Julia
Kiedy zobaczyłam, jak szeroko uśmiechnął się Florian na widok swojej dziewczyny, nasunęły mi się dwa wnioski:
1. On nie jest homoseksualny.
2. Sylwester wcale nie będzie wystrzałowy.
Nie wątpiłam, że chłopaka zetnie, jak zaraz dowie się, co znajduje się na szyi Klaudii, ale wierzyłam, że gdy ochłonie, spędzimy razem wieczór tak spokojnie i kulturalnie, że święci poczują na karku zapach konkurencji.
Florian nawet nie omiótł mnie i Nestora przelotnym spojrzeniem. Wpatrywał się w Klaudię, zakochany, szczęśliwy. To nie mogła być maska. Zsunął buty, na oślep odwiesił płaszcz i rzucił ciepłym tonem:
– Chodź tu do mnie, niszczycielko niespodzianek... – Kręcąc głową ze śmiechem przemierzył dwa kroki i zamknął dziewczynę w czułym uścisku. Jak ja pragnęłam, żeby Nestor zrobił ze mną to samo. Kątem oka zarejestrowałam, jak pospiesznie sięgnął po telefon i oddał mu uwagę.
– Przepraszam... – mruknęła Klaudia.
– Och, nie szkodzi, kochanie, jestem pewien, że jakoś sobie wynagrodzimy te komplikacje – coś bardzo nieprzyzwoitego zawisło w powietrzu i choć nie miało to nic wspólnego ze mną, poczułam silne ukłucie zazdrości wymieszane z... pobudzeniem. Pachniało tu czymś erotycznym, a ja pożądałam tego spróbować. Z Nestorem oczywiście. Tylko że on chrząknął, nakazując... porządek. Klaudia zdawała się go nie usłyszeć, bo szepnęła:
– Cieszysz się?
– No pewnie. Kocham cię. – Wsunął dłoń w jej włosy i czochrając je, zostawił całusa na jej czole, a potem się odsunął i zerknął w bok, na Nestora, obok którego stałam jak podglądacz. Nie zdążył się jednak odezwać, bo Klaudia znów zabrała głos.
– Piłeś?
– Nowicki prowadził, więc skusiłem się na kawę z prądem na stacji.
– Albo kilka?
– Dobra była. – Roześmiał się. – I chyba rozpracowałem recepturę. – Pomachał szelmowsko brwiami. – Zaraz ci zrobię.
– Mam lepszy pomysł. Ja coś przygotuję, a ty odpoczniesz po pokonanych na marne kilometrach – zaproponowała.
– A ja mam jeszcze lepszy pomysł – wtrącił ostro Nestor. Na jego twarzy pojawiły się stanowczość i determinacja. Mimowolnie złapałam go za rękę i ścisnęłam. Biedna Klaudia wyglądała bowiem jakby przestała oddychać. Niepotrzebnie, bo Florian niczego nie ogarnął. Rzucił tylko przyjacielowi jakieś trudne do zinterpretowania spojrzenie, może ostrzegawcze, nie wiedziałam, bo Klaudia błyskawicznie złapała swojego chłopaka za rękę i porwała go w stronę pokoju.
– Pięć minut – zawołał cicho Nestor, na co Klaudia zatrzasnęła drzwi.
– Dlaczego tak się uparłeś, żeby natychmiast mu powiedziała? – szepnęłam. Nestor popatrzył na mnie, jak na wariatkę.
– Ktoś ją prawie zabił, Julio – żachnął. To krótkie zdanie było jak otwarcie mi oczu. Do tej pory widziałam po prostu ślady duszenia, ale właściwie możliwe, że wystarczyła sekunda więcej, a Klaudia by nie żyła, możliwe, że wystarczył niewiele większy nacisk, a Klaudia by nie żyła i co więcej, możliwe, że ktokolwiek zrobił jej krzywdę, wcale jeszcze nie zrezygnował, może zamierzał dokończyć dzieło. Nie wiedzieliśmy tego, niczego nie wiedzieliśmy. Kiedy sobie to uświadomiłam zrozumiałam, dlaczego Nestor tak nalegał i nie odezwałam się nawet słowem, gdy kilka minut później dość grubiańsko wziął sprawy w swoje ręce. Niby zastukał do pokoju, w którym zamknęła się para, ale zaraz do niego wparował i rozkazał: – Zdejmij jej szalik.
