@chiaradorf: w oczekiwaniu na wyjście Grace 😂😂
876k likes
690 comments
@auroramorosini: w końcu ktoś bierze się za twoją szafę!
@softesoro: przyznaj że to ci się przyda 😂
@paulpogba: chyba pożyczę sobie tą Grace🤔
@antogriezmann: @paulpogba tobie wystarczy fryzjer przynajmniej raz dziennie 💪🏼
@auroramorosini: @antogriezmann tobie by się przydał fryzjer przynajmniej raz w miesiącu...
@chiaradorf: @auroramorosini savage 😆
@ericdier15: daj mi znać jak od ciebie wyjdzie, pewnie skieruje się do mnie 😅
@sazclose: koniecznie musisz mi pokazać swoje najnowsze kreacje 😍
@madeleinethea: pożyczyłbyś coś? Może jak się wystroje to Caspar mnie zauważy, bo jak narazie to patrzy tylko na ekran komputera...
@miniminter: baby...
@wroetoshaw: baby baby ooooh yeah
@chiaradorf: @wroetoshaw chodziło o KOBIETY nie o piosenkę fetus biebera XD
___________________
Po tym jak spędziłam dzień z Paulo, stałam się trochę spokojniejsza. Czułam, że między nami coś jeszcze jest, ale teraz przynajmniej wiedziałam na czym stoję. Wiedziałam, że Paulo w żaden sposób nie będzie ingerował w mój związek i właśnie ta wiadomość tak mnie uspokoiła.
Teraz gdy Argentyńczyk przeniesie się do Londynu, tak czy inaczej będziemy spędzać ze sobą więcej czasu. Jeszcze nie wiem jak na to wszystko zareaguje Dele, który od dwóch dni nie raczył się do mnie odezwać. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać jak informacja o transferze Dybali mogła na niego wpłynąć. Oboje kochają rywalizację, od której teraz nie będą mogli uciec.
Wczoraj Paulo wrócił do Turynu po resztę swoich rzeczy, a przed wyjazdem zdążył mi jeszcze zakomunikować, że wprowadza się do bloku, oddalonego dwie ulicy od mojej. Nie wiem, czy zdawał sobie sprawę, że podpisuje na sobie wyrok śmierci, który zapewne zostanie wyegzekwowany podczas kolejnych derbów północnego Londynu. Nawet jeśli Dele nie będzie mógł grać, to drużyna stanie za nim.
-Chiara, możesz powrócić do świata żywych i spojrzeć na te sukienki?
No tak, zapomniałam o Grace Palmer. Zaraz po wyjeździe Paulo wparowała do mojego mieszkania i zasypywałam mnie najróżniejszymi pytaniami. Coraz mniej mi się to podobało.
-Daj już spokój, omawiamy jakieś durne zasady dobrego wychowania już od wczoraj. Teraz jeszcze jakieś dziwne sukienki. Proszę, mam dość.
-Jeszcze chwilka, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. To spotkanie jest dla mnie bardzo ważne i powinno być także ważne dla ciebie - odpowiedziała i przerzuciła przez ramię kolejne kreacje. -Czemu w szafie masz tylko spodnie - wzruszyłam tylko ramionami.
-Czemu nie zabierzesz ze sobą Erica skoro jesteście tak blisko?
-Spokojnie, Eric także będzie nam towarzyszył. Zagra ten swój mecz, wskakuje w garnitur i jazda.
-Nadal nie rozumiem, dlaczego muszę też tam jechać - coraz mniej podobał mi się ten pomysł. Dele miał wrócić jutro i to z nim chciałam spędzić dzień.
-Ważą się losy mojej dalszej pracy, potrzebuję twojego wsparcia - popatrzył prosto w moje oczy, a ja dostrzegłam w nich, jak bardzo jej na tym zależy.
-Dobra, zgadzam się na wszystko, ale nie obiecuję, że nie umrę tam z nudów - zaśmiałam się, a Grace w ogóle nie zareagowała na mój komentarz, dalej zachowywała się bardzo profesjonalnie.
