Właśnie kierowałem się w stronę mojej nowej szkoły, ponieważ nikt by się tego nie spodziewał, ale przeprowadziłem się.
Stresuję się, bo żadko do szkoły dochodzi nowa osoba po 3 miesiącach roku szkolnego.
W poprzedniej szkole miałem jedną przyjaciółkę - Lily, ale z powodu mojej przeprowadzki nasz kontakt się pogorszył, a właściwie to ona nie chciała już ze mną gadać czy pisać.
Próbowałem utrzymać naszą kilkuletnią przyjaźń, ale się poddałem. Zbywała mnie wiadomościami typu "nie mam czasu" lub "sorry jestem z kimś umówiona". Ostatnio nawet zaczęła mnie obwiniać o to, że się przeprowadziłem, a dobrze wiedziała ze tego nie chciałem i nie miałem na to wpływu.
Z Lily poznałem się w 6 klasie podstawówki, ponieważ na mnie wpadła. Byłem zawsze nieśmiały, a ona była moim przeciwieństwem - była otwarta na nowych ludzi i nie obchodziło ją zdanie innych. Zaczęliśmy ze sobą spędzać coraz więcej czasu, aż w końcu ja poznałem jej rodzinę, a ona moją.
Dziewczyna ma bardzo miłą mamę, która zawsze traktowała mnie jak własnego syna. Jej ojciec był nawet okej, ale prawie nigdy go nie widywałem, przez jego pracę, a Lily nigdy o nim nie wspominała. Ma również starszego o rok brata, którego właściwie nigdy nie widziałem. Chodzi do innego liceum w innym mieście, ponieważ, jak tłumaczy jego mama, poszedł za kolegami. Ma tam swój mały dom i żadko kiedy jest w domu rodzinnym.
Moje przemyślenia przerwało dotarcie do nowej szkoły. Cholernie się bałem o to, czy ktoś mnie polubi lub jacy będą nauczyciele.
Dzień wcześniej dostałem od mamy plan lekcji i kluczyki do szafki, więc mniej więcej wiedziałem gdzie mam się kierować, bo na pewno za nic nie podejdę się kogoś spytać gdzie jest dana sala.
Odetchnąłem i wszedłem do budynku. Myślałem że każdy będzie się na mnie gapić, jak to jest w książkach, ale na szczęście tylko kilkoro uczniów rzuciło na mnie oko. Próbując się nie przejmować, spojrzałem szybko na plan i udałem się do sali 317.
Domyślałem się, że jest na górze więc zacząłem zgrabnie wchodzić po dużych schodach. Po jakimś czasie znalazłem salę w której miałem mieć zaraz zajęcia i stanąłem pod nią.
Do dzwonka zostało nie całe 5 minut, więc w duchu cieszyłem się że wstałem wcześniej.
Zatopiłem się w swoich myślach, ale niestety ktoś stanął przede mną.
"Hej, to ty jesteś ten nowy?" spytała mnie jakaś dziewczyna. Wyglądała jakby była w moim wieku, miała nie za mocny makijaż, długie rozpuszczone brązowe włosy i szeroki uśmiech.
"Tak" odpowiedziałem po chwili analizy, aż nie zorientowałem się że zabrzmiało to trochę głupio. "Jestem Oliver" dokończyłem po chwili i zmusiłem się na delikatny uśmiech.
"Super, jestem Karoline i chodzę z tobą do klasy" odparła szczesliwa, a jej wzrok skanował dokładnie moją twarz i sylwetkę, na co speszyłem się. Ona jakby się otrząsneła i spojrzała spowrotem na mnie, uśmiechając się i odchodząc.
Byłem zdezorientowany, ale na szczęście zadzwonił dzwonek.
Wszedłem razem z klasą do sali i zająłem wolne miejsce w ostatniej ławce od okna. Zdziwiłem się że jest wolne, bo zazwyczaj każdy chcę siedzieć w ostatniej ławce.
Po chwili weszła nauczycielka chyba od chemii. Z hukiem odłożyła stos papierów na biurko i popatrzyła po klasie surowym wzrokiem.
