𝐖𝐞 𝐜𝐨𝐮𝐥𝐝 𝐡𝐚𝐯𝐞 𝐡𝐚...

By MrsCamerronn

82.7K 2.8K 1.8K

Nigdy nie sądziłam, że ktoś kto kiedyś zrujnował mi życie będzie umiał poskładać je na nowo, a później ponown... More

Wróciłam
Pierdol się Cameron
Pożałujesz, że mnie poznałeś
Te rundę wygram ja
Tarzałaś się w piasku?
Płakałaś?
Zostawiłaś to u mnie
Ukrywasz coś
Poskarżysz tatusiowi
Grzeczne dziewczynki nie używają pistoletów
Jesteś zazdrosna
Posłuchaj swojej dziewczyny
Sam ją odprowadzę
Przypomina mi o tobie
Co im powiemy?
Nienawidzę cię
Do czego między wami doszło?
Zadzwonię na policje
Dobranoc Rafe
To wszystko jest nie tak
Co ja do cholery zrobiłam?
Nie mogę
Tak Rafe
Zależy mi na tobie
Nie o to ci zawsze chodziło?
Zgnije w więzieniu
Przepraszam Rafe
To koniec
ll część
Nowy początek
Mamy tylko siebie
Już nie uciekniesz
Mam dość
Zapomnijmy o tym co było

Nigdy przenigdy

2.1K 74 45
By MrsCamerronn






Nigdy nie rozumiałam siebie, jakbym podzielona na dwie różne osobowości nie umiała powstrzymać tej drugiej złej. Ciągłe ładowanie się w kłopoty, złe decyzje, które wciąż podejmowałam... Sama kopałam sobie rów do którego przecież koniec końców będę musiała wpaść. Prawda?

- Gdzie byłaś? - zapytał chłopak w tym samym czasie kiedy weszłam do mojego pokoju. Przymknęłam oczy starając się policzyć do pięciu. Szczerze miałam nadzieje, że poszedł już spać i porozmawiamy dopiero jutro. Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. 

- Williams zatrzymała mnie w domu - skłamałam i usiadłam na łóżku. Byłam zmęczona cały dnia dlatego od razu zdjęłam klapki i rozpuściłam włosy.

- Mieliśmy obejrzeć coś razem - upominał się, a ja spojrzałam w końcu spojrzałam w jego stronę. Był lekko zdenerwowany ale próbował to ukryć, sam jego ton był dość nietypowy jak na niego  choć ostatnio słyszałam go coraz częściej.

- Możemy puścić coś teraz. Tylko pójdę się przebrać - zaproponowałam.

- Teraz idę spać - wybełkotał wychodząc z pokoju jednak szybko go zatrzymałam  - Co?

- Nie bądź zły. Obiecuje ci, że jutro obejrzymy co tylko będziesz chciał - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek - Dobranoc William - dodałam, a kącik jego ust uniósł się ku górze. Odprowadziłam go wzrokiem, a kiedy stał już na korytarzu zamknęłam drzwi od pokoju i głośno wzdychając weszłam do łazienki szykując się do spania.



***


- Rozumiesz? Wrócił. Tata jest wkurwiony. Jak mógł pojawić się tutaj po tej całej akcji z pieniędzmi? - oburzyła się Sarah gestykulując agresywnie rękoma, a ja mocniej wtarłam oliwkę w ciało - To wszystko jest straszne powalone...

Nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Rzeczywiście cała sprawa była cholernie zawiła i niezrozumiała. Gdybym jakoś jej odpowiedziała mogłabym powiedzieć  coś czego nie powinnam. To chore, miałam zacząć nowe życie, dobrze spędzić wakacje, znaleść przyjaciół, chłopka, a zamiast tego ciągle rozdrapywałam stare rany.

- Nieważne, po prostu cieszmy się słońcem i odpoczynkiem - dodala na co przytaknęłam. Założyłam na nos okulary i kontynuowalam czytanie książki. Lubiłam czytać. W domu miałam naprawdę pokaźną kolekcję książek która liczyła ich ponad dwieście. Każda kupiona i przeczytana przeze mnie. Choć tak naprawdę nie każda, miałam w swojej kolekcji kilka, które po prostu ładnie się prezentowały jednak nie miałam chęci się do nich zabierać. Moim małym marzeniem było żeby kiedyś nazbierać ich tyle aby mając swój własny dom móc przetrzymywać się w prywatnej bibliotece. Czy to nie brzmi pięknie? Własna biblioteka w domu?

