Wyatt
Eric przyniósł mi jajecznicę ze szczypiorkiem. W myślach zaśmiałem się, gdyż mężczyzna wiedział, że było to moje ulubione danie.
Było mi wstyd jeść z ręki Erica. Kiedy byłem jego uległym w Chalcedony, w trakcie szkolenia często klęczałem między jego nogami i pozwalałem mu się karmić. Czym innym było jednak karmienie z ręki w bezpiecznym miejscu, a czym innym w pokoju, który stał się moją celą.
Po jedzeniu Eric odniósł naczynia do kuchni, a gdy wrócił, miał w ręku fioletową obrożę z dzwoneczkiem.
- Nie!
Moje błagania nie działały na bruneta. Eric zapiął mi na szyi obrożę, która miała pieprzony dzwonek. Fraser z pewnością zbeształby mnie, gdybym przeklął choćby w myślach w jego obecności, ale jego tutaj nie było. I nie byłem pewien, czy kiedykolwiek mnie odnajdzie.
- Pięknie w niej wyglądasz, gwiazdeczko. Dzwoneczek jest potrzebny, wiesz? Dzięki temu będę wiedział, gdzie aktualnie przebywasz. Jeśli zdecydujesz się uciec, nie uda ci się to, bo cię usłyszę. Nawet jeśli będziesz trzymał dzwoneczek zamknięty w pięści, i tak nie stłumisz jego głośnego dźwięku.
- Nienawidzę cię!
- Cichutko, skarbie. Bądź grzecznym chłopcem. Przecież wiesz, że nie toleruję nieposłuszeństwa uległych.
Patrzyłem za Erikiem, kiedy podszedł do szafki z zabawkami. Przez łzy dostrzegłem, że w dłoniach trzymał zaciski na sutki oraz potężnych rozmiarów wibrator.
Mężczyzna zacisnął mi zaciski na sutkach. W każdej innej sytuacji pewnie westchnąłbym z rozkoszy spowodowanej delikatnym bólem, jednak w tej chwili obserwowałem Erika z nieskrywaną nienawiścią.
- Boże, jesteś taki cudowny, Wyatt. Nie wierzę, że udało mi się przeczekać na ciebie tyle lat. Mogłem wcześniej cię uprowadzić. Chyba musimy podziękować Knightowi, prawda? Gdyby nie pojawił się w Chalcedony, nie miałbym tak doskonałej sposobności, aby uczynić z ciebie mojego seksualnego niewolnika i kochanka w jednym.
- Fraser cię znajdzie, a wtedy będzie po tobie.
- Och - cmoknął z niezadowoleniem, trącając palcem zaciski na moich sutkach. - Może powinienem kazać ci tytułować mnie twoim panem? Co ty na to, Wyatt?
- Wypierdalaj z mojego życia, Eric!
Myślałem, że mężczyzna sięgnie po pejcz i mnie nim spierze, ale zamiast tego się zaśmiał.
- Taki niegrzeczny. Ktoś chyba dostanie uderzenia w dupkę dziś wieczorem, co ty na to? Na razie jednak sprawię ci przyjemność. Widok ciebie, gdy dochodzisz, jest nieziemski. Zrelaksuj się, kwiatuszku. Jęcz moje imię.
Eric włączył wibrator. Przyłożył urządzenie do moich zniewolonych sutków. Drgnąłem niespokojnie, a mój kutas wyprężył się w erekcji. Nie chciałem dopuszczać do siebie tych silnych wrażeń, jednak Eric znał moje ciało jak mało kto. Wiedział, czego było mi trzeba, abym szybko doszedł.
Nie mogłem z nim walczyć, gdy zaczął obiegać czubkiem wibratora mojego penisa. Zaciskałem zęby, czując gorąco występujące na moje policzki. Stałem się najprawdziwszym seksualnym niewolnikiem. Nie byłem dłużej uległym. To, co robił ze mną Eric, można było nazwać tylko niewolnictwem.
