Gdy wstałam była 7 rano. Dziwne myślałam że dłużej pośpię jednak przyzwyczajenie szkolne jeszcze mnie trzymało. Nadal byłam w ubraniach, w których jechałam do Alacji i jakoś na razie nie chciało mi się przebierać. Też nie chciałam budzić wszystkich, gdyż słyszałam pochrapywanie taty i ciche gwizdy mamy a znając Lizę poszła spać dopiero po 12 i na pewno nie obudzi się przed 10. Tak więc mam trzy godziny albo chociaż dwie dla siebie. Poszłam do kuchni. Nie była duża ale za to przestronna, ponieważ wszystkie meble i stół były tak poustawiane, aby można było się swobodnie poruszać po niej przynajmniej w dwie osoby. Była pomalowana na beżowo z namalowanymi czarnymi krukami na ścianie, którą nie zakrywały brązowe meble. Skierowane były w stronę okna. Ostatni kruk znikał w zgięciu ściany i okna. Zrobiłam sobie z trzy kanapie. Tak byłam głodna jak wilk. Co nie zdziwiło mnie bo przez całą drogę nic nie zjadłam oprócz jednej bułki z serem. Do tego woda bo nie było niczego innego a nie chciało mi się czekać na herbatę, a raczej na wodę, która zanim by się zagotowała ja nie miałabym już żadnej kanapki. Po zjedzonym śniadania poszłam do łazienki. Była obok. Mała z prysznicem i toaletę oraz z czarną umywalką z zarysami pazurów a nad nią średniej wielkości lustro wbudowanym w ścianę w kształcie prostokąta z górną krawędzią wygiętą w łuk.
Czy to są ślady pazurów??! Dziwne no ale pomysłowe nie ma co.- pomyślałam. Ogólnie łazienka była wyłożona czarno białymi kafelkami. Taka dość duża, sześcienna szachownica. Opłukałam twarz i ręce i wyszłam. Szłam do pokoju korytarzem wyłożonym drewnem na ścianach i panelami na podłodze. Na suficie była wymalowana wataha rudych wilków w księżycową noc na polanie z jeziorem.
Ta pani Barbara ma naprawdę pomysły ale ten dom ma swój urok nie ma co ukrywać. Później muszę zrobić zdjęcie temu malowidłu i wysłać Merry jestem ciekawa jak zareaguje- uśmiechnęłam się pod nosem. Na pewno będzie przerażona, gdyż nie lubiła takich klimatów. Przy drzwiach wejściowych była szafka. Pewnie na buty. Musze zapamiętać i zanieś tam swoje. Znając mamę wypakowała już wszystko z jej i taty bagażu. A Liza cóż pewnie ma burdel u siebie ale co mnie to. Gdy weszłam do mojego pokoju na czas wakacji dopiero teraz się mu przyglądnęłam. Był ciemno zielony z czarnymi drzwiami. W sumie jakby nie było każde drzwi były inne. Do kuchni brązowe, do łazienki białe, drzwi wejściowe chyba były granatowe lecz nie jestem tego pewna. Do pokoju moich rodziców prowadziły jasno zielone drzwi a do Lizy żółte. Cóż w pokoju miałam jedno wychodzące na las okno, co zanotowałam w pamięci wczoraj, lecz teraz zauważyłam że parapet był przerobiony na kanapę by można było usiąść.
Fajnie, będę mogła pooglądać gwiazdy. No i będę mieć fajny widok w czasie nocy spadających gwiazd. Zapowiada się fajnie. Zaczynam nadużywać słowa fajnie - Uśmiechnęłam się w duchu. Łóżko było od razu przy drzwiach. Z czarnego drewna z białym materacem. Zapomniałam wyłożyć wczoraj pościel. Cóż zdarza się. Miałam jedną szafkę z czterema półkami i podłużny jakby stół z dwiema szufladami. Do tego w rogu stał czarny fotel z małym stoliczkiem. Lecz najbardziej spodobał mi się żyrandol był podobny do gałęzi drzew z małymi listkami z metalu z czarną korą, które oplatały się wokół trzech żarówek. Na końcu dwóch gałęzi były pąki jakiegoś kwiatu.
