Przypadki wpadają na ludzi

By trumslatacz

3.3K 207 27

Życie to splot przypadków. Czasem sekunda, jedna myśl, impuls decyduje o naszej przyszłości. A może wcale nie... More

Słowo na dziś, czyli jeśli jesteś tu nowy
Prolog
1.Pierwszy przypadek
2.Przypadek w 2BT4S
3.Cisza przed burzą
4.Pizza - trzeci przypadek
5.W ciemności
7.Wystarczy słowo
8. Skrzynka - kolejny przypadek
9.Ironia losu
10.Sprawy się komplikują
11.Przypadek?
12.Sekret za sekret
13.Wymiana bólów
14.Zmartwienia małe i duże
15.Czego chcieć więcej?
16. Źle, a ty?
17.Wyroki i nadzieje
18.Dziura w głowie i w sercu
19.Nuda, poezja i bałwan
20.Przebudzenie
21.Bałagan
22.Pozory mylą
23. Niejasne odpowiedzi

6.''Kiedyś mi podziękujesz''

172 11 1
By trumslatacz

Właśnie stałam przed drzwiami domu, wcześniej odwiedziłam pizzerię i zaniosłam kasę. No i rower. ,,No to mi się oberwie" – przeszło mi przez myśl i nie zastanawiając się dłużej, przeszłam próg domu. Jeśli mam szczęście, on śpi.

Zaczęłam cicho się rozbierać. Nim odłożyłam kurtkę na wieszak, usłyszałam delikatne kroki mamy.

- Dziecko, jesteś wreszcie – powitała mnie w szlafroku.

Wcześniej wysłałam jej SMS-a, w którym wytłumaczyłam całe zajście.

- Gdzie ojciec?

- Wyszedł z domu po dwudziestej pierwszej i jeszcze nie wrócił.

Widziałam niepewność, malującą się na jej twarzy. Przygryzłam wargę.

- Mamo, wszystko w porządku. Połóż się.

Wstyd przyznać.

Wstyd.

Ale troska o niego była w tamtej chwili niczym przy uldze, jaką poczułam.

Jeszcze przed zaśnięciem myślałam o dziwnej rozmowie Janka i Filipa. Myślałam o tym też całą drogę do domu. Wiem, że to nie moja sprawa i właściwie nie powinno mnie to obchodzić, ale z jakiegoś powodu nie dawało mi to spokoju – pewnie przez przeczucie, że nie miałam tego usłyszeć. Z jednej strony mówiłam sobie, że to nie moja sprawa, z drugiej czułam dziwny niepokój. A może to tylko mi się przyśniło? Ale skąd by mi się wziął jakiś Florek...?

Gdy już miałam zasnąć, przypomniałam sobie o istnieniu telefonu i o wiadomości, która przyszła wtedy w windzie. Sprawdziłam. Od Maksa. ,,Napisz, jak wrócisz do domu". Od razu zrobiło mi się cieplej w środku. Odpisałam i, nieco weselsza, zasnęłam.

                                                                                        ***

Jakoś o ósmej nad ranem obudziły mnie głosy, dochodzące z dużego pokoju. Należały do mamy i ojca...z tym, że ten drugi był jakby zmieniony.

Zaraz...No nie, nie wierzę.

Wstałam nieco za szybko, co kosztowało mnie chwilowym odebraniem równowagi i mroczkami przed oczami, ale nie zważając na to, doszłam do salonu. Stanęłam w futrynie.

Moim oczom ukazał się nietypowy widok.

Ojciec leżał na kanapie z jedną nogą zgiętą, a drugą zwisającą bezwładnie z krawędzi mebla. Mama trzymała w rękach kubek z jakąś dziwną miksturą – wolałam nie wiedzieć, co to. On coś bełkotał, a ona mu co jakiś czas przytakiwała.

