Choroby wieku nastoletniego

By lyatarri

8 0 0

W ich otoczeniu z jakiegoś powodu panowała opinia, że nastolatki (a zwłaszcza współczesne) nie mogą mieć powa... More

00.PROLOG

8 0 0
By lyatarri

     Pierwsze dni kwietnia przyniosły ze sobą słońce, którego tak brakowało w marcu. Normalnie, Maciek nie narzekałby na taki obrót spraw, ale w tym momencie, gdy ostre światło raziło go w oczy, czuł się, delikatnie mówiąc, niekomfortowo. Żaluzje były popsute i znając podejście szkoły, zapewne pozostaną takie już na zawsze. Albo naprawią je tuż po tym jak zda maturę i już nigdy tej ławki nie zobaczy. Obie opcje były równie prawdopodobne.

     Maciej oparł łokieć na ławce i w miarę możliwości zakrył dłonią część twarzy przed słońcem. Drugą rękę, w której trzymał długopis, zawiesił nad zeszytem, chociaż i tak nie miał niczego do notowania. Zerknął na zegar. Minuty wlokły się powoli.

     W klasie słychać było typowy, cichy szmer. Ktoś z kimś gadał, ktoś odrabiał lekcje z innego przedmiotu albo czytał lekturę – słowem, każdy kto nie miał ochoty słuchać nudnego wywodu Jasińskiej, znalazł sobie alternatywne zajęcie. Reszta trwała w marazmie, nawet nie uważając na słowa nauczycielki, po prostu patrzyła na nią z brakiem nawet cienia zrozumienia na twarzy.

     Sama Jasińska, która chyba nawet nie zdała sobie sprawy, że lekcję prowadzi już tylko dla siebie, opowiadała z zaangażowaniem o temacie, który Maćkowi wyleciał z głowy jakieś dwadzieścia minut temu. Była to jedna z nielicznych HISu, na którą wychowawca nie zadał klasie do zrobienia kart pracy z fizyki, także chciała ją wykorzystać w stu procentach, byle tylko wyrobić się z materiałem na sprawdzian. Jasińska była jeszcze nauczycielką z krótkim stażem, także klasa nie słuchała jej... prawie nigdy.

     Pięć minut później, głowa Macieja prawie opadła na ławkę, ale jej właściciel szybko się ocknął. Do dzwonka nadal pozostał kwadrans, a klasa stopniowo zaczęła robić się coraz głośniejsza – przez uczniów, oraz nauczycielkę, która starała się nad nimi zapanować. Maciek schował twarz w dłoniach – nie mógł doczekać się końca lekcji i wyjścia z tego cyrku. „Tylko po to, by wrócić do kolejnego" dodał gorzko w myślach. Kątem oka widział swojego kolegę z ławki, który rysował coś w zeszycie, nieznacznie zasłaniając swoje bazgroły ręką. Wojtek chyba ogólnie miał jakieś aspiracje by być artystą – ale chyba nie na tyle, by wytrzymać w klasie architektonicznej, z której przeniósł się na początku tego roku. Kiedy dołączył do Macieja w ławce pod oknem, na początku pokazał mu nawet swoje rysunku. Chociaż szybko się przekonał, że wybrał złą osobę do dzielenia się twórczością. To nawet nie tak, że Maciej był jakiś przesadnie wredny. Może tak umiarkowanie. Bo chyba nazwanie rysunków Wojtka „zmutowanym królikiem" i „porno – muminkami" było właśnie tak, umiarkowanie wredne. W każdym razie, chłopak śmiertelnie się obraził. Gdy Sońka się o tym dowiedziała, powiedziała do Maćka, że jest niedojrzałym debilem. A potem to Maciek się obraził, ale już tak z zasady. Ich znajomi patrzyli na nich jak na parę klaunów. Albo dwie połówki tego samego klauna.

     Z otępienia wybudził go dźwięk powiadomienia. Zerwał się nagle, prawie podskoczył na krześle. Parę osób siedzących w pobliżu, w tym Wojtek zerknęło na niego krótko, ze znikomym zainteresowaniem. Nie przykuł na szczęście uwagi Jasińskiej, która walczyła z PowerPointem. Maciek wyciągnął szybko telefon z kieszeni i skrył się za siedzącym przed nim Filipem. Odblokował wyświetlacz i zerknął na pasek powiadomień, rozwijając wiadomość z Messengera.

     Pierwsza brzmiała „Ej, ludzie", kolejna „jest problem" i Maciek czuł, że nie ma najmniejszej ochoty odczytywać trzeciej. Z niechęcią otworzył dymek konwersacji.

