Ilość słów: ~2.2K
Podsumowanie: Draco wylewa swoje żale, chcąc zmienić swoje życie.
————————————
Stałaś przy nagrobku Freda wraz całą rodziną Weasley'ów i z przyjaciółmi. Wokół was pojawiło się wiele znajomych ze szkoły, nawet tych, których osobiście nie znaliście. Również nauczyciele. Od wojny minęło kilka dni. Śmierć poniosło dużo osób, w tym twój najlepszy przyjaciel. Nie mogłaś patrzeć na cierpienie George'a. Jego świat całkowicie się zawalił. Przestał się odzywać, chodził przybity, a ty byłaś jedyną osobą, z którą przebywał. Co prawda nie rozmawialiście. Nie miał na to siły, ale wiedziałaś, że cię potrzebował.
Po zakończonym pogrzebie wszyscy zaczęli rozchodzić się. Molly uściskała cię mocno, zapłakana i niemalże bezsilna. Byłaś dla niej jak druga córka. To ona uratowała cię przed Bellatrix, ostatecznie zabijając ją. Nawet czasami wyobrażała sobie ciebie jako żonę Freda. Nigdy nie miałaś jej tego za złe. Nawet tobie przeszło to przez myśl. Zostałaś przy grobie, gdy każdy już odszedł. Patrzyłaś na zdjęcie chłopaka na płycie i wspominałaś wszystkie miłe chwile związane z nim. A było ich naprawdę dużo. Przymknęłaś oczy, starając się nie rozbeczeć na dobre.
- Był naprawdę zabawny.-Usłyszałaś. Spojrzałaś za siebie, ocierając łzy z twarzy. Draco. Blady jak trup, z przekrwionymi od płaczu i podpuchniętymi oczami. Nie odezwałaś się ani słowem. Nigdy nie miałaś z nim dobrego kontaktu, z resztą jak wszyscy w szkole. Był taką czarną owcą na własne życzenie. W dodatku bardzo mocno poniewierał Weasley'ami. Wyśmiewał ich i twierdził, że przynoszą czarodziejom wstyd. Ciebie wyzywał, bo przebywałaś z bliźniakami, a nie jak on to określał „z tymi lepszymi", myśląc o sobie oczywiście.-Uwierz, to wszystko działo się wbrew mojej woli.-Dodał, usiadłszy na ławce obok ciebie.-Co gdybyś była na moim miejscu? Gdyby Voldemort rozkazał ci wypełnić jakieś zadanie, a jeśli tego nie zrobisz, on zabije twoich najbliższych? Musiałem walczyć o rodzinę. Znaczy rodziców w głównej mierze, mimo że wyrządzili mi ogromną krzywdę. Zwłaszcza ojciec. Matka skłamała w lesie, mówiąc że Potter nie żyje. Wiedziała, że jest naszą jedyną nadzieją. Przechodząc na stronę śmierciożerców wcale nie zrobiłem tego ze strachu. Wiedziałem, że Harry żyje. Gdy zeskoczył na ziemię, rzuciłem mu swoją różdżkę, żeby miał się czym bronić. Potem pomogłem najmłodszym znaleźć schronienie w lochach, a rodzice uciekli. Do tej pory się z nimi nie widziałem. Wiem tylko, że ojciec trafił do Azkabanu, a matka jakimś cudem się uchroniła. Mi też nie grozi cela. Nigdy nie chciałem, żeby ktokolwiek zginął. Zwłaszcza Fred. Był super człowiekiem.-Wymruczał, po czym spuścił głowę.-Zawsze zazdrościłem mu poczucia humoru. Miał taki urok przez który nie dało się go nie lubić.
- A jednak usłyszał od ciebie wiele nieprzyjemnych słów.-Szepnęłaś.
- Żałuję, Y/N. To wszystko wina ojca. Wmawiał mi, że Weasley'owie to porażka i że nie są godni być czarodziejami. Zawsze uważałem, że muszę go słuchać, żeby osiągnąć tak wiele jak on.-Rzucił.
- Osiągnąć tak wiele jak on? Nie obraź się, ale to że ostatecznie wylądował w celi jest jego największym osiągnięciem. Dawaj Draco, naśladuj go. Na pewno masz szansę mu dorównać. Jeszcze nigdy nie było dookoła takiego spokoju jak teraz, gdy największy rasista świata magii siedzi w Azkabanie. -Odparłaś, wstając.