Przewijałam kolejne strony kiedy dziewczyna ponownie się odezwała.

- Gdzie twój chłopak?

- To nie jest mój chłopak! - pisnęłam zdenerwowana. Wszyscy tak mówili, mój tata, Susan, Scott. Miałam tego dość - Nie wiem, był trochę zdenerwowany po wczoraj - dodałam spokojniej.

- Co było wczoraj? - zapytała, a ja natychmiast spowaznialam. Mogłam siedzieć cicho. Znowu. Brawo Georgina.

- Poszłam oglądać...fale po powrocie i trochę się zasiedziałam. William na mnie czekał.

- I o to się wkurzył? - zapytała zdziwiona - Nie sądzisz, że to trochę... no nie wiem. Dziwne?

Przytaknęłam mocniej zaciskając okulary przeciwsłoneczne na nosie. Skłamałam jej, ale to i tak nie miało znaczenia. Czy poszłabym na plaże, czy pomagała w kuchni on nie miał prawa być zły o to, że długo mnie nie było. Chyba, że dowiedziałby się co robiłam naprawdę.

- Tutaj jesteś - usłyszałam i podniosłam głowę znad książki, którą momentalnie osłonił cień męskiej wylewali. Nade mną stał nie kto inny jak Topper. Musiał niedawno przypłynąć na wyspę. Od razu wstałam i mocno go przytuliłam.

Cieszyłam się, że będzie teraz z nami, jednak mimo wszystko obecna sytuacja między nim, a Sarah sprawiała, że czułam się niezręcznie. Znałam tą historie z perspektywy obu stron, kiedy dowiedziałam co się stało od razu zrozumiałam, że Topper spieprzył po całości. Rozumiałam, że Sarah również nie zachowała się najlepiej, w końcu go zdradziła. Jednak obrażenie jej w tak wulgarny sposób? Thornton przesadził i dobrze zdawał sobie z tego sprawę - Hej - zwrócił sie w końcu również do Cameron, jednak ta tylko skinęła głową- Idziesz do wody? - zapytał znowu spoglądając na mnie. Spojrzałam na blondynkę jakby czekając na jej zgodę, a kiedy ta przytaknęła odłożyłam książkę oraz czapkę z daszkiem na leżak i podeszłam do blondyna, który już kierował się w stronę wody - Teraz lepie się od tego czegoś przez co się świecisz - wskazał na plamy na ciele a ja parsknęłam śmiechem.

- Trzeba się było nie przytulać.

- Ale tęskniłem za tobą - odpowiedział wąchając olejek na co przewróciłam oczami.

- No jasne - parsknęłam - Nie przeprosisz jej? - zapytałam wiedząc, że zrozumiał kogo mam na myśli- Wiesz, że jestem twoją przyjaciółką? Możesz porozmawiać ze mną o wszystkim.

- Nie chcę o tym rozmawiać - mruknął stanowczo zaciskając pięści - Gdyby nie to, że poszła do Johna B, nie byłoby tej akcji. Poza tym powinnaś być po mojej stronie, od kiedy utrzymujesz z nią takie dobre kontakty, co?

- przeszkadza ci to? Ty tez utrzymujesz kontakt z Rafe'em, a dobrze wiesz co mi zrobił - odpowiedziałam nie zastanawiając się długo. Jeżeli on mógł to powiedzieć to ja również. I nawet jeżeli moja relacja z Rafe'em teraz tak się pokomplikowała i wyglada teraz inaczej, on nie musiał o tym wiedzieć. Ostatnimi czasy oddaliliśmy się od siebie.

- To nie to samo - mruknął patrząc na mnie ze smutkiem

- Nie? - zaśmiałam się i skrzyżowałam ręce na piersi - Wiesz, że nienawidzę do tego wracać, ale jeżeli chcesz to proszę bardzo. Wiesz ile miałam wtedy lat? Wiesz co się stało? Pamiętasz jak oby dwie części wyspy widząc mnie szeptały coś między sobą i się śmiały? Wiesz co ty wtedy robiłeś? Pocieszałeś mnie, naprawdę bardzo ci za to dziękuje, ale dobrze wiem, że wieczorami byłeś z nim. Biegałeś za nim jak pies. Rafe zniszczył mi życie, ale to nie przeszkodziło ci w tym abyś dalej bawił się z nim na każdej imprezę udając, że wszystko jest tak jak powinno. Więc się odpierdol! - wykrzyczałam obracając się w stronę plaży. Chciałam wyjść z wody jednak zamiast zrobić jakikolwiek ruch stałam w miejscu. Przede mną stał William. Musiał to słyszeć.

