Walka żywiołów

By BlackBullet1

251K 24.1K 3.9K

Wśród ludzi zaczęli pojawiać się tacy, którzy obdarzeni są wyklętą mocą. Mianowicie potrafią manipulować dany... More

Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII
Liebster Awards cz. któraś
Rozdział IX
Rozdział X
Rozdział XI
Rozdział XII
Rozdział XIII
Rozdział XIV
Rozdział XV
Rozdział XVI
Rozdział XVII
Rozdział XVIII
Zwiastun! xD
Rozdział XIX
Rozdział XXI
Rozdział XXII
Rozdział XXIII
Rozdział XXIV
Rozdział XXV
Rozdział XXVI
Rozdział XXVII
Rozdział XXVIII
Życzenia!
Rozdział XXIX
Rozdział XXX!
Dzień Kobiet
Rozdział XXXI
Rozdział XXXII
Rozdział XXXIII Wielki powrót!
Rozdział XXXIV
Rozdział XXXV
Rozdział XXXVI
Rozdział XXXV
ŻYCZENIA! (Spóźnione ;-; )
Rozdział XXXVI

Rozdział XX

5.6K 576 85
By BlackBullet1

Ohayoooo! ^>^   A oto przybywam!!! Bardzo was przepraszam za tak długą przerwę, ale dopadło mnie wakacyjne lenistwo T___T Mam nadzieję, że jednak rozdział który dla was napisałem będzie w stanie odpokutować za moje grzechy ;__; Jest dość długi, ale mam nadzieję, że uda wam się wytrwać do końca... Bo przecież najlepsze zostawia się na koniec xD Serdecznie zapraszam was do przeczytania ^^

         Szliśmy w milczeniu wprost przed siebie. Spalona ziemia chrupała pod nogami, a ostre powietrze coraz bardziej dokuczało, powodując bóle głowy i kaszel. Co kilka minut któreś z nas wyciągało butelkę wody i przepłukiwało wyschnięte gardło uśmierzając niesforny ból i napady mdłości.

        Nie miałem zielonego pojęcia gdzie możemy się znajdować, ponieważ nikt nigdy nawet mi nie wspomniał, że taka kraina w ogóle może istnieć. Coraz bardziej przekonywałem się do teorii, że wylądowaliśmy w innym wymiarze. Na całe szczęście nie spotkaliśmy po drodze żadnej dziwnej istoty. Chociaż, gdy szliśmy przez las, który dawno temu został pochłonięty przez ogień, zaatakował nas samotny diord. Tsukasa w dość drastyczny sposób pozbył się nieproszonego gościa, rozcinając mu brzuch jednym ze swych srebrnych ostrzy.

        Byłem już nieco rozdrażniony, tak samo jak czerwonowłosy, ponieważ szliśmy od dobrych kilku godzin, a na horyzoncie nie było widać zupełnie nic, prócz ogromnego pustkowia skąpanego w czarnym i czerwonym kolorze. Gdy dotarliśmy do małego wzniesienia, postanowiłem zarządzić postój. Byliśmy zmęczeni, głodni i wyczerpani bo długim marszu przez piekło.

- Możecie odpocząć, a ja wezmę pierwszą wartę. Spróbuję przejść się kawałek... Może znajdę coś ciekawego...

- Powodzenia ci życzę, ogniku.

- Ogniku? - spytał Tsukasa, odwracając się do niej ze zdziwionym wyrazem twarzy.

- Nie słyszałeś? Nie ważne.. Idź już! A ja popilnuję Haru – uśmiechnęła się do niego wrednie. Czerwonowłosy wyglądał tak, jakby ktoś właśnie zdzielił go w twarz. Zerknął na mnie ukradkiem, ale ja tylko pokiwałem głową i rzuciłem mu przepraszający uśmiech. Westchnął cicho i po chwili zniknął w ciemnościach lasu, które pod postacią nocy zdążyły już opatulić zmarłe rośliny.

        Usiadłem opierając się plecami o jedną ze skał i skierowałem wzrok w górę. Sam nie wiem czego miałem się spodziewać. Wątpiłem w to, że znajdę na niebie jakieś gwiazdy, ale ich widok bardzo by mnie ucieszył. Niestety. Tam w górze panowała jedna wielka ciemność, rozświetlana słabym światłem czerwonego ciała niebieskiego, które zapewne były odpowiednikiem księżyca.

