Stałam oparta o białą ścianę, na szpitalnym korytarzu. Ból, jaki zadawały mi moje szpilki były niczym z tym, co było mi dane zobaczyć kilka godzin temu.
Kiedy Louis pobiegł sprawdzić, co dzieje się z Eleanor, wraz z Niall’em, w przypływie trzeźwości, pobiegliśmy za nim. W głowie nadal mi nieco huczało, a przed oczami trochę wirowało, jednak za wszelką cenę starałam się dotrzymać kroku mojemu chłopakowi, który wcale nie wydawał się być aż tak pijany, na jakiego wyglądał.
Plułam sobie w brodę za to, że założyłam te cholerne szpilki, ponieważ pieczenie, jakie odczuwałam, biegnąc sprawiał, że chciałam się zatrzymać i najchętniej utonąć we łzach, jednak tego nie zrobiłam. Zamiast tego, złapałam się kurczowo ramienia Irlandczyka i w ten sposób dotarłam do miejsca, gdzie stał pojazd Louis’a. Drzwi od strony kierowcy były otwarte, a przed nimi leżała brunetka, całkowicie się nie ruszając. Tomlinson klęknął przy niej i sprawdził jej puls oraz wszystkie możliwe rzeczy, aby tylko się upewnić, czy wszystko jest z nią dobrze. Jednak to nie wystarczyło, bo pomimo tego, iż nie widziałam nigdzie krwi, czułam, że Eleanor mogła dostać twardszego urazu niż na to wyglądało.
Lou niepewnie ułożył ją w pozycji bocznej ustalonej, by wykluczyć ewentualne pogorszenie jej stanu zdrowia. Byłam zaskoczona i stałam jak wmurowana w chodnik, nie wiedząc, co robić. Dopiero głos Tommo mnie ocucił.
- Niall, biegnij po Liam’a. Z tego, co wiem, to nic nie pił, więc może prowadzić. – powiedział pewnie szatyn, a blondyn nawet nie zastanawiając się nad jakąkolwiek reakcją, pobiegł w stronę ogrodu, gdzie goście doskonale się bawili. Czułam się trochę słabo, jednak podeszłam do Louis’a i dobrze wiedząc, gdzie zazwyczaj trzyma swój telefon, wyjęłam go z bocznej kieszeni jego marynarki, za co posłał mi wdzięczne spojrzenie. Wykręciłam numer na pogotowie i czekałam na połączenie. Może nie byłam trzeźwa w stu procentach, jednak potrafiłam rozróżnić rzeczywistość od fikcji, a rozmowa z ratownikiem nie była taka trudna. Wytłumaczyłam kobiecie, w jakim stanie zastaliśmy Eleanor i powiadomiłam ją w tym czasie o tym, iż była w prawie dziewiątym miesiącu ciąży.
W tym samym momencie, kiedy powiedziała, że karetka już jedzie, Liam z Niall’em stanęli obok mnie i Louis’a. Poinformowałam kobietę, iż nie będzie ona potrzebna i poradzimy sobie, jednak nalegałam, by się nie rozłączała. Tak też zrobiła.
- Co się stało? – słyszałam jak Payne pyta się Louis’a, a ten wymamrotał coś pod nosem i wraz z Horanem ułożyli Els na tylnich siedzeniach samochodu. Oboje zostali na tyłach i dopiero wtedy zauważyłam coś cholernie istotnego w tym wszystkim.
- Ona krwawi.. – szepnęłam na tyle głośno, by chłopcy mnie usłyszeli. Wtedy szatyn zerknął na mnie ze smutkiem, a w jego oczach widziałam przerażenie. O boże, on może ją stracić. On może stracić dziecko. Eleanor i dziecko. Wszystko. Czym prędzej usiadłam na miejscu pasażera, z przodu i wytłumaczyłam ratowniczce po drugiej stronie telefonu, co zauważyłam. Poinstruowała mnie, bym jak najszybciej zjawiła się z Calder w szpitalu. – Za ile będziemy w szpitalu, Liam? – odsunęłam telefon od ucha i spojrzałam na chłopaka.