- Georgina? Co się dzieje? - zapytał widocznie zaskoczony. Patrzył to na mnie, to na Topper'a, prawdopodobnie analizując to co właśnie usłyszał. Jego wzrok i mimika twarzy z każdą mijającą sekundą zmieniały się diametralnie. Jakby coraz bardziej wkurzony w końcu zdając sobie sprawę z tego co się działo podszedł do nas, teraz patrząc już tylko na Topper'a - Co zrobił Rafe? - zapytał, a ja poczułam jak walił mi się grunt pod nogami.

- Nie twoja sprawa - odpowiedział za mnie Topper na co blondyn jeszcze bardziej się zdenerwował.

- Zostaw go - chwyciłam Williama za ramie kiedy był już coraz bliżej nas. Spojrzał na mnie, jednak na całe szczęście nie próbował się wyrwać. Posłuchał mnie dlatego wysalam mu nikły uśmiech - Nic się nie stało.

- Napewno? - zapytał jednak dalej wyglądał na zdenerwowanego. Przytaknęłam i chwytając go mocniej zaprowadziłam w kierunki brzegu, ostatni raz patrząc na Thornton'a - Wytłumaczysz mi o co chodzi? - dopytywał, a ja pokręciłam przecząco głową - Może mam zapytać jego? - wskazał na leżak, na którym jeszcze chwile temu leżałam. Automatycznie spięłam się na widok Rafe'a Camerona. Siedział na moim miejscu kłócąc się o coś z Sarah.

- Proszę William daj spokój - wyszeptałam kładąc pierwszą nogę na rozżarzonym pisaku, a zaraz później kolejną. Chciałam jak najszybciej znaleść się z dała od wszystkich - rozumiesz?

- Tak, nie będę dopytywał - odpowiedział obejmując mnie mocniej.

- Już wróciliście? - zapytała Sarah przerywając tym samym kłótnie z bratem. Oby dwoje spojrzeli w naszą stronę, a ja jakby czując się dziwnie naga sięgnęłam po zwiewną sukienkę leżącą na moim leżaku. Już chciałam ją wziąć kiedy czyjeś dłonie mnie wyprzedziły.

- Dzięki - szepnęłam w stronę Camerona i na chwilę jakby czas zatrzymał się w miejscu wzięłam z jego rąk materiał, jednak szybko orientując się, że trwało to zbyt długo obróciłam się w stronę blondynki - idę do domu, źle się czuje - powiedziałam do blondynki przeglądając w tym samym czasie przez głowę sukienkę.

- Pójdę z tobą. - wtrącił od razu William prowadząc mnie do domu.

- Jakbyś czegoś potrzebowała dzwoń! - krzyknęła kiedy dochodziliśmy.



***

- Spóźnimy się - burknął William.

- Już się spóźniliśmy - odpowiedziałam wychodząc z łazienki, podeszłam do lustra upewniając się, czy aby napewno wyglądam dobrze. Miałam na sobie biały dopasowany top, który bardziej przypominał gorset oraz dłuższą pistacjową spódniczkę wiązaną po boku. Włosy związałam w luźnego koka zostawiajac na wierzchu kilka pasm, a do na szyje nałożyłam złotą biżuterię.

- Wyglądasz pięknie, ale proszę cię. Idźmy już

- Okej - przytaknęłam nakładając na stopy białe klapki. Wyszliśmy z domu po niecałych pięciu minutach. Od razu dobiegł do mnie zapach ogniska i głośno dudniąca muzyka. Mimo, że impreza robiona była po tej części wyspy na, której nie znajdował się żaden dom, hałasy rozchodziły się wszędzie. Zaczęła się ponad godzinę temu, a ja prawie o niej zapomniałam. Jeszcze dwadzieścia minut temu spałam kiedy do pokoju wparował William mówiąc, że mam się szykować.

Po kilku minutach drogi w ciszy byliśmy na miejscu. Na miejscu byli już wszyscy i mimo, że nie było nas dużo wydawało się być tłoczno. Wszędzie wisiały lampki oplecione wokół palm. Na samym środku znajdowało się małe ognisko, dookoła którego rozłożone były leżaki i przekąski.

