Prolog

473 10 3
                                        

Wsiadam do autobusu, opieram głowę o szybę i podziwiam widoki za oknem.

Wyjazd do dużego miasta miał być spełnieniem moich marzeń, szansą na życie o którym marzyłam. Rzeczywistość okazała się jednak całkiem inna. 

Tyram w restauracji po 14 h dziennie, gdzie znoszę zaczepki bogatych kolesi z Manhattanu, którzy myślą, że jak mają hajs to laska od razu rozłoży przed nimi nogi. Zdaje sobie sprawę z tego, że jestem ładną szczupłą brunetką, a jak Bóg rozdawał to, co najlepsze, to stałam w kolejce po długie nogi. Na szczęście wieczorami wracam do mojego małego, ale przytulnego mieszkanka na Brooklynie i mogę odpocząć od tych pożerających mnie spojrzeń. 

Wyjeżdżając do NY, myślałam o tym, że uda mi się tutaj zdobyć doświadczenie w zawodzie. W końcu moim marzeniem jest zostać profesjonalną wizażystką, która będzie malować gwiazdy na czerwony dywan. Dlatego haruje jak wół i zarobione pieniądze wydaje na szkolenia, a napiwki na coraz to lepsze kosmetyki. Wieczorami ćwiczę różne makijaże. Czasem wykorzystuje do tego moją przyjaciółkę, ale w większości po prostu ćwiczę na sobie. 

Niestety, żyjemy w czasach, gdzie wizażystek jest pełno. Wyrastają jak grzyby po deszczu, szkoda tylko,  że dużo dziewczyn wybiera ten zawód z myślą o dużych zarobkach, a nie dlatego, że kochają to robić i jest to ich pasja. Z drugiej strony konkurencja jest tak ogromna, że byle jaka wizażystka się nie obroni. Dlatego cały czas ćwiczę swój warsztat i technikę, żeby stawać się coraz lepsza. 

Moje przemyślenia przerwał głos w autobusie sygnalizujący, że zbliżamy się do mojego przystanku. 

Wysiadłam z autobusu i skierowałam się w stronę swojego mieszkania. Mieszkałam w bardzo ładnej okolicy, mogłam cieszyć się zielenią i świeżym powietrzem, tym bardziej, teraz gdy mamy lato. Jest dopiero godzina 20, więc na ulicy jeszcze tętni życie. Zakochane pary spacerują trzymając się za ręce, dzieci biegają po chodniku, starsza Pani wyprowadza swojego mopsika. 

Zatrzymałam się przed swoją kamienicą,  był to trzypiętrowy budynek z czerwonej cegły, z wielkimi dębowymi drzwiami oraz dużymi ciemnymi oknami. Weszłam po schodach prowadzących do drzwi wejściowych i popchnęłam je, wchodząc do budynku. Moje mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze, więc ruszyłam po pięknych schodach ze starego marmuru. 

Gdy przyjechałam do NY, ciężko było znaleźć mieszkanie w przystępnej cenie, dlatego też 2 lata temu mieszkałam jeszcze w jakieś starej ruderze, a na schodach rozlatującej się kamienicy zawsze siedzieli bezdomni. Niektórzy byli nawet mili, ale po zmroku bałam się wracać do mieszkania. Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło, po pół roku mieszkania w NY poznałam Polly, z którą pracowałam w mojej pierwszej pracy. Zaprzyjaźniłyśmy się i gdy jej sąsiad się wyprowadzał, wprowadziłam się na jego miejsce. I tak to teraz z moją najlepszą przyjaciółką jesteśmy sąsiadkami. 

Weszłam do swojego mieszkania i od razu rzucałam się na łóżko. Moje mieszkanie to tak naprawdę kawalerka, która nie miała nawet trzydziestu metrów kwadratowych. Miałam małą łazienkę z prysznicem, która wbrew pozorom była bardzo ładna. A reszta mojego mieszkania to pokój z kuchnią. Dla mnie wystarczające jednak mieszkanie miało jeden wielki plus. Wyjście na dach, gdzie można było podziwiać gwiaździste niebo. 

Przebrałam się w dresy, zrobiłam sobie lemoniadę i wyszłam po metalowych schodach na dach. Usiadłam na ławce, którą była zrobiona ze starych palet i miała grubą wygodną poduchę. Wpatrywałam się w niebo, relaksując się po długim dniu w pracy. 

- Wiedziałam, że tutaj cię znajdę! - usłyszałam piskliwy głos mojej przyjaciółki. 

- Czemu się tak drzesz, przecież nie jestem głucha - powiedziałam, a w tym samym czasie Polly usiadła koło mnie. 

- Sorry Lily, ale jestem podekscytowana, bo poznałam dziś takiego przystojniaka, że od razu zrobiło mi się słabo - mówiła z podekscytowaniem i udawała, że mdleje. Cała Polly. - ale żeby tego było mało, umówiłam się z nim na randkę w sobotę! - zapiszczała podekscytowana. 

- To zajebiście,  przyda ci się facet, bo ostatnio jesteś jakaś niewyżyta. - zażartowałam, ale od razu pożałowałam swoich słów, bo Polly przywaliła mi w ramie - Ej za co to! 

- Za to, że moja przyjaciółka jest wredna - uśmiechnęła się cwano -  poza tym, z tego, co mi się wydaje, ty też dawno z nikim nie spałaś. - i wystawiła język jak małe dziecko. 

- Dobrze wiesz, że nie szukam faceta. Nie mam na niego czasu. Teraz mam czas, żeby skupić się na sobie i dążyć do spełnienia swoich marzeń. - powiedziałam, patrząc w gwiazdy. 

- Daj spokój laska! Faceci się śliną na twój widok i nie jeden by wiele dał, żebyś znalazła się w jego łóżku, a ty częściej zadowalasz się wibratorem - przewróciła oczami. 

- Zostaw mój wibrator w spokoju - zaśmiałam się - wiesz, że po ostatniej przygodzie z Markiem sobie odpuściłam. - przypomniał mi się mój były. Nawet nie wiem, czy mogę nazwać go byłym. Spotkaliśmy się w klubie, spodobał mi się, oboje byliśmy napaleni i spędziliśmy jedną noc razem. Dla mnie była to jednorazowa przygoda, on jednak chciał czegoś więcej i nękał mnie długi czas. Przychodził nawet do mnie do pracy, błagając, bym dała nam szanse. Jednak ja byłam nieugięta i nie żałuję, bo teraz nie czas na związki. 

__________________________________

Cześć! Oto prolog mojego opowiadania! 

Jak wam się podoba? Co myślicie o Lily? Dajcie znać w komentarzach. 



Moje nieidealne życieStories to obsess over. Discover now