Demony przeszłości

8 3 8
                                        

Leżałem przy basenie z chłopakami, rozmyślając, jak będzie wyglądać nasze wspólne lato. Właściwie wszystko od zawsze robiliśmy razem. Byliśmy na tyle zgranym zespołem, że jedno bez drugiego, by nie przeżyło nawet jednego dnia, a co mówiąc o dłuższym czasie rozłąki.

Bywały chwile, kiedy mnie wkurzali, ale chyba już przywykłem traktować ich, jako rodzinę i najlepsze było w tym wszystkim to, że mogłem im powiedzieć o najbardziej błahym problemie, a oni i tak brali go bardzo poważnie, doradzając mi, co mógłbym w tej sytuacji zrobić.

Nieubłaganie zbliżały się dni, kiedy mieliśmy wyruszyć w trasę, ale szczerze powiedziawszy nie chciało mi się wychodzić na scenę i śpiewać przed kilkudziesięciu tysięcznym tłumem. Dobrze widzicie. Byłem już zmęczony tym wszystkim i naprawdę potrzebowałem solidnych wakacji. Marzyły mi się takie przynajmniej miesięczne wakacje w jakimś ciepłym kraju z dala od telefonu, na który obsesyjnie wydzwaniał mój menadżer. Rozumiecie, że musiałem mieć go włączonego i niewyciszonego przez pieprzone dwadzieścia cztery godziny na dobę? No nie do wiary.

Calum i Ashton byli innego zdania. Wydawało im się, że jeśli odbędziemy tę najpewniej ostatnią trasę koncertową wreszcie zasłużymy na solidny wypoczynek. Z jednej strony zawiedlibyśmy fanów, ale z drugiej... To trudne, dobra? Nie jest tak prosto przestać być sławnym i porzucić to, co kiedyś się kochało.

To nie jest tak, że nie lubię kontaktu z fanami, ale pod pewnym względem przestałem to stawiać na pierwszym miejscu. Można powiedzieć, że dorosłem i zmieniłem myślenie o całe sto osiemdziesiąt stopni. Celowałem powoli w znalezienie drugiej połówki i ustatkowanie się. Bycie wolnym duchem robiło się nudne i rozwiązły styl życia nie pasował do zbliżających się dwudziestu pięciu lat na karku. Przynajmniej nie dla mnie.

– Luke, podasz mi butelkę wody. Zaraz się usmażę na tym słońcu. – Burknął Michael, podpierając się na rękach na ręczniku plażowym. – Kogo to był idiotyczny pomysł, by opalać się w taki skwar.

Z cieniem zażenowania podniosłem rękę i chwilę później podałem mojemu przyjacielowi wodę. Przewrócił oczami, wzdychając ciężko i odkręcił zakrętkę. Tak, to byłem ja. Mistrz zbrodni idealnej. Rzadko kiedy potrafiłem wyciągnąć ich, by ze mną poleżeli i się poopalali, ale kiedy się udawało to rozmawialiśmy godzinami o największych głupotach, jakie ślina przyniosła nam na język.

– Widzieliście tych ostatnich Avengers? Czy tylko ja płakałem jak głupi? – Zapytał Ashton, smarując się kolejną warstwą kremu do opalania.

– Tylko ty. – Odpowiedziałem, śmiejąc się pod nosem. – Przepraszam, ale Marvel mnie nie kręci.

Ashton pokazał mi środkowy palec, na co odpowiedziałem tym samym i w dodatku posłałem mu buziaka. To było wręcz do przewidzenia, że jeśli dorzucilibyśmy jeszcze kilka słów do tej rozmowy, skończyłaby się kłótnią.

– Dobrze. Widzę, że trzeba rozluźnić, więc Luke, zapraszam na drinka. – Rzucił Calum, pokazując na barek stojący przy wejściu do domu. – Dobrze nam zrobi jeden lub dwa.