Siedziałam w kuchni. Nikt nie prosił mnie o chwilę prywatności, naturalnie, że też chciałam dowiedzieć się więcej, więc nadstawiałam uszu. Trzymałam jednak dystans, bo nie wyobrażałam sobie gapić się, jeśli na przykład ci dwoje znajdują się w łóżku.
– Nes, co ty...? – Głos Floriana był na razie spokojny, ale to się szybko zmieniło. Mogłabym nawet wyjść z bloku, a i tak wszystko bym słyszała.
Nastąpił... armagedon.
Wrzaski przecinały latające przedmioty, które o coś uderzały. Były przekleństwa, pytania, prośby, a potem groźby i szloch Klaudii. Dziewczyna nie puszczała pary z ust, a Florian ani myślał odpuścić. Dopytywał o jakąś wczorajszą imprezę, ale tak wściekle, że wzdrygałam się przy każdej sylabie.
Wbita w krzesło, trzymałam się za serce ze strachu, że zaraz wyskoczy mi z piersi. I prawie do tego doszło, gdy do kuchni wleciał Florian. Mimowolnie wyskoczyłam na nogi, stając na baczność, ale on nawet mnie nie dostrzegł. Nestor, za którym przybiegła załzawiona Klaudia również.
– Co robicie?! Przestańcie! Florian, kochanie! – Zaniosła się i z trudem wyłkała: – Nestor, błagam...
– Prowadzisz – Florian poinformował Nestora. Jednocześnie sięgnął na lodówkę po klucze do samochodu i rzucił je przyjacielowi. – Mówisz czy nie? – huknął jeszcze na wyjściu.
– Przestań! – Dziewczyna skuliła się i schowała twarz w dłoniach. – Proszę, nic mi się nie stało.
– To nie mów. Sami się dowiemy. Przy okazji utłuczemy niechcąco również niewinne osoby. Ich pech. Nie muszę chyba wspominać, że zaczniemy od twoich pojebanych koleżanek, które zdradzą mi prędzej niż później całą listę osób, z którymi wczoraj imprezowałaś? – rzucił nie pierwszą już groźbą, a potem nie patrząc za siebie dodał: – Czekam na dole, Nestor.
– Florian! – Klaudia rzuciła się w ślad za nim, ale zatrzymała się raptownie, bo drzwi zdążyły trzasnąć z hukiem. Obrała, więc inny cel. – Nes, Nes, błagam, proszę, zatrzymaj go.
– To niemożliwe, mogę co najwyżej wskoczyć za nim w ogień. – Byłam tak oszołomiona, że zupełnie zaskoczyła mnie twarz Nestora tuż przede mną. – Julcia... – szepnął, wycierając mi delikatnie policzki. – Nie płacz, proszę – przytulił moje sparaliżowane ciało.
– Nestor, błagam cię, pomóż mi, błagam. – Z boku rozległo się zawodzenie Klaudii. Zrobiło mi wstyd, że chłopak zajmuje się pocieszaniem mnie, podczas gdy dramat dotyczy jej.
– Tracisz czas, Klaudia. Nie zmienię zdania.
– Nie jedźcie, błagam – gorliwie dołączyłam do próśb. – Proszę cię, Nestor. – Kurczowo zacisnęłam palce na jego plecach. – Nigdy o nic więcej cię nie poproszę, ale teraz błagam.
– Julcia... – sapnął z żalem. Był nieugięty. Ja też...
– Błagam. Jest sylwester. Spędźmy go razem. – Nie poddawałam się. – Nie zostawiaj mnie szczególnie dzisiaj. Boli mnie brzuch. Mam cały czerwony pępek. – Spróbowałam z innej strony. – Co ja zrobię, jeśli rozwinie mi się infekcja?
– Klaudio... – sapnął, nie wypuszczając mnie z ramion. – Przysięgam ci, że postaram się go dzisiaj powstrzymać, jeśli mi teraz wszystko opowiesz.
– Daj mi najpierw kluczyki – zażądała.
– Nie widzę związku. Będzie trzeba to weźmiemy taksówkę, a teraz radzę ci zacząć, zanim Florian znudzi się czekaniem na mnie.
– Dobra, dobra. – Wyrzuciła w górę ręce. Nestor nie mógł tego widzieć, więc zmienił nasze pozycje. Okręcił nas ani na moment nie przestając mnie tulić. W zasadzie przylgnęłam do niego jeszcze ciaśniej.
– Kto? – ponaglił.
