Jan Jankowsky

38 2 0
                                        

Przez ciemność aż do światła.
Tak wspominam swoje narodziny.
Myślę, że jestem jednym z niewielu którzy je pamiętają. Wydaje mi się też, że jako pierwszy spuściłem sromotne manto lekarzowi który odbierał poród. Urodziłem się w 1984 roku, w jaskini pełnej ukraińskich kurw. Rodzice później wytłumaczyli mi, że tylko tam zdążyli dojechać. Ciekawe kurwa skąd tam lekarz. Moja rodzina to zapaleni drwale ale kurwa bez siekier. Używają własnych pił, robią je z różnych śmieci i szrotów. Gdy miałem 7 lat tata powiedział że już czas iść do szkoły. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia jak będzie wyglądać moje życie. Od samego początku czułem że coś jest ze mną nie tak, kiedy inni mieli 120cm wzrostu, ja miałem 160… w pierwszej klasie podstawówki. Cieszyłem się z tego powodu gdyż bezproblemowo mogłem napierdalać innych. Wyrobiłem sobię szacunek u starszych, pozwalali mi palić szlugi i pić rompery w kiblach.
W drugiej klasie urosłem jeszcze bardziej. Mierzyłem 184cm wzrostu. W wieku 9 lat  podrywałem ósmoklasistki. Nauczyciele bali się mnie jakbym był mistrzem mma. W sumie to potrafiłem zgiąć 4 frajerów z zawodówki którzy przychodzili handlować u nas psim gównem. Więc trochę pojęcia o sztukach walki miałem. Przez następne kilka lat życia, nic się nie działo. Starałem się przystosować do innych. Było to ciężkie zważywszy na mój pierdolony wzrost. Kiedy wychodziłem z podstawówki i miałem iść do technikum, moje plany pokrzyżował ojciec. Powiedział że zrobi ze mnie szefa, bo jestem miernota. Miałem wtedy trzy i pół metra wzrostu. Mój ojciec też nie był niski, miał dwa metry. Cały czas po robocie razem z resztą rodziny, siłował się na lewą rękę. Kazał mi też to robić. Nie miałem pojęcia po chuj ale no trudno. Szybko uporałem się z rodziną, każdego rozkurwiłem jak cug kurwe z mazur. Zdyszany ojciec z uśmiechem na mordzie oznajmił, że teraz czeka mnie sprawdzian. Siadłem se na jakimś pierdolonym krześle pancernym z hartowanej stali, oparłem rękę na 400 milimetrowym stole. Również był z hartowanej stali. Czekałem na ostatniego przeciwnika. Stary nagle otworzył drzwi od stodoły. Wyszły z niej cztery niedźwiedzie, każdy miał ogromny zloty łańcuch z zawieszonym herbem Moskwy. Miałem je wszystkie rozkurwić na lewą łapę. Matka polała mnie wrzątkiem i smołą. Nie wiem kurwa dlaczego ale nic nie mogłem zrobić, cała rodzina celowała do mnie z 104 barowych przykurwiaczy miednic.
Nagle jebło ale jak kurwa, aż mi się w oczach zajebało. Niedźwiedzie ustawiły się w kolejce, wiedziałem, że rodzice nie mieli pojęcia jak silny jestem. Gdy dyrektor ich wzywał do szkoły z powodu pobicia 5, 10, 15 czy nawet połowy szkoły na akademii, zastraszałem go. Więc w domu nikt nic nie wiedział. Poskładałem te niedźwiedzie no kurwa nie będę pisał co się działo dokładnie bo sie wkurwiłem już kurwa jebana pierdolona i wstałem naplułem wszystkim na morde i wyszedłem jak lucky luke. Nie chodziłem do szkoły, chodziłem po burdelach jako 5 metrowy szef i napierdalałem bramkarzy. Policja? Heh, jak mnie widzieli to spierdalali. Chyba nie wspominałem o tym, że moje ciało było kuloodporne. Zauważyłem też, że nie rośnie mi prawa część ciała. Bic w lewej był jak trzy bębny od Boscha a prawa jak u jakiegoś borowika z Żoliborza. Akcja z lat młodości jaką pamiętam to pierwszy szczyt mojego wkurwienia.
Zaczęło się od tego, że zauważyłem jadący w moim kierunku radiowóz. Jechał jakieś 140 na godzine. Patrze się na tych debili w środku a oni nic, jadą dalej. Chyba chcieli mnie staranować, ale to ja ich staranowałem stojąc w miejscu. Rzuciłem radiowozem w lewiatana, wkurwiłem się niemiłosiernie bo pierwszy raz policja ośmieliła mi się przeciwstawić. Wpierdolilem się w tego lewiatana jak murzyn w japonkę i zacząłem rozpierkurwadalac wszystkie regały, akcja była szybka. Kasjera nie wiedziała co się dzieje. Jebałem w nią chlebami i innymi produktami z półek. Wtedy jakiś śmieć krzyknął “Ej! Ogarnij się, i spierdalaj z tego sklepu”. myślałem że się przesłyszałem no kurwa. Taka moc mi naszła w lewą kurwe że jak nim miotłem to zdechł w kącie. To był pierwszy raz jak zabiłem człowieka.
