Rozdział 1

725 23 5
                                        

niesprawdzony, z resztą jak zawsze ;)

Logan

Pochylam się nad stertą papierów walających się po blacie mojego biurka, kiedy nagle drzwi do mojego gabinetu stają otworem, a do środka bez pukanie, wpada mój przyrodni brat, Maks. Albo raczej Maksymilian jak zwracał się do niego jego ojciec, a mój były ojczym.

-Uwielbiam twoje odwiedzimy – sarkam, nawet nie unosząc wzroku – zwłaszcza wtedy gdy wchodzisz tu jak do siebie- warczę zirytowany, bo ten jego odwieczny nawyk, działa mi cholernie na nerwy, zwłaszcza dziś kiedy mam do przejrzenia masę umów, które muszę podpisać.

-Logan, ty to zawsze wiesz jak spieprzyć człowiekowi humor swoimi fochami- ripostuje niewzruszony i nonszalancko rozsiada się na fotelu naprzeciw mnie.- Poza tym jakby nie było jestem u siebie, bo obaj jesteśmy właścicielami tej firmy- dodaje luzacko, podwijając mankiety koszuli, a ja w duchu modlę się o cierpliwość, której przez nawał roboty dziś mi brakuje.

Owszem, razem założyliśmy ten interes i po prostu podzieliliśmy się zadaniami. Z nas dwojga to on, jako adwokat z wykształcenia, dba o prawną stronę naszej korporacji, pilnując by wszystko się zgadzało, a ja skupiam się na zarządzaniu i podejmowaniu ostatecznych decyzji.

Co oczywiście w chwili obecnej umiejętnie mi utrudnia, wpraszając się tu ze swoim nieznośnym tyłkiem.

-Ale ten właśnie gabinet jest mój - zaznaczam stanowczo, odrzucając pióro na blat i patrząc wymownie na mojego braciszka - a ty swój masz po drugiej stronie korytarza. – dodaję nie szczędząc mu wrednej nuty w moim tonie – wiesz, przypominam na wypadek, jakby ci się kierunki pomyliły – ironizuję rozdrażniony.

On natomiast nie przejmując się moim zrzędzeniem – co również stanowi jego irytujący nawyk - macha lekceważąco ręką.

-Nie czepiaj się szczegółów - zbywa mnie swobodnie.

Wzdychając z frustracji, odkładam plik kartek, na stos dokumentów przede mną i rozsiadam się wygodnie na fotelu, lustrując wyczekująco brata, by w końcu przyznał się czemu to zawdzięczam tę nieplanowaną przerwę i jego niepożądane obecnie towarzystwo.

-Dobra – rzucam, mierząc go oceniającym spojrzeniem - przejdźmy od razu do tego co cię tu sprowadza i nie traćmy mojego cennego czasu.- pospieszam go, niecierpliwym gestem przeczesując palcami włosy.

-Musisz mi na starcie podcinać skrzydła swoim marudzeniem? – burczy, krzywiąc się, ale ja dobrze wiem, że jedynie gra obrażonego.

Znamy się jak stare wygi, więc może sobie darować ten teatrzyk. Uzupełniamy się na polu zawodowym i mimo różnic jakie nas dzielą działamy zgodnie jak trybiki w szwajcarskim zegarku. Poza pracą również się dogadujemy, a on oprócz tego, że jest moim bratem przyrodni, to też przyjacielem.

Właśnie dlatego nasze drogi się nie rozeszły mimo faktu, że moja matka i jego ojciec rozwiedli się jakieś dziesięć lat temu. Oni darli ze sobą koty, a my dalej się wspieraliśmy tak jak to robiliśmy od chwili kiedy w wieku sześciu i siedmiu lat zostaliśmy rodzeństwem, bo nasi rodzice postanowili wziąć ślub. Ich małżeństwo trwało w zgodzie przez kolejny pięć lat, a później zaczęły dziać się rzeczy, które stanowczo zakłóciły nasza domową sielankę.

Jednak my z Maksem przetrwaliśmy ten okres kiedy to nasi rodzice stawali się swoimi największymi wrogami, do momentu kiedy to krótko po siedemnastych urodzinach mojego starszego brata, jego ojciec wiedziony alkoholowym hajem sprowadził sobie do domu panienkę starszą od nas o zaledwie trzy lata, a moja matka przyłapała ich jak pieprzył ją związaną w swoim domowym gabinecie. Myślicie, że była to dla nas trauma? O nie, razem z Maksem widzieliśmy gorsze rzeczy, jakich dopuszczał się mój ojczym...

Ryzykowna graStories to obsess over. Discover now