- Haaaaalo! Panie mówię do ciebie! - przed moją twarzą znalazła się ręka, którą energicznie poruszała Raiona.

- Przepraszam, zamyśliłem się – mruknąłem. - Co tam?

- Nie jesteś śpiący? - zapytała.

- Sam nie wiem. Boję się tutaj zasnąć...

- Śpij spokojnie. Tsukasa zaraz wróci, a ja nie potrzebuję takiej ilości snu jak zwykli ludzie. Będę stać na czatach – poklepała mnie w ramię i podniosła się z klęczek. Zerknąłem na nią ostatni raz, a później moje powieki zrobiły się ciężkie i bezwładnie opadły, zabierając mnie do krainy Morfeusza.

         Przebudziłem się, gdy poczułem ruch obok siebie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nade mną śpiącą twarz Tsukasy. Leżałem głową na jego nogach, a on sam opierał się o kamień, cicho drzemiąc. Jego wyraz twarzy był spokojny, a mięśnie najwyraźniej rozluźnione. Mógłbym tak siedzieć godzinami i na niego patrzeć, ale niestety nie było mi to dane.

- Wstajemy chłopcy! - Raiona stanęła nad nami, a jej sukienka delikatnie opatuliła jej zgrabną figurę.

- Mamoooo, jeszcze pięć minut – mruknął czerwonowłosy odwracając głowę w drugą stronę.

- No w tym momencie to mnie obraziłeś, wiesz? - warknęła dziewczyna szturchając go lekko w ramię. Tsukasa otworzył oczy i przetarł ręką zaspaną twarz. Zerknął w dół, a gdy nasze spojrzenia się spotkały, posłał mi ciepły uśmiech. Ucieszyło mnie to w duchu, ale niestety musiałem się podnieść, co przyszło mi z wielkim trudem.

- Tsukasa? - spytałem gdy byliśmy już gotowi do drogi.

- Hm?

- Znalazłeś coś, podczas nocnych poszukiwań ?

- Właściwie to... sam nie wiem... Muszę wam coś pokazać. - rzucił i ruszył marszem w nieznanym mi kierunku.

          Wyszliśmy z małego lasku, a moim oczom ukazało się dość dziwne zjawisko. Bowiem pośród małych krzaków spróchniałych roślin widniało sporych rozmiarów jezioro. Ale nie było to zwykłe jezioro z przezroczystą wodą, a z... lawą. Na środku stało coś na kształt podestu, a na nim znajdowała się rzeźba Boga Śmierci, która w ręku trzymała maleńką kulkę emitujące czerwone światełko. Zapewne była to szukana przez nas cząstka ognia. Pojawił się tylko jeden problem. Mianowicie do posągu i kawałka żywiołu nie prowadziła żadna droga. Stały po prostu na środku rozlewiska lawy.

- E... Myślicie, że to cząstka? - zapytał Tsukasa.

- Wydaje mi się, że tak... Tylko jak my cholera mamy się do niej dostać? - mruknąłem.

- Musimy coś wymyślić, bo skoczyć na pewno się nie da, a raczej wątpię by ktoś pragnął kąpieli w lawie...

- Raiona, co o tym myślisz? - zagadnąłem dziewczynę, która wpatrywała się zamyślonym wzrokiem w rzeźbę.

- Wiecie, co przedstawia ta rzeźba ? - spytała, zupełnie ignorując moje wcześniejsze pytanie.

- Boga Śmierci – odparł drwiąco czerwonowłosy.

- Niezupełnie. To najpotężniejszy demon jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Podobno został zabity przez samego Boga, w długiej i brutalnej walce. Jednak nikt nigdy nie odnalazł jego ciała.

- Masz jakieś podejrzenia ?

- Nie rozśmieszaj mnie. Zaraz jeszcze powiesz, że z nieba zleci czarny smok i zagrodzi nam drogę do cząstki – czerwonowłosy roześmiał się, a echo jego głosu niosło się aż po wyżyny. Burknął jeszcze coś pod nosem i pokazał w uśmiechu białe zęby. Spojrzałem z ciekawości na niebo i momentalnie mnie zamurowało.

- E... Tsukasa ?