- Kiedyś tak myślałem, a teraz siebie za to nienawidzę. Ojciec nie ma żadnego honoru. Krzywdził wszystkich swoimi chorymi uprzedzeniami i durną rodzinną tradycją. Chciałbym powiedzieć, że matka była lepsza, ale ona nie umiała mu się sprzeciwić. Myślała inaczej, ale to on miał decydujący głos w domu. Jedynie wybór szkoły należał do niej. Miałem iść do Durmstrangu, ale było tam zbyt daleko, więc wylądowałem w Hogwarcie. Zmarnowałem 5 lat na nienawiść do mugolaków, której ojciec mnie wyuczył. Miałem być idealny, nieskazitelny i we wszystkim najlepszy. Dopiero, gdy zacząłem służyć Voldemortowi zrozumiałem, że popełniłem masę błędów. Chciałem jakoś wszystko naprawić, ale niewiele mogłem zrobić.-Wyjaśnił.
- Skoro nie masz kontaktu z rodziną, to gdzie mieszkasz?-Spytałaś, siadając z powrotem obok chłopaka.
- Tu i tam. Najczęściej bywam z dala od magicznego świata. Znalazłem w Londynie taki przytulny hotel. Głównie w nim nocuję.-Odparł.-Naprawdę mi przykro. Chciałbym cofnąć czas i wszystko zmienić, ale kto wie jak duży wpływ miałoby to na dzień dzisiejszy. Może Voldemort nie zostałby zniszczony. Niby mała rzecz do naprawy, a konsekwencje może mieć ogromne. Bardzo chciałbym pogodzić się z wieloma osobami, ale najchętniej wziąłbym nogi za pas. Boję się ich reakcji.-Wymruczał, spuszczając głowę.
- Jeśli chcesz coś zmienić, nie możesz uciekać przed problemem. Chodź.-Rzuciłaś, ponownie wstając.
- Dokąd?-Zdziwił się.
- Naprawić twoje błędy.-Odparłaś. Chłopak niepewnie wstał z miejsca. Chwyciłaś go za dłoń i teleportowałaś was do domu Weasley'ów, w którym siedziała cała ich rodzina, Harry, Hermiona, Ron, Neville, Luna, Seamus i jeszcze kilka innych osób, na które nie zwróciłaś szczególnej uwagi. Wszyscy spojrzeli na was zdziwieni, a szczególnie na Malfoy'a.
- Zanim zacznie się kolejna wojna, chciałam tylko powiedzieć, że to wszystko jest znacznie bardziej skompilowane niż nam się wydaje. Po prostu go wysłuchajcie.-Odezwałaś się. Molly natychmiast podsunęła wam krzesła i podała kubki z gorącą czekoladą. Draco nie umiał spojrzeć nikomu w oczy. Jego wargi drżały, a w oczach dało się zauważyć ogromne cierpienie. Po chwili zaczął mówić wszystkim to, co powiedział tobie, jednak ty musiałaś dokończyć za niego. Rozkleił się w połowie, chowając twarz w dłoniach.
- Dziecko, nie płacz. Przecież powrót czarnego pana to nie twoja wina.-Odezwała się Molly, uspokajając blondyna. Jej matczyna troska była ogromna. Potrafiła zatroszczyć się nawet o wroga. Była pierwszą osobą, która wybaczyła chłopakowi.
A ku zdziwieniu wszystkich, George zaraz po niej.
- Dobrze, że w końcu przejrzałeś na oczy.-Odezwał się do niego.
- W końcu zacząłeś mówić, George.-Rzuciłaś ze łzami w oczach, uścisnąwszy chłopaka. Minęło kilka godzin, podczas których Draco zyskał wiele w oczach wszystkich. Był zupełnie inny niż przez ostatnie lata. Taki niewinny. Molly traktowała go jak własnego syna. Przygotowała dla niego pokój, pozwoliła zamieszkać w ich domu przez jakiś czas.
- Jak się czujesz?-Spytałaś, stojąc oparta o futrynę drzwi prowadzących do jego pokoju. Leżał już w łożku, z książką w ręku. Przeniósł na ciebie wzrok, po czym uśmiechnął się.
- W końcu czuję ulgę.-Odparł, poklepawszy miejsce obok siebie. Usiadłaś tuż przy chłopaku, a ten oparł głowę o twoje ramię.-Nie sądziłem, że mi wybaczą.
- Nie zabrałabym cię tu wiedząc, że nie masz u nich czego szukać.-Szepnęłaś.-Padam z sił. Dobranoc, Draco. Jak coś mam pokój obok.-Rzuciłaś, całując go w czoło.
- Śpij dobrze. Dzięki za wszystko.-Mruknął z uśmiechem, po czym oplótł ramiona wokół twojego ciała.
- Masz zamiar mnie puścić?-Zaśmiałaś się cicho. Draco zasnął i zaczął powoli opadać na łóżko. Uwolniłaś się z jego uścisku i otuliłaś go kocem, po chwili opuszczając pomieszczenie.
***
- Dzień dobry.-Odezwała się Narcyza, której otworzyłaś drzwi.-Przepraszam, że tak wcześnie, ale wiem że Draco tu jest.-Dodała.