– Nie wiem, obcy, nie znam nazwiska.
– Gdzie?
– W Heksie. – Zgadywałam, że to jakaś dyskoteka, bo dziewczyna w końcu rozwinęła swoją opowieść. Choć była dość chaotyczna, zrozumiałam sedno... Poszła z grupą ze studiów na imprezę. Tańczyli, pili, dobrze się bawili. Krótko po północy jakiś Krzysiek zrobił się zazdrosny o jakąś Olę, która flirtowała z obcym. Od słowa do słowa, od szturchaniny między dwójką mężczyzn doszło do bójki między dwiema ekipami. Damska część towarzystwa podjęła próbę złagodzenia sytuacji przez rozdzielanie samców. W efekcie Klaudia oberwała przypadkiem łokciem. Ból i złość obudziły w niej brawurę. Obrażając oprawcę bezmózgiem, kopnęła go w krocze. – Nawet nie zdążyłam mrugnąć, Nes. Jego dłonie zacisnęły się na mojej szyi jak imadło. Wydawało mi się, że walczyłam o oddech wiele godzin, ale podobno straciłam przytomność po kilku sekundach. Powiedziano mi, że ocknęłam się też szybko. To tyle, nic mi nie jest. Byłam na pogotowiu – zakończyła, o czym świadczyła przedłużająca się cisza... Już miałam się odkleić od Nestora, żeby zrozumieć to milczenie, ale się odezwał.
– Czekasz aż pogratuluję ci próby ominięcia najważniejszego? Czy tylko robisz sobie ze mnie jaja? – zaskoczył mnie. Co niby było najważniejsze? Mnie wydawało się, że najważniejsze, że Klaudia nie padła ofiarą jakiegoś seryjnego mordercy.
– Nie wiem, o co ci chodzi... – wymamrotała.
– A ja sądzę, że wiesz. Niemniej, pomogę. Czy ten skurwiel, a także jego kumple siedzą na dołku, czy nie siedzą? – Wprawił w osłupienie nie tylko mnie. Klaudia wciąż nie odpowiadała... Wreszcie jednak usłyszałam jej głos:
– Oczywiście! A co ty mylisz? Byliśmy w centrum Gdańska. W dobie wszechobecnego monitoringu to...
– I tu mamy problem, bo ci nie wierzę, a jeśli ja tego nie kupuję, możesz być pewna, że Florian też, więc jak? Zaznaczę, że zegar tyka. Masz ochotę wyznać mi prawdę, czy...
– Ja pierdolę, dlaczego musisz być takim dupkiem? Co ty robisz na stomatologii? Powinieneś zostać psem albo jakimś prokuratorskim chujkiem. – Dialog tych dwoje uświadomił mi, że święci z całą pewnością nie poczują na plecach konkurencji. Nie spędzamy tego sylwestra ani spokojnie, ani kulturalnie...
– Tik, tak, Klaudia – mruknął w ripoście. Zatkało mnie. Klaudię wyraźnie też. – Bawisz się dalej w aktorkę i radcę zawodowego, czy łaskawie przejdziesz do rzeczy?
– Grrr... – Dziewczyna wydała z siebie jęk frustracji.
– Nestor... – Postanowiłam się wtrącić. – To czyste wariactwo, żebyście jechali do Gdańska i jeśli będzie trzeba, nie zawaham się położyć przed samocho...dem – zająkałam się pod wpływem dźwięku nadchodzącego połączenia. Nestor niespiesznie przesunął dłonią po moim boku zanim wyjął telefon. To było... przyjemne. W połączeniu z jego dupkowatą postawą, która nie powinna podobać się przyszłej pani doktor sprawiło, że przyszła pani doktor dostała małpiego rozumu. Pożądałam Nestora i naprawdę mogłam wejść mu pod koła, byle zatrzymać go przy sobie.
– Już schodzę. – Nie tylko mnie ostudził to jeszcze cały żar zamienił się we wściekłość. No dupek żołędny!
Pępek zobaczysz w snach, a cycków nigdy!
Odepchnęłam się od niego, ale ku mojemu zdziwieniu, przytrzymał mnie siłą przy sobie. I tak dupek żołędny, który wcale mi się nie podobał znów stał się dupkiem, który mi się podoba...
– Klaudio – Nestor chrząknął. – Podsumujmy. Była wezwana policja?
– Tak, przesłuchiwali mnie już w szpitalu. Byłam u nich też dzisiaj rano.