- Tak misiu ? - odwrócił się w moją stronę.

- Znasz takie powiedzenie ,,Nie wywołuj wilka z lasu" ?

- Tak, a co? - spytał nieco poważniejąc.

- To smok wulkaniczny! - krzyknęła nagle Raiona i ruchem ręki nakazała nam odwrót w stronę lasu. Długo się nad tym nie zastanawiałem i popędziłem do miejsca kryjówki.

Zatrzymałem się i prawie że upadłem na twarz. Strasznie paliło mnie gardło.

- Tsu...kasa kiedyś cię zabiję – wydukałem ledwo łapiąc oddech, jednak nie dostałem żadnej ciętej riposty. Odwróciłem się i zdębiałem. Czerwonowłosego tutaj nie było...

- Raiona! Tsukasy nie ma! - wydarłem się podbiegając do niej – Muszę tam wrócić! Przecież to zwierzę go zabije! - krzyknąłem i zawróciłem, a za plecami miałem goniącą mnie dziewczynę, która prosiła bym się zatrzymał. Jednak ja nie mogłem, teraz myślałem tylko o tym by wrócić po Tsukasę.

       Droga powrotna skróciła się niemalże dwa razy, ponieważ biegłem jak szalony. Wybiegłem z lasu i o mało co się nie przewróciłem. Zobaczyłem wielkiego czarno-czerwonego smoka, który z ogromnymi zielonymi oczami wpatrywał się zawzięcie w czerwonowłosego.

- Tsukasa! Kretynie uciekaj!! - wydarłem się i zbiegłem po małym pagórku.

- Nie!!! - krzyknął czerwonowłosy, ale ja go już nie słuchałem.

           Zatrzymałem się z boku smoka i z nienawiścią w oczach. Zwierzę odwróciło głowę i nagle rzuciło się do przodu, później rozpostarło skrzydła i gwałtownie wzbiło się w niebo. Odchyliłem głowę i obserwowałem każdy jego ruch. Wreszcie zawisł w powietrzu, zerknął na mnie i z niewyobrażalną prędkością runął w moją stronę. Odczekałem moment i w ostatniej chwili odskoczyłem w tył, ale smok także był czujny i zdążył się uratować przed upadkiem. Opadł ciężko na ziemię, wzbijając tumany kurzu. Przez kilka sekund było zupełnie cicho, przez co zamarłem wraz z Tsukasą, ale w momencie gdy miałem spojrzeć na chłopaka, z dymu wyłonił się czarny jak smoła pysk ze świecącymi oczami, spoglądającymi wprost na mnie. Już miał skoczyć, gdy Tsukasa zrobił coś dziwnego. W ułamek sekundy znalazł się obok mnie i wbił karcące spojrzenie w zwierzę. Te jakby na chwilę się zawahało, spuszczając wzrok.

- Zobacz - jego spokojny głos dotarł do mnie jakby w zwolnionym tempie.

          Zrobił krok do przodu, a smok nawet nie drgnął choć przyglądał mu się bacznie. Ja za to mało co nie dostawałem zawału, widząc co ten idiota wyprawia. Zbliżył się jeszcze bardziej, a później wyciągnął rękę w stronę pyska zwierzęcia. W tym momencie zamarłem i jednocześnie dostałem podwójnego zawału, ale to co zrobił smok zupełnie mnie rozwaliło. Padłem na kolana, a gdybym miał dłuższą szczękę to zapewne musiałbym ją teraz zbierać z samej ziemi. Zwierzę zamknęło oczy i przybliżyło nozdrza, dotykając wewnętrznej strony dłoni Tsukasy.

         Bestia poruszyła się i złożyła swoje skrzydła. Dopiero teraz tak naprawdę miałem czas by mu się przyjrzeć i muszę przyznać, że nie widziałem jeszcze tak pięknego zwierzęcia. Chrząstka w skrzydłach, która prawdopodobnie jest odpowiednikiem ludzkiego ramienia, była zrobiona z czarnego kamienia, a pomiędzy pęknięciami prześwitywała czerwona barwa, jakby w jego żyłach płynęła lawa. Całe ciało było zbudowane właśnie w ten sposób. Wielka, szeroka głowa zakończona na czubku czarnymi rogami była idealnie proporcjonalna do reszty ciała. Zielone świecące oczy znajdowały się ponad policzkami, z których wyrastały po dwa na stronę mniejsze rogi. Z nozdrzy buchała mu ciemna para, a szczęka miała w sobie dwa rzędy ostrych jak brzytwa, białych zębów. Całe tułowie pokrywały rzędy idealnie ułożonych łusek w odcieniach czerwonego i czarnego koloru. Na grzbiecie wiły się czarne kolce pokryte czymś, co sprawiało że lśniły z każdym wykonanym przez niego ruchem.