Ogólnie miło i przytulnie i nawet ta czarna winorośl która oplatała ściany uroczo wygląda. Jeśli pani Barbara sama wszystko tutaj malowała co znajduje się na ścianach, nie powiem miała rękę do takich rzeczy i to bardzo dobrą.- myślałam biorąc się za rozpakowywanie walizki. Ubrania wyciągnęłam z reklamówek zabezpieczających w razie czego przed przemoknięciem, a że podkoszulki, spodnie, spódnice, kilka bluz było osobno. Wypakowanie nie zajęło mi więcej niż 15 minut. Moją ulubioną kurtkę położyłam na tym niby stoliku z szufladami. Zabrakło mi plecaka, w którym miałam z trzy książki i elektrykę.
Musiałam zostawić w samochodzie. A niech to a nie chce mi się iść no cóż ale chce mieć to z głowy...- rozmyślałam i chodziłam od drzwi do łóżka. W końcu zabrałam buty, które chciałam włożyć do szafki przy drzwiach wejściowych i poszłam po kluczyk. Na szczęście tata zostawił go w kuchni na blacie od szafki i nie musiałam nikogo budzić. Więc ruszyłam w stronę podwórka gdzie stał samochód. Gdy schodziłam ze schodów usłyszałam dziwne piski.
Dziwne tutaj też są wariaty za kółkiem??? A myślałam że będzie tutaj spokojnie. Tacie się pewnie to nie spodoba jeszcze co najlepsze z samego rana piski. Hihi musiała być ostra impreza- chichotałam już na głos bo nie mogłam się powstrzymać. Otworzyłam samochód i ruszyłam w stronę plecaka. Lecz pisk powtórzył się co mnie trochę zdziwiło ale cóż może jest tu jeszcze zakręt czy coś. Nie przejmowałam się. Zabrałam plecak i zamknęłam auto i udałam się na to nie szczęsne piętro.
Nie ma co na pewno schudnę od ciągłego wchodzenia i schodzenia z tych schodów. Lecz co tam lepszych wakacji nie mogłam sobie wyobrazić. Oddzielny pokój to jest pokój BEZ Lizy, morze, plaża a na niej pewnie słodkie ciasteczka i leniuchowanie. ohhh żyć nie umierać.
W pokoju opróżniłam plecak z książek i elektryki oraz biżuterii, o której nawet zapomniałam że zabrałam. Tylko gdzie ja dałam kosmetyczkę? A no tak była w walizce na samym spodzie. Zabrałam kosmetyczkę i ubranie na dziś: cienki podkoszulek z galaxy i krótkie jeansowe spodenki. Mam zamiar iść na plaże. Ponoć droga łatwa tylko ciągle iść główną drogą przed siebie. Po wyjściu z łazienki zobaczyłam mamę w kuchni.
-Dzień dobry kochanie- Uśmiechnęła się delikatnie do mnie, smarując kanapki.
-Cześć mamo, ja już jadłam i chciałabym iść na plażę mogę?- Uśmiechnęłam się do niej delikatnie. Zapytałam się jej choć wiedziałam że mi pozwoli.
-No dobrze. I właśnie widzę że jadłaś bo otworzyłaś chleb i nawet zabrałaś trzy największe kanapki. Tylko uważaj na siebie.- popatrzyła na mnie przenikliwie i uśmiechnęła się łobuzersko.
-Dobrze mamo choć wierz że potrafię wyjść z każdej opresji.- odwzajemniłam uśmiech, wstawiając przy tym język. Skarciła mnie delikatnie wzrokiem i się zaśmiała. Ruszyłam do pokoju aby się spakować do plecaka. Gdy zabrałam wszystko ruszyłam jeszcze w kierunku kuchni po butelkę wody.
-Oki, będę szła.- uśmiechnęłam się i skierowałam do wyjścia.
-Tylko uważaj tam na siebie i spraw byśmy nie musieli już w pierwszy dzień wyjeżdżać.- powiedział tata, który siedział przy oknie na jednym z krzesełek, jakie tam było i zajadał się kanapkami, które mama przed chwilą zrobiła.
-Dobrze, a ty się nie udław byśmy nie musiały w pierwszy dzień zapoznawać się z pobliskimi lekarzami- odgryzłam się tacie i wyszłam. Usłyszałam jeszcze głośny śmiech, kiedy zamykałam drzwi.
A teraz na plażę. Słodcy panowie i ty błękitne morze szykujcie się zmierza w waszym kierunku Zara Madis.- Pomyślałam i ruszyłam pewnym krokiem z wielkim uśmiechem.