Fin-Fiction 6

By jade-the-jedi

1.1K 64 22

| Europa, marzec 2007 | Końcówka Pucharu Świata to czas ostatecznej rozgrywki. Większość kart została wyłożo... More

1. Kobieta, która nienawidziła mężczyzn
2. I nieżyli długo i szczęśliwie
3. Furia
4. Wszyscy za jednego
5. Każda potwora znajdzie swego amatora
6. Recykling
7. Oswajanie
8. Potomek wikingów
9. My, wy, oni
10. Jaka piękna katastrofa
11. Sesja poprawkowa
12. Włoskie wakacje
13. Dwie wiadomości, dobra i zła
14. Alicja w krainie wampirów
15. Wyjście z cienia
17. Podróż za jeden uśmiech
18. Jest Bystøl, jest impreza
19. Włos z głowy nie spadnie
20. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
21. Qui pro quo
22. To skomplikowane
23. Oferta last minute
24. Odyseja tragikomiczna 2007
25. Obcy - ósmy uczestnik wycieczki
26. To już przegięcie?
27. Punkt bez wyjścia
28. Igranie z głodem
29. Ostateczne starcie
30. Afterparty

16. W co się bawić?

32 2 0
By jade-the-jedi

Po otrząśnięciu się z szoku spowodowanego porannym spotkaniem z Mattim i Verenimiją, Hannu zaczął powoli dochodzić do wniosku, że sprawy zaczęły przybierać całkiem korzystny obrót. Najważniejsze było to, że Matti wrócił — jak wszystko wskazywało, cały i zdrowy. A zatem tajemniczy głos ze snów musiał się na całe szczęście mylić, mówiąc o tym, że on nie żył. Hannu przyglądał się starszemu bratu bardzo uważnie, wiedział przecież, że nawet umarli mogli sobie spokojnie chodzić po ziemi, czając się na ludzi, aby wyssać z nich krew. Ale… wydawało się, że z Mattim wszystko jednak było w porządku. Oczywiście, poza faktem, że on zachowywał się jak ostatni cham i kretyn, ślepo zakochany w tej swojej nieumarłej blond potworze — ale to nie było, niestety, niczym specjalnie nowym. Od czasu Zakopanego nie zmienił się ani trochę, chodził wciąż nieogolony… wydawało się, że wszystko było zupełnie po staremu.

Te spostrzeżenia uspokoiły Hannu na tyle, że uznał obecną sytuację za zupełnie dobrą. Najbardziej cieszyło go, poza faktem, że Matti się odnalazł — i że już chyba nie zamierzał znowu znikać tak prędko — to przede wszystkim możliwość powrotu do swojej własnej tożsamości. Z wielką ulgą oddał starszemu bratu jego dokumenty, klucze oraz resztę należących do niego rzeczy, przede wszystkim strojów i sprzętów sportowych. A kiedy Matti oraz reszta fińskich skoczków pożegnała się z nim i wyruszyła na pierwszy trening na mamuciej skoczni, Hannu z niekłamanym zadowoleniem przebrał się w te nieliczne ciuchy, do których był tak przywiązany, że zawsze pakował je gdzieś tam, na samo dno torby podróżnej, chociaż nic nie wskazywało na to, żeby miał szansę jeszcze kiedykolwiek je założyć: wyciągnięty, obecnie za duży na niego T-shirt z Lordem Vaderem, kraciastą, flanelową koszulę do narzucenia na wierzch i stare, dobre, sprane jeansy. Takiego stroju, całkowicie niesportowego, Matti nigdy w życiu by nie założył. I może właśnie dzięki temu Hannu po raz pierwszy od dawna poczuł się chociaż trochę naprawdę sobą, a nie tylko podróbką swojego sławnego brata. Dla dopełnienia tego powrotu do własnego wizerunku Hannu zrobił też coś, co przez ostatnie pół roku było mu surowo zakazane — ogolił się nadzwyczaj starannie. Musiał cichcem pożyczyć do tego maszynkę Arttu, bo sam dysponował jedynie narzędziem, które służyło mu bardziej do charakteryzacji: częściowo stępioną, wbrew swojej nazwie używaną już od ponad miesiąca jednorazówką.

