Prolog

50 3 0
                                        

„Będziemy żyć długo i szczęśliwie"

***

Chciałbym, aby moje życie potoczyło się inaczej. Każdy kolejny dzień nie różni się niczym od poprzedniego. Codziennie budzę się z przekonaniem, że popełniłem błąd, postąpiłem zbyt pochopnie. Przez jedno, mogłoby się wydawać, małe przeoczenie straciłem sens mojego życia. Moją nadzieję na lepsze jutro, bezpieczną przystań w czasie burzy, nieocenioną pomoc i wsparcie w godzinie próby. To wszystko zniknęło tak nagle, pękło niczym mydlana bańka unoszona przez wiatr. Rozpłynęło się bezpowrotnie w momencie, kiedy straciłem ją. Moją jedyną, niepowtarzalną, najprawdziwszą miłość życia.

Pamiętam tamten dzień bardzo dokładnie. Kiedy o nim myślę każda sekunda wydaje się minutą, minuta - godziną, a ta zaś zdaje się trwać wiecznie. Wszystko działo się niczym w zwolnionym tempie, jakby ktoś chciał, abym nie przeoczył żadnego szczegółu, abym do końca życia zastanawiał się czy to miało jakiś większy sens. Jak zawsze stałem pod sceną, jednak tym razem wszyscy mieli zapamiętać ten koncert zupełnie inaczej. W jednej chwili nastrój pełen radości i entuzjazmu, towarzyszący oczekiwaniu na występ swojego idola został zastąpiony poczuciem lęku i niemal wszechobecną paniką. Na twarzach ludzi zagościło przerażenie, grymas bólu, łzy. Wyprany z emocji ruszyłem w głąb roztrzęsionego tłumu. Chciałem z bliska przyjrzeć się zniszczeniom i pracy służb ratowniczych. Wszystko było takie... nierealne, spokojnym krokiem poruszałem się wśród biegających osób i fragmentów dogasającej konstrukcji, która jeszcze kilka minut temu była monumentalną estradą. Trudno określić co czułem, bacznie obserwując każdy centymetr otaczającego mnie świata. Ktoś do mnie podszedł, chciałem na niego spojrzeć, aby lepiej usłyszeć słowa, które wypowiadał w moim kierunku. Wtedy zobaczyłem ją. Przecież miała przyjechać dopiero za dwie godziny. Miała być bezpieczna. Miała żyć... a leży tam pod połamanymi deskami. Chciałem krzyknąć, podbiec do niej, obiecać, że wszystko będzie dobrze, ale nie mogłem. Moje nogi stały się ciężkie, ręce - bezwładne, w głowie momentalnie pojawiło się tysiące myśli... Upadłem i nastała ciemność.

Nie wiem ile czasu minęło zanim się ocknąłem, wiem, że jej już ze mną nie było. Nie mogłem tego tak zostawić... Ona nie mogła umrzeć... Musiałem ją odnaleźć...

Minęło sporo czasu, każdą chwilę poświęciłem na zbliżenie się do niej. Czułem, że z każdym dniem jestem coraz bliżej spotkania z nią. Teraz wiem, że już niedługo będzie tylko moja.

Fleeting OblivionWhere stories live. Discover now