– Rozumiem, że sprawca zdążył zwiać – Zabrzmiało raczej jak stwierdzenie, jednak Nestor upomniał się o odpowiedź. – Klaudia.
– Wierzę, że już go złapali.
– Czyli nie złapali.
– Obdukcja?
– Przecież mówiłam, że byłam w szpitalu.
– SOR to nie obdukcja. Coś jeszcze istotnego zatajasz?
– Nie...
– Dobrze, załóżmy, że ci wierzę. Proponuję zatem następujące rozwiązanie... Ja idę pogadać z Florianem. Ty w tym czasie dzwonisz do naszego prawnika i powołujesz na mnie lub Floriana, obojętnie, a następnie prosisz go o namiar na jakiegoś kolegę, który specjalizuję się w prawie karnym. Jednocześnie poproś o pomoc przy zorganizowaniu wizyty jeszcze na dzisiaj, to ważne, do lekarza sądowego lub zakładu medycyny sądowej celem wykonania obdukcji. Zapamiętałaś?
– Eee... Tak. Chyba. Tato.
– To nie jest zabawne.
– Wiem, tato.
– Niech prawnik przygotuje ci przy okazji zakaz zbliżania do mnie.
– Boże, ty nawet jak żartujesz to nie wyciągasz kija z dupy.
– Nie mam pojęcia, dlaczego uważasz, że żartuję. Łap numer i spadaj. – Najpierw poczułam, jak Nestor robi coś na telefonie, a potem usłyszałem piknięcie aparatu Klaudii.
– Nes, a nie mógłbyś szybko przedzwonić, żebym nie musiała się powoływać na ciebie?
– Klaudia. Ja i rozmowa telefoniczna? Serio? Ledwie rozmawiam z tobą. Jak masz problem, poproś Hektora, ale załatw to zanim wrócę z Florianem. W porządku? – Zorientowałam się, że to ostatnie zostało skierowane do mnie, bo Nestor odchylił się i jego twarz zawisła nad moją. Przyłapał mnie na rozanielonej minie, bo tak się złożyło, że akurat zakochałam się w nim do szaleństwa. – Julio?
– Hm?
Jeśli pytasz, czy za ciebie wyjdę to tak.
– Zaraz wrócę, okej?
– Mhm.
– Dobrze się czujesz? – Przyłożył dłoń do mojego czoła. Miałam ochotę pożyczyć dowcip Klaudii i odpowiedzieć: tak, tato. Dziewczyna chyba wzięła do serca polecenia Nestora, słyszałam jej stłumiony głos za zamkniętymi drzwiami pokoju. – Nie masz gorączki, ale trzeba obserwować. To był beznadziejny pomysł, by robić ten kolczyk akurat dzisiaj... – W powietrzu wybrzmiały wyrzuty sumienia.
– Nic mi nie jest – zapewniłam.
– Nie przekonuje mnie to. Możesz mi... pokazać? – Skrzywił się i wstrzymał powietrze, jakby to pytanie wiele go kosztowało. Gdzie się podział dupek? Słodziaka przede mną należało natychmiast uspokoić. Rozwinęłam usta w szerokim uśmiechu.
– Tak. – Zgodziłam się z wielką chęcią. – Ale jak wrócisz. Przyprowadź najpierw Floriana, zanim zamarznie – zachęciłam go do wyjścia. Zaraz przyszło mi do głowy, by na wszelki wypadek zachować środki ostrożności. – Mógłbyś zostawić mi kluczyki od auta? – Rozweseliłam go! Jego usta wygięły się całkiem okazale! Wow. Mina mu jednak zrzedła, gdy wystawiłam dłoń. Wbił w nią wzrok i gapił się zamiast spełnić moją prośbę.
– Julio. – Chrząknął, unosząc zakłopotany wzrok. A więc nie zamierzał dać mi tych kluczyków. – Po prostu obiecuję, że wrócę – poprzysiągł i nie czekając na moją reakcję wycofał się do przedpokoju.
Jak tylko opuścił mieszkanie, przykleiłam się do okna. Florian chodził w tę i wewtę, kopiąc jakiś kamień. Przystanął, kiedy dostrzegł swojego przyjaciela. Ten wyprostował ramię w kierunku samochodu, rozbłysły światła. Chłopaki niezwłocznie wsiedli i odjechali.
Co jest?