Wysoce usatysfakcjonowany tą błyskawiczną przemianą, z pozostawioną wolną ręką i perspektywą robienia wszystkiego, na co tylko miał ochotę, Hannu rzucił się na swoje łóżko, po czym zaraz sięgnął po laptopa.

Całe szczęście, że był to hotel o wysokim standardzie, z darmowym wi-fi, co jeszcze nie zdarzało się aż tak często. Zarówno przed-, jak i popołudnie, Hannu spędził w swój absolutnie ulubiony sposób, praktycznie nie odrywając oczu od ekranu przenośnego komputera. I nie nudził się przy tym ani trochę: sporo czasu zajęło mu przejrzenie wszystkich większych serwisów z wiadomościami, a potem nadrobienie kolosalnych zaległości na wielu forach internetowych, gdzie niegdyś tak aktywnie się udzielał. Ledwo zdążył przeczytać połowę nowych wątków, zamieścić na części z nich swoje posty, odpowiedzieć na parę prywatnych wiadomości i pograć w jakąś grę online, kiedy, ku jego sporemu zaskoczeniu, drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka wszedł Arttu, który najwyraźniej powrócił już ze skoczni.

— To treningi i kwalifikacje już się skończyły? — zapytał ze zdziwieniem Hannu.

— Kwalifikacje odwołali — odpowiedział Arttu. — Albo raczej przełożyli na jutro rano.

— Znowu wieje czy jak?

Arttu pokręcił głową.

— Nie, pogoda jest idealna — oznajmił. — Ale po prostu Rosjanie w drodze do Planicy gdzieś zgubili sprzęt i jury dało im trochę czasu, żeby go odnaleźć. Wiesz, to tak, jak wtedy dla nas przełożono kwalifikacje w Zakopanem, bo nie mogliśmy na nie dotrzeć na czas.

— To nawet w porządku z ich strony — stwierdził Hannu. — A jak wam dzisiaj szło?

W sumie zadał to pytanie z czystej uprzejmości, chociaż może także dlatego, że podkreślało jego tak upragnione zdystansowanie się od czynnego zainteresowania skokami narciarskimi.

— Eee… średnio, jak zwykle — odparł Arttu. — Tylko Aho złapał formę i zawsze mieścił się w pierwszej piątce.

— A Matti… gdzie teraz jest?

— Jeszcze chwilę temu był z nami pod hotelem, ale zaraz poszedł sobie z Verą-Miią. Mają gdzieś indziej swoją kwaterę i nie chcieli zostać nawet na obiedzie.

— PBN nie protestował? — zaniepokoił się Hannu.

— Hannu, to jest finał Pucharu Świata, wszystko pozamiatane — oznajmił Arttu, rozkładając ręce. — Więc trenerowi już naprawdę wisi to, co robimy poza skocznią. Dopóki, oczywiście, pewne jednostki nie przeginają.

— Czyli…? — nie zrozumiał Hannu.

— Wszyscy wiemy, kto tu jest w kadrze czarną owcą — odparł Arttu ze zniecierpliwieniem, a jego głos stał się dość nieprzyjemny. — I dlaczego. I co by z tym trzeba było zrobić, a co uniemożliwia reszta świata, której opacznie pojmowana tolerancja skutecznie zamydliła oczy.

— To znaczy… że gdybyś miał taką możliwość… — zaczął z wahaniem Hannu — to… wbiłbyś Harriemu kołek w serce?

— Tak — odparł bez jednego zająknięcia Arttu. — Może wydać ci się to nieco brutalne, ale… pamiętaj, tu przecież nie chodzi o to, że mam coś do Harriego jako osoby, on w całokształcie był zawsze w porządku. Chodzi o tę obcą część, która się w nim zagnieździła, o to nieumarłe siedlisko zła wcielonego! Ten wampiryzm, który trzeba zniszczyć za wszelką cenę! A że według wszystkich znanych mi źródeł niestety nie da się tego zrobić, nie unicestwiając przy tym samego Harriego… cóż, przykro mi, ale to jest cena, którą musimy zapłacić.

— A… gdyby ci się udało… to co by się wtedy stało z Harrim? — zapytał Hannu drżącym, niepewnym głosem. — Przecież… to by było jak zabójstwo…

Arttu pokręcił głową.