- Ej – z rozmyśleń wyrwał mnie głos Tsukasy. Teraz już śmielej dotykał pyska bestii. - Zobacz jaki on jest słodki! Może umie jakieś sztuczki?? - smok otworzył oczy i cofnął się trochę.

- Może... Siad! - powiedział czerwonowłosy stanowczym głosem, a ja palnąłem się w czoło.

Zwierzę spojrzało na niego dziwnie i gdyby miało brwi zapewne by je ściągnęło.

- Jestem smokiem, a nie Golden Retriverem... - zamarliśmy oboje gdy bestia otworzyła szczękę, a z czeliści jego gardła wydobył się dźwięk.

- Tsukasa ty idioto...

- Zgadzam się z tobą młodzieńcze – odparł smok.

- Hej! Przestańcie mnie obrażać! Raiona! - chłopak krzyknął odwracając się w stronę białowłosej – Powiedz im! Czy ja jestem idiotą??

- Tak... - mruknęła, dalej stojąc w bezpiecznej odległości od smoka.

- A niech was... od dzisiaj już was nie lubię. Idźcie wszyscy do diabła! - obraził się zakładając ręce na piersi.

- Wybacz ognisty, C'est la vie*... Nie wszystko jest usłane różami... - mruknął smok, jednocześnie puszczając mi oczko, a ja mało co nie popłakałem się ze śmiechu na widok twarzy Tsukasy.

- Ha ha ha, zabawny jesteś. Umrę ze śmiechu. Myślisz, że jesteś fajny, bo mówisz słowa, których ni cholery nie rozumiem?

- Tak.

- Naprawdę? - czerwonowłosy rozrzucił ręce po bokach na znak zażenowania.

- Nie.

- Więc jak w końcu ?

- Może.

- Matko... Jesteście jak dzieci... Nie przyszliśmy tu po to, żebyście się kłócili. To powietrze źle działa na moją cerę! - śmieszną wymianę słów przerwała dziewczyna, która weszła pomiędzy nich ze złą miną.

- Fakt.. - odparłem.

- Nie będę z nim o niczym rozmawiał! - warknął Tsukasa, odwracając się plecami do bestii.

- Tsukasa, przestań już bo on cię w końcu pożre i tak to się skończy... - odezwałem się.

- Dobrze gada! Mój człowiek! Lepiej go posłuchaj – powiedział radosnym głosem smok.

- Eh... co ja z wami mam. Czym sobie na to zasłużyłem? - mruknął czerwonowłosy unosząc ręce w stronę nieba.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

C'est la vie - popularne francuskie powiedzenie, dosłownie oznaczające : ,,Takie jest życie"

Continue Reading

You'll Also Like

9.4K 726 47
Nie wszystkim pisana jest wielkość, jednak niektóre istoty potrafią wyrwać przeznaczenie z gardła wieczności. Przeciwstawić się losowi przepowiedzian...
3.2K 206 37
Niezwykła wilczyca maltretowana i pięciokrotnie odrzucona przez partnerów, dostaje kolejną szansę. Ale czy po tylu porażkach da radę zaufać i powierz...
1.2K 79 31
Od dziecka czuję dziwne bóle - nie tak łatwo je opisać. Pojawiają się spontanicznie i niszczą od środka, jak by jakiejś części mnie, po prostu brakow...
7.2K 1.6K 38
𝑪𝒉𝒐𝒘𝒂𝒏𝒊𝒆𝒄 𝒕𝒐 𝒄𝒉𝒐𝒘𝒂𝒏𝒊𝒆𝒄. Podczas nocnego spaceru Eliot niespodziewanie zostaje przeniesiony do innego świata. Niestety nie przypad...
Wattpad App - Unlock exclusive features