Byłam tak otumaniona. Ciemność i ciepło. Czyiś zapach. Słodki, intensywny. Czyjeś ręce na mojej talii, czyjeś nogi zaplątane z moimi. Czyjeś ciche wzdychanie. Otworzyłam leniwie oczy. W pokoju było ciemno, ale ciepło. Okna zasłonięte. Ciemno. Moja głowa wbijała się w miękką poduszkę, moje ciało gorące od cudownej satynowej pościeli. Było mi tak gorąco. Gorąco mimo iż jest środek zimy. Odwróciłam się powoli na drugi bok. Zrozumiałam kogo sapanie słyszałam. Thomas spał. Mimo iż było ciemno widziałam lekki jego zarys. Włosy ułożone z nieładzie, jego twarz tak bliska mojej. Zrobiło mi się go żal. Co noc musi znosić moje włosy na swojej twarzy, a nawet się nie skarży. Po za tym wszystkim, leżałam na jego wyciągniętej ręce. Uśmiechnęłam się nie w pełni świadoma wszystkiego. Na zegarze widniała godzina czwarta. Wypuściłam powietrze i wtuliłam się w niego. Objęłam go rękami, założyłam mu nogę na biodro. Wtuliłam się w niego, tak po prostu. Jakby był moim misiem. Wtuliłam się. Wdychałam zapach jego koszulki i czułam równe i miarowe bicie jego serca. Serca które należało już do mnie. Zasnęłam ponownie. Wtulona. Wtulona w niego.
***
Weszłam do pokoju. Biały szlafrok lekko owijał mnie całą. Jak to możliwe, że w nocy było tu tak ciepło? Nie chciałam odsuwać zasłon, bo tak słodko spał. Przystanęłam obok łóżka i spojrzałam na niego. Był niczym anioł. Nieziemsko zniewalający i nawet tak zaspany wyglądał seksownie. Jego usta lekko drgnęły, po czym wygięły się w uśmieszku zwycięstwa.
- Wiem, że się na mnie gapisz. - Wymamrotał w poduszkę, która nieco odkształciła jego wypowiedź, chodź ja usłyszałam wszystko dobrze.
- Coś ci się nie podoba? - Fuknęłam.
- Tak. Na przykład to, że cię teraz tu obok mnie nie ma. - Nadal trzymając nos w poduszce wyciągnął do mnie rękę po czym znów bezwładnie ją opuścił.
Rzuciłam szlafrok na pobliskie krzesło i wpięłam się na łóżko. Szybko odkryłam kołdrę i wśliznęłam się pod nią, czując ciepło rozchodzące mi się przyjemnie po ciele. Tommy odwrócił się do mnie i szybko mnie pocałował.
- A to za co? - Zmarszczyłam nos i podejrzliwie na niego spojrzałam.
- Na dzień dobry. - Pocałował mnie tym razem w nosek, a ja nie wiedzieć czemu się roześmiałam.
Mocno się do niego przytuliłam, a właściwie do niego przyległam całym ciałem. Po chwili jednak położyłam się na nim, opatulając nas kocem.
- Nie za wygodnie ci? - Zapytał głaszcząc mnie po plecach. Najwyraźniej nie przeszkadzał mu ciężar mojego ciała i tego że w każdej chwili mogę mu połamać żebra. Jeszcze się nawet z tego cieszył!
- Nie. - Fuknęłam. - Mógłbyś jeszcze mi podać poduszkę, bo jesteś trochę twardy.
Zaśmiał się, a ja skradłam mu kolejnego całusa. W tej samej chwili zrobił się poważny. Chwycił mnie mocno i równie mocno obdarzył mnie głębokim pocałunkiem. Drażnił językiem moje podniebienie, a mi zakręciło się w głowie. Podniósł się do pozycji siedzącej. Oplotłam go nogami w pasie, a on przykrył nas kocem nie odrywając się od moich ust. Pierwszy raz mnie tak całował. Tak mocno i zachłannie, zupełnie tak, jakby miał być to nasz ostatni pocałunek.
- Thomas ... - Odczepiłam się od niego, ale on znów ponowił swoją wcześniej przerwaną czynność.
- Ciii. - Przyłożył palec do ucha, a potem skazał na drzwi.
Uśmiechnęłam się lekko i znów zagłębiłam się w cudownej słodyczy jego ust. Przeniósł mnie na poduszki, a sam wylądował nade mną. Wsunęłam palce w jego włosy, czasami mocno zaciskając pięści. Bałam się tego co się działo. Wiedziałam, że nie tak wygląda pocałunek. Nie tak. Mimo wszystko pozwoliłam mu na to. Ufałam mu.
- Kocham cię. - Wyszeptał mi do ucha, po czym sam opadł na poduszki obok mnie.
- Ja ciebie też. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. - Uśmiechnęłam się i przejechałam ręką po jego policzku, teraz wygiętym pod kątem uśmiechu.
- Nie chcę mi się wychodzić z łóżka. -Przytulił mnie mocno do siebie, całując w czoło.
- Myyhhhmmm. - Odburknęłam tylko.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się na oścież. Do środka wparował nie kto inny, tylko sam jeden jedyny i we własnej osobie Dylan.