— On już jest martwy — oznajmił. — I jego ciało tak czy siak przepadło, bo zabił je jakiś inny wampir w momencie, kiedy go przemienił. Wbicie kołka w serce Harriego to praktycznie jedyna rzecz, jaką jeszcze możemy w tej chwili dla niego zrobić. To nie ma nic wspólnego z zabójstwem, bo przecież chodzi nam tylko o to, żeby zwłoki Harriego ostatecznie spoczęły w grobie, a nie nękały żywych ludzi. Jak dla mnie, to bardziej coś w rodzaju ostatniej posługi.

Hannu przytaknął w zamyśleniu.

— Czyli wtedy Harri… — zaczął raz jeszcze.

— Uwolniłby się od tej klątwy, jaką jest wampiryzm i zaznałby w końcu wiecznego spokoju. Nie byłby już skazany na potępienie. Wiem, że może z naszej, ludzkiej perspektywy to nie brzmi jakoś super, ale to naprawdę wszystko, na co on jeszcze może liczyć. Tak jak każdy inny wampir.

— Więc w przypadku innych wampirów…

— Sprawa się ma dokładnie tak samo — odparł kategorycznym tonem Arttu.

— A gdyby… wampirem nie był Harri, tylko ktoś inny z naszej kadry? — zapytał Hannu, tknięty nagłym niepokojem. — Albo… albo ktoś z twojej rodziny?

— To nie miałoby żadnego znaczenia, słuszna droga postępowania jest tylko jedna — oznajmił pewnym głosem Arttu. — Mówiłem ci przecież, że ja osobiście nic do Harriego nie mam. On jako osoba był zawsze dobrym kolegą. Dopiero teraz, gdy ostatecznie przejęły nad nim władzę ciemne, nieumarłe moce, stał się taki nieznośny dla wszystkich. I niebezpieczny.

— No tak, coś w tym jest… — przyznał Hannu.

— Więcej niż coś — odparł Arttu. — Ale nie ma co się tym martwić na zapas. Odwagi, łowca wampirów musi być przede wszystkim nieustraszony! I robić to, co do niego należy, kiedy sytuacja tego wymaga.

Hannu w milczeniu pokiwał głową. Cokolwiek nie powiedzieć o Arttu i jego poglądach, przynajmniej były one zdecydowane. Pokazywały jasno, co było właściwe, a co nie, mobilizowały do działania. W całkowitym przeciwieństwie do Ahonena i tych jego dziwnych, niezbyt jasnych kombinacji, w których właściwie nie do końca było wiadomo, o co dokładnie chodziło. Aż można było zwątpić, czy Janne aby na pewno starał się w sprawie Mattiego działać dla jego dobra.

Praktycznie do samego wieczora, nie licząc zejścia do hotelowej restauracji na obiad i kolację, Hannu spędził zupełnie miło wolny czas przed komputerem. Wdał się w sam środek ożywionej dyskusji na temat daty premiery nowej gry na podstawie „Gwiezdnych Wojen”, jej potencjalnej fabuły, rodzajów broni, możliwości personalizacji mieczy świetlnych… po raz kolejny zdziwił się mocno, kiedy naraz zdecydowany głos Arttu wybił go z rytmu i ściągnął z powrotem do zdecydowanie mniej ciekawej, a za to znacznie bardziej skomplikowanej, analogowej rzeczywistości.

— Hannu, a ty czemu się jeszcze nie zbierasz do wyjścia?

— Jakiego wyjścia? — zapytał Hannu.

— No jak to? Na miasto!

— Ale ja dziś nigdzie nie wychodzę.

— Stary, Planica to Planica — Arttu wyszczerzył się. — Nie ma opcji, żebyś nie wyszedł. Wszyscy idą.

— Ja nie jestem „wszyscy“ — zaprotestował Hannu. Skoro już miał prawo siedzieć w internecie, ile chciał, to zamierzał tego prawa bronić.

— Owszem, ale należysz do mojej drużyny pogromców wampirów, co tym bardziej zmusza cię do wyjścia — odparł Arttu. — W końcu kiedyś musimy zobaczyć się w komplecie.

— Jakim komplecie? — nie zrozumiał Hannu.

— Komplecie łowców, to oczywiste. Alli przyjechała do Planicy.

— CO?! — wrzasnął Hannu, niemal zasłaniając się swoim laptopem.

