludźmi o ich problemach, najczęściej bywały sercowe. A podawanie w trakcie konwersacji kolejnych porcji napoi alkoholowych weszło mu w nawyk.
- No to, że przyprowadzasz ze sobą jakąś zbłąkaną duszyczkę widzę po raz pierwszy. Ciekawe, gdzie będzie spał. I jeśli myślisz, że znowu zrobię śniadanie, to się grubo mylisz. - Oburzył się. Kuroo doskonale wiedział, że jego przyjaciel i tak zrobi to śniadanie. Na początku jak ze sobą zamieszkali ustalili grafik ze sprzątaniem, przygotowywaniem posiłków itp. I tak żaden z nich go nie przestrzegał, ale chociaż udawali, że tak było.
- Z tego co pamiętam, to w tamtym tygodniu była twoja kolej, a wszystko zrobił za ciebie Akashi. - Nie mógł się powstrzymać, żeby mu dopiec. Tetsurō doskonale zdawał sobie sprawę z uczuć współlokatora. - Mój gość może spać w mojej sypialni. - Zakończył jakby nigdy nie wypowiedział przedostatniego zdania.
Szaro włosy udał obrażonego, podgłośnił muzykę i dostał kuksańca w ramię. Zerknął na Kuroo, który głową wskazał na tylnie siedzenia. Chłopak ściszył muzykę i dalej jechali w ciszy.
Wiosenne promienie słońca obudziły Kenme. Przeciągnął się na łóżku i wtulił twarz w miękką poduszkę. Było mu przyjemnie i materac był wygodniejszy niż zazwyczaj. Zaciągnął się zapachem i poczuł coś dziwnego. Ostry, ale w ten przyjemny sposób zapach męskich perfum. Woń otuliła jego nozdrza. Zostałby w tej pozycji jak najdłużej, ale coś mu mówiło, że powinien wstać i to jak najszybciej. Podniósł się do siadu i przetarł oczy. Rozejrzał się po niedużej sypialni, która z pewnością nie była jego. Pojedyncze wspomnienia pojawiły się w jego głowie razem z kacem. Nie wiedział gdzie jest i jak się tu znalazł. Zaczął panikować i zrobiło mu się niedobrze. Wstał, co tylko pogorszyło sprawę, wybiegł z pokoju i zaczął się rozglądać zakrywając usta.
- Prosto i drzwi po prawej. - Usłyszał jakąś sylwetkę z prawej strony.
Szybko pobiegł według instrukcji i wparował do łazienki. Nie lubił wymiotować. Zawsze łzawiły mu przy tym oczy. Obmył się w umywalce i spojrzał na swoją bladą twarz. Oczy były zaczerwienione. Wyglądał na martwego. Przyjrzał się jeszcze bardziej i spojrzał w dół. Został przebrany. Bokserki były na miejscu, ale koszulka nie była jego. Znowu spanikował, oddech mu przyspieszył, dotarło do niego, że musiał zostać rozebrany. A może ktoś mu zrobił coś więcej. Głos, który poprowadził go do łazienki nie brzmiał znajomo. Nie wiedział nawet, gdzie jest wyjście z mieszkania, no i głupio tak uciec w bokserkach i nie swojej koszulce.
W końcu postanowił wyjść. Przeszedł przez krótki hol i znalazł się w dużym pomieszczeniu. Po lewej stronie była kuchnia, a po prawej salon. Na ścianie na przeciwko znajdowała się para drzwi. Jedne prowadziły do pomieszczenia, w którym spędził noc. Za nim były prawdopodobnie drzwi wejściowe, tuż obok łazienki.
Z zamyślenia wybudził go dźwięk stawiania talerzy na stole. Spojrzał w tamtą stronę. Dobrze zbudowany mężczyzna kroił jakieś warzywa na blacie. Kenma widział go po raz pierwszy. Spojrzał w przeciwną stronę, gdzie zauważył kolejną sylwetkę śpiącą na kanapie. Przyjrzał się dokładniej postaci, a kiedy ta przewróciła się na drugi bok zobaczył jej twarz. To był ten irytujący barman z wczoraj!