- I ta baba m-mi mówi tak: nie ma – tutaj udał bezradną minę, jak zapewne według niego miała wspomniana ,,baba". – I n-nie b-będzie. R-rozzumiesz, Dorotka?– mama przytaknęła. - Kkoniec...Ale n-nogi – przerwał na chwilę i głośno beknął – nogi to miała całkiem niezzłe...Ooo, M-marcelinka, dz-dziecko – wreszcie mnie dostrzegł i wysilił się na grymas, który miał być chyba uśmiechem. – Marcelinka – powtórzył i nagle mina mu zrzedła. – Zzejdź mi z...z....z ooczu. Słyszysz? Zejdź mi z oczu – to ostatnie zdanie jakimś cudem wypowiedział bezbłędnie. – Ty... w ssamolocie... K-koniec...nnie będzie...nie... – i odleciał do krainy snów.

Mama posłała mi znaczące spojrzenie.

Ja w dalszym ciągu byłam w lekkim szoku.

Pierwszy raz widziałam upitego ojca. Pierwszy raz od siedemnastu lat. Naprawdę. Był jaki był, ale nigdy nie nadużywał alkoholu. A teraz...teraz nawalił się nieźle.

Miałam ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem, ale się powstrzymałam.

- Pomóc ci, mamo? – spytałam z uśmiechem na twarzy.

Mama westchnęła.

- Nie trzeba...wrócił godzinę temu i od początku tak bredzi...czegoś nie ma...Idź spać, na pewno się nie wyspałaś.

- Ty też.

- Ja się wyspałam...Marcelina, nie śmiej się! – próbowała zabrzmieć groźnie, ale w kącikach oczu tlił jej się uśmiech. Znam ją zbyt dobrze.

- Czy ja się śmieję? – udałam, że nie wiem o co chodzi. – Na pewno sobie poradzisz?

- Jasne, że tak. Jestem dorosła. On też – dodała, kiwając głową w stronę ojca. – Chyba nie myślisz, że będę tu siedzieć cały dzień.

Zachichotałam cicho i unikając wzroku mamy, wróciłam do łóżka.

Co jak co, ale alkohol ma chyba na niego wyjątkowo dobry wpływ – to była moja ostatnia myśl, zanim ponownie znalazłam się w ramionach Morfeusza.

                                                                                         ***

- ...i wróciłam do domu koło czwartej– kończyłam relacjonować Julce wczorajszą przygodę.

O ojcu nie wspomniałam ani słowem.

Julia słuchała mnie w skupieniu przez cały czas, choć gdy opowiadałam o Janku i Filipie, nie mogła powstrzymać się od komentarzy. Już samo imię Filip wywołało u niej ekscytację, więc musiałam uświadamiać ją, że w Warszawie nie mieszka jeden Filip.

- No wiem przecież – przewróciła oczami. – Ale nie sądzisz, że to niesamowity przypadek? Ja poznałam Filipa, ty poznałaś Filipa...no wiesz – poruszyła kilkakrotnie brwiami. – A tak z ręką na sercu, który ładniejszy?

Janek – pomyślałam bez wahania. Żaden zresztą nie był moim ideałem. Jednak nie powiedziałam tego Julii – ta od razu zaczęłaby mi domniemywać przyszłe romanse i nie miałabym już spokoju. Poza tym, nie chciałam, żeby wyszło na to, że zastanawiałam się, który jest przystojniejszy czy coś w tym rodzaju albo, że chociaż przez chwilę mogłam myśleć o nich w ten sposób.

- Nie wiem – wzruszyłam w końcu ramionami.

- To jesteś dziewczyną czy nie?

Mentalnie się zaśmiałam.

Mimo, że nie było późno, nad Warszawą już zmierzchało. Zimne, szaroniebieskie chmury regularnymi warstwami zakrywały całe niebo. Były jak bariera, dzieląca nas od reszty świata. W jednym miejscu zabarwiły się paletą odcieni pomarańczu. Gdzieś tam, daleko jest Słońce. Chłodne powietrze szczypało w nozdrza. Choć siedziałyśmy w parku, nie było słychać śpiewu ptaków, jedynie miarowy szum drzew i ruch uliczny w oddali. Było coś majestatycznego w tej szumiącej ciszy, zabarwionej szarością. Zdawało się, że pochłaniam ją zmarzniętymi dłońmi. To była esencja.