Niby zajmował się dublowaniem Mattiego praktycznie przez cały zimowy sezon, ale mimo wszystko wciąż czuł się w świecie skoków narciarskich czymś w rodzaju ciała obcego. Obiektem z zewnątrz, niepasującym do reszty, u którego wiele czynników wywoływało reakcje odrzucające. I z pewnością jednym z najsilniejszych były fanki. Wcześniej Hannu, jako cichy, nieśmiały, niezbyt przystojny, całkowicie zatopiony w wirtualnym świecie student informatyki nie cieszył się szczególnym powodzeniem u płci przeciwnej — nieszczególnym zresztą też nie. Dlatego to nagłe znalezienie się w zupełnie obcym świecie, na dodatek niejako w skórze swojego sławnego brata, było dla niego pod tym względem przeżyciem niezwykle trudnym. Naraz musiał zmierzyć się z całą międzynarodową gromadą dziewczyn — skrajne przypadki były od niego o dziesięć lat albo młodsze, albo starsze — którym na jego widok robiła się woda z mózgu, a następnie parowała uszami. A mówiąc dokładniej — bo to by było jeszcze pół biedy — nie tyle na jego widok, co raczej w domyśle na widok Mattiego, którego dublował. I w tym momencie Hannu tracił już wszelkie pojęcie, co miał z tym fantem zrobić. Reprezentował w końcu brata, a nie siebie, przez co balansował na bardzo cienkiej, chybotliwej linie, zamieszonej nad przepaścią. Najmniej problemu było jeszcze z fankami małoletnimi — je można było najzwyczajniej w świecie olać, ewentualnie dać im podrabiany autograf. Ale im taka fanka była starsza, tym problem z nią rósł w tempie geometrycznym. Jeżeli chciały wspólnych zdjęć na pamiątkę czy wręczały mu prezenty, od pluszowych zabawek po butelki najpopularniejszego w danej okolicy alkoholu, to jeszcze było do wytrzymania. Zdarzały się jednak przypadki, którym nawet to nie wystarczało. Hannu czuł się przez nie do tego stopnia napastowany, że unikał jak ognia wszystkich potencjalnie grożących podobnymi spotkaniami sytuacji — to znaczy, wszelkich nocnych wyjść na imprezy, do których nawyku i tak nigdy sobie nie wyrobił. W czterech ścianach pokoju hotelowego, z odpalonym laptopem na kolanach, czuł się zdecydowanie pewniej i bezpieczniej. I on miałby dobrowolnie rezygnować z tej sielanki? W życiu mu się śniło!

— Hannu, nie świruj! Wiem, że to poważna sprawa, taki przełomowy moment, nasza drużyna zaczęła w końcu liczyć trzy osoby… ale to nam powinno dodać energii do działania!

— Ja się stąd nigdzie nie ruszam! — wypalił Hannu. — Nie ma mowy!

— Słuchaj, nie mamy przecież innego wyboru.

— Jak to nie mamy?! Ja mam! Zostaję tutaj!

— No ale… posłuchaj. Ty jeszcze Alli nie znasz, a zatem trzeba wyjść na miasto i się spotkać we trójkę w jakichś neutralnych warunkach. Rozumiem, że wolałbyś zostać w pokoju, w sumie żaden klub na mieście nie jest dobrym miejscem do przeprowadzenia narady, jaki plan działania w przypadku polowania na wampiry byłby najskuteczniejszy… ale przecież nie przyprowadzę Alli tutaj. Rozumiesz chyba, że mogłoby to wyjść głupio.

— ODBIŁO CI DO RESZTY! — krzyknął Hannu. — Jak ty mi tu, do naszego pokoju, sprowadzisz jakąś fankę, to ja chyba…

— Też przecież mówię, że ta opcja odpada — przerwał mu Arttu. — Jedyną rozsądną jest wyjście na miasto. Dziś wieczorem.

— Ale… czy ja naprawdę muszę ją poznać? — zapytał Hannu z przerażeniem w głosie.

— Jak sobie inaczej wyobrażasz naszą współpracę w drużynie łowców wampirów? — w głosie Arttu pojawiło się zniecierpliwienie.

— A czy ona w ogóle nadaje się do tej drużyny? — spróbował Hannu.