- Nie wiedziałem co lubisz, ale mam nadzieję, że omlet był dobrym wyborem. - Odezwał się mężczyzna z kuchni. - Siadaj, zaraz podam.
Kozume nieśmiało zajął miejsce przy stole.
- Jestem Kōtarō Bokuto. - Przedstawił się szaro włosy siadając naprzeciwko blondyna. Uśmiechał się bardzo, ale widać było, że szczerze.
- Kenma Kozume. - Odpowiedział cicho. Spuścił wzrok na omlet i po chwili przypomniał sobie, że nawet nie wie jak się nazywa tamten barman.
- Śmiało, wcinaj. - Uśmiechnął się Bokuto. - Jak będziesz chciał to możesz wziąć prysznic. - Zaproponował, po czym wepchnął śniadanie to buzi.
- Nie, dziękuje. Właściwie to będę musiał zaraz iść. - Zjadł dwa kawałki omletu i dodał. - Przyjaciel pewnie się o mnie martwi.
- Może cię odwieźć? Gdzie mieszkasz? - Szaro włosy był nachalny, ale nadal sprawiał wrażenie sympatycznego.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. - Znowu zjadł dwa kawałki. - Mogę o coś zapytać? - Zwrócił się do drugiego rozmówcy.
- No jasne! Pytaj o co chcesz, ale bez przesady. - Uśmiechnął się ponownie, choć tak naprawdę uśmiech mu w ogóle nie znikał z twarzy.
- Bo... Chodzi o to, że... Ta koszulka... Ktoś... - Blondyn nie wiedział jak zacząć i krępowało go to pytanie.
- A, tak, ta koszulka. Bo widzisz jak cię wyciągaliśmy z auta to zwymiotowałeś. No i chcąc czy nie chcąc musieliśmy cię przebrać. Ale spokojnie nie stało się nic co nie powinno. - Kozume odetchnął. Kamień spadł mu z serca. - Twoje ubrania są na balkonie, w sypialni.
- W takim razie pójdę się przebrać. Dziękuję za śniadanie. - Ruszył do sypialni, w której spał. Znowu poczuł ten przyjemny zapach jak tylko przekroczył próg. Był lekko zagubiony, jak dobrze, że ten barman okazał się być jednak miły. Kto wie co by się stało jakby go zostawił. A on nawet nie znał jego imienia. Chyba powinien mu się jakoś odwdzięczyć. Ale jak? Do baru na pewno go nie zaprosi. A może po prostu się ulotni i zapomni o całej sprawie. Nie myśląc już nic więcej przebrał się i wrócił do kuchni.
- Dziękuję bardzo, za przenocowanie mnie i za śniadanie. Przepraszam za jakiekolwiek problemy. Wrócę teraz do siebie. - Ruszył w kierunku drzwi.
- Przekazać coś Kuroo? Adres? Numer telefonu? Cokolwiek? - Usłyszał za sobą. Spojrzał na śpiącego na kanapie. Czyli Kuroo.
- Nie. Poradzę sobie. - Przekraczał już próg kiedy Bokuto go zatrzymał i oddał mu telefon. Kozume nawet nie zauważył, że go nie miał, znowu podziękował i wyszedł. Zapisał adres z drzwi, sam nie wiedział po co i poszedł jak myślał do siebie. Po drodze trochę zabłądził, posiedział w parku, wrócił do mieszkania i położył się do łóżka. Nie było tak miękkie jak tamto, a zapach? Kenma zaciągnął się poduszką i od razu tego pożałował. Śmierdziała potem, łzami i jakimś jedzeniem. Musi zrobić w końcu jakieś pranie.
