Nieprzyjemny ból zaczął promieniować w obrębie klatki piersiowej i prawego ramienia. Wpadła na kogoś, kto miał bardzo atletyczną muskulaturę, ponieważ był niczym ściana. Ona ledwo złapała równowagę.
Mimowiednie zsunęła wzrok na swój dekolt, gdy poczuła wilgoć na piersiach. Miała nadzieję, że pomyliła się, jednak czerwień mówiła sama za siebie.
Cholera, syknęła w myślach.
Wielka, mokra plama czerwonego wina iście królewsko zdobiła jej jasną kreację. Sapnęła, będąc pewną, że na dzień dzisiejszy wyczerpał się jej limit uprzejmości. Jeszcze brakowało, by tym kimś okazał się jakiś przystojniak.
No właśnie.
Utrzymując wzrok nieco niżej, zaczęła poszukiwania chusteczek, aby minimalnie poprawić wygląd. Niestety żadnej nie odnalazła, lecz nie zamierzała poprzestać na mizernych działaniach.
W tym celu podniosła wzrok i zamarła, widząc przed sobą nieziemsko przystojnego szatyna, który był...
O mój słodki cukiereczku, wysapała w myślach.
- Tego pani szuka?- pytanie padło jak przez mgłę, a po nim pojawił się skrawek białego materiału.
Zarysowane kości policzkowe, gładkie policzki i kształtne usta, stworzone do całowania.
Przestań, skarciła się w myślach za bujanie w obłokach. Nawet go nie znasz.
Słowa, które miały zgromić jej rozproszone myśli, zdały się na nic. Nawet plama przestała mieć znaczenie na krótką chwilę.
- Szukam?!- zbulwersowała się.- Przepraszam, ale to pan na mnie wpadł, a nie ja na pana.
Mina na twarzy mężczyzny była bezcenna.
Tym, co wcześniej przykuło jej uwagę to tembr jego głosu. Niski, z lekką chrypką i bardzo męski. Jeszcze nigdy nie słyszała takiego wydźwięku i władzy w samym tonie. Zdała sobie sprawę, że tego głosu już nie zapomni. Że zapadnie jej w pamięć.
- Sądzę, że to jednak pani nie uważała i wpadła na mnie.- Oznajmił mężczyzna, naprężając ramiona.
- Teraz to pan przesadził.- Burknęła zeźlona zachowaniem obcego. Mimowolnie podniosła dłoń, lecz nie wskazała na faceta palcem.- Nie patrzył pan pod nogi, czy jak? Przecież nie jestem przezroczysta.
Ich spojrzenia nawiązały kontakt, ścierając się w zagęszczonym od emocji powietrzu. Te piwne oczy miały w sobie coś, czego nie potrafiła odgadnąć. Mała szpara pojawiła się między jej wargami, a dłoń znieruchomiała, gdy przejechał palcami po szyi, odciągając część sztywnego kołnierzyka w bok. Śledziła każde jego posunięcie, jakie wykonał w spowolnionym tempie.
Długimi palcami przeczesał gęste włosy, chcąc poprawić ich ułożenie. Nie baczył na to, co się przed chwilą wydarzyło. Jakby incydent nie miał miejsca.
- Chce pani zdjęcie na pamiątkę?- spytał, patrząc na kobietę spod byka, która zarumieniła się na twarzy.- Czy od razu całe portfolio?
Zdążył zauważyć, jak zareagowała na jego zachowanie, dlatego pozwolił sobie pójść o krok dalej.
Prychnęła, odkładając chusteczkę na najbliższy stół i już miała odejść, gdy silna dłoń zawiązała się na jej przedramieniu.
- Ręce przy sobie!- ostrzegła za głośno, zwracając na siebie uwagę zebranych gości.
Wszelkie emocje, mimo jej woli, zebrały się i skumulowały zbyt prędko. Łza po raz kolejny zawisła na dolnej powiece, a przez ciało przetoczył się oziębły dreszcz. Wspomnienia z zeszłej soboty i sprzed piętnastu minut wróciły, przebijając zbroję, jaką próbowała się ochronić.
Mężczyzna, widząc w oczach kobiety ból, puścił jej rękę i odsunął się o krok. To nie jego powinna była się bać.
- Mhhm... Przepraszam. Znaczy, zareagowałam...- Tym razem to ona się odezwała.- Nie chciałam.
Smoking perfekcyjnie przylegał do wysportowanego ciała, a niesłychanie drogi zegarek, jaki ukrył pod marynarką, na chwilę odbił od siebie światło kryształowego żyrandola, ukazując się oczom kobiety.
- Powinienem uważać.- Ten niski tembr.- Rzeczywiście nie jest pani przezroczysta.
Po tych słowach przejechała opuszkami palców po skórze, która nabrała kolorów. Onieśmielił ją i dobrze o tym wiedział. Jednak bardziej skonsternował.
Odwrócił twarz, szukając wzrokiem kelnera. Wtedy miała najlepszy widok na jego dwudniowy, może trzydniowy zarost, podkreślone kości policzkowe i idealne wargi, które właśnie potarł o siebie. Gdy spojrzał na nią, odchrząknęła, poprawiając dół sukni.
- Jeszcze raz proszę wybaczyć moją nieostrożność. Jak mógłbym się zrekompensować ?- zapytał mężczyzna, poprawiając marynarkę, by po chwili przejechać po zaroście, powodując lekkie pieczenie w przełyku kobiety.
Jeden zero dla mnie!, czuła, że wygrała tę małą rozgrywkę.
- Niczego od pana nie chcę.- Odparła sztywno i miała zamiar go wyminąć, jednak wtedy mężczyzna ponownie pozwolił sobie na dotknięcie jej, nie pozwalając oddalić się chociażby na krok.- Czas na mnie.
- Proszę poczekać.
Odwróciła się za siebie, a intensywne perfumy uderzyły w nią pełną parą. Tyle że ten zapach... Uzależniał. Z każdym wdechem coraz bardziej.
- Nie rozumie pan prostych słów?- spytała, wykrzywiając usta w groteskowym grymasie, a pojedyncza zmarszczka przecięła jej gładkie czoło.- Spieszę się.
- Nie przyjmuję odmowy.
- Słucham?!- oburzona jego odpowiedzią, po raz kolejny zawiesiła swój wzrok na jego.- Tego już za wiele.
Chciała zabrać swoją zakleszczoną dłoń z jego, jednak uniemożliwił jej choćby poruszenie kciukiem, co dopiero całą ręką. Raptownym ruchem przyciągnął ją do siebie, aż niemal wpadła na jego przesiąknięty perfumami smoking.
Kolejny raz.
- Jeden drink.- Rzucił propozycję.
- Żartuje pan, czy wasz gatunek ma problemy ze słuchem?
- Gatunek?- spytał zaskoczonym głosem, utrzymując poważny wyraz twarzy.
- Wy mężczyźni nie rozumiecie sprzeciwu.- Zaczęła.- Powiedziałam nie, więc to oznacza N-I-E.- Przeliterowała mu ostatnie słowo, mieszając swój oddech z jego i dosadnie skupiając wzrok na tajemniczych tęczówkach.- A teraz proszę zabrać swoją dłoń, bo nie ręczę za siebie.
To było ostrzeżenie.
- Nie wygląda pani na kobietę, która potrafi zadać cios prawym sierpowym.
- Chce się pan przekonać na własnej skórze?
Mężczyzna prześwietlił ją na wskroś, a ciarki przebiegły jej wzdłuż klatki piersiowej, docierając do podbrzusza, które od momentu ich spotkania zaczęło się buntować, zrywając współpracę z jej ciałem. Zdradzało ją.
- To jak? Da się pani zaprosić na jednego niezobowiązującego drinka w ramach przeprosin?- zaproponował, czując, że kobieta nie oprze się jego propozycji.
Bo która spróbowałaby odmówić?
- Ma pan ze sobą problem, czy to ja zgłupiałam?
- Stawiam na to drugie.- Odrzekł, widząc w jej oczach płonące zdenerwowanie.- Proszę się nie dać prosić.
Spojrzała na wypełnioną salę, na której wszyscy się dobrze bawili. Zagryzła dolną wargę, przypominając sobie własną obietnicę: Miałam się dobrze bawić. Jednak jej plany zostały brutalnie zrównane z ziemią. Może jednak istniała szansa na zrealizowanie jej założenia?
- Da mi pan później spokój?- spytała, zawzięcie atakując go swoim ostrym spojrzeniem.
- Jeśli i pani mi, to tak.- Nareszcie puścił jej dłoń, poprawiając kołnierz marynarki.
Kobieta zacisnęła zęby, patrząc na zadowolonego z siebie mężczyznę. Dopiął swego, jednak i ona także. Przecież nie chciała wspominać tego balu jako wydarzenie, na którym prawie została zgwałcona, a potem ponownie zaatakowana. Miała nadzieję, że alkohol przyniesie jej upragnioną ulgę i pozwoli na chwilowe rozluźnienie. Odpłynięcie do innego wymiaru.
- Panie przodem.- Wyciągnął dłoń, karząc jej iść przodem.
- Nie, niech pan idzie pierwszy.- Również wskazała swoją dłonią w tą samą stronę, chcąc go przepuścić.- Uprzejmość po mojej stronie.
Odchylił głowę i postawił pierwszy krok, gdy poczuł delikatne uderzenie w klatkę piersiową. Kobieta uniosła głowę i, wciskając palce w jego skórę przez materiał zastraszająco drogiej koszuli, ruszyła przed nim. Otworzył szerzej oczy, mówiąc:
- Przecież panią przepuszczałem.
- A wie pan, że czasem lepiej nie słuchać kobiet?- odparła, patrząc na niego przez ramię, z wymalowaną satysfakcją na twarzy.- To już pan wie.
Przemierzyli pół sali, a mężczyzna przywitał się w trakcie z kilkoma osobami, co delikatnie mówiąc, wnerwiło Aleksandrę. Podeszli do baru, a mężczyzna wskazał na dwa wolne wysokie fotele, które ostatecznie zajęli.
- Dwa razy Sex on the Beach.- Powiedział do barmana, który właśnie wydawał dwie szklanki whisky.
- Robi się- odparł, znikając za kontuarem.
Kobieta przekręciła głowę, spoglądając ukradkowo na mężczyznę, którego imienia nie znała. Opierał łokcie o hebanowy blat, naprężając tym samym mięśnie ramion i uwidaczniając wyćwiczone barki.
Przed nimi pojawiły się dwa drinki, a jeden z nich kobieta otuliła swoją dłonią, zaciskając ją na szkle. Przysunęła do siebie, chcąc złapać palcami za słomkę, jednak zdanie, jakie wypowiedział mężczyzna, wprawiło ją w zagwozdkę:
- Niestety nie mam w zwyczaju pić z nieznajomymi.
Podniosła na niego swój wzrok, a róż przykleił się do jej policzków. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc odsunęła od siebie drinka i ściągnęła usta w prostą linię.
Co za dupek, pomyślała. Najpierw zaprosił mnie na drinka, a teraz wygania?
Miała zamiar zejść z wysokiego krzesła, jednak dłoń, która musnęła jej rozgrzaną skórę, zatrzymała ją przed tym.
- Christian Lee.- Przedstawił się, wyciągając symbolicznie rękę w jej stronę.
Oszołomiona spojrzała na niego spod rzęs i uspokoiła rozedrgane myśli, które jeszcze dziesięć sekund wcześniej zamierzały go rozszarpać na strzępy.
- Smith.- Uścisnęła jego dłoń, lecz nie potrafiła jej puścić.- Aleksandra Smith.
Ich wzrok ugrzązł, gdzieś między bankietem a dobrą zabawą przy barze. Czuła, że wpatrywali się w siebie zbyt intensywnie. I o kilkadziesiąt sekund za długo. Dlatego zerwała z nim kontakt wzrokowy i zacisnęła wargi na słomce, biorąc pierwszy łyk, który załaskotał jej przełyk.
- Co pana sprowadza na dzisiejszy bal?
- Po pierwsze Christian.- Poprawił ją.- Po drugie sam jestem absolwentem tej uczelni, tylko z trzyletnim stażem.
- Ciekawe, ale nie wiem, czy nie zostanę przy per pan.- Odparła, krzywiąc usta w zabawny sposób.
- Nie przeginaj.- Ostrzegł ją, wypijając jedną czwartą drinka.- A ciebie?
- Tegoroczna absolwentka, staż zerowy.
- To i tak coś.- Dodał, nie zrzucając z niej wzroku.
Pewnie, zaplecze doświadczenia godne Oscara.
Przesunęła się na wyższym krześle, nieumyślnie układając nogę na bok. Niespodziewanie część uda została odkryta, a materiał sukienki opadł na dół. Aż źrenice mu się rozszerzyły, gdy muskała skórę swoimi dłuższymi paznokciami, próbując ją zakryć.
- Wszystko w porządku?- pociągnęła wzrokiem od czubków jego butów aż po zatrważające oczy.
- W jak najlepszym.- Wziął kolejny łyk alkoholu.- Zechce mi pani zdradzić, co spowodowało pani rozkojarzenie?
I znowu to pani.
Już chciała mu coś powiedzieć, co niezaprzeczalnie zmazałoby mu ten pewny siebie wyraz z ust, ale tego nie zrobiła. I chyba sama nie wiedziała, dlaczego. Może jego ludzkie podejście do niej sprawiło, że nie czuła się tak nic nie warta? A może ostatnie wydarzenia zbyt mocno się na niej odbiły i postanowiła dalej nie kusić niesprawiedliwego losu?
- Wolałabym nie wspominać czegoś, co i tak minęło.- Odparła zdawkowo, zaciągając się mocną wonią drinka.
- Pani oczy mówią co innego.- Zauważył.
- Od kiedy oczy potrafią mówić?- spytała, a cień uśmiechu mignął jej na ustach.
- A od kiedy grzeczne dziewczynki pakują się w tarapaty?
To był rzut za dziesięć punktów. A on je zdobył bez mrugnięcia okiem.
Przejechała paznokciami po skórze szyi, próbując ukryć zdenerwowanie. Jego słowa były nadto prawdziwe i w pewnym momencie przeszło jej przez myśl, że Christian, mimo że sama mu nie wyjawiła prawy, znał ją od dawna. Jakby czytał w jej myślach. Jakby wdarł się do głowy i przejął dowodzenie.
- Czas na mnie.- Usiadła pośladkiem na wygodnym krześle, mając zamiar z niego zejść, ale mocny uścisk zatrzymał ją w miejscu.
Ich spojrzenia skrzyżowały się w nikłej odległości, a oddechy zaczęły się nierównomiernie ze sobą mieszać. Odurzył ją zapach jego niespotykanych perfum, które w tamtej chwili zapragnęła zapamiętać, zabrać ze sobą i wdychać nocami we własnym łóżku, przypominając sobie jego piwne oczy i zwinne palce. Nimi wtedy poprawił kołnierzyk koszuli.
- Coś czuję, że ukrywasz więcej, niż myślę.- Nie puścił jej dłoni.