— Owszem. Na wampirach zna się prawie tak dobrze, jak ja i chyba lepiej niż ty.

Hannu westchnął ciężko. Cała ta akcja bardzo, ale to bardzo mu się nie podobała.

Co z tego jednak, że sytuacja mu się nie podobała, jeżeli i tak w końcu wbrew swojej woli znalazł się tego wieczoru poza hotelem, w centrum Kranjskiej Gory. Drżał cały, chociaż wcale nie z zimna, bo miał na sobie ciepłą, burą kurtkę, którą także starał się odróżnić od Arttu ubranego w seledyn z psychodelicznym wzorem. Przede wszystkim, Hannu ponosiły nerwy. Pomimo tego nawet, że przecież mógł nareszcie być sobą… to jednak niepokój pozostawał. Nic tu nie dało, że przed wyjściem wszyscy Finowie zebrali się razem, aby opróżnić zakupioną wcześniej kratę piwa i jemu też się dostało jedno na rozluźnienie. Hannu dopadły zaraz dramatyczne wizje, że po tym jednym piwie nadal będzie zaniepokojony i nie powstrzyma się przed kolejnymi, aż w końcu stanie się kompletnie pijany i wywinie jakąś makabryczną głupotę. O ile wcześniej nie dopadną jakieś fanki, myśląc, że mają do czynienia z Mattim. Dlatego wypił może ze dwa łyki, a potem, czekając dłuższą chwilę na stosowny moment, podmienił swoją butelkę na należącą do Villego, którą serviceman nadzwyczaj szybko opróżnił. Nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na jego manewr, nawet sam Ville.

Chociaż jego plan miał przynieść na dłuższą metę zdecydowane korzyści, Hannu trochę nawet żałował, że postąpił zgodnie z nim. Kiedy on i Arttu stanęli w umówionym miejscu przy barze w jednym z bardzo nielicznych, przepełnionych klubów, miał wręcz ochotę uciec stamtąd z krzykiem. Z rosnącym przerażeniem na twarzy rejestrował kolejne osoby wchodzące do środka. Myślałby kto, że cała żeńska część osób wizytujących ten lokal starała się wypaść jak najatrakcyjniej, ale w Hannu nie wzbudzała nic poza czystym strachem. On widział tu tylko i wyłącznie tłum fanek—modliszek, ubranych w obcisłe topy i krótkie spódniczki, które pod kilkoma warstwami mocnego makijażu skrywały swoje niecne zamiary, między innymi wobec jego osoby. Najgorsze były te, których wizerunek wieńczyły długie na kilka centymetrów tipsy — Hannu przypominały one ni mniej, ni więcej jak szpony hrabiego Orloka, głównego bohatera pierwszego, niemego jeszcze filmu o wampirach. Posiadaczki takich pazurów nasuwały mu nieodparte skojarzenie, że mogłoby spokojnie z ich użyciem rozszarpać go na strzępy.

Rozglądając się z coraz większym lękiem dookoła, Hannu nie zauważył wcale, że w międzyczasie Arttu zaczął z kimś rozmawiać. Dopiero po dłuższej chwili zwrócił na to uwagę, ale nie miał najbledszego pojęcia, skąd rozmówczyni Lappiego się właściwie wzięła albo kiedy do nich podeszła.

Może to dlatego, że w takim tłumie ona po prostu w żaden sposób nie rzucała się w oczy. Po prostu… przy tych wszystkich blacharach wyglądała jak takie nie wiadomo co z włosami w dziwnym kolorze. Ale w sumie, kiedy już się ją zauważyło, to nawet, nawet…

— To jest właśnie Alli — dotarł do niego głos Arttu. — A to…

Hannu zamrugał powiekami i nagle pojął, że od dłuższej chwili wpatrywał się w jedyny element, którym ta dziewczyna mogła się wyróżniać — trudno byłoby nazwać strój który miała na sobie wyzywającym, ale jednak jej dekolt przyciągał wzrok jak magnes. Zaraz podniósł wzrok, ale uciekł nim na bok, głupio mu było w takim momencie popatrzeć dziewczynie w oczy, bo jeszcze mogłaby się czegoś domyślić.

— Przecież wiem, że to Matti Hautamäki — odezwała się.

— Właśnie nie, to jest Hannu, jego młodszy brat.

