Weronika zerwała się i wskoczyła na konia, po czym wszyscy popędzili przed siebie, omijając rozwścieczone zwierzęta szerokim łukiem.
Rumaki gnały co tchu, jednak stwory były o wiele większe i szybsze od zwykłych siwków.
- Doganiają nas! – Asia próbowała przekrzyczeć wiatr, szumiący im w uszach i tętent kopyt.
- Za rzeką pierwsza w prawo! Widzę skręt! – Odpowiedziała jej przyjaciółka.
Prawie zostali dogonieni, ale w porę skręcili w jakąś uliczkę. Na szczęście okazało się, że ich pościg nie jest tak zwrotny i nastolatkowie zyskali kilka metrów przewagi.
Galopowali, skręcając co chwilę w boczne uliczki, żeby zgubić nieproszonych gości. Przy najbliższej okazji gwałtownie umknęli w lewo, w Zalesie, a później w prawo, w Ostrów – Kolonię. Tam nieco zwolnili i spojrzeli za siebie, bo nie słyszeli już łomotu ogromnych łap tuż za swoimi plecami. Zatrzymali się, a gdy przez dłuższą
chwilę nic nie wybiegło zza minionego zakrętu, odetchnęli z ulgą. Zgubili je. Dali chwilę odpocząć wierzchowcom i powoli ruszyli w stronę Krakowa.
- Zbliża się wieczór – zauważył Artur. – Trzeba znaleźć jakiś nocleg.
Wkrótce wjechali do Pułankowic i kierowali się ulicą Wrzosową, mając nadzieję, że znajdą jakieś spokojne miejsce. Niestety, w tej wiosce nic takiego nie było. Dotarli do Lasów, gdzie nieco przyspieszyli tempa. Na szczęście, wkrótce nie musieli się już martwić zachodzącym słońcem. W oddali ujrzeli lekko zmarnowany szyld,
który głosił nazwę „HOTEL KMICIC”. Natychmiast puścili się pędem w tę stronę.
Gdy dotarli na miejsce i sprawdzili okolicę, trzeba było przeszukać hotel. Nie tylko w poszukiwaniu jedzenia i wody, ale także w celu wyeliminowania ewentualnego zagrożenia.
- Czysto – zadeklarował Artur, wychodząc z bocznego korytarza.
- U mnie też – potwierdziła Asia, schodząc z piętra.
- I tutaj! – Weronika też już wróciła. – A gdzie Kuba?
- Jestem, jestem. Też czysto. Znalazłem dwa otwarte pokoje. Możemy tam spędzić noc – poinformował markotnie towarzyszy,
wchodząc do holu.
Wszyscy przytaknęli i poszli za chłopakiem.
Zielonooka i jej ukochany zajęli jeden pokój, więc szatynce i studentowi
pozostał drugi.
Gdy dziewczyny zajęły się doprowadzaniem pomieszczeń do
względnego ładu, Artur zabrał przyjaciela do holu głównego, pod
pretekstem napojenia koni i sprawdzenia, czy dobrze zabarykadowali drzwi.
- Dobra, co jest? – To dwudziestolatek rozpoczął rozmowę.
- Nie wiem, może sobota. Albo środa.
- Ha, ha, ha… Pytam poważnie. Co się dzieje?
- Nic – odparł krótko Jakub.
- Kurwa no… Nie baw się w Aśkę, tylko mów co się stało, jesteś przybity.
- Oj no bo… Zjebałem, tak? To wszystko przeze mnie… Mogliśmy
zginąć przez moją głupotę. Naraziłem was…
- Ej, każdy popełnia błędy. Nawet taki bystry, zabójczo przystojny,
inteligentny i mądry facet jak ja!
Kuba lekko się uśmiechnął.
- Nie zapomnij dodać, że do tego nadzwyczaj skromny.
- No a jak – Artur wyszczerzył się do przyjaciela. – Dobra, wracamy
do dziewczyn, bo jeszcze zrobią trzecią wojnę światową w tych pokojach…
- Czwartą.
- Co?
- No trzecia już była, więc czwartą.
- Widzę, że humor wraca, więc nie jest źle. Chodź, prześpimy się trochę.
Chłopcy poklepali się po plecach w geście wsparcia i ruszyli do swoich pokoi. Wszystkich szybko zmorzył sen. W końcu byli wykończeni po kilku godzinach podróży i dość wymagającej ucieczce.