- Jeszcze śpi.-Odparłaś. Kobieta miała łzy w oczach. Jej dotychczasowy szyk i widoczne gołym okiem bogactwo, zniknęły, a zamiast nich wisiały na niej jakieś poszarpane ubrania, twarz była pozbawiona jakiejkolwiek dumy, a wręcz biło od niej totalne załamanie.
- Kto przyszedł?-Spytała Molly, stając za tobą.-Narcyza? Co tu robisz?-Zdziwiła się, pozwalając kobiecie wejść do środka.
- To my zawiniliśmy. Draco nie powinien siedzieć wam na głowie.-Odparła.
- Y/N przyprowadziła go do nas wczoraj. Był wycieńczony.-Mruknęła Molly pod nosem.- Wyjaśnił nam co się wydarzyło przez ten cały czas. Nie pochwalam sposobu w jaki go wychowywaliście. To tak dobre dziecko, a jednocześnie tak zagubione.
- Popełniliśmy wiele błędów, ale to wszystko się zmieni.-Zapewniła.
- Narcyzo, Draco już się zmienił. Nie potrzebuje już waszej pomocy. Wystarczyła mu jedynie odrobina naszej uwagi.-Odparła Molly. Narcyza spojrzała na ciebie i złapała twoją dłoń.
- Gdzie Draco?-Spytała z czułością, a ty zaprowadziłaś ją na górę. Weszłaś cicho do pokoju blondyna. Spał. Usiadłaś na łóżku obok niego i odgarnęłaś włosy z jego czoła.
- Draco..-Szepnęłaś mu do ucha. Chłopak zamruczał i lekko rozchylił powieki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, widząc że to ty. Natychmiast przytulił cię do siebie i dał kilka buziaków w policzek. Aż poczułaś motylki w brzuchu, zaskoczona jego reakcją.
- Synku..-Odezwała się Narcyza, obserwując was.
- Mama?
- Zostawię was.-Szepnęłaś, po czym wyszłaś z pokoju, dotykając swojego policzka. Wróciłaś do Molly, która już przygotowywała śniadanie dla wszystkich. Pomogłaś jej za co dostałaś buziaka w policzek również od niej. Doceniała każdy, nawet najmniejszy gest. Malfoy'owie długo rozmawiali. Wszyscy zdążyli już wstać i zabrać się za jedzenie, a ich dalej nie było widać.
- Może teleportowali się do swojej posiadłości? - Szepnęła Molly, widząc twoją niecierpliwość.
- Bez pożegnania?
- Trochę nietaktownie, ale wcale bym się nie zdziwiła.-Odparła.
- Cześć wszystkim.-Odezwał się Draco, schodząc ze schodów z Narcyzą. Wszyscy chórem przywitali się z nimi, jak z najlepszymi przyjaciółmi.
- Będziemy już wracać do posiadłości.-Rzuciła Narcyza.-Bardzo dziękuję za przenocowanie Dracona.-Dodała, patrząc na Molly.
- Mój dom to wasz dom.-Odparła kobieta.
- I również przepraszam za wszystko co się wydarzyło. Zachowanie Dracona wobec każdego z was to tylko moja wina.-Przyznała blondynka.
- Każdy popełnia błędy. Ale na całe szczęście fretka wcale nie jest takim diabełkiem za jakiego go mieliśmy.-Zaśmiałaś się, szturchając go lekko w ramię.
- Wredota.-Szepnął, łaskocząc cię. No to znalazł twój czuły punkt. Roześmiałaś się szalenie, a blondyn trzymał cię mocno przy sobie, nie zaprzestając swoich akcji.-Ja ci dam fretkę.-Dodał.
- Stop, proszę.-Mruknęłaś, a w zamian otrzymałaś ciepłego przytulasa.
- Wygląda na to, że się polubiliście.-Odezwała się Hermiona, obserwując was.
- Racja, Granger.-Odparł Malfoy.-Może zabierzemy Y/N ze sobą?-Zwrócił się do matki, na co ta skinęła głową z uśmiechem.
- Na pewno będziecie mieć dużo rzeczy na głowie, nie będę przeszkadzać.-Rzuciłaś.
- To znaczy? Zgredek się wszystkim zajmie.-Zaśmiał się.
- Chcesz mi powiedzieć, że dalej będziecie wykorzystywać zgredka?-Oburzyłaś się, a chłopak lekko pobladł.
- No to faktycznie będziemy mieć sporo na głowie.-Odparł nerwowo.
- Dzięki Y/N nauczysz się obowiązków domowych.-Roześmiał się Harry. Draco spojrzał na ciebie i odgarnął twoje włosy z czoła.
- W porządku.-Szepnął z uśmiechem.
- Chyba nawet więcej niż tylko polubili.-Rzucił George.-Chemia jest.-Dodał, przyglądając wam się z uśmiechem.