Mężczyzna bawił się wibratorem przy moim penisie jeszcze przez dłuższy czas. Moje ciało błagało, aby Eric chwycił brutalnie mojego kutasa i doprowadził mnie do obezwładniającego orgazmu, ale umysł krzyczał, aby brunet się ode mnie odsunął.
- Otwórz usta, kochanie.
Zacisnąłem mocniej wargi. Eric jednak chwycił mnie ostro za kutasa, a wówczas w euforii otworzyłem mimowolnie usta.
Pozwoliłem, aby mężczyzna wsunął mi wibrator do ust. Domyślałem się, co planował z nim zrobić. Postanowiłem dobrze naślinić wibrator, który za moment miał wylądować w moim tyłku. Chodziło tutaj o moje dobro. Nie znosiłem, gdy ktoś wpychał mi niczym nienawilżoną zabawkę w dziurkę. Musiałem więc przełamać upokorzenie i zniżyć się do poziomu seksualnej zabawki, aby nie musieć później odczuwać dyskomfortu.
Eric uśmiechał się lubieżnie. Patrzył mi w oczy, gdy ssałem sztucznego członka.
- Nie wierzę, że od dziś mam cię tylko dla siebie, Wyatt. Jestem prawdziwym szczęściarzem.
Brunet wyciągnął z moich ust wibrator, czemu towarzyszył mokry odgłos. Ślina spłynęła mi na podbródek, jednak Eric nie kłopotał się, aby mnie wytrzeć.
Znalazłszy się za moimi plecami, Eric szybkim ruchem wsunął w mój tyłek nawilżony wibrator. Posuwał mnie nim, jednocześnie pieszcząc mojego penisa. Oczy uciekły mi w głąb czaszki i choć nie chciałem, nie mogłem powstrzymać reakcji swojego ciała. Doszedłem głośno i mocno. Zaciskałem mięśnie na wibratorze wypełniającym moją dziurkę. Sperma spłynęła między palcami Erica, gdyż dłonią wciąż ściskał spazmatycznie mojego bezsilnego penisa.
Mężczyzna wyjął wibrator z mojego tyłka, po czym ściągnął mi zaciski z sutków. Odpiął mnie od krzyża, aby następnie wziąć mnie na ręce i posadzić mnie na swoich kolanach.
Eric usiadł na brzegu łóżka. Byłem bezsilny po tak mocnym orgazmie.
Znał mnie, więc wiedział, że przez kilka minut pozostanę w letargu. Wykorzystał ten czas, aby skuć mi ręce skórzanymi kajdankami. Na szczęście skuł mi je z przodu ciała. Byłem pewien, że spróbuję uciec w późniejszym czasie, jednak na razie mój umysł nie potrafił pojąć, jakim cudem ktoś o tak cudownym sercu jak Eric, mógł dopuścić się tak karygodnych czynów.
Opierałem policzek o spoconą pierś mojego byłego ukochanego. Wpatrywałem się tępo w tatuaże na jego rękach. Kiedyś uwielbiałem je całować centymetr po centymetrze, lecz dziś się nimi brzydziłem.
Wtuliłem twarz w ramię Erica, gdy znów zalałem się łzami. Nie potrafiłem powstrzymać płaczu. Fraser wiedział, że byłem płaczliwym mężczyzną i nigdy się ze mnie z tego powodu nie śmiał. Eric również rozumiał, że czasami potrzebowałem się wypłakać, jednak on nigdy nie był powodem, dla którego miałbym to zrobić.
- Skoro zabiłeś Knighta, mnie też możesz zabić - wychrypiałem, jąkając się niemiłosiernie.
- Nigdy cię nie zabiję, kochanie. Nawet o tym nie myśl - odrzekł Eric, kładąc dłoń na moim karku. Dzwoneczek przy obroży zadzwonił, na co znów zalałem się łzami.
- Nigdy cię nie pokocham, Ericu. Moje serce należy do Frasera i do Nyx. Możesz mnie więzić, ale nigdy nie oddam ci serca.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - wymruczał mi do ucha, uśmiechając się.
