Rebeca
To co się wydarzyło było straszne, czułam się winna i za to odpowiedzialna, powinnam czuć ulgę, oko za oko, śmierć za śmierć, ale musiałabym być pozbawiona skrupułów, bez serca i wyrzutów sumienia a ja taka nie jestem, chciałam sprawiedliwości ale nie tego co się stało.
To nie było żadne rozwiązanie, żadna kara , dotknęło to wszystkich, nawet mnie!
Simon wyszedł wreszcie ze szpitala po dwóch dniach, nie rozmawiał ze mną o mojej matce, Fabio uprzedził mnie bym sama nie zaczynała z nim rozmowy na ten temat, on sam mi powie co zamierza, wiem jedno Fabio odwołał ludzi którzy pilnowali moich rodziców na życzenie Simona, to był dobry znak.
Simon dochodził do siebie powoli, nie chciał leżeć w łóżku, odczuwał jeszcze ból ponieważ nie brał już środków przeciwbólowych mimo usilnych nalegań pielęgniarki która przychodziła codziennie i zmieniała mu opatrunek, nie mógł się forsować pod żadnym pozorem by rana się nie otworzyła.
-Pani mąż jest strasznie uparty-skarżyła się pielęgniarka Evelyn-To bardzo ciężki przypadek pacjenta z którym od dawna nie miałam do czynienia.
-Tak, zdaję sobie z tego sprawę-rzekłam.
-Nie przyjmuje środków przeciwbólowych, nie musi tak cierpieć.
-Porozmawiam z nim.
Pielęgniarka była młoda, bardzo miła, sympatyczna, polubiłam ją, była też bardzo profesjonalna, doceniałam to, patrzyła z dezaprobatą na Simona który jej się sprzeciwiał, nawet jego urok na nią nie działał.
-Rozumiem że nie chce leżeć w łóżku ale to przesada by już zaczął pracować, nie zalecam mu takiego wysiłku ale mnie kompletnie nie słucha-rzekła Evelyn.
-Zajmę się tym.
Poszłam do gabinetu bo tam prawdopodobnie mogłam go zastać.
-Jeśli przyszłaś porozmawiać o twojej matce jeszcze nic nie zdecydowałem- spojrzał na mnie pochmurnie.
Uśmiechnęłam się na tę jego marsową minę, podeszłam do niego i pochyliłam się nad nim gdy siedział przy biurku, wygładziłam jego czoło palcami- Co to za marsowa mina? Rozmawiasz z żoną nie z pracownikiem, przyszłam porozmawiać o tobie .
Chwycił moją dłoń i przyłożył do ust-O mnie?
-Skarżą się na ciebie?
-Kto się ośmiela?
-Twoja pielęgniarka Evelyn jest bardzo z ciebie niezadowolona, twierdzi że nawet małe dziecko jest grzeczniejsze i posłuszniejsze niż ty.
Ostanie zdanie było perfidnym kłamstwem.
-Naprawdę?
-Nie marszcz brwi bo tak ci już zostaną!
Roześmiał się-Ona musi ze mną wytrzymać, to jej praca, o co konkretnie jej chodzi?
-O to że nie musisz z siebie robić macho by pokazywać wszystkim że cierpienie uszlachetnia i tylko prawdziwy mężczyzna to wytrzyma.
-Czy wy podkopujecie moją męskość tym stwierdzeniem?
-Nie , już udowodniłeś mi że jesteś prawdziwym mężczyzną więc po co cierpieć? Nie domawiaj tych leków.
-Dobrze skoro tak ci na tym zależy.
-A tobie nie? Im szybciej wrócisz do zdrowia tym szybciej będziesz mógł korzystać z normalnego życia.
-Masz na myśli seks?
Pokręciłam głową z dezaprobatą-Tylko ty o tym myślisz!
-Ty nie?
-Cóż zastanawiam się po co mi mąż z którym nic nie mogę robić? To fakt, czasem o tym myślę ale nie częściej niż ty!
-Och ty...
Zacisnął dłoń na moim udzie gdy siedziałam na rogu biurka -No dobra nie wszystkie pozycje są teraz dla mnie odpowiednie ale niektóre...