- Oh już koniec gadania.-Wywróciłaś oczami.
- Śmiało Y/N. Idź z nimi. Przecież widać, że coś jest na rzeczy.-Odezwał się Neville.
- Będzie nam miło.-Dodała Narcyza, a ty nieśmiało skinęłaś z głową.
- To hej wam.-Rzuciłaś do reszty z uśmiechem. Draco złapał ciebie i matkę za dłoń, a ta teleportowała was do posiadłości. Robiła wrażenie. Ogromne wnętrza, porządne drewniane podłogi, drogie zdobienia. Wytrzeszczyłaś oczy rozglądając się dookoła.
- Podoba ci się?-Zaśmiał się blondyn.
- Wow.-Odparłaś. Chłopak oprowadził cię po całym domu. Trochę wam to zajęło. W końcu miał parę poziomów, wiele krętych korytarzy, jakieś ukryte przejścia. Skończyliście wycieczkę na bibliotece 19-latka, która zdecydowanie najbardziej przypadła ci do gustu.
- Mam z tym domem kiepskie wspomnienia.-Odezwał się, siadając na kanapie.-Zwłaszcza od epizodu z Voldemortem.-Dodał. Po dokładnym przyjrzeniu się książkom, zajęłaś miejsce obok niego.
- Minęło. Musisz zacząć od nowa.
- Chcę zamieszkać w innym miejscu. Wiesz, w jakimś małym domku, poza magicznym światem.-Dodał, patrząc na ciebie.
- Do prawdy?
- Tak. Podoba mi się tam. Jest trochę trudniej, ale ciekawiej. Pomożesz mi coś znaleźć?-Spytał.
- Pewnie. Tak się składa, że wiem gdzie szukać. Wypatrzyłam sobie przytulny dom na nowym osiedlu na obrzeżach Londynu. Wybudowali ich kilka i chyba jeszcze nie wszystkie są zajęte, więc mieszkalibyśmy po sąsiedzku.-Odparłaś.
- Czekaj, czekaj. Mówiąc o zamieszkaniu w nowym domu, miałem na myśli zamieszkanie tam razem z tobą. A ty wyskakujesz mi z sąsiedztwem.-Mruknął, marszcząc brwi.-Nie patrz tak na mnie. Oboje to czujemy. Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.-Dodał, splatając wasze palce. Na twoich policzkach pojawiły się rumieńce. W końcu mówił prawdę.-To jak? Zaczynamy nowy rozdział?-Spytał z uśmiechem, unosząc brew w górę. Skinęłaś głową, a po chwili dostałaś buziaka prosto w usta.
- A co z twoją mamą? Zostanie tu sama?
- Powiedziała, że chce sprzedać posiadłość, a sama zamieszka u rodziców.-Mruknął.
- Twojemu ojcu się to nie spodoba.-Szepnęłaś.
- Ojciec prędko nie opuści celi. Dostał bardzo poważne zarzuty. Oprócz zamierzonej współpracy z Voldemortem, ukrywania go w posiadłości, oskarżyli go też o nękanie pewnej rodziny. Chciał, żeby ich córka mnie poślubiła, bo wiesz, czysta krew w rodzinie to podstawa. Przerażające, całe życie nie wiedziałem z kim żyję.-Zasmucił się.
- Będzie dobrze, Draco. Masz wielu przyjaciół na których możesz liczyć. W ogóle co do mieszkania razem... Miałam w planach adopcję psiaka, ale nie wiem czy ty-
- Nie mam pojęcia jakim cudem, ale właśnie chciałem ci to zaproponować.-Zaśmiał się.- Wygląda na to, że rozumiemy się bez słów. To dobry znak.-Ucieszył się, po czym zbliżył się do ciebie i złączył wasze usta.
- Wiesz czemu docinałem Fredowi?-Spytał zaraz po odsunięciu się. Trzymał twój policzek w dłoni, a kciukiem przejechał po twoich ustach.-Byłem zazdrosny. Nie umiałem okazywać uczuć, a bycie chamem to jedyne w czym byłem dobry. Lubię cię od lat. Nie potrafiłem pogodzić się z tym, że nie mogę cię mieć, a on tak.-Dodał.
- Już w porządku. Domyśliłam się nieco wcześniej.-Odparłaś, opierając się czołem o skroń chłopaka. Ten wyciągnął różdżkę i za pomocą zaklęcia rozpalił ogień w kominku. Otulił was kocem, a twoją głowę oparł o swoje ramię, co chwilę całując cię we włosy. Po chwili dołączyła do was Narcyza z jedzeniem. Usiadła w fotelu naprzeciwko was i nie spuszczała z was wzroku. Draco opowiedział jej o waszych planach, z czego kobieta bardzo się ucieszyła. Życzyła wam powodzenia.