- Stary!! - Krzyk Thomasa rozległ się po całym domu. Byłam niemal pewna, że nawet drzwi wejściowe zaskrzypiały.
- Ups ... - Dylan zrobił zdziwioną minę po czym wybuchnął śmiechem, a ja tak na serio nie miałam pojęcia, czy śmiać się razem z nim, czy płakać. To na serio nie było śmieszne.
Sytuacja przedstawiała się tak. Ja i Thomas siedzimy w łóżku, ja w bluzce i spodenkach, on w samych spodniach. Nad nami stoi nie obcy nam przybysz, rży w niebo głosy, a w dodatku przerwał nam miłe spędzanie czasu. Całe szczęście, że nie otworzył tych drzwi parę minut temu, bo dopiero wtedy, byłaby istna jazda.
- No i z czego rżysz? - Warknęłam, starając się nie wybuchnąć, nie wstać i nie wlepić mu liścia.
- Z niczego, z niczego. Tylko jakby co, to wiecie czego użyć.
- Dylan!!
Rzuciłam w niego poduszką, która trafiła do celu. Z satysfakcją spojrzałam na niego, a potem znów warknęłam.
- Wypad, no już!!
- Co tak ostro siostro?! - Zakrył się rękoma, gdy na oślep zaczęłam cisnąć w niego poduszkami.
Gdy zamknął w końcu drzwi, popatrzyłam na Thomasa, żądna pochwały, ale nie dostałam jej. Zamiast tego usłyszałam coś co mnie zbiło całkiem z tropu.
- A teraz księżniczko, pójdziesz i to pozbierasz.
- Żartujesz sobie? - Zrobiłam minę taką jakbym dostała właśnie poduszką.
- Nie żartuję. Musimy wstawać. Ty to rozwaliłaś i ty pozbierasz. - Pocałował mnie krótko i otworzył drzwi. Zatrzymał się jeszcze by posłać mi pełne złośliwości połączonej z miłością spojrzenie i zniknął, a ja zostałam z kupą poduszek i pierzem we włosach.
***
- Uważaj! - Krzyknęłam, gdy korek wystrzelił w górę, a głośny huk rozniósł się po placu, na którym było już chyba z pół miasta.
- Nie bój się. - Dylan zbeształ mnie, pokazując korek, który trzymał w dłoni.
- Ja wcale się nie boję. - Zaprzeczyłam, udając foch. - A tak właściwie to dlaczego otwierasz tego szampana przed nowym rokiem?
- Bo mam na niego ochotę. - Oblizał wargi.
- Nie, po prostu jesteś niewyżyty. - Fuknęłam, a mój oddech zamienił się w parę, z powodu strasznego zimna.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- No nie. - Tym razem to on fuknął na mnie.
- No nie, a to rano to co to miało być?
- A skąd ja mogłem wiedzieć, że ty tam byłaś?
- Nawet jeśli by mnie tam nie było, nikt nie nauczył cię pukać?
- Nauczyli mnie, tylko zależy w jakim sensie. - Mrugnął i się zaśmiał.
- No i mówię, żeś niewyżyty?
- Wcal ...
- Co tu się dzieje? - Thomas podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Nic, po prostu sobie tak gadamy. - Uśmiechnęłam się.
- Tak, oczywiście Thomas. Ta kobieta mnie napastowała. - Poskarżył się robiąc minę niewiniątka.
- Bo sam się o to prosił! - Usprawiedliwiłam się. - Po za tym Dylan, następnym razem zgaszę cię przy pierwszym słowie. - Wystawiłam mu język i wtuliłam się w kurtkę Tommy'ego. Ha! Taki pocisk!!
- Dobra nie wnikam. Porywam cię zanim tu zaczną latać talerze i sztućce, a w tym przypadku butelki. - Posłał Dylanowi wymowne spojrzenie i pociągnął mnie za sobą.
Nie pytałam dokąd idziemy. Pozwoliłam mu się prowadzić tam, gdzie sam chciał. W końcu dotarliśmy na most. Jeden z tych najwyższych i najpiękniejszych w całej Anglii.
- No ej, a co z nowym rokiem? - Zapytałam z nutką zawodu w głosie.
- Mamy dokładnie minutę. - Wysapał po czym znów mnie objął. Przytuliłam się do niego i w głowie odliczałam sekundy.
Trzy!! Dwa!! Jeden!!
- Szczęśliwego nowego roku. - Usłyszałam obok ucha.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
- I tobie też.
- Z pewnością taki będzie. - Znów mnie do siebie przytulił.
- Szkoda, że się już skończył.
- Dlaczego?
- Bo był jednym z najpiękniejszych.
- A dlaczego? - Powtórzył swoje pytanie.
- Bo cię spotkałam. - Uśmiechnęłam się znów lekko.
Więcej już się nie odzywaliśmy. Patrzyłam na kolorowe fajerwerki tuż nad naszymi głowami. Z pewnością był to piękny rok. A najlepsze było to, że jednak pomógł mi z tymi zakupami, gdy ja nie chciałam.