Przerażona pobiegłam do Klaudii i zanim zorientowałam się, że jest z kimś na linii, wykrzyknęłam:
– Odjechali!
– Muszę kończyć, Heks. Jeszcze raz dziękuję i cóż, szczęśliwego nowego roku. – Jak tylko opuściła telefon, powtórzyłam:
– Pojechali. Nestor obiecał, że wróci. Przysiągł mi, ale może miał na myśli, że wróci za kilka dni. Czy on jest zdolny do takiego oszustwa? Znasz go lepiej.
– Nie wiem, Julka. – Westchnęła. – Floriana znam praktycznie od urodzenia i praktycznie od zawsze jest moim prywatnym ochroniarzem. Nie zliczę, ile razy... – urwała, uśmiechając się. – W podstawówce bił nawet dziewczynki, jeśli brzydko mnie potraktowały, a wiesz, jak jest w podstawówce. Jednego dnia kocha się przyjaciółkę, drugiego zostaje największym wrogiem, a trzeciego znów się ją kocha. W moim przypadku w końcu skończyło się na tym, że dzieci bały się w ogóle do mnie zbliżać – zachichotała. – Miałam tylko Floriana. Byliśmy nierozłączni. Dopóki Nestor i Hektor nie przeprowadzili się do Gdańska. Z początku zaprzyjaźniliśmy się tylko z Hektorem. Nes był dla nas za młody, a do tego tak bardzo zamknięty w sobie, że chyba przez pierwszy rok nie wiedzieliśmy nawet jak brzmi jego głos. Potem jednak, gdy nieco podrośliśmy, Hektor się od nas trochę... W sumie to bardzo się odwrócił, ale Nestor zajął jego miejsce. Och, Julka... – Pokręciła głową. – Powinnam znać tych facetów jak własną kieszeń. Tymczasem nie potrafię przewidzieć ich zachowania. Więc... – sapnęła. – Nie mam pojęcia, co... – Dźwięk nadchodzącego połączenia nie pozwolił jej dokończyć. – Muszę odebrać, to może być prawnik. Sorki. – Przystawiła telefon do ucha. Okazało się, że miała rację, zaczęła opisywać swoją sprawę.
Niechętnie wróciłam do okna. Pragnęłam usłyszeć więcej i więcej. Mimo że zazdrość wprost dusiła mnie od środka. Historia Klaudii i dwóch chłopaków wydawała mi się najpiękniejsza pod słońcem. Czułam jakąś głęboką tęsknotę za alternatywnym dzieciństwem, w którym nie byłam uboga, nie mieszkałam na wiosce, miałam tatę i przyjaciela, Nestora...
Nagle podskoczyłam. Przez ułamek sekundy nie wiedziałam, gdzie jestem. Nie mogłam uwierzyć, że pozwoliłam sobie na coś zupełnie do mnie niepodobnego – rozmarznie i absurdalnie nieproduktywne rozpamiętywanie przeszłości. To hałas na wejściu przywrócił mnie do rzeczywistości.
Chłopaki wróciły. Nie widziałam ich jeszcze, ale Klaudię, która wyskoczyła z pokoju, owszem. Na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
– Kochanie... – usłyszałam głos Floriana. – Zostajesz tutaj przynajmniej, dopóki go nie zamkną.
– Ale ja mam studia...
– Trudno. Nadrobisz. To nie powinno potrwać długo. Prywatny detektyw zaczął już działać. Przepraszam za wcześniej. – Najpierw w zasięgu mojego wzroku pojawił się bukiet róż, a tuż za nim, trzymający go Florian. Wręczył kwiaty swojej dziewczynie i przytulił. Nie sposób było się nie uśmiechnąć, ale kiedy chłopak spojrzał w bok, wprost na mnie, po raz enty poczułam się jak podglądacz. W zakłopotaniu odnalazłam interesujący punkt na ścianie. – Julka... – przywołana, znów na niego popatrzyłam. Wygiął się za siebie i zaraz szedł w moją stronę z wielką czekoladą. Zrobiło mi się gorąco. – Przepraszam za... nerwy. – Chciał mi dać prezent.
– Nie szkodzi! – zapewniłam gorliwie, kręcąc głową. – Naprawdę. Nie trzeba, nie mogę tego przyjąć.
