Mocniej przycisnęłam do siebie sweter, czując jak zimno przelatywało przez moje ciało, powodując dreszcze. Mimo że było lato, to i tak wieczory były już chłodne.
- Ale tu jest zajebiście! - krzyknęła nagle podniecona przyjaciółka, szczerząc się szeroko.
Stałyśmy w kolejce do kluby nocnego, w którym miałyśmy zamiar dobrze się bawić. Przecież trzeba wykorzystać ostatnie dni wakacji. W dodatku były to ostanie chwile, które mogłam spędzić z Isabelle, która specjalnie dla mnie tu przyjechała.
Parę dni temu przeprowadziłam się z matką do większego miasta - do wymarzonego Nowego Jorku, bo wcześniej zamieszkiwałyśmy w małej wiosce oddalonej stąd o jakieś ponad dwie godziny. Stało się tak z powodu dobrej oferty pracy, którą tu znalazła.
Wiedziałam, że wraz z powrotem przyjaciółki do domu, skończy się też nasza 3 letnia przyjaźń. Może tych godzin, które nas dzieliły, nie było dużo, ale nie potrafiłam utrzymywać kontaktu na odległość, było to dla mnie niemożliwe.
Było mi trochę przykro, ale cóż, takie życie.
- No dalej, ile można czekać - syknęłam zniecierpliwiona, bo stałyśmy już tu ponad pół godziny, a ja nadal marznęłam.
- Już jesteśmy blisko, patrz - wskazała na osoby przed nami.
Było ich już tylko pięć. Albo właśnie aż pięć. Chciałam po prostu znajdować się w środku, robić to, co potrafię najlepiej, czyli upić się i dobrze się bawić. W takich momentach zapominałam o zmartwieniach, czując, że żyje. Dlatego to lubiłam.
Zaczęłyśmy rozmawiać o jakiś głupotach, żeby czas szybciej upłynął i faktycznie tak się stało. Nim się zorientowałam, byłyśmy już w środku, wpuszczone przez ochroniarzy.
Wreszcie, na to właśnie czekałam.
Sala była ogromna, a ludzi w niej definitywnie nie brakowało. Muzyka była puszczana na najwyższych obrotach, a całą tą aurę dopełniały fioletowo różowe światełka. W powietrzu można było wyczuć zapach alkoholu i fajek.
Chwyciłam Isabellę za rękę i pociągnęłam ją w stronę baru. Na start trzeba było dobrze się rozgrzać, zwłaszcza, że czułam się jak sopel lodu przez to stanie.
- Dwa razy po trzy czystej, proszę - rzekłam czarująco do przystojnego barmana z zarostem, który dodawał mu atrakcyjności. Uśmiechnął się i zaczął przygotowania, zerkając co chwilę na mnie i przyjaciółkę.
- Tak od razu? - spytała, śmiejąc się i siadając na krzesełku barowym obok mnie.
- A co, wymiękasz? - posłałam jej cwany uśmieszek.
- Oczywiście, że nie - zaśmiała się. - Tylko dopiero co tu przyszłyśmy. Chciałam najpierw obczaić jakiś ładnych chłopców, zanim rzucę się na kogokolwiek, będąc kompletnie pijana.
Prychnęłam głośno i przekręciłam oczami, słysząc co powiedziała.
- Nie pierdol, tylko pij - przesunęłam jej część kieliszków, które już widniały na blacie.
- Za nas - mruknęła i podniosła pierwszy kieliszek w górę, wypijając wszystko do dna.
- Za nas - odparłam po chwili, robiąc to samo.
~~~~~
Stałam sama przy barze, dopijając kolejną kolejkę. Nie wiedziałam ile wypiłam, ale na razie trzymałam się dobrze. Mój wzrok był wlepiony w osoby tańczące przede mną na parkiecie. Szukałam w tym tłumie Isabelli, którą zgubiłam jakąś godzinę temu. Zdając sobie sprawę, że moje poszukiwania szły na marne, stwierdziłam, że czas zabawić się samemu, a zguba kiedyś się znajdzie.
YOU ARE READING
Zaginione spojrzenie
Romance- Kochasz go? - spytała, patrząc na mnie poważnie. - Niestety... - wydusiłam ledwo, podpierając się rękoma o blat stolika za mną. - Przepraszam... - spuściłam głowę w dół, czując jak łza spływa po moim policzku. Zakochałam się nie w tym co miałam...