Duce: bo Ravi tak jakby złamał nogę i

Duce: wiecie, nie jestem na medyku NIE ZNAM SIĘ

Duce: ale w dwa tygodnie to chyba mu się nie zagoi

Duce: także pls, po tej godzinie spotkanie w schowku, BŁAGAm przyjdźcie, jak nie, to Aleks i ja będziemy mordować

     Następną wiadomością była emoji z kowbojem i nożem. Maciej skrzywił się, odpisał krótkie „ok" i zgasił wyświetlacz, uprzednio wyciszając dźwięk. Wrócił do poprzedniej pozycji, czując się tym razem jeszcze bardziej cierpiętniczo. W tym momencie, prorok mógłby zstąpić z niebios i zapowiedzieć koniec świata za pięć minut, nieważne – ten dzień nie mógłby być gorszy.

     To nie tak, że nie lubił swoich kolegów. Byli w porządku, nawet bardzo, zresztą – byli, bez wyolbrzymiania, jedynymi jakich miał. Tylko, że po czterech godzinach snu, jednej kanapce i ośmiu godzinach lekcji, był na tyle zmęczony, że średnio miał ochotę na interakcję z kimkolwiek. A jego „paczka" była dość... przytłaczająca pod względem charakteru.

     Oczywiście, wyłączając Sonię, którą chciałby widywać o każdej porze dnia i nocy.

     W ogóle nie miał pojęcia, czy spotkałby takich ludzi, gdyby nie szkoła. Ogólnie z resztą stronił od innych. Normalnie nie roztrząsał tej kwestii, bo prowadziłaby do raczej niewesołych wniosków, ale jak było, tak było. Jego polonistka zauważyłaby, że to pozwala rozszerzyć perspektywę, czy coś takiego.

     Dzwonek wreszcie zadzwonił. Maciek szybko wrzucił swoje rzeczy do torby, zarzucił ją na ramię i manewrując między ławkami i ludźmi wybiegł z klasy, rzucając na progu szybkie „do widzenia" w stronę Jasińskiej. Włączył się w prąd idących uczniów i już za rogiem dogoniła go Judyta.

     – Hej! - Błysnęła nowym aparatem na zęby. Chwyciła go pod ramię i przyśpieszyła kroku, ciągnąc Maćka za sobą. Mógł tylko wydłużyć swój krok. Wszystkie ruchy dziewczyny były energiczne i zamaszyste. Jej jasne włosy związane w luźny węzełek na czubku głowy, kiwały się lekko w rytm jej kroków.

     – Jak w ogóle Ravi złamał nogę? - dopytał się. Nawet nie spojrzała w jego stronę.

     – Nie wiem – odpowiedziała. Z jakiegoś powodu przyśpieszyła – Potknął się o wystające powietrze, czy coś w tym stylu. Nie wiem nawet o tym z pierwszej ręki – dodała – Nie widzieliśmy się kilka dni – wytłumaczyła.

     – Okej, rozumiem. - Maciek wiedział, że prawie na sto procent w cieniu czai się jakaś prywatna sprawa, która wyewoluuje w kolejnych dniach i zapewne coś popsuje. Bądź co bądź, wydawało mu się, że Ravi i Judyta to absolutnie nierozłączni przyjaciele i skoro sytuacja wygląda teraz w ten sposób to chyba nie jest za ciekawie. Ale w przyjaźniach już tak bywało, prawda? Mimo wszystko miał jakieś przeczucie, że to nie była zwyczajna kłótnia. Owszem, dziewczyna traktowała bardzo emocjonalnie nawet najdrobniejsze konflikty, ale teraz jej ton głosu był jakiś inny. Cóż, nie chciał tego za bardzo roztrząsać.

     Dotarli do schowka, przy którego drzwiach stała już Aleksandra. Judyta puściła ramię Maćka, wyszczerzyła się do dziewczyny, wygrzebała z obwieszonej przypinkami torby klucz i otworzyła pomieszczenie.

     – Właźcie, właźcie, Sonia pewnie za chwilę dołączy.

     Schowek był miejscem, w którym stare sprzęty sportowe, które okres swojej przydatności zakończyły generacje temu, dogorywały swojego żywota. Jedną ścianę zajmowała w całości wysoka półka, zawalona starymi piłkami i matami, w wąskiej szczelinie między nią, a prostopadłą ścianą wciśnięty był zdekompletowany zestaw narciarski i połamane kijki do unihokeja. Przed półką stała chybotliwa skrzynia z rozprutym siedzeniem, na którą można było wskoczyć tylko w jeden określony sposób, by się nie przewróciła. Pozostała część pokoiku była zapełniona mniej lub bardziej popsutymi sprzętami. W zeszłym roku mieli zwyczaj spędzać tu sporo czasu w trakcie okienek albo apeli, w których nie chciało im się uczestniczyć. W ich liceum panował straszny ścisk, a tutaj mieli chociaż trochę ciszy i przestrzeni.