I jeszcze przyjaciółka, siedząca obok.

Wyrwała mnie z zadumania.

- O czym tak myślisz?

Zastanowiłam się chwilę.

- Właściwie o niczym – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

- To co, kiedy umawiasz się z Jasiem? Albo z Filipem? Twój wybór.

- Co?

- To co słyszałaś.

Nim zdążyłam się zorientować o co chodzi, jednym szybkim ruchem wyciągnęła mi z kieszeni telefon i zaczęła w nim grzebać. Na nic zdały się próby wyrywania go.

- Hm, co my tu mamy...Acha, masz numer tylko do Janka, no to sprawa załatwiona...Marcela, przestań! Czekaj chwilę... – w dalszym ciągu próbowałam odzyskać urządzenie, jednak Julka wstała z ławki i teraz była już kompletnie nieuchwytna.

Po kilkunastu sekundach oddała mi wreszcie moją własność.

Wzięłam go bez słowa, posyłając jej mordercze spojrzenie i od razu zajrzałam do wiadomości. To, co zrobiła, było więcej niż pewne.

,,Hej. Spotkajmy się dzisiaj. O której Ci pasuje?" – głosił SMS do Janka.

- JULIA!!! – wrzasnęłam. – Głupia jesteś?!

- Nie ma za co – odparła z niewinnym uśmieszkiem.

Kolejny raz zabiłam ją wzrokiem.

- Kiedyś mi podziękujesz, zobaczysz – dodała pewnie.

Nie miałam teraz czasu, żeby się na nią wściekać. To by i tak nic nie dało. Skupiłam się na tym, jak to odkręcić. W ogóle nie miałam ochoty się z nim dzisiaj spotykać – poza tym, widzieliśmy się kilkanaście godzin temu. Nie znałam go na tyle dobrze, żeby się z nim umawiać, choćby na koleżeński spacerek. To byłoby co najmniej dziwne. Z drugiej strony, polubiłam go i nie chciałam sprawić mu przykrości. ,,Hej, moja przyjaciółka przejęła telefon, tak naprawdę nie chcę się z Tobą spotykać. Na razie". Nie miałam serca, żeby mu tak napisać. Może też dlatego, że jestem przewrażliwiona, jeśli chodzi o chłopaków i nigdy z żadnym nie zbudowałam tak głębokich relacji, jak choćby przyjaźń, o miłości już nie wspominając.

Gdy już wymyśliłam w miarę sensowne wytłumaczenie i właśnie miałam zacząć odpisywać, przyszła wiadomość.

,,Ok :) Za pół godziny pod moim blokiem?"

Przeklęłam głośno, co zdarza mi się naprawdę bardzo rzadko i podałam telefon Julce. Była wyraźnie zadowolona z siebie.

- No, idealnie. Ja dzisiaj spotykam się z Filipem, ty z Jankiem...Aa właśnie, ja już będę lecieć. Muszę się przygotować...To pa!

Zmyła się bardzo szybko. Chyba przestraszyła się mojej miny. I dobrze. Byłam taka wkurzona, że nie ręczę za siebie.

Westchnęłam i usiadłam na ławce.

Teraz już było za późno, aby cokolwiek odkręcać. Trudno, spotkam się z nim chwilę, a potem sobie pójdę. Nic mi się ostatecznie nie stanie.

Czemu on się w ogóle zgodził? – przemknęło mi przez głowę. No tak, to proste. Pewnie miał podobny problem, jak ja – nie wiedział, jak odmówić.

,,Pasuje :)"

                                                                                           ***

Janek zjawił się punktualnie. W sumie nie wysilił się, ustalając miejsce spotkania pod swoim blokiem. Jednak nie mieszkał zbyt daleko, a ja miałam wystarczającą ilość czasu, żeby dojść tam spacerem z parku, więc zbytnio się nie przejęłam.

