Nie wiem ile tak jeszcze siedziałyśmy, ale było mi bardzo przyjemnie. Cały czas byłam wtulona w Olivię, słyszałam jak jej serce bije i czułam jej słodkie, owocowe perfumy. Po pewnym czasie L wstała i wyciągnęła rękę w moim kierunku. Chwyciłam ją i idąc w jej ślady, wstałam z ziemi.
- Sam, muszę już wracać do domu. - Powiedziała z niechęcią.
Rzeczywiście, było już bardzo późno - dochodziła północ. Zrobiłam smutną minkę.
- Nie chciałabyś zostać na noc? - Spytałam z uśmiechem na twarzy. Próbowałam tej sztuczki co Ona, gdy zawsze czegoś chciała.
- Oczywiście, że bym chciała, ale moi rodzice... Uważają, że to nie w porządku. Po za tym obiecałam mamie, że dziś wrócę do domu.
Przytuliłam dziewczynę i nosem zahaczyłam o jej szyję.
- Na pewno? - wyszeptałam do jej ucha. Poczułam jak na skórze Livi przechodzą ciarki.
Dziewczyna odchyliła moją głowę na wprost jej.
- Jesteś cholernie urocza i kusisz... - powiedziała wprost do moich ust.
Po czym nasze usta złączyły się w pocałunku. Pocałunku, który z początku był bardzo delikatny, ale z każdą sekundą stawał się coraz bardziej namiętny.
W pewnym momencie L się ode mnie oderwała.
- Ale muszę iść, zanim zrobię coś czego nie powinnam. Do wiedzenia kochanie. - Powiedziała i wybiegła z mojego domu.
Przyzwyczaiłam się do dziwnych zachować dziewczyny, ale to było naprawdę dziwne... Choć całkowicie w stylu Oliv.
Zamknęłam dom i poszłam się położyć.
Długo nie mogłam zasnąć, przez wszystkie emocje, które mną targały i różne myśli.
Przede wszystkim dużą część mojego mózgu przejmował strach. Co Mike robi w mieście? Czego ode mnie chciał? Aż po takie bardziej błahe sprawy jak: Czy ja i Liv to teraz jesteśmy parą? Czy się ujawnimy?
Te i milion pytań przymykało przez moją głowę, ale czułam się w jakiejś części szczęśliwa.
Rano obudził mnie ten cholerny budzik - zdrajca. Nawet pospać mi nie da.
Przez moją głowę przeszła myśl, czy może to co się wydarzyło wczoraj - to nie był tylko sen.
Przez pięć minut dochodziłam czy to mi się przypadkiem tylko nie wyśniło i poszłam się umyć.
Po około czterdziestu minutach byłam już umyta i ubrana - w niebieskie rurki i szarą tunikę.
Zrobiłam sobie jajecznicę i ją zjadłam. Gdy myłam talerz zadzwonił mój telefon, niszcząc ciszę jakąś rockową piosenką.
Spojrzałam na wyświetlacz i od razu na mojej buzi zawitał uśmiech. Na ekranie pojawiło się zdjęcie mojej ukochanej i napis „Liv :*". Natychmiast odebrałam.
- Hey kochanie - Usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- No cześć miśku.
- Chyba Cię nie obudziłam co?
- Nie, właśnie skończyłam śniadanie i miałam do ciebie zadzwonić, ale jak zwykle jesteś pierwsza.
- Haha, to dobrze. Ja dzwonię do ciebie z propozycją zakupów. Co ty na to? Tak dawno nigdzie razem nie byłyśmy.
Zastanowiłam się chwilę. W prawdzie miałam w planach wyjść z L na spacer, ale zakupy też mogą być, nie mam już w co się ubrać.
- Jasne, świetny pomysł. To co za pół godziny? Przyjdziesz do mnie?
- Okey, będę za niedługo. Kocham cię. - Powiedziała wesoło.
- Ja Ciebie bardziej. Paa... - Rozłączyłam się, zanim mogłaby zaprzeczyć, a znając L zrobiłaby to.
Dokończyłam zmywanie i założyłam na stopy moje czarne trampki w flagę amerykańską.
Nim się obejrzałam dzwonek do drzwi zadzwonił. Poszłam otworzyć. Oczywiście w drzwiach stała Olivia i muszę powiedzieć, że wyglądała bosko.
Miała na sobie czarne, dżinsowe szorty i szary tank top .
- Hey - powiedziała przedłużając „y"
Weszła do mojego domu, przymknęła drzwi i pocałowała mnie, przytwierdzając do przeciwległej ściany. To było urocze.
- Dzień dobry. Ktoś się stęsknił? - spytałam, gdy L oderwała się ode mnie.
