Rozdział I

9 1 0
                                        

   Nie wiem jak to się stało.
Tak naprawdę nie wiem już nic, jestem po prostu szczęśliwa.
W końcu udało mi się być udało być szczęśliwą, taką jaka nie byłam od dawna.

- Taka będzie odpowiednia? - Zapytał damski głos.
- Tak, jest idealna. - Odpowiedziałam patrząc w lustro.

 - Odpowiedziałam patrząc w lustro

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

- Tak, jest idealna... - Powtórzyłam.
Weszłam do drugiego pomieszczenia w którym czekały Zosia i Magda.
- Ale ty pięknie wyglądasz. - Powiedziała Zosia podchodząc do mnie.
- Dziękuję, że się zgodziłyście aby zostać moimi druchanami. - Powiedziałam uśmiechając się.
- Prosze bardzo, zawsze służymy pomocą i jesteśmy obok. - Powiedziała  Magda.
- Nie mogę się doczekać a jednocześnie się stresuje. - Powiedziałam.
- Dasz radę kobieto, wiem, że jeszcze nigdy nie miałaś takiego oficialnego ślubu, ale to prawie... Em prawie. To samo co ślub cywilny. - Powiedziała Zosia.
- Prawie. - Zaśmiałam się do niej.
- No dobra nie prawie, nie jest podobny. - Powiedziała w końcu.
- Wiedziałam. - Odparłam.
- Z chęcią zobaczyłabym Pana młodego. - Powiedziała Magda.
- Nie ma mowy. - Odparła Zosia.
- No weź, choćmy. - Powiedziała Magda.
- Ej, Ej, Ej to chyba mój ślub a nie wasz, macie tu siedzieć na dupach jedna z drugą. - Zaśmiałam się.
Obie przewróciły oczami i zaczęłyśmy się śmiać.
- Dobra no to która godzina? - Zapytała Magda.
- Mamy 30 minut do ślubu. - Odpowiedziała Zosia.
- I co ja mam tak stać? - Zaczęłam się śmiać.
- Stać i ładnie wyglądać. - Odparła Magda.
- Udusze was kiedyś. - Powiedziałam.
- Tak, tak nie wątpię. - Odpowiedziała.

Następne 20 minut spędziłyśmy na pogawędkach.

- Ogólnie mamy 10 minut. - Powiedziała Zosia.
- Może powinnyśmy się zbierać. - Powiedziałam wstając.
- Choćmy. - Powiedziała Zosia.
- Poczekajcie bo zaczęłam się stresować. - Powiedziałam.
- Spokojnie, będzie dobrze. - Odparła Magda.
- Boże, ale się stresuje.. - Odpowiedziałam.
- Choć, damy radę. - Powiedziała Zosia.

Weszlismy na salę kościelną.
W momencie dziewczyny znikły gdzieś w ławkach,a ja szłam sama po długim czerownym dywanie w stronę ołtarza.

Z daleka zobaczyłam ten uśmiech

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.


Z daleka zobaczyłam ten uśmiech.
Nigdy nie widziałam go w takim stroju, naprawdę się zdziwiłam.
Można powiedzieć, że prześwietliła. Go wzrokiem ze zdziwienia widząc go w tym niesamowitym mundurze.
Gdy doszłam do ołtarza, stanęłam mu na przeciwko i już chciałam coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził :
- Wyglądasz niesamowicie. - Powiedział uśmiechając się.
- Tak na prawdę to właśnie chciałam to powiedzieć bo nigdy nie widziałam cie w takim stroju, a pasuje Ci jak mało komu. - Powiedziałam po czym odsunełam welon z twarzy.
Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Dla ciebie mogę chodzić tak zawsze.
- Uśmiechłam się i odpowiedzialam :
- Z wielką chęcią. Po czym odezwał się głos księdza.

W końcu Nadszedł ten moment. Na który czekałam od początku.
- Czy ty Gabrielo bierzesz obecnego tu James'a za męża? - Zapytał ksiądz.
- Tak. - Odpowiedziałam z pewnością.
Zobaczyłam ten uśmiech po moich słowach na jego twarzy. W końcu był szczęśliwy , a przynajmniej na takiego wyglądał.
- Czy ty James'ie bierzesz tu obecną Gabrielę za żonę? - Zapytał ksiądz.
- Tak, biorę. - Odpowiedział uśmiechając się.
- A więc od teraz jesteście mężem i żoną, możecie się pocałować. - Powiedział ksiądz.


Po czym dzwony kościelne zaczęły bić.
A my za rękę poszliśmy w stronę drzwi.
- W końcu jestem szczęśliwy. - Powiedział mi do ucha idąc do drzwi.
- Ja też i to nawet nie wiesz jak bardzo. - Odparłam.
Tuż za progiem stali wszyscy goście którzy chcieli złożyć nam życzenia, ale brakowała jednej osoby która urwała z nami kontakt ponad kilka miesięcy temu.. Steva. Urwał kontakt bo uważał, że przez niego mamy problemy i już więcej się nie odezwał, brakowało mi go w końcu był jak brat.
- Bucky.. - Powiedziałam w drodze na wesele.
- Słucham? - Odpowiedział.
- A co ze Stevem... - Powiedziałam smutnie.
Popatrzył na mnie z żalem.
- Nie wiem.. Po prostu zerwał kontakt.. - Odpowiedział.
- Brakuje mi go tu, w końcu od zawsze chciał być na moim ślubie a był dla mnie jak brat. - Powiedziałam.
- Gorzej jeśli on nawet nie wiedział o naszym ślubie. - Odparł.
- Tak sądzisz? - Zapytałam.
- Jest bardzo dużo prawdopodobieństwo, że nie wiedział, no bo kto by mu o tym powiedział? - Oznajmił.
- Racja.. - Odpowiedziałam.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Dec 08, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Loving you is a losing game | Tom IIStories to obsess over. Discover now