Liam był bardzo skupiony i chyba nawet zapomniał, że został wyrwany ze swojego własnego ślubu. Jednak widziałam w jego oczach determinację. Pragnął pomóc Eleanor bardziej niż bawić się w ten wieczór. Cały Payne.
- Dziesięć minut... ale mógłbym pominąć kilka przepisów i… – Usłyszałam w jego głosie wahanie.
- Chrzanić te przepisy, Liam! – Louis brzmiał na cholernie zmartwionego, jednak pewnego swoich słów. – Musimy jak najszybciej znaleźć się w szpitalu..
- Trzy minuty. – Odparł pewny siebie Payne i wcisnął gaz do dechy, a ja poinformowałam o tym kobietę po drugiej stronie.
Poczułam jak moje oczy wypełniają się łzami i momentalnie je przymknęłam, aby tylko ułatwić im spłynięcie po moim policzku. Na ramionach miałam marynarkę Niall’a, jednak nadal cała drżałam.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg szpitala, wokół nas zjawiło się mnóstwo lekarzy i przejęli od Louis’a Eleanor, zabierając ją na potrzebne badania. Szatyn stał jak słup soli w poczekali i wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknęła jego ukochana. Podeszłam do niego i delikatnie ścisnęłam jego dłoń, by dodać mu otuchy. Oczy miał zamglone, a po policzkach spływały łzy. Jeszcze nigdy nie widziałam go w tak kiepskim stanie. Nawet nie wiedziałam kiedy, a chłopak wtulił się we mnie. Potrzebował bliskości, a ja mu taką dałam. Nie myślałam o tym, że kiedyś ja też takiej potrzebowałam, a on mi jej nie dał. Nie. Gdy okazało się, że Harry umarł, on mnie osądził o wszystko, a ja, wybaczyłam mu to wszystko i teraz stałam się jego podporą, dzięki której choć na chwilę mógł znaleźć pocieszenie.
Zaczęłam go przyjacielsko masować po plecach, a on pociągał co chwilę nosem. O mój boże. On płakał coraz bardziej.
- Louis, wszystko będzie dobrze. Słyszysz mnie? – Szepnęłam, wierząc w swoje słowa – Lekarze się nią zajęli. Jest w dobrych rękach… wyjdzie z tego, cokolwiek jej jest.
Nie usłyszałam odpowiedzi, ponieważ poczułam obok siebie obecność pozostałych dwóch członków zespołu. Liam położył Tomlinsonowi dłoń na ramieniu, a poklepał go po plecach. Odsunęłam się powoli od szatyna i poczułam, jak Horan zakłada mi marynarkę na ramiona. Dopiero wtedy dotarło do mnie, iż jest mi cholernie zimno. Lou wraz z Payne’em usiedli kilka metrów dalej, na krzesłach, a ja z Niall’em poszliśmy do maszyny z kawą i kupiliśmy cztery napoje.
Louis ani razu nie zmienił swojej pozycji. Siedział nieruchomo na krześle i wpatrywał się głupio w ścianę nade mną. Czułam się źle i mimo tego, że to było raptem pół roku temu, doskonale pamiętałam ten dzień, kiedy byliśmy w podobnej sytuacji, jednak tam, za drzwiami był Harry, a nie Eleanor. Wtedy ‘umarł’. Na niby, ale ból był taki jakby naprawdę zniknął.
Liam rozmawiał kilka metrów dalej z Danielle przez telefon i błagał ją, by nie przyjeżdżała i zajęła się gośćmi, krążąc w tą i z powrotem. A Niall siedział obok mnie i nerwowo bawił się palcami u rąk. Podpierałam ścianę, mając cholerną nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Wierzyłam w to, że lekarze uratują Els i dziecko. To nie mogło się tak skończyć. Przecież ona miała raptem dwadzieścia lat!