Jego ręka zaczęła sunąc pod moją sukienkę, zrzuciłam jego rękę z siebie i wstałam- Najpierw zacznij brać leki a potem pogadamy.
-Chyba nie będziemy wtedy rozmawiać?
Zmrużyłam oczy, był niemożliwy.
-Co ty na to bym wypieścił cię tu teraz na tym biurku?
-Nie-spojrzałam na niego groźnie, westchnął z wyrzutem.-Jestem niemal pewien że gdy zacznę cię tam pieścić, lizać, ssać, dojdziesz w kilka sekund.
-Simon!-rzekłam ostrzegawczo-Dość tego!
Westchnął ponownie-Dobra daj mi jeszcze trzy dni a dojdę do siebie na tyle że będę mógł w każdej pozycji a marzę że cię wezmę tu na tym biurku, zerwę z ciebie wszystko a potem....
-Ok, nie kończ, zrozumiałam.
-Nie mogę się doczekać- uśmiechnął się a potem wstał i przygarnął mnie do siebie i pocałował.
Musiałam uważać żeby nie przytulić się do niego mocniej bo miał opatrunek na brzuchu.
Nasze miłosne potyczki przerwał Fabio który wszedł do gabinetu, jego mina była poważna, Simon drgnął.
-Nie śmiem przeszkadzać Simon-rzekł Fabio-Ale w salonie czeka na ciebie komendant Lafayet, nie chciał mi powiedzieć o co chodzi, nalega na widzenie się z tobą.
-Co się dzieje?-zapytałam zaniepokojona.
-Zejdę do salonu-rzekł Simon, podążyłam za nimi.
Co tu robi komendant policji i czego chce od Simona?
W salonie siedział komendant który podniósł się na widok Simona, Fabio stanął obok w oczekiwaniu, Simon wyprostował się nie zdradzając oznak bólu, nieznacznie dotknął tylko brzucha.
-Co pana tu sprowadza komendancie?-zapytał Simon.
-Proszę wybaczyć don Marrone ale nie przynoszę dobrych wieści, postanowiłem jednak dostarczyć je osobiście by nie musiał się pan fatygować na komisariat.
Simon uniósł nieznacznie brwi.
-Chodzi o pańskiego brata Nico Marrone.
-Co z nim?
- Nie żyje!
Simon zachwiał się tak że musiałam go podtrzymać by nie upadł, twarz Fabio stężała.
-O czym pan mówi?-zawołał Fabio.
Simon wyprostował się nie wiem co sprawiło mu większy ból, rana postrzałowa brzucha czy śmierć jego brata, pobladł mocno a na jego czole pojawiły się lekkie krople potu, zaniemówił, pomogłam mu usiąść na sofie, co nie uszło uwagi komendanta.
-Bardzo mi przykro don Marrone, rankiem dostaliśmy wiadomość z więzienia.
-Jak to się stało?-zapytał Simon z wysiłkiem.
-Pański brat powiesił się w celi.
Zamurowało mnie, spojrzałam na Simona a potem na Fabia, obaj byli przerażeni choć w oczach Simona było jeszcze coś więcej, pomyślałam o tym samym co on ale to teraz tylko głupi zbieg okoliczności.
-Powiesił się?- zapytał Fabio-To wykluczone, Nico nie popełniłby samobójstwa!
-A jednak panie Ponte, nikt mu w tym nie pomógł, wczesnym rankiem znaleziono go w celi martwego.
-A skąd ma pan taką pewność?-zapytałam tym razem ja dla odmiany.
-Bo zostawił list.
-List? Jaki list?-zainteresował się Fabio.
-O tym później, jednak istotne jest to kto go odwiedził przed śmiercią i przeprowadził z nim ostatnią rozmowę która może miała wpływ na to co się stało, choć to tylko moje przypuszczenia.
-O czym pan mówi? Niech pan zachowa swoje przypuszczenia dla siebie-rzekł Simon.
W tym momencie komendant zwrócił się do mnie- Dlaczego odwiedziła pani w więzieniu Nico Marrone?
Zagryzłam wargi unikając zszokowanych spojrzeń Fabio i Simona.