Po tym jak w końcu wybrała sukienkę dla mnie, stwierdziła, że musi iść do fryzjera i poprawić swoją fryzurę. Nie chciałam mówić jej, że jej włosy są zawsze perfekcyjne, bo wyglądała już na bardzo spiętą. Nie wiem o jakie spotkanie mogło chodzić, ale Grace zdecydowanie potrzebowała wsparcia.
Gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykania drzwi, wyciągnęłam swój telefon, na którym miałam kilka nieodczytanych wiadomości:
sarah: laski, nie macie ochoty gdzieś dzisiaj wyjść? tylko my i cudowny Londyn, zero chłopaków.
maddy: caspar od kilku godzin gra w jakąś grę na komputerze, więc jest prawie jakby go nie było haha
ja: przepraszam, ale chyba dzisiaj muszę spasować. grace właśnie wyszła, a ja jestem zmęczona tą metamorfozą mojego ubioru...
maddy: jasne, rozumiemy. jutro czeka cię spotkanie ze śmietanką towarzyską Anglii. czasami zastanawiam się czy ta cała Grace nie należy do jakiejś rodziny arystokratycznej, bo właśnie tak się zachowuje
ja: uwierz mi, jeśli by do takowej należała, wyczułabym to XD
maddy: no tak, ty się tego wstydzisz, więc pewnie i ona miałaby jakieś obiekcje haha
sarah: nie wciskaj nam kitu Chi! pewnie szykuje się jakiś romantyczny wieczór z Dele!
ja: z Dele? zapomniałaś, że jest w Barcelonie? wraca dopiero jutro...
sarah: o kurczę chyba zepsułam jakąś niespodziankę. widziałam go wczoraj jak wychodził od Simona.
ja: jesteś pewna? nic mi o tym nie mówił.
sarah: jestem pewna, poza tym minter dziwnie się zachowywał po jego wyjściu, na pewno coś dla ciebie szykują
maddy: jak romantycznie!
Odłożyłam telefon na stolik obok kanapy i głośno westchnęłam. Czy to możliwe, że Dele wrócił wcześniej i nic mi o tym nie powiedział? I czy to na pewno miała być niespodzianka?
W głowie miałam tylko jeden scenariusz: był zazdrosny. I nie mogłam mu się dziwić. Wrócił wcześniej, żeby zbadać grunt, poszedł do Simona, żeby wypytać go o Paulo, pewnie rozmawiał też z Ericiem. Wszystko układało się w logiczną całość.
Musiałam to jak najszybciej wyjaśnić. Poza tym bardzo stęskniłam się za moim chłopakiem. Teraz jedyne o czym marzyłam, to zamknięcie go w mocnym uścisku i dowiedzenie się, czy może zacząć trenować z drużyną.
I tak właśnie miałam uczynić.
* * *
Sarah Close - Maestro
-Co ty tutaj robisz? - wyglądał na bardzo zaskoczonego, gdy tylko zobaczył mnie w progu swoich drzwi.
-O to samo mogłabym zapytać ciebie - wyminęłam go i weszłam do środka - chyba twoja niespodzianka się nie udała, Sarah widziała cię u Simona.
Chłopak zamknął drzwi, odwrócił się w moją stronę i spiął wszystkie mięśnie.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - zapytałam, gdy zauważyłam smutek w jego oczach.
Nie czekałam na jego odpowiedź tylko wtuliłam się w jego tors i uścisnęłam jak najmocniej tylko potrafiłam. Nigdy nie potrzebowałam tak czyjejś bliskości jak teraz potrzebowałam tego, żeby Dele odwzajemnił mój uścisk. Niestety nie zrobił tego.
Zamiast tego lekko odsunął mnie od siebie:
-Jak już tutaj jesteś, to musimy porozmawiać - złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu.
Żadne z nas nie chce przerwać ciszy, który narodziła się między nami. Dele nie wyglądał na szczęśliwego. Nie wyglądał też na wkurzonego, co bardzo mnie zaniepokoiło, szczególnie kiedy zauważam błysk żalu w jego oczach.