- Hej – powitał mnie. – Wyspana?

Uśmiechnęłam się.

- Ja nigdy nie jestem wyspana.

- Znam to – również się uśmiechnął i przez parę sekund panowała cisza.

Patrzyłam w jego oczy, on w moje. Jego były duże, piwne. Bardzo ładne, choć totalnie nie w moim typie. Moje są niewielkie, jakieś zielonkawe. Właściwie niezbyt piękne.

Patrząc na niego, myślałam o tym, o czym on myśli w tej chwili. Czy zerkając na mnie, też tak jak ja kontemplował kolor oczu czy może myślał zupełnie o czymś innym? Co działo się w jego głowie...? Ooo nie, trzeba przerwać tę ciszę.

Rozśmieszona swoimi myślami, wybuchnęłam chichotem. Tak już mam, że gdy chce mi się śmiać, choćbym była w kościele czy siedziała w pierwszym rzędzie na uroczystości z prezydentem, to wybuchnę tym śmiechem. Bez względu na wszystko. Taka mała słabość. Zdarza mi się to dość często i zazwyczaj są to lekko krępujące sytuacje.

Liczyłam, że Jasiek, tak jak to robiła większość osób, spyta się mnie zdziwiony, czemu się śmieję. Tymczasem on również zaczął się śmiać. Śmialiśmy się oboje dobre pół minuty, nie mogąc przestać.

Janek nawet nie był świadomy, jakiego wielkiego plusa u mnie zyskał tym niewielkim gestem. Poczułam się wtedy tak swobodnie. Niby mała rzecz. Czasem wystarczy chwila, jeden sygnał, specyficzne zachowanie, by wiedzieć, że to jest ta osoba, którą polubimy. Tak było właśnie w tamtym momencie. Pękła jakaś niewidoczna bariera, a ja czułam się cudownie wolna.

Kiedy już przestaliśmy, zaczął padać deszcz.

- Może pójdziemy coś zjeść? – spytał.

- Jasne.

- Na co masz ochotę?

- Pizza?

- Okej – zgodził się. – Stawiam.

- Dobra, już się tak nie chwal tą kasą.

Mój towarzysz zaproponował, żebyśmy poszli do pizzerii, w której pracuję. Nie miałam nic przeciwko. W strugach coraz mocniej padającego deszczu przemierzaliśmy ulice Warszawy, dziwnie szczęśliwi i beztroscy.

Gdy już dotarliśmy na miejsce i zamówiliśmy pizzę, nie mogłam się powstrzymać, aby mu tego nie powiedzieć.

- To moja przyjaciółka wysłała do ciebie tę wiadomość... z mojego telefonu, że chcę się spotkać.

Zrobiłam to bardzo szybko i od razu zrobiło mi się głupio, ale musiałam być szczera.

Na sekundę, może mniej, na jego twarzy widać było rozczarowanie. To była krótka chwila, gdy jego oczy nieco przygasły...Jestem pilnym obserwatorem. Widziałam to wyraźnie. Jednak zaraz potem przybrał zwyczajną, wesołą minę, a ja poczułam wielką ulgę.

To zaskakujące, jak bardzo emocje mogą zmienić się w ciągu trzech sekund.

I to przez jakiegoś chłopaka.

Dziwne.

- Ale chyba nie jest tak źle, co? – spytał.

Zaśmiałam się.

- Przyznaj, że się zdziwiłeś, gdy dostałeś tego SMS-a.

- Trochę tak...ale pomyślałem, że właściwie czemu nie? Zrewanżowałbym się przynajmniej za windę.

- Za windę? Tego to ja ci nigdy nie wybaczę!

Gadaliśmy i śmialiśmy się, aż w końcu poczułam, że jest czas, by zadać pytanie, które mnie nurtowało od chwili, gdy Jan się na mnie wywalił, a teraz powróciło ze zdwojoną siłą.

- Mogę cię o coś spytać?

