Część Pierwsza. Lód, Ostrza I Księżyc

49 0 0
                                        

     Nazywam się Żniwiarz. Skąd to wiem? Księżyc mi powiedział. Kim byłem? Nie wiem. Nie pamiętam. Pamiętam jedynie, że coś mi odebrano, czuję to. Taką pustkę w piersi. Czarnoszkarłątną pustkę, która raz jest spokojną, lecz zimną czarną otchłanią, do której uciekają wszystkie moje myśli, a raz ognistą plamą pochłąniającą całe ciepło z mojego ciała.

     Klęczę na środku zamarzniętego jeziora i staram się zatrzymać tyle ciepła, ile jestem w stanie. Wszędzie były tylko drzewa, śnieg i wiatr, przeraźliwie zmiany wiatr. Jednak okolica wydawała mi się dziwnie znajoma, jakbym już ją kiedyś widział. Te drzewa, jezioro, gwiazdy..
     Czemu nie zejdę z jeziora? Księżyc. Jego blask, krwawy... W dziwny i niewytłumaczalny dla mnie sposób ogrzewał mnie. Choć trafniej byłoby powiedzieć, że sprawia, że nie czuję zimna. Dziwne to uczucie. Moje ręce jak i cała skóra lekko zmieniły kolor, zauważyłem że to samo stało się z włosami, zarówno skóra zbladła na podobieństwo jasnego popiołu a włosy wchodzące mi na oczy stały się czarne.

     Mijała godzina za godziną a ja powoli oswajałem się z otoczeniem. Księżyc powoli i jakby niechętnie zaczynał kłaniać się ku zachodowi. Wyprostowałem się i rozejrzałem.        Dobrze przeczuwałem, byłem już tutaj, tylko kiedy?
     Za moimi plecami znajdowały się dwa ostrza w pochwach z czarnej skóry przeplatanej gdzieniegdzie czerwoną nicią. Jedno z ostrzy miało długość mojego przedramienia, drugie długości mojej dłoni. To krótsze było gładkie bez zadziorów w przeciwieństwie do dłuższego. To miało ząbkowanie z jednej strony do połowy długości.
Zastanowiłem się skąd się wzięły. Po oględzinach zauważyłem, że nie posiadają żadnych sygnatur cechowych. Nikt ich tu na pewno nie zostawił przez przypadek. Spojrzałem na ostatni blask księżyca i poczułem, że powinienem je zabrać, do czegokolwiek byłyby mi potrzebne.    Każde z ostrzy miało swój własny pas, dłuższy był dostosowany do noszenia na plecach, krótszy był mocowane do pasa. Założyłem je i poczułem drobny przypływ sił. Dziwne uczucie. Niemniej, musiałem znaleźć jakiś ludzi i dowiedzieć się, co to za miejsce.

     Rozejrzałem się i zauważyłem, że daleko nad drzewami leniwie sączy się dym z kominów.
Decyzja była oczywista.
Idę tam.
     W drodze do celu, która biegła przez las złożony z sosen, świerków i gdzieniegdzie rosnących cisów, przestałem odczuwać jakiekolwiek zimno. Nawet siekące płatki śniegu i wiatr nie były w stanie wywołać jakiejkolwiek reakcji. Po raz kolejny się zastanowiłem, tym razem pytanie brzmiało, co się ze mną dzieje?
    Parę godzin wcześniej umierałem z zimna a teraz nie odczuwałem niczego. Gdy zbliżałem się do źródła dymu zza niskich krzewów stopniowo dało się widzieć więcej szczególów.
     Była drobna osada złożona z paru domów, a dym pochodził z dopalających się palenisk w domach. Postanowiłem poczekać chwile na dworze aż ktoś z osadników przyjdzie, nie będę niepokoił ludzi bez potrzeby. Czekałem z dobrą godzine aż pierwszy z mieszkańców wyszedł z domu naprzeciwko pieńka na którym siedziałem. Rozglądał się przez chwilę, lecz najwyraźniej mnie nie widział gdyż nasze spojrzenia spotkały się, a on mnie nie zauważył. Był średniej postury, z krótkimi czarnymi włosami, miał gęstą brodę i ciemnobrązowe wręcz czarne oczy. Ubrany był w baranicę sięgającą mu aż do kolan przewiązaną w pasie wąskim paskiem z klamrą.
     Gdy wkońcu mnie ujrzał przestraszył się i nakreśli ręką na swoi ciele krzyż. Wstałem a on odruchowo cofnął sie o dwa kroki, jednak nie wbiegł do domu, stał i widać było w jego oczach lęk. Zobaczywszy to powiedziałem do niego że nic złego mu nie zrobię i chcę się tylko dowiedzieć gdzie jestem. Gdy usłyszał mój język, lekko się skrzywił ale po chwili chyba zrozumiał co powiedziałem. Poprosił mnie o to bym został tu jeszcze chwilę i że zaraz po mnie wyjdzie, tylko musi posprzątać w domu. Gdy usłyszałem jego głos zrozumiałem dlaczego się skrzywił, mówiłem podobnym co on językiem, jednak ze znacznie twardszym akcentem. W międzyczasie słyszałem odgłosy krzątaniny w domu. W tym czasie paru innych mieszkańców opuściło swoje mieszkania, jednak nie zauważyli mnie.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 29, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Żniwiarz Ciepła. Stories to obsess over. Discover now