– Nie? – Sięgnął po moją dłoń, rozprostował ją, położył na niej tabliczkę i szybko zabrał swoje ręce. – Może rzeczywiście nie, ale czy masz wyjście? – Puścił mi oczko, a gdy zniknął, w progu pojawił się Nestor. Nasze spojrzenia się spotkały. Jeśli jakimś cudem zapomniałabym, że jestem zakochana to już bym sobie przypomniała. Moje serce dosłownie biło mocniej z każdym krokiem mężczyzny od trzech atlasów. Gdy zatrzymał się przede mną, byłam już czystą miłością.
– Ja też przepraszam. – Chrząknął. – Nie jestem sobą, kiedy staję w obliczu jakiś ważnych dla mnie kwestii, ale postaram się...
– A nie jest przypadkiem tak, że właśnie wtedy jesteś najbardziej sobą? – wtrąciłam.
– Co? Nie. Ja... – Ewidentnie się przestraszył, zaczął szybciej oddychać.
– Nesss... – Odłożyłam czekoladę i przyłożyłam dłoń do policzka chłopaka. – Jesteś niesamowity, gdy walczysz o rzeczy, które są dla ciebie ważne. – Wspięłam się na palce, chciałam pocałować go w usta, ale był za wysoki i niczego mi nie ułatwił. Sięgnęłam więc do jego, jak się okazało sztywnego karku i naparłam na niego. W nagrodę zostałam gwałtownie przytulona. Po chwili poczułam na dłoni uścisk. Nestor wsunął mi coś w nią. Rozpoznałam pod palcami łańcuszek. Zszokowana nie miałam szans na subtelność, mimowolnie przerwałam pocałunek, uniosłam rękę do oczu i od razu je wybałuszyłam... O Boże! Bransoletka z zawieszką stetoskopu lekarskiego. To najpiękniejsze, co w życiu widziałam. Nie miałam pojęcia, jak długo stałam z rozdziawionymi ustami. Zamknęłam je, jak tylko sobie to uświadomiłam.
– Zanim coś powiesz, wiedz, że ja wyglądałbym w tym co najmniej głupio, dlatego... musisz ją przyjąć. – Zgarnął ode mnie biżuterię i szybko owinął mi ją na nadgarstku. Chciałam zabrać rękę automatycznie, ale zapatrzyłam się na drżące palce Nestora. Bałam się też, że przy nagłym ruchu zerwałabym niechcąco łańcuszek. W efekcie Nestorowi udało się go zapiąć. – Przepraszam. Ja... Zobaczyłem ją i po prostu pomyślałem, że jest dla ciebie stworzona i... Przepraszam, Julio, tak wyszło – rozśmieszył mnie i rozczulił.
– Niechcąco, co? – zachichotałam. Nestor natomiast skinął głową z powagą, czym ujął mnie do reszty. – Boże, jesteś niewiarygodnie kochany. Dziękuję. Jest przepiękna, Nestorze – okręciłam rękę, zachwycając się prezentem. Chciałam wyrazić swoją wdzięczność jeszcze ładniej, ale Florian zepsuł moment.
– Nes, nie powinienem jeszcze prowadzić, zawieziesz nas na obdukcję?
– Gdzie i kiedy. – Zabrzmiało trochę jak retoryczne pytania. Nestor zdawał się być w gotowości na każde zawołanie Floriana i z całą pewnością działało to w obie strony. Bardzo mi się to podobało. Taka rodzina z wyboru. Do której chciałam należeć...
– W zasadzie już. Mecenas zagadał ze znajomym lekarzem sądowym. Otworzy gabinet prywatny specjalnie dla nas. Na Powązki. Julka, dawaj z nami. Skoczymy potem na sushi. Ja stawiam.
Jeszcze wczoraj zrezygnowałabym na rzecz nauki, dzisiaj jednak pragnęłam tworzyć zgraną paczkę.
– To jest dobry pomysł. Warto, żeby lekarz zobaczył i ciebie – wtrącił Nestor.
– Nic mi...
– Źle się...
Odezwaliśmy się z Florianem unisono.
– Ze mną wszystko dobrze. Mam jedynie delikatnie zaczerwieniony pępek, to normalne – zapewniłam. Nie było czasu na dalsze rozmowy. Udałam się do pokoju po cieplejsze ubrania. Pociągnęłam za sobą klamkę, ale ku mojemu zdziwieniu, drzwi od razu stanęły otworem... Nestor wszedł dostojnie, nie odzywając się słowem i skuteczniej ode mnie zamknął drzwi. Był bardzo mile widziany, niemniej nie ujarzmiłam swojego zdezorientowanego spojrzenia.
– Nestorze? – Kąciki ust mi zadrgały, jakby chciały wyrazić radość, ale bały się urazić nieśmiałego człowieka naprzeciwko.
– Julio... – odbił piłeczkę, a potem wskazał sugestywnie wzrokiem coś jakby pośrodku... mnie?
Eureka!
Mój pępek!
Nie pohamowałam parsknięcia.
Boże, no kocham go, no!
Nie tak wyobrażałam sobie ten moment. Wolałabym nie słyszeć stłumionych głosów Klaudii i Floriana, które przypominały o pośpiechu, ale trudno...
Cofnęłam się o kilka kroków, żeby ułatwić Nestorowi widoczność. Gdy zaczepiłam palcami o brzegi bluzki, zrobiło się poważniej. Żadne z nas nie mrugało. Zaczęłam podwijać materiał... Utrzymywaliśmy przy tym kontakt wzrokowy. Nie miało znaczenia, jak wiele ludzi widziało znacznie większą część mojego ciała, na wuefie, na basenie, w lecie. Fragment brzucha odkryty przed chłopakiem od trzech atlasów stanowił granicę intymności, której nikt wcześniej nie przekroczył. Policzki mi płonęły, oddech szwankował.
Nestor zrobił krok. Nie spuszczał spojrzenia z moich oczu, kiedy zmniejszył dzielący nas dystans.
– Julio... – wychrypiał. – Zapomniałem... To znaczy... Po prostu, może powinienem... Nie wiem, czy... – jąkał aż wreszcie znalazł odpowiednie słowa, by wyrazić swoje wątpliwości: – Po prostu, nigdy nie chciałbym zrobić niczego wbrew tobie, dlatego...
– Śmiało – wcięłam się.
– Wiem, Julia. Wiem – zdziwił mnie. Wyglądało na to, że wiedział coś, czego ja nie, bo nie miałam zielonego pojęcia, o czym my mówimy. – Ale nie o to chodzi – intrygował mnie coraz bardziej. – Ja tylko... No, po prostu muszę wiedzieć, że nie pozwolisz, żebym... coś... No, żebym na przykład coś wymusił. Tak... ogólnie.
– Tak ogólnie? – powtórzyłam, rozbawiona. Dalej nie wiedziałam, co krąży mu po głowie. Wiedziałam jedynie, że my to się chyba nigdy nie dogadamy i to było zabawne. I urocze. – Nes? Chcesz zobaczyć, jak wygląda prezent, który dostałam od najlepszego przyjaciela na świecie, czy nie?
– Ja... – urwał, żeby nabrać powietrza, po czym skinął twierdząco.
– To...
– Ale to nie tak, że mi się to należy? – zapytał i potarł w roztargnieniu włosy. – Tylko dlatego, że to prezent ode mnie, nie daje mi do tego prawa.
– Boże, no kocham cię – parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Uzmysłowiłam sobie, co palnęłam, ale byłam zbyt rozbawiona, by się tym przejąć. – Muszę ci chyba coś przypomnieć... Jesteśmy studentami stomatologii a nie prawa. Będziemy wkładać ludziom do buzi palce – zauważyłam, przywdziewając minę zgrozy. – I jest coś jeszcze... Zdajesz sobie sprawę, że badałeś językiem moje migdałki? Wiele razy? Więc ujmę to tak... Możesz bez obaw gapić się na mój pępek, ile tylko chcesz. Czy to jasne? – Złapałam się buńczucznie pod boki. Myślałam, że jestem choć odrobinę zabawna, ale między brwiami Nestora pojawiła się zmarszczka.
– Nie, Julka – fuknął w złości. Czy on właśnie nazwał mnie Julką? Przeraziłam się, że przestałam mu się podobać i postawił na mnie krzyżyk. Nestor przymknął powieki i przełknął głośno ślinę. Jego brwi pozostawały zmarszczone. – Znaczy tak – Spuścił z tonu. – Tak, to jest jasne, Julio. – Otworzył oczy. Dalej marszczył brwi... – Tylko po prostu, w ogóle mnie nie zrozumiałaś, kiedy powiedziałem, że mówię ogólnie.
– A więc ogólnie o czym, Nestor? – Nacisnęłam stanowczo.