- Nienawidzę cię - warknąłem, choć nie odważyłem się poruszyć. Skoro Eric zabił bezbronnego uległego w Chalcedony, bez mrugnięcia okiem potrafiłby odebrać życie Nyx lub Fraserowi. Nie mogłem ich narażać na jego gniew. Musiałem być posłusznym chłopcem mojego pana, choć moje serce nie potrafiło przyjąć do wiadomości tego, co się wydarzyło.
- Nie okłamuj siebie ani mnie, Wyatt. Oboje wiemy, że mnie kochasz.
- Nienawidzę cię! - powtórzyłem, tym razem z większą nienawiścią w głosie.
- Wygląda na to, że nie będzie tak kolorowo, jak zakładałem, gwiazdeczko.
Mówiąc to, Eric wstał. Położył mnie na łóżku tak, abym był wypięty tyłkiem do niego. Ręce położyłem przed siebie. Nie mogłem nimi ruszyć przez kajdany. Zostałem zniewolony i zdegradowany.
Pierdolony dzwoneczek dzwonił za każdym razem, gdy głębiej oddychałem. Dłonie Erica błądziły po moim ciele. Mężczyzna ponownie chwycił mojego wymęczonego kutasa i potarł czubek, rozsmarowując na główce pozostałości spermy.
- Jesteś mój, Wyatt. Od zawsze byłeś mój.
Zacisnąłem zęby. Mogłem kłócić się z nim w nieskończoność, jednak nic bym na tym nie zyskał.
Eric ocierał się penisem okrytym spodniami o mój tyłek. Myślał, że zacznę go błagać, aby mnie wypieprzył. Był w błędzie.
Płakałem, mocząc łzami pościel i zapewne materac. Moje biedne ciało drżało niemiłosiernie, a głos się załamywał. W tej chwili pragnąłem jedynie, aby Fraser zamknął mnie w swoich ramionach i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Chciałem, aby założył mi na szyję obrożę, przypiął do niej smycz, żebym mógł chodzić po naszym leśnym domku tuż przy jego nodze. Tam, gdzie było moje miejsce. Tam, gdzie czułem się najbezpieczniej.
- Spokojnie, kochanie. Nie ukarzę cię. Dzisiaj wystarczająco dużo przeszedłeś.
Eric złożył pocałunek w dole moich pleców. Po tym wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki, którą oddzielały od pokoju tortur drewniane drzwi.
Mój były kochanek posadził mnie na białym dywaniku znajdującym się przy wannie. Sam napuścił wody do wanny, a następnie dodał do niej pianę. Po kilku minutach kąpiel była gotowa. Eric nie byłby sobą, gdyby nie dodał również zapachowych olejków. Przyciemnił światło, nadając pomieszczeniu pozornie romantyczny nastrój, po czym pozbył się swoich spodni dresowych i wszedł ze mną do wanny. Usadowił mnie między swoimi nogami. Nie dbał o to, że mogłem zamoczyć skórzane kajdanki. Pewnie miał ich pokaźny zapas w szufladach.
Objąwszy mnie w pasie, Eric wsunął mnie mocniej między swoje nogi. Na plecach poczułem jego sterczącego w erekcji penisa. Dawniej usiadłbym na nim okrakiem i nadział się na niego, ale teraz czułem do Erica tylko nienawiść i żal.
- Kocham cię - wyszeptał, wyznaczając pocałunkami mokry szlak na mojej szyi. Palcami drażnił moje sutki, jednak moje ciało protestowało. Nie byłem już w nastroju do zabaw.
- Zobaczysz, że Fraser mnie znajdzie i cię zabije - warknąłem, nie pozwalając spiętym mięśniom się rozluźnić.
- Och, nie. Fraser Callahan mnie nie znajdzie. Niebawem się o tym przekonasz, Wyatt. Będziemy żyć razem do usranej śmieci. Czy tego chcesz, czy nie. Pozwól więc sobie mnie na nowo pokochać. Nie chcesz chyba żyć w wiecznej nienawiści do mnie, prawda?
Warknąłem, jednak Eric tylko się na to zaśmiał. Pstryknął mnie palcem w czubek nosa, aby następnie ułożyć się wygodniej w wannie i pocierać mojego biednego kutasa.