Harry nie wiedział, skąd brała się jego wena, ani też na czym dokładnie polegała, jednego jednak był pewien - była zawsze wtedy, gdy za oknem panowała jesień, zagarniając w swe chciwe ramiona cały świat.
Liście, na długo nim opadły na mokry chodnik, unosiły się w podmuchach figlarnego wiatru, całkowicie bezwładne wobec jego woli. Lśniły jaskrawymi, ciepłymi barwami, aż nie zostały zmieszane z błotem pod podeszwami stale spieszących się przechodniów okutanych w wełniane płaszcze. Większość z nich przytrzymywała zaczerwienioną z zimna dłonią kapelusz na pochylonych głowach, niby pokłonieni kaprysom londyńskiej pogody. Ciemne chmury patrzyły na to obojętnie, sunąc niespiesznie, konsekwentne w nieprzepuszczaniu ani promienia słońca, sprawowały czułą opiekę nad nieboskłonem i nie miały zamiaru uchylić jego sekretów. Wszystko to składało się na dość ponury obraz, zasnuty w dodatku kroplami spływającymi po szybie i rozmywającymi świat na zewnątrz, aż nie przypominał nic więcej niż szarości nanoszone na płótno ręką niezbyt wprawnego impresjonistycznego malarza.
Brunet odwrócił wzrok dopiero z rozbrzmieniem starodawnego dzwoneczka zawieszonego na drzwiach. Jego przyjaciel bezceremonialnie wparował do ciepłego wnętrza kawiarni, mamrocząc przeprosiny do kelnera patrzącego krytycznie na mokre ślady podeszw, które zostawiał z każdym krokiem. Jak zwykle nie zaprzątał sobie myśli włożeniem nakrycia głowy, w efekcie czego kosmyki rudych, mokrych włosów oblepiały jego czoło. Mimo to, nie narzekał jak zwykle w takich sytuacjach - jego twarz wykrzywiał szeroki uśmiech, którego genezy Harry nie znał aż do czasu, gdy rzucił na stół między nimi gazetę dotąd ściskaną w dłoni jak największy skarb.
— Harry, jesteś w "Proroku"! — wykrzyknął, a on machnął na to ręką ze skromnym uśmiechem. Oczywiście, że widział ten artykuł. Właściwie, spędził dobre pół godziny na gapienie się na niego z idiotycznym, euforycznym wyrazem twarzy. O czym, rzecz jasna, Weasley nie musiał wiedzieć. Rudzielec złożył zamówienie na swoją ulubioną, zdecydowanie przesłodzoną kawę, niemal drżąc z ekscytacji; miał na tyle przyzwoitości, by zaczekać z jej wybuchem na odejście kelnera.
— Daj spokój, Ron. To nic takiego. — Mruknął Potter, przeczesując swoje suche już włosy. Miał zwyczaj przychodzenia wcześniej nawet na spotkania z przyjacielem, o którym doskonale wiedział, że się spóźni. Lubił spędzać z nim czas na równi z tym, jak lubił siedzieć sam przy stoliku, mając czas i warunki odpowiednie do napawania się światem, delikatnym aromatem kawy drażniącym jego nozdrza. Potem przyzwyczajał się do tej woni na tyle, że by znowu ją poczuć musiał się wysilać. Uwielbiał kameralność owej kawiarni, którą odwiedzał nawet po przeprowadzce, gdy musiał przemierzyć niemalże pół miasta by do niej dotrzeć.
Sądząc po wyrazie twarzy Weasleya, on wcale nie uważał tego za nic takiego.
— Żartujesz, Harry? Ten wiersz to sukces! Ktoś go nawet zacytował w pociągu, którym jechałem. Właściwie, wyrył wers na siedzeniu. Ludzie cię uwielbiają. Czytałeś, co tu o tobie napisali? — były gryfon odchylił się na krześle, wyraźnie zadowolony. Dni, w którym uważał pisanie poezji za babskie zajęcie i wyśmiewał owe zamiłowanie przyjaciela dawno minęły, teraz nie tylko je czytywał, ale również wspierał Harry'ego. Częściowo za sprawą reprymendy Hermiony, częściowo przez coraz większy rozgłos wobec osoby gryfona.
Potter nie mógł się powstrzymać, by nie zerknąć jeszcze raz na artykuł. Oprócz pochlebnej opinii krytyka widniał w nim fragment wiersza — choć jego skromnym zdaniem mogli wybrać lepszą, bardziej reprezentatywną strofę. Było nawet zdjęcie, małe, raczej nienajkorzystniejsze, ale na dobrą sprawę w miarę aktualne. Uśmiechnął się pod nosem, ukrywając to za dużym kubkiem w połowie wypełnionym letnią już kawą.
YOU ARE READING
this darkness is the light ; drarry
Fanfictionw którym malfoy i potter to dwa największe nazwiska współczesnej poezji, połączone przeszłością pełną rywalizacji. harry sądzi, że zostawił wszystko za sobą, ale przekonuje się w jak wielkim był błędzie gdy dochodzi do spotkania po latach. wraz z dr...