Ciepło, jakie od niej biło, pomieszane z roztargnieniem i błądzącymi myślami, sprawiło, że miał ochotę poznać ją lepiej. Delikatna skóra i perfumy, w których wyczuł nutę irysa nie chciały mu pozwolić zostawić jej w spokoju. Zamiast odpychać, przyciągała go do siebie niczym magnes do lodówki.
- To źle myślisz.
Nie chciała dzielić się historią, która była... Brzydka, brudna i bolesna. Znowu się wstydziła, a miało być inaczej.
Kończąc studia, przyrzekła sobie, że przestanie się bać stawiać własne kroki. Nie będzie traciła rezonu, tylko dlatego, że ktoś zechce pokrzyżować jej plany. Próbować po raz kolejny gnębić i zniszczyć to, co starała się od wielu miesięcy usilnie zbudować.
Wiarę w siebie.
Czuła, że praca nad sobą szła jej coraz gorzej.
- Czego tak naprawdę ode mnie chcesz?- pytanie wybiło mężczyznę z rytmu.
W końcu chciała poznać zamiary Christiana, ponieważ nie potrafiła uwierzyć w jego bezinteresowną pomoc. Nie umiała uznać jego zachowania za autentyczne. Bała się zaufać, dopiero co poznanemu mężczyźnie, który mimo wszystko przekonywał jej zdradzieckie serce, że nie chce jej skrzywdzić.
Rozum podpowiadał jej jednak z goła inaczej.
- Chcę cię wysłuchać.
Dobry Boże, te słowa wcisnęły jej zgrabne ciało w krzesło i niewidzialną liną przywiązały do oparcia, nie dając możliwości na ucieczkę, która przemknęła jej przez myśl. Ten mężczyzna był pierwszą osobą, która po prostu chciała ją wysłuchać, a nie oceniać.
Jedynie chce, bym wypowiedziała jakiekolwiek słowa.
Wszyscy pozostali żądali od niej czegoś, czego nie potrafiła im dać. Nie umiała udawać kogoś, kim nigdy nie była i nie potrafiłaby się stać. Nie zdołałaby przykleić do twarzy maski, która przez cały ten czas drapałaby jej skórę i sumienie. Nie znała się na oszukiwaniu, czy kłamaniu.
Jej myśli biły się z rozsądkiem, który nie pozwalał na to, by otworzyła się przed kimś, kogo znała nie więcej niż dziesięć minut. Nie dawały prawa na zdradzenie prawdy, która ją obrzydzała. Już dość została skrzywdzona. Nie miała siły na kolejny cios.
Jednak tym razem rozwaga przegrała pojedynek, odchodząc z opuszczoną głową.
Czy to nie prawda, że ludziom, których znamy zaledwie kilkanaście minut łatwej jest zdradzić tajemnicę niż tym, którym z pozoru ufamy? Czy nie łatwiej jest się otworzyć przed kimś, kto nie ma o nas żadnych informacji, stając się obiektywnym słuchaczem?
- Tydzień temu pewien mężczyzna oznajmił mi, że zostanę jego żoną.
Boże, to brzmiało tak absurdalnie. Jakby to wymyśliła.
Każde słowo wypowiadała z wielkim bólem, który starała się ukryć pod osłoną wyprostowanych pleców i nie uciekającego wzroku, aczkolwiek skupiła go na do połowy wypełnionej szklance, sunąc paznokciami po zimnym i wilgotnym szkle.
- Znasz restaurację Vita?- spytała, a on opowiedział kiwnięciem głowy.- Zeszłej soboty obsłużyłam go, a po skończonej zmianie dopadł mnie na ulicy. Zaciągnął do samochodu i powiedział, że mam ostatni tydzień na ułożenie prywatnych spraw. Potem stanę na ślubnym kobiercu i nawet bez mojej zgody zostanę jego żoną.
Parsknęła cicho pod nosem, wycierając jego czubek, a oczy zaczęły zalewać się łzami, które jeszcze nie postanowiły wyznaczyć drogi do jej policzków.