Oczywiście Kozume nie spieszył się z praniem. Minął jakiś tydzień zanim sobie o tym przypomniał. Zapakował pościel i ubrania, które już nie nadawały się do noszenia. Zazwyczaj jego rzeczy zabierał Hinata, ale okazało się, że pomiędzy nim a Kageyamą robi się poważnie i nie ma się jak teraz widywać z Kenmą. Odkąd zabrakło Hinaty w życiu blondyna zrozumiał, że chyba za bardzo go wykorzystywał i jak wiele musi robić teraz sam. Musiał nawet sprawdzić gdzie jest najbliższa pralnia, bo nie miał o tym zielonego pojęcia. Mieszkał w Tokio od zawsze i nadal nie umiał się odnaleźć.
Wsiadł do metra, zajął miejsce i włączył grę odcinając się od świata zewnętrznego. Nie zauważył nawet kiedy kilka stacji dalej ktoś się do niego przysiadł. A może zauważył, ale udawał, że nie widzi.
- Odzyskałeś telefon? - Usłyszał głos z lewej strony. Brzmiał znajomo, ale nie pamiętał skąd. Zresztą to i tak pewnie nie było do niego. Nie miał wielu znajomych, a obcy nie zaczepiali go tak po prostu w metrze. Chyba, że byli pijani i brali go za młodą dziewczynę.
- Ach rozumiem. - Westchnął ten sam głos. - Spędzasz ze mną noc, zostawiasz rano samego, a teraz udajesz, że się nie znamy! - Powiedział głośniej i niektórzy pasażerowie zaczęli zerkać w ich stronę.
Kenma poczuł na sobie wzrok kilku osób. Spojrzał w lewo, ale dostrzegł tylko czyjś tors. Sunął wzrokiem w górę, aż dostrzegł znajomą twarz z zadziornym uśmieszkiem i kocimi oczami. Czy ten facet się na niego uwziął?
- O jednak zechciałeś uraczyć mnie swoim spojrzeniem. - Czarnowłosy uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Trochę mi to zajęło, ale cię odnalazłem.
Blondyn lekko się zarumienił. Brunet go szukał? Ale po co? Spuścił wzrok. Musiał udawać, że nie jest zadowolony tą informacją. Ale czy tak było?
- No to skoro w końcu się spotkaliśmy to może dasz się zaprosić na jakąś kawę? - Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Sam nie wiedział dlaczego, ale poczuł dziwne mrowienie w dole żołądka. I nie, to nie był głód. Tak naprawdę nie znał Kuroo, ale pójście z nim na kawę wydawało się poważnym krokiem w ich znajomości.
Pomyślał, że nie może wyjść na łatwego i musi grać niedostępnego. Zaraz, stop. Łatwego? Przecież on nawet nie wie czy Kuroo jest gejem. Może znowu chce się z niego pośmiać albo to będzie taka przyjacielska relacja. Poza tym sam dopiero co doświadczył odrzucenia i miałby znowu tego doznać?
I od kiedy patrzy na barmana jak na kandydata do wspólnego związku? Był przystojny, no dobra cholernie przystojny. I to zasłonięte oko nadawało mu tajemniczości. Okropnie irytujący, ale Kenma cenił sobie poczucie humoru. Z każdej strony był idealny. W dodatku zaopiekował się blondynem, co prawda po tym jak sam go upił, ale chyba odkupił swoje winy.
Teraz tylko znaleźć jakąś wymówkę. Podążył wzrokiem do stóp i zwrócił uwagę na sportową torbę. Pranie. No przecież. Blondyn już sam zapomniał dlaczego znalazł się w metrze.
- Przykro mi, ale jadę właśnie do pralni. Może innym razem. - Cholera! Mógł się ugryźć w język, teraz wyjdzie na to, że jest zainteresowany spotkaniem. Spojrzał na twarz bruneta, którego oczy wręcz zaświeciły się z radości.
- Pranie może poczekać. Innym razem mogę cię nie odnaleźć tak szybko. - Pranie chyba nie było najlepszym argumentem.
- To chyba naprawdę nie jest odpowiedni moment.
