🦎

45 5 1
                                        

Gabrielle POV

22 grudzień 1942

Prawdopodobnie gdyby wtedy Tina nie miała obsesji na punkcie odzyskania stanowiska aurora nie poznałabym, a może raczej spotkała ponownie Newton'a Artemis'a Fido'a Scamander'a.

Nie musiałabym również wyjeżdżać z Londynu do Nowego Yorku, który znajdował się na innym kontynencie.

Wszystko zaczęło się od świętowania z okazji schwytania Geralt'a Grindelwald'a. Niestety alkohol potrafi człowiekowi nieźle namieszać w głowie czego obydwoje doświadczyliśmy.

Możliwe, że większość spodziewałaby się tego po mnie - Gabrielle Rowle, ślizgonce z krwi i kości, ale na pewno nikt nie podejrzewałby Newt'a Scamander'a, puchona, który nie wychyla się z tłumu.

Cóż oboje jesteśmy temu winni. Po wypiciu dużej ilości Ognistej Wiski zaczynają ludziom przychodzić dziwne pomysły do głowy.....

Ale zanim zacznę opowiadać co wydarzyło się pod koniec listopada poprzedniego roku może trochę o sobie opowiem.

Jak już wcześniej wspomniałam nazywam się Gabrielle Rowle. Jestem dość wysoką brunetką, o ciemno niebieskich, wręcz granatowych oczach. Budowę mam nie najgorszą choć pozostaje jej wiele do życzenia. Rysy twarzy mam typowe dla arystokratycznych rodów.

Moja rodzina od pokoleń utrzymuje status czystej krwi, a większość czarodziei i czarownic o takim pochodzeniu trafia do domu Salazar'a Slytherin'a. Ze mną nie było inaczej. Co prawda tiara przydziału wahała się przez chwilę na Rawenclaw'em, ale chyba ostatecznie zaważyło na werdykcie moje nazwisko.

Newt'a poznałam już w pociągu. Zaprzyjaźniliśmy się, bo pomimo tego, że znałam wcześniej innych pierwszorocznych z rodzin czystej krwi mogłam stwierdzić, że nie znałam nikogo.

Wiem brzmi to nie dorzecznie no bo jak można znać kogoś, ale nie znać nikogo. Pomimo, że spędziłam z tymi ludźmi całe swoje dzieciństwo nie wiedziałam o nich nic. Zawsze spoglądali na mnie krzywo tylko dlatego, że nie uważam mugoli, mugolaków i czarodzieju pół krwi za gorszych.

Wracając do Newt'a, przyjaźniliśmy się przez cztery lata i dosłownie byliśmy nierozłączni. Oczywiście mieliśmy też innych przyjaciół, ale my woleliśmy swoje towarzystwo.

Mogę nawet powiedzieć, że byłam nim wtedy okropnie zauroczona i na piątym roku można było nawet stwierdzić, że zaczynam czuć coś mocniejszego niż tylko zauroczenie, ale wtedy pojawiła się ona.

Leta Lestrange. Uczennica Slytherin'u z naszego rocznika. Była okropna i nienawidziłam jej nie tylko dlatego, że zaczęła spędzać z Scamander'em więcej czasu niż ja. Powodem był też jej charakter, który często wciągał Newt'a w kłopoty i uroda, która niestety przyciągała chłopców. Pod koniec roku przez jej wybryk ktoś mógł stracić życie, a dobre serduszko Scamander'a nie pozwoliło żeby koleżanka wyleciała ze szkoły, więc kochany Newt wziął na siebie całą winę i to on pożegnał się z Hogwartem. Byłam załamana, ale cóż trzeba żyć dalej.

Do końca szkoły skupiłam się wyłącznie na nauce. Zdałam z wyróżnieniem i wyjechałam do Ameryki. Zdobyłam pracę jako magizoolog bo niestety przez długie przebywanie ze Scamander'em było to moją pasją.

Wynajmowałem mieszkanie na spółkę z siostrami Goldstein, z którymi od razu się zaprzyjaźniłam po moim przyjeździe do Ameryki.

Like a LizardWhere stories live. Discover now