- Hej! Jesteście już! - wykrzyczała Sarah podbiegając do naszej dwójki. Przytuliła się do mnie mocno a następnie objęła Williama - W samą porę. Zaraz zaczynamy grać nigdy przenigdy - powiedziała uradowana, a ja przystałam w miejscu

- Nie...

- Tak!! - zapiszczała prowadząc nas dalej aż w końcu znaleźliśmy się na leżakach rozłożonych dookoła ogniska. Usiadłam na jednym wolnym, a zaraz po mnie zrobił to William.

Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się osobą dookoła. Mój brat siedział po mojej lewej wlewając się w siebie jakiś trunek. Obok niego Topper i Kelce rozmawiali o czymś zawzięcie, a ja nie mogąc dłużej patrzeć  na przyjaciela spojrzałam na drugą stronę ogniska. Po prawej siedziała Sarah oraz Riley...

- Co ona tu robi - zapytałam Sarah dyskretnie cały czas patrząc na brunetkę. Wysoka choć i tak niższa ode mnie o dobre pięć centymetrów, idealna figura, zadarty nos, pełne usta, niebieskie oczy. To właśnie Riley. Mój wróg. Nienawidziłyśmy się od małego. Kiedy ja dostałam lalkę ona dostawała dwie, kiedy ja kupiłam różową sukienkę ona również ją kupiła. Kiedy miałam pierwszą przyjaciółkę ona mi ją odebrała, kiedy dostałam na szesnaste urodziny pierwsze auto ona po miesiącu przyjechała takim samym. Nie trudno było domyślić się, że robiła mi to na złość, pytanie brzmiało tylko, po co? Była popularna, ładna i miała dobre oceny. Po co miała ściągać wszystko ode mnie? Nigdy nie zrobiłam jej nic złego.

- Przyjechała z rodzicami jakieś dwie godziny temu - wytłumaczyła Sarah patrząc na mnie ze współczuciem. Znała ją i również nie lubiła.

- Rafe! - pisnęła podekscytowana kiedy szatyn zajął miejsce obok niej. Naprzeciwko kurwa mnie - Idealnie, zaczynamy właśnie grać, a bez ciebie nie byłoby to to samo - powiedziała, a ja przewróciłam oczami. To oczywiście nie przeszło uwadze szatyna, który parsknął śmiechem.

- Dobra, ja zaczynam - powiedział mój brat podając każdemu czerwony kubek - Nigdy nie ukradłem nic starym - powiedział i jako pierwszy napił się trunku, zaraz po nim zrobił to też Rafe, Kelce, Topper i Ja. Scott spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wzdrygnęłam ramionami. Nigdy nie zapomnę kiedy razem z Johnem B wkradliśmy się do mnie do domu.

- Nigdy nie spałem nago - powiedział Kelce na co wszyscy przychyliliśmy kubki.

- Nigdy nie uprawiałam seksu - tym razem pytania zadała Riley z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem. Czułam jak zaczyna robić mi się gorąco. Nie mogłam podnieść kubka, a widząc, że każdy w naszym kręgu bierze po łyku zrobiłam się czerwona jak burak. Czułam na sobie wzrok każdego i miałam ochotę po prostu zapaść się pod ziemie zwłaszcza widząc na twarzy Riley ten ohydny grymas. 

- Nigdy nie... nie całowałem się z osobą stąd - powiedział Rafe, a ja zrobiłam szersze oczy. Patrzył prosto w moją stronę. Nie podobało mi się to. Zrobił to specjalnie, dobrze wiedział, że będę musiała podnieść kubek. Gdyby nie byłoby tutaj Williama wszystko by się wydało - No dalej Georgina - powiedział, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że każdy kto miał wypić już to zrobił. Czy on naprawdę to powiedział? Naprawdę każe mi wypić przy wszystkich? Nawet nie wiem kiedy z moich rąk wypadł czerwony plastikowy kubek, jednak nie obchodziło mnie to. Cały czas patrzyłam na Camerona ze strachem. Wszyscy to słyszeli... każdy patrzył na rozgrywającą się scenę - Przecież widziałem jak całowałaś się z William'em. I to nie raz - dodał, a ja przełknęłam rosnącą gule w gardle. Szatyn podał mi nowy kubek z chytrym uśmiechem. Wyzerowałam zawartość i zamknęłam oczy. Zrobił to specjalnie.