- Nie wytrzymam tutaj dłużej! – Louis zerwał się z miejsca, a Horan momentalnie podniósł się z krzesła i stanął naprzeciwko niego, nie spuszczając go z oczu. – Niall, proszę. Przesuń się.
- Nie, Lou. Martwisz się i jesteś nieźle wkurwiony. To połączenie nie jest dobre, więc siadaj na dupie i czekaj. – Wow, jeszcze nie słyszałam aż tak pewnego siebie Nialla.
Tommo wrócił na swoje miejsce, ale tym razem swój wzrok utkwił w podłodze.
- Ktokolwiek jej to zrobił to..
- Nic mu nie zrobisz, bo będziesz zajęty opiekowaniem się Eleanor, więc nawet nie myśl o jakiejkolwiek zemście. – wtrącił się Niall – Policja się tym zajmie, nie ty. Rozumiesz mnie? – szatyn nie odpowiadał – Louis?
- Tak.. jasne, Niall. Dzięki. – wymamrotał.
Liam wrócił do nas i usiadł obok szatyna, niepewnie zerkając w jego stronę.
Poczułam, że odpływam, więc jak najszybciej oparłam swój ciężar ciała o ramię Niall’a, którego to zaniepokoiło. Posunął się na miejsce obok i pozwolił mi usiąść na swoim poprzednim. W jego oczach widziałam zmartwienie. Oparłam głowę o jego ramię i przymknęłam powieki. Byłam bardzo zmęczona, jednak starałam się odgonić znużenie gdzieś w siną dal.
Eleanor przeżyje. Jej dziecko także. Tak musiało być. Wystarczy tych dram w naszym życiu. W moim życiu. Po tym wszystkim wszystko się zmieni, a ja dojdę do tego, co się stało z Zayn’em i Perrie, a także rozwiążę zagadkę łączącą Harry’ego i Elenę. To musi się skończyć.
Jakieś poruszenie przerwało moją chwilową drzemkę, więc otworzyłam oczy, a przed nami stał lekarz, który przyjmował Calder na oddział.
- Panie doktorze, co z nią? – Louis natychmiast ożył i stanął z lekarzem twarzą w twarz.
- Pan jest z rodziny? – nie byłam w stanie ujrzeć wyrazu twarzy doktora, ale byłam pewna, iż uniósł brwi ku górze.
- Jestem jej chłopakiem.. – Odpowiedział szybko Louis – Co z Eleanor?
Liam obserwował wszystko z krzesła i niecierpliwie stukał nogą o podłogę.
- Pannie Calder odeszły wody, skąd ta krew. – poinformował nas doktor – Niestety nie było to spowodowane naturalnie. Mam podejrzenie, że osoba trzecia uderzyła pacjentkę, co by wyjaśniało siniaka pod żebrami.
- Ale żyje, tak? – wtrąciłam się, co sprawiło, że lekarz odwrócił się w moją stronę i skinął głową.
- Wszystkie badania wskazują na to, że to tylko drobne stłuczenie, jednak musimy ją zostawić w szpitalu, gdyż wstrząs, jaki wywołało uderzenie sprawiło, iż dziecko mogło zmienić pozycję w łonie matki.
- Co to znaczy? – zapytał się Louis.
- Pańska dziewczyna jest podłączona do specjalnej aparatury, która bada funkcje życiowe dziecka. Wstrząs sprawił, iż wody odeszły, jednak nie było pełnego rozwarcia do porodu. – wyjaśnił spokojnie lekarz – Ta aparatura powie nam, kiedy dziecko będzie gotowe do opuszczenia łona panny Calder.
Odetchnęłam z ulgą. Czyli wszystko jest dobrze. El żyje, dziecko też ma się dobrze. Niall ścisnął moją dłoń, a ja uniosłam głowę i posłałam mu delikatny uśmiech.