Od tamtej pory straciłem rozum. Po wyjściu z lewiatana zacząłem rozpierdalać miasto. Moją ulubioną zabawą stało się hamowanie i wykolejanie pociągów pasażerskich. Codziennie musiałem zatrzymać minimum 5 pociągów, wykoleić chociaż 2. Bez tego bym kurwa nie usnął. Uwielbiałem to robić jak nic innego. Dzień w dzień ciągle tyle frajdy. Pewnego dnia wpadłem na pomysł aby nie tylko zatrzymać pociąg, ale też wywlec go na środek jakiejś wsi. Czekałem na peronie, za mną stało około stu ludzi. Wkurwiało mnie to, że ludzie uważali mnie za jakiegoś klauna w przebraniu na szczudłach. Mogłem wyrżnąć z 5 to reszta by uciekła i miał bym spokój, ale już nadjeżdżał pociąg i nie miałem czasu. Wpadlem na tory a przed oczami miałem 70-cio wagonowy pociąg towarowy z węglem i gruzem. Wystraszyłem się tej kurwy jak niczego innego do tej pory. Zaparłem się lekko aby przy zderzeniu jeszcze przez kilkadziesiąt metrów podskakiwać i stopniowo hamować tą dziwke grubą jebaną. Przy kontakcie mojej lewej ręki i pociągu, poczułem ogromny ból. Do tej pory nie było na mnie lewara, więc żaden kurwa cug mnie nie powstrzyma. Naprężyłem żyły i wyhamowałem tego skurwiela. Potem to już była walka jak wszystkie wojny jakie kiedykolwiek odbyły się na ziemi. Nie zliczę ton jakie próbowałem za sobą ciągnąć na środek wsi. Tak sie kurwa darłem z wkurwienia ale no chuj. Musiałem oczywiście jeszcze parę razy kopać w tiry bo jacyś kretyni zastawili drogę. W końcu… koniec, zostawiłem go na środku wsi. No ale był kurwa 70 wagonowy więc jednak ustawiłem go tak żeby zamknąć całą wieś. Teraz to ona była na środku. Kiedy wracałem do Pitulic, podleciał jakiś chłopczyk i prosił mnie o zdjęcie, zapytał też skąd mam takie szczudła. Nie chciałem go mordować bo takie chruchło ledwo łazi a jeszcze zabijać toto. Więc wytępiłem jego rodzinę. Pamiętam jak na jego oczach rozrywałem wszystkich w pół. A potem zerwałem pape z dachu i wyjebałem na szos. W Pitulicach mogłem zasnąć spokojnie, był tam spokój i cisza. Jednak w środku pewnej nocy to się zmieniło. Zerwałem się ze snu i już mnie kurwa nosiło. Potem zauważyłem jakieś 12 helikopterów i 80 czołgów. Wszystkie celowały w moją stronę. Przez megafony krzyczeli że to już mój koniec. Dostali rozkaz przeprowadzenia na mnie egzekucji. Dostałem z 67 pocisków przeciwpancernych. Zapiekło mnie jak nigdy, wkurwiony i niewyspany ruszyłem w ich kierunku. Byłem pod wpływem adrenaliny, pamiętam tylko że rozrywałem czołgi a lufy brałem do mordy, ładowałem pociski i plułem w helikoptery. To powtarzało się przez kilka dni… miałem dość. Postanowiłem uciec. Nie żebym się bał albo coś, ale nie chciało mi się walczyć z całym wojskiem polskim. Miałem już trochę strupów po pociskach a na dłoniach odciski po rozrywaniu ich pojazdów. Wyruszyłem na Kaukaz. Po kilku tygodniach wędrówki poznałem mojego pierwszego przyjaciela. Nazywał się Bernardo Bonzo. Miał jakieś 73 lata, siwy dziadek. Ale jakiś taki podejrzany kurwa. Jak go zobaczyłem to od razu ruszyłem z myślą mordu. On kurwa jakoś otworzył oczy które zaświeciły mu się na niebiesko, a pogoda zmieniła się w ulewną burzę. Wiatr wiał mi w front tak że ledwo biegłem. Kiedy miałem oddać liścia na pysk dla Bernardo, ten dotknął mnie w klate, zakłuło mnie i przystanąłem. On wskoczył mi na plecy i założył ręce tak jakby miał wykręcić kark. Powiedział wtedy “Rusz się a Ci kurwa łeb wykręce”. To była moja pierwsza porażka. Poddałem się. Rozmawialiśmy przez 2 godziny, dowiedziałem się że Bonzo jest mistrzem wykręcania łbów. Ukręcił 2783 łby i też tak jak ja, uciekł na Kaukaz. Obiecał, że nauczy mnie swojej techniki. Spędziłem z nim jakieś 4 lata. Po ciężkim szkoleniu, poczułem się 10 razy silniejszym niż byłem do tej pory. Miałem 11 metrów wzrostu, ważyłem coś koło 3 ton. Kaukascy wojownicy uważali mnie za Boga. Potrafiłem nawet podnieść dwa hektary lasu. Od tej pory mierzyłem swoją siłę właśnie w hektarach. Codziennie robiłem serie po 29 razy hektarem lasu, a następnie wykurwiałem go do morza.
Byłem gotowy ponownie wyruszyć w świat.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Oct 24, 2020 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Jan Jankowsky - Historia Prawdziwa 1Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz