Wieś pod Krakowem
Gdy o poranku wstało słońce, świat w ogóle nie wyglądał na taki, który na cały miniony dzień zniknął za ścianą deszczu. Wszystko zdążyło wyschnąć i przypomnieć, że przecież wciąż trwa lato. Tak samo Jagna nie przypominała siebie z wczoraj. Pierwsza się obudziła i przyrządziła rodzine pyszne, obfite śniadanie. W całym domu zaczęło pięknie pachnieć, co jako pierwszego obudziło Mathiasa. Zdziwił się, bo w końcu matka była chora, a ojciec nie miał takich zdolności kulinarnych, by przygotować coś wymyślnego. Jakie było jego zaskoczenie, gdy zobaczył matkę, nakrywającą do stołu. Kolejne obudziły się Helenka i Anna. Jedynie Wilhelm, niczego nieświadomy, spał dalej.
Nie zbudziły go ani zapachy, ani harmider. Obudził go sen, który nie należał do najprzyjemniejszych. Podniósł się gwałtownie do siadu. Był cały spocony, serce waliło mu jak oszalałe. Kiedy uświadomił sobie, że to tylko mara, odetchnął i przesunął dłońmi po twarzy. Odwrócił głowę, by spojrzeć, czy przypadkiem nie obudził małżonki, ale nie zastał jej obok. Cały strach powrócił. Niemożliwym było, by sen był prawdą. Tak gwałtownie zerwał się z łoża, że przewrócił się z głośnym hukiem na podłogę. Zaklął pod nosem, prędko się podniósł i wyszedł z sypialni. Już na korytarzu usłyszał odgłosy rozmowy i śmiech. Jak burza wpadł do izby, zatrzymując się w progu na widok roześmianych dzieci, a przede wszystkim - żony. Zupełnie nie przypominała tej słabej osóbki, którą była poprzedniego dnia. Złapał się futryny, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Jagna podeszła do niego z delikatnym uśmiechem i ujęła jego policzki.
- Wszystko w porządku? - spytała - Usłyszeliśmy huk.
- Ja... Tak, wszystko dobrze - wyszeptał gorączkowo - Nawet bardzo...
Złapał ją w pasie i przyciągnął jednym ruchem do siebie. Wpił się w jej usta, jakby nie widzieli się kilka miesięcy. Rudowłosa naparła na niego, obróciła i przygwoździła do ściany w korytarzu, dzięki czemu zniknęli z oczu swoim dzieciom. Zaraz jednak zamienił ich miejscami, nie przerywając przy tym gorączkowych pocałunków. Czuł, że traci kontrolę, a pożądanie toruje sobie drogę w dół jego pleców. Oparł dłoń o ścianę przy jej głowie i oderwał się od ust żony, oddychając głęboko.
- Skarbku... Nie rób mi tego...
- Czego? Nie chcesz mnie? - wydęła dolną wargę.
- Bardzo chcę, z każdą chwilą coraz bardziej, ale...
- Ale co? - przeczesała palcami zmierzwione po spaniu włosy.
- Powinnaś jeszcze odpoczywać.
Chciał ująć jej policzek, ale mu nie pozwoliła. Przechwyciła jego dłoń w swoje.
- Dawno nie czułam się tak dobrze - powiedziała cicho.
Jej ton i rosnący na twarzy uśmiech świadczył o jednym - naprawdę jej się poprawiło. Radość zaraz udzieliła się Wilhelmowi, który ujął jej twarz w swoje dłonie i ucałował ją namiętnie. Złączyli swoje czoła, napawając się tą chwilą. Chwilą, która napełniła ich serca nadzieją.
***
Nastroje nie mogły się bardziej poprawić. Dom od razu stał się żywszy i weselszy, powróciło w nim życie. Mathias zniknął gdzieś we wsi, Anna postanowiła podszkolić się w hafcie, a Helenka pomagała matce przygotować Erstera do pracy z Antkiem. To były ich ostatnie dni w Krakowie, więc musiała je wykorzystać i dać chłopakowi rekomendacje.
- A będę mogła popatrzeć? - spytała Helenka, czesząc ogon ogiera.
- Tylko bez przeszkadzania - zastrzegła matka - To ważne, żeby się dogadali.
- Dlaczego?
- Bo nie każdy potrafi, a jeśli Antek znajdzie z nim wspólny język, to znaczy, że da sobie radę z każdym koniem.
- A ja? Czy jeśli ja się z nim dogadam, to też poradzę sobie z każdym koniem? - spytała, robiąc do matki maślane oczy.
Jagna nie miała serca jej tego tłumaczyć, a przy tym niszczyć dziecięcych marzeń. Podeszła do niej i ujęła jej policzki.
- Wszystko będzie zależało od ciebie - powiedziała szeptem i pocałowała ją w czoło.
Wtedy rozległ się tętent kopyt i na podwórze wjechał Antek. Kilka koni zarżało, Erster też poruszył się niespokojnie, ale jedynie zmierzył przybysza czujnym spojrzeniem. Chłopak zsiadł ze swojego wierzchowca i ruszył w ich stronę.
- Gotowy na drugie podejście? - spytała, opierając ręce na biodrach.
- Chyba nigdy nie jest się gotowym - odparł.
Nie chciał kłamać, ale też mówić prawdy, dlatego zdecydował się na taką odpowiedź. Musiała się spodobać Jagnie, bo posłała mu uśmiech.
- Wezmę go - sięgnęła po lejce - Erster jest twój - kiwnęła na rudzielca i zniknęła z karoszem w stajni.
Helenka poszła za matką, więc na podwórzu zostali sami. Ogier patrzył prosto na niego, jakby wiedział, co ich czeka. Antek westchnął, ale zabrał się do pracy. Odwiązał go i zabrał na mały placyk. Długo myślał, co zrobić, ale wciąż nie miał jednoznacznego planu. Jednak żaden z nich nie przewidywał wsiadania. Wolał dogadać się z szarlatanem z ziemi. Zdjął mu kantar i pozwolił na samowolkę. Jagna stanęła w progu i z założonymi na piersi rękami obserwowała początek ich pracy. Helenka stanęła obok matki. Nie wiedziała jeszcze jak długi czekał ją dzień.
***
Zrobiło się już późne popołudnie, a Antek wciąż nie skończył. Nie był nawet w stanie powiedzieć, że zbliżył się do Erstera chociażby na krok. Jagna postanowiła zostawić ich w spokoju, jednak Helenka rozbiła malutki obozik w cieniu, pod domem i nie spuszczała ich z oczu. Informowała matkę o wszystkich "postępach", gdy tylko ta pojawiała się w progu.
- Znowu mu uciekł - oznajmiła kolejny raz - Czemu tak robi?
- Bo jest cwany i inteligentny, w przeciwieństwie do tego, co inni o nim mówią - odpowiedziała z dumnym uśmiechem - Nie daje się byle komu.
Obie zamilkły, przyglądając się poczynaniom chłopaka. On i koń stali na dwóch przeciwległych krańcach placyku. Antek postąpił krok do przodu. Nie odnotowując żadnej reakcji z drugiej strony, zrobił kolejny. Wszystko powtarzało się, aż dotarł do połowy. Tam zatrzymał się na dłuższą chwilę i wyciągnął rękę w stronę konia. Erster wciągnął głośno powietrze. Spojrzał na Antka, zastrzygł uszami. Chłopak, lekko podbudowany tą reakcją, wrócił do wolnego stawiania kolejnych kroków. Był już blisko, gdy ogier zerwał się do ucieczki i pokłusował na drugi koniec placu, dumnie unosząc przy tym ogon. Antek westchnął i oparł się o belki płotu. Zerknął w stronę domu, krzyżując spojrzenia z Jagną. Ta nic nie powiedziała, nie wykonała żadnego gestu, nie poruszyła się. Chłopak spuścił głowę i odwrócił się do konia. Rudowłosa wróciła do środka.
- Dalej nic? - zagadnął Wilhelm, który pomagał Annie przy pisaniu.
- Dalej nic - przytaknęła.
***
Zmierzchało. Placyk nie przypominał już tej gładkiej powierzchni z rana. Był rozorany i wydeptany, podobnie jak Antek. Porządnie się zgrzał, zdjął nawet koszulę, pot lał mu się po plecach i twarzy, widocznych było kilka zadrapań i wiele spotkań z gruntem. Brudna ziemia przykleiła się do mokrych pleców, torsu i ramion. Erster był jego przeciwieństwem. Też lekko się spocił, ale bawił się zdecydowanie lepiej, niż jego towarzysz.
- Może niech jutro kontynuują? - zaproponowała Helenka.
Strasznie nudziło ją takie całodzienne przesidywanie, ale grała twardą i żywo zainteresowaną tym przedstawieniem, w którym to zdeycdowanie koń grał główną rolę.
- Myślisz, że gdy ja zajeżdżałam Erstera, to przejmowałam się porą dnia? Nam ciemność nie przeszkodziła i zobacz, gdzie zaszliśmy.
