Nie wiem jak to się stało. Tak naprawdę nie wiem już nic, jestem po prostu szczęśliwa. W końcu udało mi się być udało być szczęśliwą, taką jaka nie byłam od dawna.
- Taka będzie odpowiednia? - Zapytał damski głos. - Tak, jest idealna. - Odpowiedziałam patrząc w lustro.
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
- Tak, jest idealna... - Powtórzyłam. Weszłam do drugiego pomieszczenia w którym czekały Zosia i Magda. - Ale ty pięknie wyglądasz. - Powiedziała Zosia podchodząc do mnie. - Dziękuję, że się zgodziłyście aby zostać moimi druchanami. - Powiedziałam uśmiechając się. - Prosze bardzo, zawsze służymy pomocą i jesteśmy obok. - Powiedziała Magda. - Nie mogę się doczekać a jednocześnie się stresuje. - Powiedziałam. - Dasz radę kobieto, wiem, że jeszcze nigdy nie miałaś takiego oficialnego ślubu, ale to prawie... Em prawie. To samo co ślub cywilny. - Powiedziała Zosia. - Prawie. - Zaśmiałam się do niej. - No dobra nie prawie, nie jest podobny. - Powiedziała w końcu. - Wiedziałam. - Odparłam. - Z chęcią zobaczyłabym Pana młodego. - Powiedziała Magda. - Nie ma mowy. - Odparła Zosia. - No weź, choćmy. - Powiedziała Magda. - Ej, Ej, Ej to chyba mój ślub a nie wasz, macie tu siedzieć na dupach jedna z drugą. - Zaśmiałam się. Obie przewróciły oczami i zaczęłyśmy się śmiać. - Dobra no to która godzina? - Zapytała Magda. - Mamy 30 minut do ślubu. - Odpowiedziała Zosia. - I co ja mam tak stać? - Zaczęłam się śmiać. - Stać i ładnie wyglądać. - Odparła Magda. - Udusze was kiedyś. - Powiedziałam. - Tak, tak nie wątpię. - Odpowiedziała.
Następne 20 minut spędziłyśmy na pogawędkach.
- Ogólnie mamy 10 minut. - Powiedziała Zosia. - Może powinnyśmy się zbierać. - Powiedziałam wstając. - Choćmy. - Powiedziała Zosia. - Poczekajcie bo zaczęłam się stresować. - Powiedziałam. - Spokojnie, będzie dobrze. - Odparła Magda. - Boże, ale się stresuje.. - Odpowiedziałam. - Choć, damy radę. - Powiedziała Zosia.
Weszlismy na salę kościelną. W momencie dziewczyny znikły gdzieś w ławkach,a ja szłam sama po długim czerownym dywanie w stronę ołtarza.
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Z daleka zobaczyłam ten uśmiech. Nigdy nie widziałam go w takim stroju, naprawdę się zdziwiłam. Można powiedzieć, że prześwietliła. Go wzrokiem ze zdziwienia widząc go w tym niesamowitym mundurze. Gdy doszłam do ołtarza, stanęłam mu na przeciwko i już chciałam coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził : - Wyglądasz niesamowicie. - Powiedział uśmiechając się. - Tak na prawdę to właśnie chciałam to powiedzieć bo nigdy nie widziałam cie w takim stroju, a pasuje Ci jak mało komu. - Powiedziałam po czym odsunełam welon z twarzy. Uśmiechnął się do mnie i powiedział: - Dla ciebie mogę chodzić tak zawsze. - Uśmiechłam się i odpowiedzialam : - Z wielką chęcią. Po czym odezwał się głos księdza.
W końcu Nadszedł ten moment. Na który czekałam od początku. - Czy ty Gabrielo bierzesz obecnego tu James'a za męża? - Zapytał ksiądz. - Tak. - Odpowiedziałam z pewnością. Zobaczyłam ten uśmiech po moich słowach na jego twarzy. W końcu był szczęśliwy , a przynajmniej na takiego wyglądał. - Czy ty James'ie bierzesz tu obecną Gabrielę za żonę? - Zapytał ksiądz. - Tak, biorę. - Odpowiedział uśmiechając się. - A więc od teraz jesteście mężem i żoną, możecie się pocałować. - Powiedział ksiądz.

Po czym dzwony kościelne zaczęły bić. A my za rękę poszliśmy w stronę drzwi. - W końcu jestem szczęśliwy. - Powiedział mi do ucha idąc do drzwi. - Ja też i to nawet nie wiesz jak bardzo. - Odparłam. Tuż za progiem stali wszyscy goście którzy chcieli złożyć nam życzenia, ale brakowała jednej osoby która urwała z nami kontakt ponad kilka miesięcy temu.. Steva. Urwał kontakt bo uważał, że przez niego mamy problemy i już więcej się nie odezwał, brakowało mi go w końcu był jak brat. - Bucky.. - Powiedziałam w drodze na wesele. - Słucham? - Odpowiedział. - A co ze Stevem... - Powiedziałam smutnie. Popatrzył na mnie z żalem. - Nie wiem.. Po prostu zerwał kontakt.. - Odpowiedział. - Brakuje mi go tu, w końcu od zawsze chciał być na moim ślubie a był dla mnie jak brat. - Powiedziałam. - Gorzej jeśli on nawet nie wiedział o naszym ślubie. - Odparł. - Tak sądzisz? - Zapytałam. - Jest bardzo dużo prawdopodobieństwo, że nie wiedział, no bo kto by mu o tym powiedział? - Oznajmił. - Racja.. - Odpowiedziałam.