- Uwaga - zaczęła Sarah po około minucie ciszy. Pewnie też uważała zaistahniałą sytuacje za dość dziwną. Czułam, że mój puls powoli wraca co normy, jednak kiedy blondynka wypowiedziała kolejne zdanie wzrósł ponownie - Nigdy nie podobał mi się nikt z tego kręgu - dodała i od razu podniosła kubek, zaraz po niej Riley, William, Scott oraz Topper. Patrzyłam na Rafe'a, który dalej przeszywał mnie spojrzeniem jednak nie podniósł swojego kubka. Poczułam jak coś ukuło mnie w serce. Spojrzałam na swój kubek starając się nie rozpłakać, poczułam jak moje oczy robią się wilgotne. Wypiłam całą zawartość i ostawiłam naczynie na ziemie. Nie miałam już ochoty na niego patrzeć choć czułam, że on robi to cały czas. Bawił się mną. Cały czas to robił.

Dobrze wiesz, że wypiłam to myśląc tylko i wyłącznie o tobie



***


- Wygrałam - oznajmiłam wykładając karty na stół. Zadowolona zgarnęłam żetony za stołu - Dawajcie kasę!

- Ughhhh... to takie nie fair! Czemu zawsze masz takie szczęście? - mruknęła Wheezie podając mi pięciodolarowy banknot, zaraz po niej zrobił to również Scott, William oraz Sarah.

- kto ma szczęście w kartach nie ma w życiu - skomentował mój brat na co pokazałam mu język. To fakt. W grach moje szczęście nie znało granic.

- Moja córka - tata poklepał mnie po ramieniu przez co mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Lubiłam wygrywać, może było to lekko egocentryczne, ale tak naprawdę kto tego nie lubił?

- Na kolejny raz grasz z rodzicami - powiedziała Sarah patrząc na kanapę na której siedział Ward, mama Williama, tata Toppera, rodzice Kelce'a, tata Riley i chwile temu również mój. 

- Wole nie - szepnęłam do niej. Rodzice mnie onieśmielali, zwłaszcza Ward. Mimo, że w towarzystwie wydawał się miły i przyjazny coś podpowiadało  mi, że lepiej trzymać się od niego z daleka. Zwłaszcza po tym co zobaczyłam ostatnio. Poza tym nasze rodziny rywalizowały od lat. Mimo uśmiechów i miłych słów które tutaj były na porządku dziennym, wszyscy wiedzieliśmy jaka była prawda. Każdy chciałby zgarnąć wszystko, dlatego kiedy dwie równie wpływowe rodziny w końcu się spotkają możemy mówić jedynie o sztucznej relacji, opartej na zazdrości i fałszu.

- Tak, tylko u nas gramy o trochę więcej niż pięć dolarów - Wtrącił tata Toppera biorąc do ręki szklankę whisky, którą szybko opróżnił.

- zapraszam na grilla! - krzyknęła Susan wchodząc do środka z dworu- Dziewczyny pójdziecie po chłopaków? - zwróciła się do nas na co wszystkie trzy przytaknęłyśmy i wstałyśmy - Gina, ty zostań. Potrzebuje cię w kuchni - powiedziała pchając mnie w stronę pomieszczenia.

Cieszyłam się, szukanie Rafe'a i Toppera było czymś na co nie miałam największej ochoty w tym monecie. Zwłaszcza po wczoraj. Obaj wkurzyli mnie równie mocno. Poza tym dzisiaj cały dzień Topper mnie olewał. Powinien przeprosić bo ja napewno nie zrobię tego pierwsze.

Po chwili kiedy Susan już wprowadziła mnie do kuchni, zaczęła tłumaczyć czym mam się zająć. Nie przerywałam jej, jedynie przytakiwałam i słuchałam. Może nasze stosunki nie były najlepsze ale trzeba jej było przyznać, że czasami się starała. Co prawda było widać, że rola macochy nie jest dla niej, nie lubiła dzieci i była zbyt wygodna, jednak w takich chwilach jak ta potrafiła dobrze zająć się domem. Chciała aby dziejsza kolacja wyszła jak najlepiej i tak właśnie było. Przynamniej do momentu kiedy skończyła mnie instruować i wyszła. Wyjęłam z lodówki sernik i owoce, położyłam je na blacie i zaczęłam dekorować. Maliny musiały przeplatać się z truskawkami i borówkami tak jak kazała Susan. Zabrałam się do dekorowania co szło mi naprawdę sprawnie, lubiłam robić takie rzeczy. Chwyciłam ostatnią malinę z pudełka, miała wylądować na samym środku ciasta. Kiedy już miałam ją tam położyć ta wyleciała mi z rąk i spadła odbijając się o skrawek mojej sukienki.