- Mógłbym do niej zajrzeć? – spytał z nadzieją w głosie Tomlinson.
- Jest czwarta nad ranem, proszę pana. Proponowałbym pojechać do domu i się przespać, następnie wrócić po dziewiątej. Pańska dziewczyna i tak śpi. Proszę mi zaufać. – lekarz uśmiechnął się do szatyna.
- Dziękuję, panie doktorze. – szepnął pełen wdzięczności chłopak.
- Do widzenia, panie Tomlinson. – po tych słowach zniknął za drzwiami od sali, z której poprzednio wyszedł.
Mhm, wydawało mi się, że Lou nie odpuści tak łatwo i będzie błagać lekarza, by ten go wpuścił do środka. Chłopak potrafi zadziwiać ludzi.
Podniosłam się z krzesła, co także uczynili pozostali dwaj chłopcy i w ciszy skierowaliśmy się do wyjścia ze szpitala. W samochodzie, nadal milczeliśmy. Dopiero pod domem One Direction, Louis niepewnie zerknął na swojego przyjaciela za kierownicą.
- Dziękuję ci Liam, za wszystko i przepraszam, że musiałeś zerwać się z własnego wesela, by odwieść El do szpitala. Tak nie powi-
- Louis, proszę nie gadaj głupstw. – przerwał mu Payne – Zależy mi na niej równie mocno, co na tobie, Danielle, czy Cher albo chłopcach. Zrobiłbyś to samo.
Och, czy ja nie powinnam się ewakuować, bo ta rozmowa zaczyna być zbyt osobista?
- Dzięki, Li. – szepnął Tommo i wyszedł z samochodu – Ucałuj Dani i przeproś ją ode mnie.
- Idźcie już. Jak się wyśpicie, to pojedziemy odwiedzić El.
*
Czułam, że spadam w dół, a nikt nie był w stanie mnie złapać. Spadałam coraz niżej i niżej, a kiedy poczułam, że otchłań zmienia się w ocean – otworzyłam oczy i przekręciłam się na drugi bok. Nawet moje sny były wyrwane z kontekstu i jakiejkolwiek logiki.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj! – ktoś powtarzał non stop te słowa niczym mantrę.
O boże, zabiję go.
Nakryłam się kołdrą i usiłowałam zwalczyć ciągłe huczenie w mojej głowie. Co do cholery?!
- Chcę spaaaaać. – jęknęłam w poduszkę, jednak mojemu napastnikowi wcale nie przestało zależeć na tym, bym podniosła swój tyłek z łóżka. Kołdra, jedyne nakrycie, które dawało mi choć odrobinę prywatności, została ze mnie ściągnięta – Niall, kurde noo!
- Cher, Eleanor właśnie zostaje wieziona na porodówkę!
Co?
- Co!? – Powtórzyłam swoje pytanie i szybko podniosłam z się z łóżka, spychając dzięki temu Nialla z łóżka – Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? – krzyknęłam w drodze do łazienki.
- Ponieważ nie chciałaś się obudzić, kochanie. – słyszałam jego chichot.
Kurde, dlaczego, kiedy kładłam się spać, nie mogłam wziąć prysznica?! Gdybym tylko to przewidziała, to od razu spakowałabym wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do torby! Weszłam pod prysznic i szybko się umyłam. Następnie umyłam zęby, zrobiłam delikatny makijaż, a włosy spięłam w koka. Wybiegłam, w samej bieliźnie z łazienki i wygrzebałam z szafy czarne rurki oraz jakiś luźny, beżowy sweter, pod który ubrałam turkusowy top. Miałam gdzieś to, że wyglądałam jak wieśniak. Na stopy założyłam letnie botki na koturence i zbiegłam na dół, gdzie Louis nerwowo przygryzał swoją wargę. Obok niego stał Niall, jedzący spokojnie kanapkę z szynką, a ze schodów właśnie zbiegał Harry i Zayn.