Kuroo coś tam jeszcze dodał pod nosem i Kozume nie mógł go zrozumieć. Chyba udało mu się zagrać niedostępnego, ale nie spodziewał się, że barman tak szybko się podda.
Kiedy zbliżali się do kolejnej stacji brunet wstał z miejsca, pewnie po to żeby wysiąść. Na blondyna padł wielki cień i jak tylko podniósł głowę okazało się, że Kuroo nad nim stoi. Podtrzymywał się jedną ręką o metalową rurkę i patrzył na blondyna z góry. Kozume poczuł się dziwnie mały i zawstydził się całą sytuacją, a najgorsze dopiero miało nadejść.
Brunet nagle przed nim uklęknął na jedno kolano co już samo w sobie zwróciło uwagę pasażerów. A po chwili jeszcze się odezwał.
- Wybaczam ci ostatnią noc! To wszystko była moja wina, ale proszę wróć do mnie! Zaczniemy wszystko od nowa! Obiecuję! - Wykrzykiwał dodatkowo patrząc na innych żeby wszyscy zwrócili na nich uwagę.
Kozume zrobił się cały czerwony. W życiu nie czuł takiego upokorzenia. Jak tylko zatrzymali się na stacji jedną ręką wyciągnął torbę, drugą chwycił dłoń bruneta i praktycznie wybiegł z wagonu. Pociągnął jeszcze kawałek zadowolonego Kuroo i jak tylko uświadomił sobie, że dalej trzyma go za rękę natychmiast ją puścił.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz? Ja stawiam. - Uśmiechnął się barman.
Kenma nic nie powiedział. Co za irytujący dupek. To było żenujące. W życiu nie pomyślałby, że spotka takiego chłopaka na swojej drodze. Wszystko przez to pójście do baru z Hinatą. Ale nie wiedzieć czemu szedł za tym dupkiem na kawę.
Dopóki kelner nie przyszedł po ich zamówienia blondyn milczał. Oprócz napoju zamówił swoją ulubioną szarlotkę. Skoro Kuroo zapowiedział, że zapłaci to musiał skorzystać z takiej okazji i zamówić coś więcej niż napój.
Brunet zamówił tylko kawę. A potem obserwował jedzącego Kenme.
- Możesz sobie zamówić coś do jedzenia nie musisz się tak we mnie wpatrywać. - W końcu odważył się na rozpoczęcie konwersacji. Czuł się niekomfortowo taki obserwowany.
- Och, przepraszam. Po prostu nie mogę oderwać od ciebie wzroku. - Odpowiedział Kuroo na co Kozume zakrztusił się i zaczął kasłać. Brunet poderwał się z miejsca i chciał zareagować, ale Kenma się uspokoił i nic mu już nie było oprócz wstąpienia czerwieni na jego policzki. I trochę załzawionych oczu.
Jak tylko sytuacja się uspokoiła znowu spróbowali porozmawiać.
- Coś się zmieniło od naszego ostatniego i pierwszego spotkania? - Zapytał Kuroo.
- To znaczy? Odpuściłem sobie upijanie się w klubach jeśli o to chodzi.
- To dobrze. A jak ci idzie ze swoim rudym przyjacielem? Nadal mi się nie przyznałeś co cię z nim łączy. - Kenma nie był zadowolony w jakim kierunku zmierza ta rozmowa, ponieważ nie miał pojęcia, że Kuroo próbuje wybadać w jakim położeniu się znajduje. Młodszy chłopak go zaintrygował i czuł dziwną satysfakcję z denerwowania go. Dodatkowo był taki nieśmiały i często się rumienił co było bardzo urocze.
- To tylko przyjaciel z liceum, jeśli musisz wiedzieć. I chyba znalazł sobie chłopaka. - Blondyn nie chciał żeby to zabrzmiało jakby był zły czy zazdrosny. Bo nie był! Absolutnie. Może kiedyś w liceum był zauroczony w Hinacie, ale szybko mu przeszło. To była tylko przyjaźń i nadal jest.