     Technicznie rzecz biorąc, uczniowie raczej nie powinni mieć dostępu do schowka, ale Judyta z jakiegoś powodu miała klucz – Maciej nie miał pojęcia, czy w grę wchodziły koneksje z woźnymi, czy coś o czym wolałby nie wiedzieć – w każdym razie, nigdy nie pytał.

     Aleksandra nie zdążyła przymknąć drzwi, gdy usłyszeli za nimi szybkie, głośnie kroki i z drugiej strony ktoś chwycił nadwyrężoną klamkę. W pokoju pojawiła się Sonia, poprawiająca bujną czuprynę kręconych brązoworudych włosów.

     – Hej – powiedziała zdyszana. Podeszła do Maćka, stanęła na palcach, a on schylił się lekko, by dać się pocałować w policzek. – Błagam, tylko szybko, zaraz mam matmę, a nie zdążyłam spisać zadania.

     – Okej, okej. – Judyta usiadła na skrzyni i podciągnęła rękawy dzierganego blezera, odsłaniając plecione bransoletki na nadgarstkach. Ogólnie wyglądała tak, jakby odwiedziła wszystkie lumpeksy w mieście, z każdego wzięła po pięć sztuk każdego elementu garderoby, a potem to zszyła – na kimś innym taki kolorowy miszmasz całkowicie by nie leżał, ale jej to absolutnie pasowało. Ciekawym kontrastem dla niej była Aleksandra, z pofarbowanymi na niebiesko włosami i ciuchami – które w rozumieniu Maćka były „alternatywne", czyli po prostu głównie ciemne.

     – Także Ravi wypadł i potrzebujemy kogoś na jego miejsce, i... - Judyta przerwała nagle i zrobiła dziwną minę. Sonia, zniecierpliwiona, chciała coś powiedzieć, ale blondynka zeskoczyła ze skrzyni.

     – Gdzie jest Cyprian?

     Rozejrzeli się bezmyślnie po sobie. Aleksandra odwróciła wzrok od komórki.

     – Wypadł ci z plecaka? - Rzucił Maciek. Judyta nie wyglądała na rozbawioną.

     – Jezus Maria, jeszcze w klasie mnie zaczepiał i za mną szedł... Co z nim jest nie tak?

     – Bardzo wiele rzeczy – powiedziała Sonia – Nie żeby coś, ale możemy przejść do meritum? Proszę?

     – Judyś, mam autobus za pięć minut – dodała Aleksandra melodyjnym tonem.

     – Okej, także, potrzebujemy kogoś, jasne? Uruchomcie koneksje, nie wiem, pytałam kilku ludzi z klasy, ale większość ogarniętych ma już swoje drużyny...

     – Może być ciężko. - Maciek założył ręce – Zwłaszcza, że nikt nas nie lubi.

     – Ciebie, Maciuś, nie nas – odburknęła – To jedna sprawa. Musimy jeszcze się dogadać, co do treningów, bo jeśli uda się zająć kawałek sali na więcej niż trzy razy, to będzie cud.

     – Możemy jeszcze jako tako poćwiczyć u mnie – zaproponowała Sonia – Mam duże podwórko.

     – Słodko – odparła – Okej, możesz już iść – dodała widząc nieszczęśliwą minę, z którą dziewczyna patrzyła na drzwi.

     Sonia z ulgą wybiegła, szybko się żegnając. Judyta ponownie wskoczyła na skrzynię. Jej nogi smętnie z niej zwisały.

     – Tylko tego nam brakowało – mruknęła.

     Maciek posłał w jej stronę pocieszające spojrzenie.

     – Uda się – powiedział niepewnie – Rok temu też Cypriana znaleźliśmy na ostatnią chwilę.

     Wzruszyła ramionami nieprzekonana.

     Turniej siatkarski w ich liceum miał za cel integrację uczniów z różnych klas, co brzmiało na tyle wzniośle, że dyrekcja się nim zachwycała. Kolejnym celem było przekonywanie potencjalnych przyszłych uczniów na dniu otwartym, że w szkole faktycznie coś się dzieje. Tak naprawdę uczniowie mieli turniej gdzieś, podobnie jak siebie nawzajem. Co roku zgłaszało się co najwyżej pięć drużyn, także niewiadomym było, dlaczego szkoła decyduje się to ciągnąć.