- Boże, jak to brzmi!- parsknęła ze stresu.
Tyle że bardziej zmartwiła się brakiem odpowiedzi ze strony Christiana. Siedział jak zaczarowany, skupiając wzrok na hebanowym blacie. Pierwsze obawy nadeszły od razu.
Zaczęła mu się zwierzać, jakby znała go co najmniej od dziecka. Pierwszy raz nie poczuła blokady ani strachu. Czuła się swobodnie, nieoceniana przez nikogo. Nie obawiała się jego pogardy czy niezrozumienia.
- Powiedz cokolwiek.- Poprosiła go, wbijając w niego swój zrozpaczony wzrok.
Utraciła nadzieję na zrozumienie.
Nie oczekiwała jego współczucia, dlatego nie było nic tu po niej. Zabrała torebkę, poprawiła zwilżone drinkiem usta i ostatni raz spojrzała na człowieka, któremu...
Zaufała, a on zamilkł.
Zeszła z wysokiego krzesła, mijając go i, gdy niemal poczuła ulgę, unosząc głowę do góry, niespodziewany uchwyt za ramię sprowadził ją na bal, oplatając jej szczupłą rękę niczym wąż. Tym gestem rozkazał jej odwrócić się. Zbyt poważnie skupił swoją parę oczu na jej. Pierwsze płomyki zaczęły zapalać się w jego tęczówkach, a wyostrzone rysy twarzy napięły się. Rzęsy rzucały cień na powieki, a usta zostały oblizane w sposób, od którego nie potrafiła oderwać wzroku.
- Chcę wiedzieć, czy cię skrzywdził?- spytał twardo.
Już niczego nie rozumiała.
Najpierw zamilkł, jakby mu powiedziała, że jest w ciąży, w której nie była. Potem nieoczekiwanie zareagował, pytając się, czy jest cała.
Jego tajemniczość i nieodgadnione zachowanie spotęgowało chęć rozwikłania tajemnicy, którą musiał ukrywać. Niemożliwym było, by rzeczywiście był aż tak prawdziwy, na jakiego wyglądał.
- Nie.- Wyszeptała kilka milimetrów od jego ust.- Jednak dzisiaj mnie ponownie dopadł.
Ścięgno na szyi Christiana uwydatniło się, mimo śnieżnobiałej koszuli, która zasłaniała jej część. Sapnął przeciągle, po raz kolejny oblizawszy pełne wargi. Usta ułożył w grymasie złości, tylko dlaczego?
- Przez niego byłaś taka rozkojarzona, tak?- przysunął się o krok.- Odpowiedź.
- Tak.- Przełknęła zalegającą od kilku minut ślinę w buzi.
Teraz jego oczy płonęły parzącą złością, a gorąc oddechu uderzył w jej usta, aż je szerzej otworzyła. Chciała mu odebrać choćby cząstkę tego ciepła, by i ona mogła mieć tyle siły, aby zawalczyć o siebie.
- Gdzie on jest?!- to był rozkaz, aby odpowiedziała.
- Zniknął.
Odwrócił głowę, napinając szyję i zacisnął szczękę. Skupił swój wzrok na kimś, kto nie był nią. I to ją ruszyło.
Ostatecznie wrócił do niej swoim wnikliwym i kuszącym spojrzeniem. Widziała w nim coś na kształt przejęcia, ale i złości. Pieklącej i wyżerającej jego tęczówki irytacji, której nawet nie próbował przed nią ukryć.
- Jesteś w stanie jeszcze komuś zaufać?
Pytanie odbiło się od niej niczym piłeczka od rakiety tenisowej, a ona nawet nie zaczęła układać odpowiedzi na nie. Nie rozumiała sensu jego pytania.
- Ale...
- Tak czy nie?- Wtrącił się, nie dając jej możliwości na dokończenie zdania. Te słowa wypowiedział w rytmie tykających wskazówek zegara.
Tak.
Nie.