-Co?-zawołali oboje jednocześnie.
-To chyba nie przestępstwo?-zapytałam.
-Nie, ale być może coś się stało podczas tej rozmowy, coś co go mogło pchnąć do tego czynu czemu pani go odwiedziła i o czym rozmawialiście?
-Czy to jest oficjalnie przesłuchanie? Moja żona jest to coś podejrzana?
Komendant wybałuszył oczy-Pańska żona? Och, to ja nie wiedziałem że poślubił pan panią Rebecę Saviano, moje gratulacje.
Simon żachnął się-Chce pan ją przesłuchać? Oskarża ją pan o coś?
-Nie absolutnie, jednak chcę poinformować że pańska hmn.... małżonka była ostatnią osobą która widziała pana brata przed śmiercią, o czym państwo rozmawiali?
Poczerwieniałam- Przy naszej rozmowie był strażnik, nic się nie działo takiego co by zmusiło go do popełnienia tego czynu! Rozmawialiśmy spokojnie, odwiedziłam po prostu brata mojego męża.
Cała trojka patrzyła na mnie w oczekiwaniu jednak nie powiedziałam nic więcej, Simon i tak był już wkurzony.
-No dobrze, na razie tyle-rzekł komendant- Moje kondolencje, rozumiem że musicie państwo teraz zająć się sprawą pogrzebu, ciało jest już w kostnicy, to wszystko ,przekazano mi także list, jeszcze jedno w razie jakichkolwiek wątpliwości spieszę poinformować że sekcja zwłok nie wykazała otrucia pańskiego brata .
Komendant wyjął zaklejoną kopertę , Simon przyjrzał się jej , oczywiście wcześniej była otwarta, przeczytano list i ponownie zaklejono.
-Odprowadź komendanta do drzwi-rzekł Simon.
Ponte wskazał mu ręką drzwi-Zna pan drogę komendancie.
-Oczywiście , moje kondolencje.
Kiedy komendant wyszedł Simon zwrócił się do mnie-Masz mi coś do powiedzenia droga żono?
-Jak się uspokoisz porozmawiamy.
-Ja jestem spokojny, nie widziałaś mnie jeszcze wkurzonego!
-Chcesz się na mnie wyżywać czy porozmawiać spokojnie? Nie będę z tobą rozmawiała kiedy jesteś w takim stanie.
-W jakim stanie? Mój brat nie żyje, zupełnie jak twój, czy teraz jesteśmy kwita?
Wkurzyłam się- Nie masz prawa tak mówić, nie życzyłam mu śmierci, przeciwnie, uważam że śmierć to dla niego żadna kara, chciałam żeby żył i zapłacił za to co zrobił.
-Po co do niego poszłaś? I dlaczego ukryłaś to przede mną?
- Porozmawiamy kiedy się uspokoisz.
-Jestem spokojny do cholery-podniósł głos, to sprawiło że nabrałam wody w usta.
-No właśnie widzę, idę do siebie.
-Wracaj nie skończyliśmy rozmawiać, nawet nie zaczęliśmy.
-Nie.
Fabio pojawił się w salonie-Simon musicie się uspokoić potem porozmawiacie.
-Nie mów mi co mam robić i jak postępować z własną żoną do cholery! Nico się nie powiesił, nie wierzę w to zbyt wielkim tchórzem był by to zrobić.
-Ja też w to nie wierzę,
Jednak ja skierowałam się do pokoju-Rebeca wracaj, porozmawiaj ze mną dlaczego do diabła tam poszłaś, mów!
-Przyjdź jak się uspokoisz.
Zdecydowałam się wyjść by nie rozmawiać w ten sposób, był zraniony i zszokowany, ja sama byłam zszokowana, Nico nie żyje? Nie tego chciałam kiedy mu powiedziałam że już nie należy do rodziny że nie uważam go za szwagra, że cieszę się że zapłaci za to co zrobił memu bratu że mu nie wybaczę, nie tego chciałam.
Wiedziałam co czuje Simon, to samo ja czułam, czułam jego ból, to w końcu był jego jedyny brat, poza nim nie miał już nikogo, ale ja mu nie zabrałam brata, mimo że trochę czułam się winna.