- kurwa - wysyczałam podchodząc do zlewu i odkręcając wodę. Plama nie była duża, a wręcz mikroskopijna jednak sam fakt, że miałam tą sukienkę na sobie po raz pierwszy przysparzał mnie o zawroty głowy.

- Pomóc? - usłyszałam za sobą, jednak nie odwracając się w stronę z której dochodził głos wzięłam do ręki gąbkę namoczoną wodą i płynem. Czyjeś ręce oplotły mnie od tyłu zabierając ode mnie przedmiot. Chłopak obrócił mnie przodem do siebie i uklęknął - to się może nie sprać - stwierdził ścierając różową plamę z mojego biodra. Przytaknęłam i spojrzałam przez okno na znajdujących się za nim ludzi. Wszyscy siedzieli już przy stole.

- Dobra to i tak nie ma sensu, wrzucę ją później do prania - stwierdziłam po minucie biorąc od niego gąbkę - choć - powiedziałam biorąc go za rękę, pociągnęłam go w stronę wyjścia jednak ten ani drgnął. Posłałam mu pytajcie spojrzenie, a wtedy on przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Początkowo oddawałam pocałunek jednak kiedy jego dłonie znalazły się niebezpiecznie blisko miejsca w którym kończyła się moja sukienka lekko się odsunęłam - Czekają na nas - wyszeptałam, a on parsknął

- Poczekają - wychrypiał chwytając jedną dłonią za koniec sukienki i podciągając ją do góry. Drugą zaś chwycił mnie za szyje i pchnąl bliżej blatu. Pisnęłam czując ból, kiedy moje ciało mocno wbiło się w kamienny blat. Chłopak całował mnie po szyi, a ja znowu spojrzałam przez okno, wszyscy mogli nas zobaczyć, spanikowana próbowałam odsunąć go od siebie ale się nie dał- Nie wyrywaj się tak, jezu... Gina... czekałem na to od kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem - mruknął mi do ucha ściskając mój pośladek, coraz mocniej napierał na mnie swoim ciałem, a robił to na tyle boleśnie, że po chwili po moim policzku zaczęły spływać łzy. Nawet nie wiem kiedy zdążył podciągnąć tą sukienkę na wysokoś mojej talii.

- William puść mnie - wyszeptałam ledwo biorąc dech. Nie mogłam oddychać i nie wiem czy było to spowodowane tym, że tak mocno na mnie napierał czy po prostu strachem.

- Nie udawaj takiej świętej Gina, też tego chcesz. Będę twoim pierwszym, nie cieszysz się? - uśmiechnął się dalej agresywnie mnie całując, jego dłoń w końcu chwyciła za materiał moich majtek, a kiedy druga powędrowała do przycisku odpowiadającego za spuszczanie żaluzji cicho załkałam. Świadomość tego co zaraz miało nastać spowodowała, że moje nogi straciły siłe żeby samodzielnie stać, a ręce trzęsły się jak galaretka.

- Puść mnie, proszę - załkałam ponownie próbując oddychać.

- Chcesz tego - powtórzył przywierając do mnie jeszcze bardziej, z bólu cicho jęknęłam. Walczenie z nim było bez sensu, był silniejszy, a kiedy próbowałam go odsunąć ten jeszcze bardziej zacieśniał uścisk. Zamknęłam oczy przygotowując się na najgorsze, a kiedy już miał zdjąć dolną cześć mojej bielizny, poczułam fale zimna. W końcu mogłam oddychać bo Williama nie było już obok. Moje nogi nie utrzymały równowagi dlatego upadłam na podłogę cicho sycząc. Spojrzałam przed siebie chwytając się za obolałe plecy, kiedy uświadomiłam sobie co dzieje się przede mną moje ciało przeszedł dreszcz. William stał przyciśnięty do ściany i choć widziałam tylko jego głowę byłam pewna ze wisi w powietrzu.