- Oczywiście, że tak. Cały czas nie mogę uwierzyć, że to się wszystko dzieje. - Powiedziała cicho i się zarumieniła.
- Ja też. - Powiedziałam i cmoknęłam ją w usta. - Uroczo się rumienisz. - Powiedziałam moje myśli na głos i się uśmiechnęłam.
Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i odsunęła się ode mnie.
- Chodźmy już. Gotowa jesteś?
- Tak, chodźmy.
Zamknęłam dom i udaliśmy się w stronę centrum.
Najbliższa galeria jest pół godziny od mojego domu. Liv mieszka piętnaście minut w drugą stronę.
Gdy tak szliśmy, L wydawała się być troszkę spięta. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam spytać o to.
- Ej, Liv, co się dzieje?
Dziewczyna westchnęła i popatrzyła na mnie. Akurat przechodziliśmy przez park, więc postanowiłyśmy usiąść na chwilę, na ławce.
- Wiesz, że cię kocham? - spytała, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.
- Jasne, że tak, a wiesz, że ja Ciebie też kocham?
- Czy to oznacza, że jesteśmy razem? - Spytała i znów zarumieniła się.
- A chciałabyś abyśmy byli razem? - Usiadłam jak Ona po turecku na ławce twarzą do L.
- Chciałabym, abyś była już tylko moja na zawsze. - Powiedziała patrząc mi prosto w oczy i łapiąc moją dłoń.
- A ja chciałabym, abyś Ty była tylko moja. - Zaczęłam robić kółka kciukiem na wierchu jej dłoni.
- Więc Samantho Parker, chciałabyś być moją dziewczyną?
- Zawsze - odpowiedziałam i chciałam pocałować dziewczynę, już się do niej przybliżałam gdy usłyszałyśmy wołanie.
- Woow Sam, Liv! - Zauważyliśmy naszego bliskiego kolegę. Chodził z L dwa lata do liceum i teraz też będziemy wszyscy razem chodzić do klasy maturalnej.
Podszedł do nas i usiadł na ławce obok.
- Siema - przywitał się - Sam, jak się czujesz? - Oh tego chyba będę najbardziej nienawidzić. Pytań jak się czuję, czy wszystko okey itd..
- Hey Thomas - Powiedziałyśmy razem z Liv, troszkę złe, że nam przeszkodził.
- Dobrze - odpowiedziałam. - Dzięki, że pytasz.
- To dobrze, widziałem jak zemdlałaś. - Powiedział.
- To nic takiego. - rzuciłam. Nie chciałam kontynuować tego tematu.
Thomas spojrzał na Olivię i uśmiechnął się ciepło. A ja chyba poczułam się zazdrosna?
- A ty Oliv jak się czujesz? - Czy. On. Nazwał. Moją. Oliv. Oliv? To moje przezwisko dla niej.
- Dobrze. - Dziewczyna odpowiedziała, chyba bardziej zła za zepsucie naszej chwili na Toma.
W tej chwili L wstała z ławki, ciągnąc mnie za nią, abym ja również wstała.
- Wiesz Tom, przepraszamy Cię, ale zapomniałyśmy, że idziemy na zakupy, a taki jeden sklep jest otwarty do szesnastej. Zobaczymy się później. Pa, pa. - Dziewczyna złapała mnie za rękę i szybkim tempem oddalała się od chłopaka.
- Na razie. - Rzucił szybko chłopak. A później jeszcze dodał, ale zdecydowanie ciszej - Ale dopiero jest dziesiąta...
Po oddaleniu się na bezpieczną odległość, obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
- Widziałaś jak się na ciebie patrzył? Zdecydowanie z tobą flirtował. - Powiedziałam udając oburzenie i powagę.
- Ale, ja już jestem tylko Twoja - A Ty jesteś tylko moja. - Powiedziała i pocałowała mnie delikatnie w usta, natychmiast oddałam pocałunek, całkowicie się w nim zatracając.
------------------------
Hey Miśki moje kochane!
Słuchajcie... Chciałabym Wam wszystkim bardzo podziękować, ze 1000 wyświetleń. Wow, jesteście niesamowici. Z tego powodu, rozdział też jest wcześniej i jest w miarę długi bo aż 1028 słów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, ale jednak.
Naprawdę to jest coś... Nie sądziłam, że będzie chociaż 300... A tu taka miła niespodzianka.
Szczególne dziękuję tym, którzy czytają to opowiadanie, a zwłaszcza Tym, którym się to podoba.
Powiem Wam szczerze, że ostatnio miałam trudności z tą historią, i tak jakby mam blokadę twórczą, ale te wyświetlenia postawiły mnie na duchu. To taka okrągła liczba.
Pozdrawiam wszystkich komentatorów.
Kocham was.
Szczęśliwa_że_ma_1000_wyświetleń Maja.