- Wal śmiało.

Uśmiechnęłam się. Tak zazwyczaj rozmawiałyśmy z Julią.

- Wtedy jak wylałeś na mnie colę...

- Aaa, tak, pamiętam, było bardzo romantycznie.

- Nie przerywaj! Więc wtedy, gdy na mnie leżałeś... – odchrząknęłam. – Dziwnie się na mnie patrzyłeś...Dlaczego?

Tak, to było to, co mnie ciekawiło.

No co, jakaś piękna to ja nie jestem, a Janek gapił się na mnie zdecydowanie zbyt długo, jak na kogoś, kto mnie przewrócił. Powinien być zawstydzony, tymczasem nie, on się gapił.

Brunet wydawał się nieco speszony tym pytaniem.

- Po prostu...po prostu przypominałaś mi kogoś.

- Kogo? – wypaliłam i natychmiast tego pożałowałam.

Powinnam była się ugryźć w język. Cała ja.

Jasiek odwrócił wzrok i zapatrzył się za szybę, na ludzi skulonych pod parasolami. Jedni szli szybciej, inni wolniej. Każdy z nich miał jakiś nieznany nam cel. Po czasie, który wydał mi się wiecznością, odpowiedział.

- Sam chciałbym wiedzieć.

Nie drążyłam tematu.

W tym momencie jakieś dłonie położyły nam pizzę na stole. Spojrzałam w górę.

- Smacznego!

To był Maks.

Maks.

MAKS.

- Oo, Marcelina! Miło cię widzieć!

- Tak...widzę, że masz dziś nową fuchę – powiedziałam dziwnym głosem.

- Kelner zachorował...I jak tam po nocy pełnej wrażeń w windzie? Wkurzyłbym się na tego faceta...A, sorry, nie jesteś sama, już nie przeszkadzam. Na razie.

Już miał odejść, ale powstrzymał go głos Jasia.

- Ja też bym się na niego wkurzył. Wyjątkowo nieodpowiedzialny osobnik!

Maks uśmiechnął się do niego z nieco nieogarniającą miną, po czym pomachał mi i odszedł.

I zostawił mnie, lekko załamaną.

W innej sytuacji rozśmieszył by mnie żart Jaśka. Ale nie w tej.

Ostatnie, czego potrzebowałam, to to, żeby Maks zastał mnie w obecności innego mężczyzny, w sytuacji łudząco przypominającej randkę.

O tym, że wcale się tym nie przejął, już nawet nie wspomnę.

Szybko zjadłam swoją część pizzy i jeszcze z jej resztkami w ustach, oznajmiłam Jankowi:

- Muszę już iść...trochę się spieszę.

Wyglądał na zaskoczonego.

- No dobra, skoro musisz...I jakbyś chciała się kiedyś spotkać, ale tak z własnej woli, to pisz śmiało – uśmiechnął się.

- Tak... było fajnie, naprawdę!

Nie kłamałam.

Chwilę potem byłam już na dworze, z twarzą smaganą wiatrem i z okropnym humorem.


Continue Reading

You'll Also Like

144K 5.1K 95
Maddie Monet, najstarsza z córek Camdena Monet zostaje rozdzielona z braćmi na kilka lat. Bliźniaczka Tony'ego i Shane'a odnajduje się w swoim nowym...
198K 15.5K 79
"-A więc zwiałeś?- rzucił milioner, posyłając chłopcu oskarżycielskie spojrzenie, którego ten nie mógł zobaczyć. Peter znów wzruszył ramionami, zacis...
7.8K 439 27
Vivienne nigdy nie miała okazji, by pokazać prawdziwą siebie. Czasami nawet zdawało jej się, że sama nie wie jaka naprawdę jest. Zmienić miał to pewi...
7.7K 350 8
Podczas ceremonii zrzeknięcia się korony przez imperatora Bladiego dochodzi do tragedii na żądanie Szarej Eminencji. Po całym tym zamieszaniu i okruc...
Wattpad App - Unlock exclusive features