Simon
Nico nie żyje! Mój głupi brat, jak to się stało? Kto mu to zrobił? Ani ja ani Fabio nie wierzyliśmy w tę bajeczkę o samobójstwie.
-On tego nie zrobił-powiedziałem twardo.
-Też jestem tego zdania że ktoś mu w tym pomógł i upozorował to jako samobójstwo-rzekł Fabio.
-Ale dlaczego?
-A co jest w tym liście który rzekomo zostawił Nico?
List! Przypomniałem sobie o nim i rozerwałem kopertę, ,wyjąłem z niej pojedyncza kartkę i przeczytałem na głos.
''Bracie''
Wybacz mi to co zamierzam zrobić, ale nie mogę już dłużej żyć z moimi grzechami, wyrzuty sumienia mnie zabijają, nie chcę spędzić tyle lat w więzieniu, to nie miejsce dla mnie, nie wytrzymam tu, a wiem co mnie czeka, 25 lat odsiadki, nie zniosę tego, zabiłem Julianę, zbyt mocno ją kochałem by znieść to że ona kocha tylko ciebie, nie mogłem znieść jej odtrącenia, tego że będę patrzył jak żyjecie razem i wychowujecie dziecko a potem zatraciłem się zupełnie w swoim bólu, nie chcę dłużej żyć, proszę cię o wybaczenie i tak będzie najlepiej , już więcej nie przysporzę ci cierpień.
Nico
Zmiąłem list-Większej bzdury i melodramatu nie słyszałem, to nie w jego stylu, przede wszystkim nie zabił Juliany więc nie pisałby o tym w liście , każde słowo to kłamstwo, po co miałby się wieszać skoro jej nie zabił?
-Ktoś chciał aby myślano że to Nico ją zabił.
-Zabiła ją Elena i to ona wrobiła Nico, przeklęta!
-Simon-rzekł ostrożnie Fabio-Nie zdziwiłbym się gdyby to ona stała za tym rzekomym samobójstwem Nico, w ten sposób odwróciła uwagę policji od siebie, wystawiła policji mordercę i tym zapewniła sobie bezpieczeństwo, nikt nigdy nie powiąże ją ze śmiercią Juliany skoro Nico się rzekomo przyznał a potem ....
Spojrzałem na niego wstrząśnięty-Tak uważasz? Twoim zdaniem ona powoli zabija całą moją rodzinę? Juliane, Nico i usiłuje zabić Rebecę a na końcu mnie?
-A jak ty uważasz?
-Nie pozwolę jej na to!
-Posłuchaj to że Nico się niby powiesił to nie przypadek, to samo spotkało jej ojca, też się powiesił w celi, zaczynam wierzyć że on sam tego nie zrobił , ktoś mu pomógł ale wiadomo że to nie twój ojciec a Elena zrobiła to samo Nico, on nie miał nigdy zamiaru się powiesić.
-Jestem o tym głęboko przekonany.
-Musimy powstrzymać Elenę, ona się nie zawaha by zabić teraz Rebecę, jest teraz wyjątkowo wściekła bo jej się to nie udało.
-Umieściłeś już szpiega w domu jej wujka?
-Tak, dziewczyna wie dokładnie co ma zrobić.
-Musimy się dowiedzieć kto zabił faktycznie jej matkę i kto odpowiada za samobójstwo jej ojca, tu jest pies pogrzebany, zleć komuś śledzenie całodobowe jej wujka, chcę wiedzieć o nim absolutnie wszystko.
-Dobrze.
-Przynieś mi dokumenty firmowe mojego ojca, wszelkie akta na temat defraudacji tych pieniędzy przez Xaviera Ballesterosa, te pieniądze musiały pójść na jakieś konto, znajdź te pieniądze lub konto na jakie zostały przelane, po tylu latach nie będzie po nich śladu ale po takich transakcjach ślad na pewno pozostał , porozmawiaj z dawnym księgowym ojca, wypytaj ludzi w firmie czy w tamtym okresie coś zauważyli, cokolwiek, czy kiedykolwiek widzieli w biurze brata Xaviera, czy miał coś wspólnego z moim ojcem, cokolwiek co nas naprowadzi na trop tych pieniędzy i konta jego właściciela.