     Mimo wszystko, nie narzekali.

     Właśnie dzięki turniejowi cała ich szóstka miała okazję się ze sobą zapoznać i jakkolwiek często Maciek nie narzekał na swoich znajomych, cieszył się, że może ich mieć przy sobie. I spędzać weekendy w szerszym gronie, niż jedynie Sonia.

     – Wiesz, problem jest taki, że wszyscy mają to w dupie. – Judyta wyrzuciła dramatycznie ręce w górę. Aleksandra poruszyła się niecierpliwie.

     – I nikt nas nie lubi. Nie tylko Maćka – dorzuciła obojętnie, sprawdzając czas na wyświetlaczu. - Kochani, było miło, ale uciekł mi jeden autobus, a nie chcę biec za kolejnym, także zostawiam was samych. – Zeskoczyła ze skrzyni, a jej niebieskie włosy zafalowały w powietrzu. Podniosła z podłogi czarny plecak. – Bądźcie grzeczni – mruknęła z krzywym uśmiechem, zarzucając go na plecy. Maciej przycisnął do gardła dwa palce. Judyta również wstała i kręcąc głową, oparła ręce na biodrach.

     – Dzięki, Maciuś, pilnuj się, żebym się na ciebie nie rzuciła. – Chwyciła Aleksandrę pod ramię. – Też idę, chciałam jeszcze o czymś pogadać, ale już nie ma sensu. Napiszę potem na konfie, czy coś. Odprowadzę cię – powiedziała w stronę Aleksy.

     Wyszli ze schowka. Judyta przekręciła klucz w zamku i wcisnęła go do kieszeni narzutki. Zadzwonił dzwonek. Przez głowę Maćka przebiegła myśl, czy Sońka zdążyła dokończyć pracę domową. W innym wypadku Dominiak by ją chyba ukatrupił. Przypomniał sobie o tym, ile zadał ich klasie i prawie jęknął.

     – Idziemy! – Judyta wzięła go pod ramię i w trójkę ruszyli ku wyjściu.

     Maciej uniósł oczy ku sufitowi – któremu swoją drogą, przydała by się nowa warstwa farby – i pomyślał jak bardzo ma tego wszystkiego dość.

***

Cześć, dzień dobry, c'est moi! Wróciłam do żywych na watt, przynajmniej mam taką nadzieję. I tym razem wiem, o czym piszę. To znaczy, bardziej niż zwykle.

Nad tą historią i postaciami siedzę tak od roku... Chyba jesienią zrobiłam pierwszą wersję roboczą z moodboardami do postaci i jeny, weszłam tu wczoraj i zobaczyłam ich stare, randomowe nazwiskaXD. Lwia część tego prologu (i tak dość krótkiego, swoją drogą) powstała w połowie kwietnia, potem dopisywałam coś w maju (lecąc samolotem, hit) i teraz usiadłam, popoprawiałam trochę i... T a k, połatane to jak cholera. Muszę zrobić trzecią wersję moodboardów, bo poprzednie się zdezaktualizowały i paskudne jakieś są, fuj. Także będzie rozdział z nimi i "inspiracjami", maybe jakaś playlista. 

To już tyle ode mnie, mam nadzieję, że prolog był znośny (musiałam go zacząć Maćkiem, bo jest najgłupszy, ok? nie udawajmy, że jest śmieszny), remember to like, comment and subscribe. Jeśli chcecie zobaczyć moje wizualizacje postaci (przynajmniej części), to zapraszam na mojego ig - willyyby (chociaż są tam trochę spoilery, ooops).

Pozdrawiam serdecznie @EliSe-chan XD to ta rzecz, o której ci wtedy wspomniałam, że miałam wenę, trochę mi to zajęło, co nie XD (przepraszam, że tyle nie pisałyśmy!obiecam się poprawić ; (( )

Continue Reading

You'll Also Like

16.9K 710 36
- Ona Dziewczyna, która przestała tańczyć, gdy straciła wszystko, co było jej światem. Cicha, ostrożna, z sercem pełnym niewypowiedzianych uczuć. - O...
94.2K 3.1K 44
Tom pierwszy Gdy 14-letnia Madison traci ojca, jej świat wali się w gruzy. Razem z mamą i braćmi - Lukiem i Natem - opuszcza ukochane Malibu i przen...
197K 14.9K 49
Ariana Walker nigdy nie miała łatwo. Matka zmarła przy porodzie, a ojciec to człowiek, który nigdy się nią nie interesował. Wychowała ją ciotka, któr...
50.1K 792 3
florystka & hokeista
Wattpad App - Unlock exclusive features