- Kurwa, powiedziała, że masz ją pościć! - wykrzyczał Rafe prosto w jego twarz. Mimo, że w normalnych okoliczności Cameron delikatnie nad nim górował, to teraz William znajdował się te pare centymetrów wyżej. Serce prawie mi stanęło kiedy zorientowałam się co tak naprawdę robił Rafe, dusił go. Obydwoma rękoma przyciskał go do ściany trzymając za szyje. Nogi Williama wisiały w powietrzu, a kiedy próbował nimi ruszać Rafe przyciskał go jeszcze mocniej. Widziałam jak twarz Williama z każdą sekuną robiła się coraz bardziej czerwona, a żyłka na czole uwydatniała. Jeżeli go nie powstrzymam to blondyn zaraz się udusi. Pomyślałam i szybko wstałam na równe nogi i podbiegłam do chłopaków próbując utrzymać równowagę.

- Rafe... zaraz go udusisz! - krzyknęłam choć mój głos przez płacz powodował, że dalej lekko się jąkałam - Rafe! - powtórzyłam kiedy chłopak nie reagował. Chwyciłam go za ramie, ale kiedy to nic nie dawało mocniej go szturchnęłam. W końcu Cameron puścił chłopaka, a ten upadł na ziemię. Cameron w końcu spojrzał na mnie. Oddychał bardzo ciężko, a jego źrenice były powiększone do tego stopnia, że oczy wydawały się czarne jak węgiel. Nie zdążyłam zrobić nic kiedy cichy jęk Williama rozniósł się po pokoju, tym samym dał o sobie znać szatynowi, który jakby wyrwany z transu rzucił się na niego i zaczął obijać twarz.

- Rafe! - krzyknęłam czując jak moje policzki robią się coraz bardziej mokre od płaczu. Patrzyłam na całe zajście nie mogąc zrobić nic. Byłam bezradna.

- Rafe - odezwał się inny głos, a gdy obróciłam się w jego stronę zobaczyłam osobę, przez którą momentalnie zrobiło mi się słabo.

Po mojej prawej stał nie kto inny jak Ward Cameron. Wpatrywał się w syna ze stoickim spokojem dalej stojąc w tym samym miejscu. Rafe jak na zawołanie przestał okładać chłopaka i wstał. Cisza w pomieszczeniu, którą zakłócały jedynie głośne oddechy dwóch chłopaków powodowała u mnie jeszcze większy strach, nie wiedziałam nawet czy bałam się przez Williama, przez Warda, czy bałam się o stojącego przede mną szatyna. Wszystko zaczęło mi się mieszać.

- Idziesz ze mną - dodał Pan Cameron i mimo, że mówił to do syna, jego wzrok skierowany był w moja stronę. Przyglądał mi się jakby fakt, że byłam świadkiem tego zajścia był dla niego nie na rękę. Byłam pewna, że tak właśnie było dlatego skrępowana spuściłam wzrok na podłogę. Ward Cameron przerażał mnie o wiele bardziej niż jego syn.

- Kurwa - sapnął blondyn ocierając nos z krwi. Skrzywiłam się na widok jego rozwalonej twarzy z, której wręcz sączyła się krew.

- Co tu się stało?! - krzyk pani Lauren rozniósł się po pomieszczeniu. Szybko podbiegła do syna wydając z siebie pisk. Kobieta podbiegła do zlewu obrywając metry papieru. Spojrzałam a Rafe'a, który w tym samym czasie wyszedł z kuchni mijając na korytarzu ojca, a ten wyszedł od razu za nim. Mama Williama chyba nawet nie zwróciła uwagi na Cameronów, szok spowodowany stanem syna wywołał u niej ogromny strach. Ja za to nie umiałam nawet wstać z miejsca. Po prostu siedziałam na podlodze, dając łzą lecieć dalej.

- Gina? Do cholery co się tutaj dzieje?! - wykrzyczał ojciec wchodząc do środka, zaraz po nim zrobiła to również Susan, która widząc co się dzieje zasłoniła usta dłonią

- Zadzwońcie po karetkę!


***


- powinniście już iść - powiedział Ojciec wchodząc do salonu. Jego brązowe włosy zawsze ułożone idealnie na żel teraz opadały na czoło, był zmęczony. Nie ma się co dziwić. Przez ostatnie cztery godziny naprawiał ten cholerny bałagan.

Trzy godziny temu

-Georgina, ty tam byłaś. Powiedz co się stało - zapytała Rose, kiedy weszłam do domu Cameronów. Wszyscy rodzice siedzieli przy stole od dobrych trzydziestu minut, wszyscy oprócz Warda. Po całym incydencie zniknął razem z synem.

- nie bój się, po prostu powiedz i puścimy cię do domu - tym razem głos zabrał Tata Toppera.

Ale co miałam im powiedzieć? Nie są gotowi na prawdę, ja sama nie jestem.