Tym zamknęła córce usta. Rudowłosa wsparła się ramieniem o framugę i przyglądała kolejnym poczynaniom Antka. Zmienił taktykę, choć i ta musiała nie robić na zwierzęciu wrażenia. Wtedy czyjeś ramię objęło ją w pasie, a ciepły oddech rozgrzał skórę na szyi i przyprawił o dreszcze.
- Mam być zazdrosny? - szepnął.
Nie odpowiedziała. Naprawdę dobrze się czuła tego dnia i chciała się z nim trochę podroczyć.
- A czujesz zagrożenie?
Wilhelm zerknął na Antka, który nie ustawał w staraniach.
- Sądząc po tym, że gapisz się na niego od jakiegoś czasu...
- Muszę kontrolować jak im idzie.
Przyciągnął ją bliżej, ale wciąż udawała niedostępną.
- A gdybym ja wylewał tam siódme poty? Też byłabyś taka zainteresowana? - musnął wargami mleczną skórę szyi.
Westchnęła cichutko, dając mu jasny sygnał, że tylko się z nim bawi, a maska właśnie opadła.
- Myślę, że posiedziałabym tu trochę - przyznała, udając zamyśloną.
- Trochę? - przesunął nosem po lini żuchwy.
- Do wieczora - poruszyła się niespokojnie.
- Do wieczora?
- A potem osobiście bym się tobą zajęła.
Pozwoliła mu przyciągnąć się do niego i całować po szyi. Uśmiechnęła się i przymknęła oczy.
- A dzisiaj się zajmiesz? - szepnął tak, by córka nie słyszała.
Odwróciła do niego głowę. Lustrowała jego twarz przez chwilę i, zamiast odpowiedzi, pocałowała go. Helenka zerknęła na nich przez ramię, ale zaraz odwróciła głowę z rumieńcem na policzkach.
- Mamo! - krzyknęła, widząc Antka na placyku.
Leżał na ziemi, ręce miał rozłożone. Małżeństwo oderwało się od siebie i spojrzało na chłopaka. Wilhelm już chciał się zerwać i pobiec mu na ratunek, ale Jagna go powstrzymała. Wskazała głową na Antka. Rycerz przyjrzał mu się uważniej. Klatka piersiowa unosiła się w normalnym oddechu, nigdzie nie było krwi. Żadne dźwięki też nie wskazywały, by koń miał go przedtem staranować. Został na miejscu. Helenka spojrzała na matkę, ale ta palcem nakazała jej milczenie.
Antek leżał na ziemi, z rozłożonymi rękami, jakby zemdlał. Erster ani trochę nie przejął się kondycją swojego przeciwnika. Czekał na jego kolejny ruch, ale ten ani drgnął. Wciąż tylko leżał z zamkniętymi oczami i przypominał martwego. Ogier w końcu wypuścił głośno powietrze przez nozdrza i zastrzygł w jego kierunku uszami. Zrobił krok w jego kierunku, wyjątkowo ostrożny, ale to nie pomogło. Był wielce zdziwiony, a nawet zawiedziony, że jego towarzysz w zabawie tak nagle zmarkotniał. Spojrzał nawet na Jagnę, upewniając się, że ona też jest oburzona jego postawą. Ta jednak uniosła bezradnie ręce i pokręciła głową. Można było przysiąc, że koń parsknął z zażenowaniem.
Rudzielec z ogromną ostrożnością zbliżał się do leżącego na ziemi. W końcu trącił pyskiem jego but, ale Antek nawet nie otworzył oczu. Zaczął muskać szrostką wargą spodnie, potem brudny od ziemi tors. Szturchał niecierpliwie nosem ramię, nawet pokusił się o poruszenie głową, ale na chłopaku nie zrobiło to wrażenia. Erster był gotów się obrazić. Jeszcze przed chwilą z takim zapałem za nim ganiał, a teraz nagle opadł z sił. W dodatku udawał nieżywego. Pobawiłby się z tym śmiesznym człowieczkiem, ale nie zwykł prosić kogoś innego, niż swoją panią. Nie miał jednak wyjścia, bo nawet ona była ślepa i głucha na jego ewidentną krzywdę.
Stanął więc nad jego głową, pochylił łeb i zaczął lizać Antka po twarzy. A było to bardzo przyjemne zajęcie, bo słona woda bardzo mu posmakowała. Tak bardzo wczuł się w swoje zajęcie, że chłopak musiał się przebudzić. Otworzył oczy i z nieodgadnionym uśmiechem popatrzył na szarlatana, który teraz lizał go po piersi. Zaśmiał się i powoli podniósł do siadu. Ze spokojem doświadczonego człowieka obserwował jak Erster próbował mu pokątnie przekazać, że chciałby się jeszcze trochę pobawić. Nie chciał go dotykać, żeby nie psuć tej chwili pojednania.