Hannu zdobył się na zakłopotany uśmiech i popatrzył w końcu na dziewczynę, która owszem, uśmiech odwzajemniła, ale równocześnie uniosła brwi w wyrazie pobłażliwości. Przez głowę Hannu przemknęła niepokojąca myśl: ona wiedziała.

— Hannu? — zapytała. — Naprawdę?

Starając się zachować resztki pewności siebie, Hannu pokiwał głową.

— Zgadza się — odparł.

— Miło mi w takim razie poznać człowieka z UFO.

— Dlaczego z UFO? — nie zrozumiał Hannu, a zagubienie w sytuacji starło mu uśmiech z twarzy niczym fale ślady na piasku.

— Bo wszyscy od dawna od tobie słyszeli, a nikt cię nigdy nie widział. Matti i Jussi tak dbają o swoją prywatność, że równie dobrze mogliby cię zmyślić — dziewczyna uśmiechała się od ucha do ucha, wyraźnie żartując sobie z niego.

— Mimo wszystko, to nie ten przypadek — Hannu zdobył się na wymuszony śmiech. — Ja, Hannu Hautamäki, naprawdę istnieję.

— A ja chyba w końcu zrozumiałam, w czym sęk… nawet, jeżeli gdzieś w sieci są twoje zdjęcia, to i tak wszyscy pomyślą, że jest na nich Matti. Strasznie go przypominasz, wiesz?

— Takie geny — wybąknął Hannu, starając się nie dać dojść do głosu panice. Oto nagle, przez takie słowne prztyczki, jakaś pierwsza z brzegu fanka, nieświadomie dla siebie, w pół minuty o mało co nie rozłożyła całego ściśle tajnego planu kadry fińskiej na łopatki!

— To gdzie jest teraz Matti, jeśli ty nim nie jesteś, jak można spytać?

— Matti? — powtórzył Hannu, tym razem hamując przypływ trwogi. — On… on też tu jest… z…

— Ze swoją dziewczyną — wpadł mu w słowo Arttu, włączając się do rozmowy. — Ale oni jeszcze nie należą do naszej drużyny, niestety. Może kiedyś uda się ich namówić, pytanie kiedy…

Alli popatrzyła z lekkim niedowierzaniem najpierw na Hannu, potem na Arttu. Widać było, że do ich wersji wydarzeń miała spory dystans i nie zamierzała kupować jej tak od razu.

— Jak miałbym ci udowodnić, że nie jestem Mattim? — wyrwało się naraz Hannu.

— Znajdź i pokaż mi tego prawdziwego — odparła dziewczyna, wzruszając ramionami.

— Ej, słuchajcie, ale mu tu nie o tym mieliśmy mówić! — przerwał im Arttu. — Czy Matti się znajdzie, czy nie, to drugorzędna sprawa…

— Taa, w końcu Matti nie jest wampirem, to nie warto go szukać — wtrąciła się Alli.

— Otóż to — odparł Arttu, zupełnie nie słysząc ironii w jej głosie. — Nas interesują wampiry! Wiemy już w końcu, jak z nimi walczyć, stronę teoretyczną nasza cudna Alli opracowała tak rewelacyjnie, że szczęka opada…

— Oj, przestań — mruknęła dziewczyna, uśmiechając się z zakłopotaniem.

— Nie, nie zamierzam przestać — oznajmił Arttu. — Zasługi w przygotowaniu do polowania na wampiry masz takie, że Mina Harker przy tobie wysiada!

— Ale ona nie robiła nic specjalnego — stwierdziła Alli, rumieniąc się. — Chyba tylko zbierała w całość notatki wszystkich i stenografowała ich spotkania, nic poza tym… w ogóle na początku chcieli ją wykluczyć z całej sprawy.

— I to był ich podstawowy błąd! — wpadł jej w słowo Arttu. — Dlatego właśnie ty musisz należeć do naszej drużyny, czy to się komu podoba, czy nie.

Czując na sobie pełne pretensji spojrzenie Lappiego i nieco zaskoczone jego rozmówczyni, Hannu aż skulił się, przygarbiony. Dzisiejszy wieczór w jego wykonaniu powinien dostać chyba tytuł „jak wzorcowo wywrzeć złe wrażenie na nowej znajomej“. Wszystko szło mu nie tak.