"Wyciągamy karteczki" powiedziała z wielkim uśmiechem, a jej głos przesiąkał jadem. Załamałem się. W pierwszy dzień już dostanę złą ocenę.
"Nie myślcie sobie, że zapomniałam o waszym zachowaniu w tamtym tygodniu!" wydarła się, a ja już wiedziałem że my się nie polubimy.
Niechętnie wyciągnąłem kartkę z zeszytu tak jak reszta klasy i podpisałem się.
Pani zaczęła pisać na tablicy jakieś przykłady różnych wzorów i dała nam na to 5 minut. No chyba żarty.
Nie spodziewałem się tego, ale coś mi zaświtało w głowie i zrobiłem około połowę przykładów. Nie byłem jakoś super zadowolony z siebie, ale zawsze to coś.
Po 5 minutach każdy ze skwaszonymi minami oddał jej kartkówki na biurko, a ona dumna z siebie zasiadała i zaczęła sprawdzać kartkówki.
Po około 10 minutach grobowej ciszy, wreszcie spojrzała po nas kiwając zawiedziona głową.
"Sprawdziłam wasze kartkówki i powiem wam szczerze jestem załamana" zaczęła. "Dobrze, więc...zacznę od tych lepszych ocen" uspokoiła się i popatrzyła na pierwszą kartkę. "Rose Johnson piątka" popatrzyła przelotnie na wymienioną dziewczynę i odłożyła kartkę obok informując że może sobie ją zobaczyć. "Oliver Wilson" nagle przeczytała i prychnęła. "Dzieci nie róbcie sobie żartów, jesteście w 3 klasie liceum, u was w klasie nie ma żadnego Olivera!" krzyknęła, a jej twarz była cała czerwona, przez co z trudem powstrzymałem śmiech.
Przełamałam się, nie chcąc robić kłótni i podniosłem do góry rękę.
"Czego znowu?!" podniosła swój głos wkurwiona przez co wzwątpiłem w siebie.
Wstałem z ławki i popatrzyłem niepewnie na nauczycielkę.
"To ja jestem Oliver, jestem nowy w klasie" powiedziałem nie za głośno, żeby jej jeszcze bardziej nie zdenerwować.
"Słucham? Dziecko ile ty masz lat, że się nie przedstawiłeś na początku lekcji?!" wykrzyczała patrząc na mnie. Nie odezwałem się nic i po prostu tam stałem. "Proszę, dostałeś ocenę dostateczną"
Odetchnąłem na w miarę dobrą ocenę i usiadłem spowrotem do ławki. Super pierwsze wrażenie na szkole.
Reszta ocen to były same jedynki i kilka dwójek. Do końca lekcji nie zrobiliśmy już nic, a ta babka robiła coś na swoim laptopie.
Gdy zadzownił dzwonek na koniec lekcji, zadowolony, że to już koniec wyszedłem z sali i pokierowałem się 2 piętra niżej na w-f.
Nie przepadam za tą lekcją, ale mama zawsze kazała mi ćwiczyć, pomimo moich błagań. Niechętnie wszedłem do szatni i zająłem miejsce jak najdalej od innych. Przebrałem się sprawnie w zwykłą białą koszulkę i luźne czarne spodenki do połowy uda.
Nie byłem zbytnio przekonany co do tego wszystkiego. Wstyd mi było patrząc na innych chłopaków, którzy byli bardziej umięśnieni, a nie to co ja. Miałem bladszą skórę i bardziej kobiece kształty.
Po dzwonku wszyscy zebrali się na sali. Dziewczyny miały innego nauczyciela, więc stanęliśmy osobno, ustawiając się mniej więcej koło siebie.
Nauczyciel rozmawiał się innym nauczycielem, więc stałem tam i się nudziłem. Nagle chłopak stojący obok mnie obrócił się do mnie z uśmiechem. Był to blondyn, mniej więcej mojego wzrostu, miał pomalowane paznokcie na czarno i głębokie brązowe oczy.
"Hej, jestem Harry!" odezwał się wesoły. Moje usta wykrzywiły się w uśmiech z powodu, że ktoś się do mnie odezwał, bo sam bym tego nie zrobił.