Tak.
- Tak.- Wyszeptała niepewnym głosem między przyspieszonymi oddechami, nie wierząc w to, że była w stanie jeszcze komukolwiek zaufać.
Zadano jej wiele ciosów, które po dziś dzień zaciskały się na jej szyi, powodując ból i niewyobrażalną rozpacz. Przyjęła na swoje barki ogromne kamienie wstydu, cierpienia i nienawiści, idąc z nimi każdego dnia. Odsunęła się w cień, pragnąc jedynie spokoju.
Teraz nie miała już nic, prócz...
- Więc zaufaj mi.
Tak bym chciała, powiedziała bezgłośnie.
Nawet nie zdążyła zorientować się, kiedy Christian dostał od kelnera serwetkę i długopis, którym zakreślił jakieś słowa. Następnie wcisnął delikatny materiał w jej dłonie, stojąc za blisko.
O wiele za blisko.
- Co to?- zaskoczona, mrugnęła kilkukrotnie powiekami.
- Przyjdź tam jutro o dziewiątej rano. Wtedy dowiesz się więcej szczegółów.
Ścisnęła w dłoniach serwetkę, nie zrywając ich kontaktu wzrokowego. I jakoś uwierzyła w jego słowa. A przynajmniej zapragnęła, by nie były tylko pustą obietnicą, a pewną przysięgą.
- Nie chcę współczucia.
Zewnętrzną stroną dłoni musnął jej policzek. Następnie zakładając niesforny kosmyk włosów za ucho, przetarł kciukiem małżowinę. Zjechał nim aż do szyi, którą ujął, nie wbijając w nią swoich palców. Tak, jakby zawiązywał na jej gardle niewidzialny supeł, naznaczając jej skórę i ją samą.
- Nie zamierzam ci go dać.
Żar dotyku wypalał jej znamiona na skórze, których i tak nikt nie widział. Każda emocja, jaka pojawiła się w jego oczach została skradziona przez Aleksandrę. Typ sposobem pozbawiła go złości.
- Przecież cię nie znam. - Oznajmiła półszeptem.- To nie ma sensu, Christianie.
- To uwierz, że jutro będzie miało.- Skrzydełka nosa zafalowały mu nierównomiernie, a oddech wypuścił z cichszym świstem.- Zaryzykuj i zaufaj mi.
Po tych słowach odsunął się o krok do tyłu, puszczając jej szyję. Przyjemne ciepło zniknęło, a wraz nim odczucie, które pchało ją w jego stronę. Usilnie przywiązywało do człowieka, którego praktycznie nie mogła nazwać znajomym. Był dla niej obcym, chociaż nie czuła, aby tak naprawdę było.
Te oczy. Nie zapomniałaby ich.
No dobra, cofam te słowa. Nie taki z niego dupek, jak go malują, czy jakoś tak.
Odwróciła się, zarzucając sukienkę nieco wyżej, niż powinna. Zgniotła serwetkę między drżącymi palcami, po czym opuściła bal, zostawiając go na nim samego.
Uciekła, bojąc się odpowiedzialności za to, co już niebawem nastąpi. Za kroki, jakie podejmą i ścieżki, jakimi zdecydują się podążać. Za przyszłość, która stała pod wielkim znakiem zapytania i bezpieczeństwem, które z każdą sekundą stawało się wypalającym w jej sercu postrachem.
Czy Christian zdąży uratować Aleksandrę przed nadchodzącym mrokiem? Czy zdoła sprawić, że przeżuta emocjami i zniszczona kobieta zaufa mu i pozwoli sobie pomóc?
Czy kobieta odważy się podać mu swoją dłoń i zaryzykować? Wejść do nowego świata, odcinając się od życia, które zabiło jej nadzieje?
A.S. BROWN
Instagram: a.s._brown_writer
Facebook: A.S. Brown/ A.S. Brown-strona autorska
tiktok: a.s._brown_writer