-Zajmę się tym.
-Chcę wszelkie informacje o Ballesterosie, jego przeszłości ,wszystko, łącznie z tym co teraz robi, chcę pełny raport na biurko od informatora, cena nie gra roli.
-Będzie jak sobie życzysz.
-Niech ktoś obserwuje też dom Eleny o ile ona ejszcze tam mieszka, z pewnością się ukrywa, ale na pewno odwiedzi dom wujka, wszystkie tropy prowadzą właśnie do niego i od niego zaczniemy naszą inwigilację.
A teraz czekało mnie najtrudniejsze zadanie, rozmowa z rozłoszczoną Rebecą.
Nie zastałem jej w naszej sypialni, w formie buntu udała się zapewne do swego dawnego pokoju.
- Jestem gotów by porozmawiać-oznajmiłem jej.
Spojrzała na mnie niepewnie.
-Więc pytaj.
- Dlaczego spotkałaś się z Nico ?
-Chciałam spojrzeć mu w oczy ale nie widziałam w nich skruchy, był obojętny.
-Co mu powiedziałaś?
-Nic co by sprawiło żeby się załamał i to zrobił, oświadczyłam że mu nie wybaczę i że cieszę się z tego że dosięgła go sprawiedliwość.
-Tylko tyle?
-Chciał wiedzieć dlaczego mnie nie zabiłeś...
- I wtedy zapewne mu powiedziałaś o naszym ślubie?
-Nie planowałam tego, nie chciałam ot tak rzucać mu to w twarz, ale nie mógł tego zrozumieć a ja darowałam sobie szczegóły, to wszystko.
-Wszystko?
-Tak, nie ciągnij mnie za język bo nic już nie ma do powiedzenia.
-Dlaczego to przede mną ukryłaś? Przemilczałaś?
-Nie okłamałam cię , po prostu nic nie powiedziałam bo nie czułam się z tym dobrze, to była moja osobista rozmowa i tego chciała od dawna moja dusza.
- I sądzisz że tego nie zrozumiem?
-Po prostu chciałam odbyć tę rozmowę z Nico, czy żałuje, czy ma mi coś do powiedzenia, ale on nie tylko nie żałował a, nawet nie przeprosił i miał pretensje do ciebie że mnie nie zabiłeś bo on miał taki kaprys, jest mi przykro z powodu jego śmierci nie ze względu na niego bo nie będę po nim płakać, ale ze względu na ciebie bo to był twój brat i wiem co się czuje gdy się traci kogoś bliskiego, mogę dzielić z tobą żałobę ale na pogrzeb nie pójdę, nie potrafię udawać że mi przykro.
Uniosła głowę by zachować resztki swej dumy, wiem że go nienawidziła, nie miałem jej tego za złe, jednak kochała mnie i wyparła z umysłu to czyim jestem bratem, więc ja mogłem przełknąć jej nienawiść bo miała do niej prawo .
Podszedłem do niej-Między nami nigdy nie może być żadnych tajemnic ani żadnych działań za moimi plecami dobrze? Jeśli nic nie będziesz mi mówić w jaki sposób mam cię chronić? Moi wrogowie są teraz także twoimi wrogami , nie możesz nigdzie wychodzić bez obstawy, nigdy rozumiesz?
-Tak, jadąc sama do więzienia wiedziałam że tam nie spotka mnie nic złego.
-Proszę nigdy więcej nie rób sobie wycieczek o których ja nie wiem i bez ochrony!
Spojrzała na mnie tak ulegle i słodko że zmiękłem natychmiast a nie powinienem, ona była moją słabością i to mnie gubiło, przy niej stawałem się bezsilny i pozbawiony wszelkiego autorytetu, przy niej nie byłem głową klanu i donem, byłem nieprzytomnie zakochanym facetem.
-Gdy tak na mnie patrzysz.....-powiedziałem cicho.-Wiem wtedy że się złamię!
Rzuciła mi się na szyję i spojrzała mi w oczy, wiedziałem ze zrobię dla niej absolutnie wszystko i ona tez o tym wiedziała bo kuła żelazo póki gorące.
