Rozdział 1

212 3 1
                                        

Ofelia

Ofelia jak codziennie rano wstała z łóżka i podeszła do okna, żeby je zamknąć. Zawsze lubiła spać przy otwartym i chociaż sama nie wiedziała dlaczego tak jest, to tak już po prostu było. Przeczesała swoje rude włosy do tyłu i zatrzymała dłonie na karku. Wzięła kilka głębszych oddechów i ruszyła do kuchni. Gdy tylko przekroczyła jej próg, od razu dostrzegła mały zegar wiszący nad lodówką. Było zdecydowanie zbyt wcześnie, żeby któreś z jej rodziców już wstało i zbyt wcześnie, żeby zaczęła się szykować do szkoły, dlatego postanowiła sięgnąć po pudełko lodów i na odstresowanie obejrzeć jakieś kreskówki.

Siedząc tak przed telewizorem i przyglądając się potworowi ze Scooby'ego Doo, zaczęła zastanawiać się nad tym, czy jej pierwszy dzień w nowej szkole okaże się równie straszny i zaskakujący.

Gdy tylko rodzice powiedzieli jej o przeprowadzce, nie była zachwycona. Nie była co prawda popularna i jakoś szczególnie lubiana w poprzedniej szkole, ale miała swoją przyjaciółkę i, z racji tego, że uczyła się w dużym mieście, prowadziła spokojne, poukładane życie jako jedna z wielu. Tutaj to co innego, małe miasteczko i nieduża szkoła, która liczyła sobie około czterystu uczniów. Ona była nowa i wiedziała, że nie wzbudzi zaufania, ale za to wzbudzi ogromne zainteresowanie. Nie chciała tego.

Wzięła głęboki oddech i wepchnęła ogromną łyżkę lodów waniliowych do buzi. Szybko jednak pożałowała tej decyzji, bo zamarznięta słodycz sprawiła, że zabolały ją zatoki. Mocno zmarszczyła czoło i przyłożyła dłoń do czoła. Kilka chwil, jeszcze tylko kilka chwil i przestanie ją boleć.

— Lody na śniadanie! — powiedział głośno jej ojciec wchodzący do salonu. Dziewczyna gwałtownie odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się uroczo.

— Chyba jej o tym nie powiemy, prawda? — spytała słodko i podeszła do mężczyzny, żeby wręczyć mu pudełko z ich ulubionymi lodami. Szatyn tylko się zaśmiał.

— Umiejetność negocjacji odziedziczyła chyba po mamie — powiedział radośnie i zabrał jej pudełko a następnie wziął kilka łyżek i schował je do zamrażarki. Ofelia beztrosko wzruszyła ramionami i podeszła do lodówki.

— Dzień dobry — powiedziała wysoka kobieta, która zmęczonym krokiem, wciąż ziewając, weszła do kuchni.

— Dzień dobry — odpowiedzieli jednocześnie ojciec z córką. Kobieta podeszła do czajnika i sprawdzając wcześniej czy jest w nim woda, wstawiła go na gaz.

— Stresujesz się pierwszym dniem w szkole? — spytał jej ojciec przyrządzający jajecznicę. Ofelia pokręciła głową.

— Raczej nie — skłamała, żeby nie robić im przykrości. Bardzo cieszyli się z tego, że będą mogli tu zamieszkać, jej ojciec miał tutaj lepszą posadę, a mama uwielbiała tutejszy klimat.

— Moja krew — powiedziała pewnie kobieta i zalała sobie kawę. Mężczyzna oburzył się teatralnie.

— Chyba raczej nasza.

***

Ofelia przekroczyła próg sekretariatu i od razu podeszła do niskiej, siwiejącej już szatynki, która pisała coś na komputerze.

— Dzień dobry — powiedziała uprzejmie dziewczyna, opierając się dłońmi o drewniany blat. Kobieta uniosła wzrok i uważnie przyjrzała się dziewczynie. Wiedziała, że jest nowa, znała wszystkich uczniów w tej szkole i wiedziała, że od poniedziałku ma dołączyć ktoś z innego miasta.

— Dzień dobry, Ofelia Turner, prawda? — spytała z uśmiechem. Dziewczyna skinęła głową.

— Tak, przyszłam po plan — powiedziała cicho. Kobiet skinęła głową i wstała od biurka po czym podeszła do niedużej szafki, w której zaczęła grzebać.

Niebezpieczne zauroczenie Stories to obsess over. Discover now