"Jestem Oliver" posłałem mu delikatny uśmiech, starając się wypaść jak najlepiej.
"Fajne, że doszedł do nas ktoś nowy. Nudno było już w tej szkole. Od kiedy tu mieszkasz?" chłopak zaczął konwersacje entuzjastycznie.
"Umm właściwe to mieszkam tu dopiero 3 dni" uciąłem krótko, mimo że naprawdę chciałem ciągnąć nadal tą rozmowę, po prostu nie umiałem.
"To super! Mogę ci kiedyś pokazać okolicę, a na długiej przerwie mogę przedstawić ci moich przyjaciół" po tych słowach uśmiechnąłem się szczęśliwy, że chłopak nie zraził się mną, a już chwile później zaczęła się rozgrzewka.
Ku mojemu zdziwieniu rozgrzewka nie była męcząca, a właściwie to trenera nawet nie obchodziło co robimy. Chłopaki z klasy ustalili, że będziemy grać w siatkówkę ze starszą klasą.
Szczerze ucieszyłem się, bo lubiłem grać w siatkę i to była jedyna rzecz jaka mi wychodziła, lecz stresowałem się tym, że będziemy grać z inną klasą. Wyższa klasa zgodziła się na to i wybraliśmy drużyny.
Na szczęście byłem w drużynie z Harrym, chociaż nie znałem go praktycznie w ogóle, to jednak miałem poczucie, że kogoś znam. Oczywiście mnie wywalili na "najgorszą" pozycję według nich, czyli na rozegranie pod siatkę, chociaż ja tam się cieszyłem. Kilka osób którym się nie chciało lub po prostu było już za dużo osób na boisku, siedziało obok.
W drużynie w której byłem ja, był Harry, chłopak z lekkim zarostem, brązowymi włosami i mocnymi rysami twarzy, ciemny blondyn z okularami oraz inne nie wyróżniające się dla mnie osoby.
W przeciwnej drużynie były 2 osoby ze starszej klasy i był to szczupły oraz niski chłopak z rudawymi włosami, wysoki nastolatek z niezwykle ciemnymi czarnymi włosami, reszta osób to były osoby z mojej klsy.
Bałem się jak ta gra będzie wyglądać, bo co jak będą się ze mnie śmiać, nawet nie wiem z jakiego powodu.
Chyba jednak spróbuje wybłagać mamę o zwolnienie.
Ktoś zagwizdał gwizdkiem i tak nasza drużyna zaczęła zagrywką. Piłka przeleciała na drugą stronę, a przeciwna drużyna odebrała i rozegrała piłkę. Ciemno włosy wyskoczył do piłki uderzając ją mocno, ale niestety lub stety piłki nie przebił, ponieważ ją zablokowałem.
Sam się zdziwiłem, bo widać ze chłopak umiał grać. Zdobyliśmy punkt, ponieważ bloku nikt nie odebrał, a kilka osób mi pogratulowało.
Nasza drużyna zdobywała cały czas punkty, aż do 6, ale w końcu chłopak zepsuł zagrywkę i była kolej na zagrywkę bruneta.
Gra szła gładko i równo, ale końcowo moja drużyna wygrała. Do końca lekcji zostało trochę czasu, a ja siedziałem na krzesełkach, obserwując co robią inne osoby.
Widziałem jak Harry rozmawia ze starszym chłopakiem, którego imienia nie znam. Chłopak łapał młodszego za talię i szeptał coś do ucha, więc wywnioskowałem, że coś pomiędzy nimi jest.
Starając się nie wtrącać w ich sprawy, poszedłem do szatni razem z dzwonkiem, idąc najpierw do toalety.
Po załatwieniu potrzeb, wyszedłem się przebrać. W szatni zostało tylko kilka osób. Podszedłem do swojego plecaka i zdjąłem koszulkę, zakładając w zamian szarą bluzę z kapturem. Gdy zdjąłem spodenki usłyszałem głos za sobą.
"Niezła dupa"
--
Hejka, robię comeback czy coś. Jeśli znajdziecie jakieś niespójności to śmiało piszcie w komentarzach.