Wzruszyłem ramionami, widząc, że i tak z nim nie wygram. Zabrałem ze sobą telefon, bo nie znałem dnia, ani godziny, kiedy zadzwoni menadżer z kolejnym genialnym pomysłem.

Usiadłem na stołku barowym i wspomnienia, kiedy upijałem się do nieprzytomności z chłopakami wróciły ze zdwojoną siłą. Kiedyś miałem większą tolerancję alkoholu, ale wtedy nie smakował tak dobrze, jak kiedyś.

– Widzę, że coś jest nie tak. Powiesz mi, o co chodzi?

– Naprawdę musiałeś mnie zaciągnąć tutaj, żeby o to zapytać? Ostatnio jestem trochę zmęczony. To wszystko. – Rzuciłem bezmyślnie, opierając się o blat.

Zmarszczył brwi, nalewając mi wódki i chwilę później rozcieńczając ją z colą. Standardowy drink na pogaduchy był niczym więcej, jak przykrywką do tego, bym zaczął gadać. – Ostatnio nie przychodzisz na próby. Wczoraj musieliśmy ćwiczyć bez ciebie, jakby ci się już nie chciało. – Upił łyk napoju, nachylając się w moją stronę. – Oszukujesz tylko siebie, bo mnie ci się nie uda.

– Przyznaję. Straciłem chęć, ale to nie oznacza, że już zawsze tak będzie, tak? Wreszcie to minie. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Uśmiechnął się ponuro, zderzając się ze mną szklankami. Starał się być miły, ale z tym problemem musiałem uporać się sam i choć raz nie zaprzątać głowy moim przyjaciołom. To mogłoby tylko zasmucić ich do tego stopnia, że uważaliby to za definitywny koniec zespołu. Nie tego chciałem.

Komórka niespodziewanie wydała z siebie przeraźliwy dźwięk, oznaczający, że dzwoni do mnie nikt inny, jak mój menadżer. Czy chciałem od niego odbierać? Nie. Czy musiałem to zrobić? Niestety tak.

– Powiedz, że to coś ważnego, bo jeśli kolejny raz dzwonisz do mnie, żeby pochwalić się, że zabierasz żonę na kolację rocznicową, to przysięgam, wyrzucę ten telefon do basenu.

– Hej! Nie mów, że ten romantyczny gest nie jest czymś ważnym. – Prychnął, oddalając głośnik od ucha. – Tym razem dzwonię, żeby poinformować, że na kolejnej trasie koncertowej wystąpicie z członkami One Direction. Wszystko już zaplanowane, więc nie ma odwrotu.

Jak tylko usłyszałem słowo One i Direction, wyplułem pitego właśnie drinka z ust, który w całości znalazł się na koszulce Michaela. Jak możecie zgadnąć nie był z tego wielce zadowolony.

– Co słucham? Kpisz sobie ze mnie teraz, prawda? – Wstałem na równe nogi, zaczesując włosy do tyłu ze stresu. – Już zapomniałeś, jak parszywie ukradli nam piosenkę? Każesz nam występować na jednej scenie z największym wrogiem? Nie zgadzam się na to. Nie i koniec. – To było dawno i nieprawda. Wystąpicie razem, czy tego chcesz, czy też nie. Postanowione.

– Ale... Ale...

– O cholera. Coś przerywa. Tracę zasięg. Wjeżdżam właśnie do tunelu. Trzymaj się! – Po tych słowach chamsko się rozłączył, a ja uderzyłem telefonem o blat. Michael patrzył się na mnie, jakby co najmniej zobaczył ducha, a reszta chłopaków podniosła się z ręczników, otaczając mnie dookoła.

– Wystąpimy na kolejnej trasie z One Direction. Brak mi słów. – Wypuściłem powietrze z ust, zabierając szklankę z drinkiem. – Idę się zdrzemnąć. Róbcie, co chcecie. 

Lovers Of MineStories to obsess over. Discover now