— Ale… ale o co chodzi? — zapytał. — Przecież… moim zdaniem Mina jest bardzo potrzebna w drużynie. Tak samo, jak Van Helsing. To raczej reszta była w gruncie rzeczy zbędna…

— No jak, a Quincey Morris? — przerwał mu Arttu. — Kto ma załatwić…

— Wiem, jak on skończył, wolę nie brać tej roli.

— To kim chcesz być, Jonathanem? On też był bardzo ważny…

— Zapomnijcie o tym — prychnęła Alli.

Hannu ciężko było ukryć, że ta kpina trochę go zabolała.

— Jak się już namyślicie, to dajcie mi znać — mruknął. — Od biedy mogę być nawet Renfieldem, takim na diecie.

W myślach dodał, że może i nie jadł much ani pająków, ale jeśli we śnie zdarzało mu się słyszeć głosy mówiące różne dziwne rzeczy, to może miał odpowiednie predyspozycje.

Dalsza część wieczoru okazała się z perspektywy Hannu już właściwie nudna. Poczucie niebezpieczeństwa z czyjejkolwiek strony szybko mu minęło, ustępując miejsca wrażeniu, że robił tu niejako za piąte koło u wozu. Zaryzykował więc i zamówił sobie na barze piwo, po czym, sącząc je powoli, przysłuchiwał się rozmowie Alli i Arttu. Nie mówili oni nic szczególnie odkrywczego, wałkując tylko przez cały czas temat wampirów, którego Hannu miał już po dziurki w nosie. Nie w głowie mu było zastanawianie się, czy Miran Tepes mógł być Vladem Tepesem, czy nie. Nie miał ochoty na żadne wariackie akcje związane z polowaniem na wampiry, a tamci zdawali się planować coś w tym stylu. Albo raczej snuć tylko luźne opowieści, jak to fajnie byłoby zapolować na wampiry — no bo przecież akcje jak z dziewiętnastowiecznych powieści były obecnie nie do przeprowadzenia! Chyba, że liczyłoby się z wylądowaniem w więzieniu albo psychiatryku. Chociaż… kto tam wie, może i Arttu brał całą sprawę na poważnie, w jego przypadku byłoby to zupełnie prawdopodobne.

Tak właściwie, po tym wszystkim, czego Hannu nasłuchał się od starszego brata i całej reszty fińskiej kadry na temat Planicy, spodziewał się, że nic już go tu nie zdziwi. A tymczasem… wszystkie imprezowe wizje o apokaliptycznym zabarwieniu wzięły w łeb, on sam zaś zaczął najzwyczajniej w świecie się nudzić.

Po dokończeniu piwa i upewnieniu się, że naprawdę nikt już nie zwracał tutaj na niego uwagi, Hannu niepostrzeżenie wymknął się z klubu i natychmiast ruszył w stronę powrotną do hotelu.

Jeżeli miał wytrzymać jeszcze tylko dwa podobne wieczory, a potem czekał go upragniony powrót do domu w Oulu i spokój od tego całego dziwnego świata, do którego nijak nie był w stanie się dopasować… to w sumie nie było aż tak tragicznie. Ale mimo wszystko, szanse na przetrwanie znacznie wzrastały, kiedy od otoczenia oddzielał go, niczym tarcza obronna, ekran uruchomionego laptopa.

Continue Reading

You'll Also Like

7.4K 1K 25
Oskar Kamiński ma wszystko, o czym marzył dzieciak z osiedla: platynowe płyty, wierną ekipę i dziewczynę, która dzieli z nim scenę. Michalina jest id...
899K 22.5K 33
Obydwoje zniknęli ze swojego życia na dobre. Veronica myślała, że tak już pozostanie. Ułożyła sobie życie na nowo i bez niego. Myślała, że przeszłość...
7.1K 1.6K 10
Aurelia Ostrowska to dwudziestoczteroletnia aktorka, która pomimo swojego młodego wieku i braku długoletniego stażu, zdobyła mnóstwo nagród. Gra w na...
583K 9.3K 5
Tatuś nauczył Audrey, jak być grzeczną dziewczynką. Tatuś nauczył ją, że istnieje tylko jeden rodzaj miłości - taki, który wypala dusze, pochłania se...
Wattpad App - Unlock exclusive features