- Wam już na dzisiaj wystarczy - do jego uszu dotarł głos Jagny.
Wychylił się i dostrzegł ją stojącą nieopodal. Erster zaraz się przy niej pojawił z radosnym rżeniem, dumny z tego, że przywrócił umarlaka do żywych. Pokręciła z pobłażaniem głową i zmierzwiła mu grzywkę.
- Chodź już - zwróciła się do Antka - Obmyj się, a potem chodź do nas. Zrobiłam gulasz.
Mrugnęła do niego i wyszła z placyku, zabierając ze sobą Erstera.
***
Następnego dnia
Z samego rana przyjechał Maciej. Po śniadaniu, na które jeszcze zdążył się załapać, zabrał córkę na całodzienną przejażdżkę. On wziął Wichra, ona Erstera. Wcześniej, gdy była jeszcze panną, robili sobie takie całodzienne wypady. Maciej zawsze opowiadał wtedy Jagnie o różnych miejscach i historiach z nimi związanych. Dzisiaj jednak chciał po prostu spędzić z nią czas. Nie mógł odpędzić się od wrażenia, że to ostatni razy, gdy ją widzi.
- I jak Antek się sprawdza? - zagadnął, gdy jechali ścieżką dzielącą pole od lasu.
- Wczoraj przez cały dzień męczył się z Ersterem.
- I jak? Wymęczył coś?
- Zainteresował go sobą - przesunęła dłonią po miedzianej grzywie.
- Co o nim sądzisz? - zerknął na nią.
Domyślała się, że poruszą ten temat. I choć znała odpowiedź na to pytanie, nadal nie dopuściła do siebie myśli, że ona na zawsze zakończy pielęgnowaną od pokoleń tradycję.
- Jest odpowiedni. Nauczyłeś go wszystkiego, więc...
- To jeszcze niczego nie znaczy - wszedł jej w słowo - Hubert też miał pod swoją opieką swojego następcę, a ten i tak wypracował swoje własne metody.
- Borys... - powiedziała pod nosem.
- Borys - przytaknął.
- Opowiadał ci o nim? - zdziwiła się.
- Trochę się znamy - westchnął - Gdy się spotykaliśmy, potrafiliśmy przesiedzieć całą noc i zwierzać się sobie z problemów.
- I on opowiadał ci o Borysie?
- A ja mu o swojej córce - uniósł kącik ust, patrząc na nią kątem oka.
Rudowłosa zalała się delikatnym rumieńcem. Nie spodziewała się, że Hubert mógł wiedzieć o niej więcej, niż dał po sobie poznać.
- Ale wróćmy do Antka - Maciej przerwał jej rozmyślania - Ma mnie zastąpić?
Nie odpowiedziała od razu. To pytanie zabrzmiało strasznie i poważnie. Odetchnęła.
- Tak - pokiwała głową - Jest odpowiedni - uśmiechnęła się do ojca.
Koniuszy skinął głową. Dalsza część przejażdżki minęła im na galopach i ściganiu się po łąkach i polach, a także rozmowach o błahostkach i wspominkach. Wracali, gdy słońce powoli zachodziło. Jechali spokojnie główną drogą, prowadzącą prosto do wioski.
- Jaguś... - zagadnął, przerywając tym samym przyjemną ciszę - Jak się czujesz?
- Ojcze... - przymknęła oczy - Nie psuj tego.
- Jestem twoim ojcem i chcę wiedzieć jak czuje się moja córka. Nie wiem, kiedy znowu przyjedziecie.
Liczyła, że skoro nie poruszył tego tematu, to już tego nie zrobi. Westchnęła.
- Jest lepiej. O wiele lepiej - pokiwała głową - Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak dobrze. Poprawia mi się - spojrzała na niego z iskierkami w oczach.
- Tak? - odwzajemnił uśmiech.
- Tak - potwierdziła.
Maciej podjechał do niej, strzemiona zadzwoniły jedno o drugie. Wyciągnął rękę, złapał ją za głowę i pocałował rude włosy.
***
Żyję, co w tym tygodniu uważam za największy sukces. Potrzebuję wakacji.
We wtorek wracamy do Monachium na zabawę😚
Miłego popołudnio-wieczorku🐛