- William... - zaczęłam lecz kiedy moje oczy znowu zaczęły piec przerwałam. Nie mogłam pozwolić sobie na kolejny płacz. Musiałam być silna. Dlatego zdecydowałam się na coś czego nie wybaczę sobie do końca życia - On powiedział coś co zdenerwowało Rafe'a, to tyle - skłamałam, lub po prostu ominęłam istotniejsze szczegóły. Ale jak przy stole pełnym ludzi których znam, w tym mojego taty miałam powiedzieć, że William chciał mnie. Chciał mnie zgwałcić...

- On jest w szpitalu. To bardzo poważna sprawa...

- Wiem, powiedziałam prawdę - odpowiedziałam niemal od razu. To była właśnie ta chwila w, której moje dotychczasowe niewinne kłamstwa przestały mieć sens. Odkąd wróciłam do Outer Banks ciągle kłamałam, powoli nie rozróżniałam już kłamstwa od prawdy, wszystko zaczęło się mieszać. Nie poznawałam już samej siebie. Byłam człowiekiem, którego się wstydziłam. Wstydziłam się kurwa samej siebie. To kłamstwo przeważyło szale. Nie było już odwrotu - Nikt nie jest niczego winny, to była po prostu ostra wymiana zdań pomiędzy dwoma osobami. William zaczął, zdenerwował Rafe'a, a ten mu oddał. To tyle - dodałam beznamiętnie nie poznając samej siebie

Teraźniejszość

Sarah, Whezzie oraz Topper w mgnieniu oka upuścili salon. Po chwili usłyszeliśmy trzask drzwi wejściowych co oznaczało, że wyszli. Były tutaj ze mną cały czas. Choć tak bardzo się teraz nienawidzil mimo wszytsko umieli zacisnąć zęby i mnie wspierać. Nie zasłużyłam na to.

- Nie wyjdzie ze szpitala do jutra, prawdopodobnie ma złamany nos - powiedział tata zdejmując marynarkę. Dawno nie widziałam aby był w takim stanie, jakby przy choćby jednym najdrobniejszym złym ruchu miał wybuchnąć. Moje ręce znowu zaczęły się trząść na wspomnienie wydarzeń sprzed kilku godzin. Kiedy Sarah, Whezzie i Topper byli tutaj ze mną emocje jakby opadły, potrafili pomóc mi zapomnieć. Poza tym nie wiedzieli co stało się naprawdę, musiałam przy nich udawać co nie pozwoliło mi na jakiekolwiek załamanie. Bo w końcu czemu dziewczyna będąca świadkiem nic nie znaczącej bójki ma wpadać w histerie prawda? - posłuchaj, wszystko co powiedziałaś to prawda, tak? - zapytał śmiertelnie poważne, a ja poczułam rosnącą gule w gardle. Cisze między nami zakłócało jedynie bicie starego zegara, a ten powodował, że czułam się jeszcze gorzej.

Jesteście sami, możesz w końcu powiedzieć prawdę. Jeżeli tego nie zrobisz wkopiesz Rafe'a. Tego właśnie chcesz?

- Tak - potwierdziłam zaciskając dłonie na skrawku sukienki.







___________________________

Witajcie! Jak wrażenia? Napiszcie mi bo jestem bardzo ciekawa rekacji na zachowanie Williama jak i naszej głównej bohaterki.

Za nami też nowy sezon Outer Banks dlatego chętnie poznam wasze opinie.

Do zobaczenia i do kolejnego rozdziału❤️❤️

Continue Reading

You'll Also Like

3K 316 11
Draco Malfoy jest uważany za chłopaka o lodowatym sercu. Nigdy nie okazuje uczuć, nigdy nie mówi o tym jak tak naprawdę się czuje. A może jednak? Moż...
4.8K 658 18
04.02 57 miejsce w #Fanfiction 05.02 44 miejsce w #Fanfiction 09.02 18 miejsce w #Fanfiction W świecie, gdzie wszystko jest na pokaz, Szymon musi n...
CEO By SilverMoon

Fanfiction

10.3K 1K 34
Historia osadzona jest w realistycznym świecie korporacyjnym, ale w ramach konwencji omegaverse. Nie znają się, a pracują w tej samej firmie. Co się...
18K 865 85
Bo czasami najstraszniejszym potworem nie jest ten, który pije krew, ale ten, którego zaczynasz kochać.
Wattpad App - Unlock exclusive features