- A co powiesz na to żeby drugie spotkanie odbyło się na niedużej hali sportowej? Pogralibyśmy sobie w siatkówkę. Często tam wpadam ze znajomymi. Tak rekreacyjnie. Jeśli chcesz, nie zmuszam cię czy coś. - Kuroo wyczuł, że ma jakieś szanse i nie zwracając uwagi, że ich pierwsze spotkanie niedawno się zaczęło planował już kolejne. Bał się, że tym razem jak zgubi blondyna to już go nie odnajdzie.
Kenma wyłączył się po słowach "drugie spotkanie". Nie interesowało go nawet, że to będzie gra w siatkę, za którą nie przepadał.
- Jakby randka? - Wymsknęło mu się. Chciał to zachować dla swojej głowy, ale brunet usłyszał wszystko doskonale.
- Randka? Jeśli chcesz żeby to była randka to czemu nie. Może być nawet taka podwójna. Zaproszę moich znajomych, będzie raźniej grać i w ogóle. - Rozweselił się brunet.
Czy Kozume chciał żeby to była randka? Nie miał pojęcia kiedy zainteresował się w ten sposób irytującym barmanem. Ale coś go podkusiło żeby zaryzykować z tą znajomością.
Niepewnie wymamrotał kilka słów na zgodę i zaproponował, że jeśli Kuroo też chcę żeby to była randka to on nie ma nic przeciwko. Na koniec wepchnął resztę szarlotki do ust i lekko odwzajemnił uśmiech bruneta.
Tydzień później odbyła się podwójna randka. Kenma ponownie spotkał współlokatora Kuroo, czyli Bokuto i poznał jego chłopaka Akaashiego, który wydał się być najnormalniejszy z całej trójki. Spotkanie przebiegło o wiele lepiej niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Wszyscy byli zaskoczeni umiejętnościami Kenmy, w końcu nie wyglądał na jakiegoś sportowca, ale radził sobie świetnie.
Po meczu Tetsurō odprowadził blondyna pod drzwi jego mieszkania.
- Dzięki za dzisiaj. Zaskakująco dobrze się bawiłem. – Powiedział Kenma.
- Ta, ja też. Czyli mogę mieć pewność, że jeszcze to powtórzymy. – Uśmiechnął się jak zwykle. – Słuchaj, chciałbym cię przeprosić za tą całą sytuację w barze. Głupio wyszło. – Brunet podrapał się w tył głowy i odwrócił wzrok.
- Nie no co ty. To znaczy dzięki, ale nie musisz za nic przepraszać. Część winy leży też po mojej stronie. – Chłopak spuścił wzrok.
Stali jeszcze chwilę w ciszy dopóki nie zadzwonił telefon Kuroo. Pożegnali się tylko słownie.
Kenma jak tylko przekroczył próg mieszkania oparł się o drzwi plecami i zjechał na podłogę chowając głowę między kolanami. Czyżby jego uczucie do irytującego barmana rosło?
Kuroo przybił sobie mentalną piątkę. Nie spodziewał się, że po tamtej nocy w barze będzie odczuwał potrzebę odnalezienia blondyna, ale z pewnością nie żałował tej decyzji. Może nie od samego początku, ale od jakiegoś czasu czuł, że to nie może się skończyć na przelotnej relacji. Sam był w niewielu poważnych związkach. Rozum podpowiadał mu, że nie może wykorzystać chłopaka. Chciał się nim zaopiekować. W końcu od zawsze był miłym człowiekiem.
~ Do zobaczenia wkrótce, Szarlotko ;)
Kenma odczytał wiadomość SMS-a. Szarlotko? No cóż, Kuroo kreatywnością się nie popisał, ale Kozume zadowolił się jego wiadomością. Uśmiechnął się mimowolnie. Postanowił jednak nic nie odpisywać. Położył się spać widząc w głowie przystojnego barmana. To znaczy irytującego.