-Jeśli to nie niespodzianka, to bardzo chciałabym się dowiedzieć, dlaczego mój chłopak mnie unika - decyduję się na pierwszy krok, chociaż wiem, że to Anglik chciał ze mną porozmawiać.
Wzdycha.
To wszystko. Westchnienie. Prawie tydzień bez kontaktu fizycznego, z pojedynczymi wiadomościami i wszystko, co od niego dostaję, to westchnienie..
-Przepraszam, że tak dziwnie się zachowywałem, ale przemyślałem parę spraw i.. - w końcu raczył się odezwać, ale postanowiłam jak najszybciej mu przerwać:
-Jeśli chodzi o Paulo, to nie masz się czym martwić. Wiem, że to trochę dziwne, że wybrał akurat Arsenal i będziesz czuł się niezręcznie, ale naprawdę nic już między nami nie ma. Kocham tylko ciebie - złapałam jego dłoń - nawet nie wiesz jak bardzo.
-Tutaj nie chodzi o Dybalę - zaczął - ja po prostu nie potrafię być z tobą, nie potrafię tak cię ranić, bo wiem że jedyne co kiedykolwiek chciałaś zrobić to mi pomóc. Ja na to nie zasługuję.
Nie miałam pojęcia co ma na myśli. Jego oczy mówiły do mnie w zupełnie innym języku.
-Doszedłem do wniosku, że nie powinniśmy się już więcej spotykać.
Mimo że spodziewałam się usłyszeć dokładnie to, te ciche słowa dźgają mnie prosto w serce i uruchamiają we mnie lawinę, która prędzej czy później doprowadzi do mojej destrukcji.
-Dlaczego nie powiesz po prostu, o co ci chodzi? - nie chciałam się poddać. Gdzieś z tyłu głowy jaki głos szepcze: "Coś tu nie gra".
-To był tylko zakład. Kiedy jeszcze tak bardzo działałaś mi na nerwy, spotkałem się z Wilsherem i opowiedziałem mu o wszystkim. Założyliśmy się, że cię w sobie rozkocham - pewność w jego głosie zbija mnie z tropu, nie znajduję żadnej wskazówki, że mógłby kłamać - i udało się.
Nie wytrzymałam. Uderzyłam go w policzek z całej siły, która mi jeszcze została. Chłopak złapał się za zaczerwienione miejsce, ale nadal tępo wpatrywał się w podłogę.
-Nie wierzę ci Dele - czułam, że po policzkach zaczęły spływać mi łzy - nie potrafię w to uwierzyć. Myślałam, że się zmieniłeś, że naprawdę ci na mnie zależy. Przecież ja wiem, że nadal ci na mnie zależy, widzę to w twoich oczach - złapałam go za podbródek i sprawiłam żeby popatrzył w moje oczy - nie rozumiem dlaczego teraz chcesz to wszystko zniszczyć.
-Mylisz się, nie zależy mi na tobie i nigdy nie zależało - wypowiedział, patrząc prosto w moje oczy.
Kolejny cios prosto w moje serce, którego w żaden sposób nie mogłam odeprzeć, chociaż tak bardzo chciałam.
-Wiesz co Alli? Jesteś dupkiem i tchórzem. I nie wiem, co jest gorsze, naprawdę nie wiem...
* * *
Pogoda na zewnątrz odzwierciedlała to, co dzieje się teraz w moim wnętrzu. Łzy, który spływały po moich policzkach opadały na ziemie równocześnie z kroplami deszczu. Nie chciałam uwierzyć w to, co zaszło w mieszkaniu Dele i miałam zamiar wszystko wyjaśnić.
Weszłam do klubu, w którym ostatnim razem byłam z Grace i wzrokiem odszukałam osoby, która mogła mi to wszystko wyjaśnić. Siedział przy jednym ze stolików:
-Jack, powiedz mi że to nie jest prawda. Powiedz, że nie było żadnego zakładu.
-Widzę, że twój kochaś postanowił ci o wszystkim powiedzieć.
Nie potrzebowałam więcej dowodów. Jeszcze nigdy tak bardzo się nie pomyliłam.
Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale jest dość długi, tak w ramach rekompensaty xd
To się porobiło...