- Liam i Danielle dołączą do nas na miejscu. - poinformował nas Malik, a Styles wywrócił oczami. Coś mi mówiło, ze chłopak wcale nie chciał tam jechać, ale najwidoczniej chłopcy zdecydowali, że cały zespół przywita małego, bądź małą Tomlinson.
Podróż trwała kilkanaście minut, zważywszy na korki, jakie uformowały się w centrum Londynu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że było już grubo po jedenastej, kiedy weszliśmy na oddział położniczy. Lekarz poinformował Louisa, że Eleanor jeszcze jest na sali i, niestety, musieli zdać się na cesarskie cięcie, gdyż nie było za dobrze z dzieckiem. Ta informacja wcale nie pocieszyła Tommo.
Harry stał znudzony przy oknie i pisał coś na telefonie. Zayn i Niall rozmawiali o bliżej mi nieznanych rzeczach, tak, czytaj motoryzacja. Skąd w ogóle u mojego chłopaka ten temat jest tak dobrze znany? Nie rozumiem chłopców. Louis zniecierpliwiony siedział na krześle i tupał nogą w rytm muzyki, jaką nucił sobie pod nosem. Dopiero potem rozpoznałam w tym piosenkę ze ślubu Dani i Liama.
Kilka minut później, do holu wpadło świeżo upieczone małżeństwo.
- Perrie utknęła w korku. – Poinformowała Danielle, a Zayn odetchnął z ulgą. Och?
- Panie Tomlinson? – pielęgniarka wychyliła głowę zza drzwi. Lou zerwał się na równe nogi – Gratuluję panu. Ma pan zdrowego synka.
Szatyn zastygł w miejscu i, gdyby Liam go nie przytrzymał, z pewnością by zemdlał.
- Mam syna? – szepnął pod nosem chłopak – Mam syna. Mam syna!
Radość go rozpierała. O boże. To takie piękne, że udało im się. Boże.
Liam przytulił swojego kumpla, po czym uczyniła to także Danielle i Zayn, Niall oraz i ja. Pogratulowałam mu z całego serca.
- A co z Eleanor? – zapytał się szatyn pielęgniarki, która przyjrzała mu się uważniej – Co z nią? – zapytał bardziej się denerwując.
- To był wyczerpujący zabieg, przede wszystkim dla niej, ale wszystko będzie dobrze. Powinna się obudzić w przeciągu następnych kilku godzin. – uśmiechnęła się delikatnie kobieta – Gratuluję.
Lekarze powiedzieli, że syn Lou jest na kilku rutynowych badaniach i będzie lepiej jak chwilowo chłopak zajmie się swoją dziewczyną. Ugh, gdyby to mnie coś takiego powiedzieli, to wzięłabym zabiła tych ludzi. Przecież Louis jest chodzącą bombą!
- Panie doktorze, chciałbym zobaczyć moją dziewczynę i syna. – zażądał Tommo, a lekarz uniósł brwi ku górze.
- Zapraszam, ale nie wszyscy na raz.
Wszedł sam Louis, ponieważ nikt z nas nie chciał w tamtym momencie psuć tej wspaniałej chwili, kiedy chłopak miał zobaczyć po raz pierwszy El i małego.
- Ugh, nie mam ochoty tu być. – szepnął pod nosem Harry i skierował się do drzwi od holu, które zaprowadziłyby go na zewnątrz – Cześć!
W tamtym momencie, miałam w dupie zachowanie Styles’a. Okej, niech sobie stroi te swoje fochy, ale niech nie waży się skrzywdzić Louis’a, czy Eleanor, bo sama wtedy sobie z nim porozmawiam.
Niall podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie. Ten chłopak rozumie mnie nawet bez słów. Kiedy otwierałam usta, by coś powiedzieć – przerwał mi to płacz dziecka. O mój boże.
- Chodźcie. – Głowa Louis’a wychyliła się zza drzwi, a na jego twarzy malowało się zdumienie, a usta zdobił szeroki, szczery uśmiech.