-Co zamierzasz w sprawie mojej matki?
-Mówisz to teraz gdy tulisz się do mnie i wiesz że niczego ci nie odmówię? Wykorzystujesz mnie teraz bo mam chwilę słabości?-rzekłem groźnie i wcale się mnie nie przestraszyła.
-Simon nie dręcz mnie, moja matka źle zrobiła ale to moja matka, nie krzywdź jej, daruj jej, zrób to dla mnie.
Mocno ją przycisnąłem i syknąłem z bólu, kompletnie zapomniałem o opatrunku-Wiesz że robię dla ciebie wszystko i o wiele więcej, aż mnie zabolało!
Spojrzała na mój opatrunek- Simon trzeba go zmienić, natychmiast, krwawisz , nie możemy czekać do jutra, chodź do łazienki.
Bandaż lekko przesiąkł kilkoma kroplami krwi, miałem nadzieję że szwy nie puściły.
Zdjąłem koszule a Rebeca delikatnie rozwinęła bandaż, szwy były w porządku, przetarła je spirytusem.
-Nie zrobię tego profesjonalnie ale do jutra może nic się nie stanie, musisz być ostrożny.
Patrzyłem na nią bez słowa, nie mogłem oderwać oczu.
-Rozpraszasz mnie-powiedziała biorąc czysty bandaż.
Zaśmiałem się i śledziłem jej ruchy , patrzyłem na jej oczy, włosy, twarz, kiedy owinęła mnie w pasie bandażem wdychałem zapach jej włosów.
-Ładnie pachniesz-powiedziałem nie odrywając od niej wzroku.
-Ty też-rzekła kokieteryjnie i zajęła się obandażowaniem mnie, jej dotyk rozpala mnie od stop do głów.
-Ja płonę Rebeco.
-Zgaś ogień bo nic z tego- ostrzega mnie.
-Nic na to nie poradzę że mnie tak rozpalasz.
Patrzyłem na jej wargi i miałem ochotę ją całować, byłem głodny jej ust i spragniony jej dotyku.
-Spij dziś ze mną w łóżku.
-To nie jest dobry pomysł.
-Nie mowie o seksie chcę się tylko przytulic do ciebie.
-Ale przytulanie też nie jest bezpieczne , mam na myśli to że mogę w nocy być nieostrożna i rana się otworzy.
-Nic się nie stanie! Nie chcę być sam, myśli o Nico nie dadzą mi spokoju, Rebeco on tego nie zrobił.
-Masz jakąś teorię?
-Tak, podejrzewam że Nico zabito a dopiero potem powieszono by upozorować samobójstwo.
-To straszne, też o tym pomyślałam, myślisz o tym co ja?
-Ten sam przypadek, to samobójstwo, Xavier Ballesteros ojciec Eleny powiesił się rzekomo w celi, do tej pory myślałem że mógł to zrobić bo nie wytrzymał tego, nie mógł znieść tego że go skazano za coś czego nie zrobił, jednak myślę że i on też nie popełnił samobójstwa.
-To może być ta sama osoba co zabiła ojca Eleny?
-Może , to całkiem możliwe! Choć podejrzewam że to może być teraz sprawka Eleny ale wtedy była dzieckiem, więc możemy mieć do czynienia z kilkoma osobami w to wmieszanymi, zapewne to nie przypadek dwa samobójstwa w celi więziennej, dwa bezpodstawne oskarżenia jedno o defraudację pieniędzy a drugie o zamordowanie Juliany, te dwie sprawy się łączą i obie są związane z Eleną i jej ojcem, jej ojca wrobiono, Elena doprowadziła do tego że Nico również został wrobiony w cos czego nie zrobił, ktoś zabił jej ojca a ona mogła zabić mojego brata w ten sam sposób.
-No tak bez skrupułów zabiła Julianę a potem chciała zabić mnie, co ją by mogło powstrzymać by zabić Nico?
Musiałem za wszelka cenę dorwać Elenę, ta kobieta była niebezpieczna i nie mogłem jej już ignorować ani tym bardziej lekceważyć.