– Najogólniej to o spaniu razem! – odparł mój atak tak błyskawicznie, że mogłam śmiało uznać, że wypalił na głos myśl, której wcale nie chciał mi zdradzać. Pionowa zmarszczka na jego czole zamieniła się w kilka poziomych, gdy brwi podjechały mu do góry. Złapał się jeszcze za usta, choć było już zdecydowanie za późno na próbę poskromienia języka. Powinnam przerwać ciszę. Albo chociaż podnieść z podłogi swoją szczękę. – Przepraszam. Musimy się zbierać. – Odwrócił się na pięcie, zrobił kilka kroków, chwycił klamkę i zamarł. Oszołomiona, widziałam w zwolnionym tempie, jak zerka przez ramię wprost na mój brzuch... – Ładnie.
Jeśli myślałam, że wcześniej byłam oszołomiona, myliłam się. Ani się nie przesłyszałam ani nie przewidziałam, że Nestor wyszedł.
„Ładnie" – to słowo odbijało mi się potężną czkawką przez całą drogę na Powązki. Wyłącznie ze względu na siedzącą obok mnie Klaudię, ścierałam z twarzy grymas, choć ten po chwili i tak wracał jak bumerang.
Byłam zła na siebie, że przypisałam jakąś wielką wagę pokazaniu kawałka głupiego brzucha. Popisałam się dojrzałością, że hej. Nie mogłam pojąć ogromu swojej infantylności i naiwności. Co ja sobie myślałam? Że jestem jakąś Anią z Zielonego wzgórza? Może i cechowało mnie solidne zacofanie kwestiach damsko-męskich, ale mogłam pomyśleć, że Nestor także zapomniał, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku? Było mi wstyd i Boże, miałam nadzieję, że kierowca nie dostrzegł zawodu, który mnie przez niego wprost opętał. Rozumiałam, że problem leżał po mojej stronie i na ten moment nie wyobrażałam sobie zostać z Nestorem sam na sam. Musiałam się ogarnąć, dlatego, jak tylko zajechaliśmy przed gabinet, rozpoczęłam rozmowę telefoniczną z mamą i przeciągnęłam ją, dopóki nie ujrzałam z powrotem Klaudii i Floriana. Ochłonęłam. Nie stało się przecież nic strasznego. A w ogóle to właściwie dobrze się stało. Dzięki temu przemówiłam do swojego rozumu, żeby na przyszłość skupiał się na nauce a nie analizował każde słowo Nestora. Gorzej, że serce miało przewagę nad rozumem. Wciąż łapałam się na zamyśleniu. Szczególnie łatwo było wpaść w wir myśli, gdy widziałam splecione palce Klaudii i Floriana. Tymczasem między mną a Nestorem zmieściłaby się dodatkowa osoba...
Snuliśmy się już bliżej naszych rejonów. Usiłowaliśmy usiąść w jakiejś restauracji, ale wszędzie odprawiano nas z kwitkiem. Sylwester sprzyjał biznesom. Wszystkie stoliki były zajęte lub zarezerwowane. Mnie to nie przeszkadzało. Wolałam spacerować niż wydawać pieniądze, za które pewnie można by kupić jedzenia na pół miesiąca. Albo coś, co należy wziąć idąc w gości...
Jeszcze rano mówiłam niesłuchającemu mnie Nestorowi w drodze do supermarketu, jak głupio byłoby gdybyśmy przypadkiem spotkali Kaję, której odmówiłam wspólnego sylwestrowania...
Kai nie spotkaliśmy, ale Floriana dopadła grupka niezwykle radosnych znajomych. W ten oto sposób dorobiliśmy się nowych planów. Klaudia pierwsza zapiszczała z entuzjazmem na zaproszenie na domówkę. Potem złapała mnie za rękę, prosząc żebym się zgodziła. Zaskoczona, zgodziłam się i nawet tak bardzo nie żałowałam utraconej możliwości posiedzenia z Nestorem w domu. Dopóki nie przeczytałam pewnej karteczki. Nie była przeznaczona dla moich oczu. Wypadła Nestorowi z kieszeni, kiedy przygotowywaliśmy się do wyjścia na imprezę. Tekst był zabazgrany, ale dojrzałam każde piękne słowo...
Droga Julio,
Kiedyś, gdy cała Polska będzie cię oglądać w telewizji, udzielającą wywiadu po przeprowadzeniu pionierskiej operacji, mam nadzieję, że tylko ja będę wiedział, że ta wybitna lekarka kryje pod kitlem zapierający dech w piersi... frywolny kolczyk 😉