Po pomieszczeniu rozszedł się irytujący dźwięk budzika. Bardzo leniwym i przeciągłym ruchem otworzyłam oczy. Podniosłam się do półsiedzącej pozycji opierając się łokciami o materac, mrużąc przy tym oczy. Ujrzałam jak co dzień rano słońce wydobywane z okna do ciemnej sypialni. Znów wieczorem zapomniałam zasłonić rolety... Chyba pora wstawać do szkoły i wyłączyć ten cholerny budzik. - na te myśl skrzywiłam się.
Szybkim ruchem z rzuciłam kołdrę z ciała. Podeszłam do szafki nocnej. Wyłączyłam zbulwersowana budzik w telefonie i odłączyłam go od ładowarki. Podeszłam ospale do drewnianej szafy rozciągając ręce w górze i kilkukrotnie ziewając. Wyjęłam białą luźny T-shirt na krutki rękaw z czarnymi nadrukami do tego jasne, przylegające do ciała dżinsy z wieloma przetarciami i dziurami na kolanach. Zdjęłam z wieszaka ulubioną dżinsową czarną kurtkę. Poszłam do łazienki zabierajac po drodze czystą bieliznę. Wykonałam poranną rutynę toaletową i założyłam ciuchy na nagą skórę. Bluzkę włożyłam delikatnie do spodni i na to narzuciłam wcześniej wspomianą kurtkę. Spojrzałam w lustro z lekką obawą towarzyszącą mi od tak dawna.. prawie całkowicie pokryte czoło bliznami i czerwonymi odbarwieniami. Widząc ten widok jestem bliska płaczu. To są efekty mojego odczuwalnego bólu psychicznego. Autoagresja w moim przypadku miała ujście właśnie tu, nie na nadgarstku, nie na innym bardziej standardowym miejscu i nie była wykonywana żyletką, lecz wystarczyły palce u rąk i paznokcie, aby zadać potrzebny ból. Umyłam twarz bieżącą wodą, po czym wytarłam białym ręczniczkiem. Uśmiechnęłam się smutno wiedząc, że to w większości jest już przeszłością i stwierdziłam dziś zrobić bardziej naturalny makijaż. Posiadam po pieprzyku na policzkach blisko centrum polika. Uznaję je wyjątkowo za znak rozpoznawczy mej nijakiej urody. Wymknął się ze mnie delikatny chichot jak przypomniałam sobie jak oglądałam jako mały brzdąc bajki, w których postacie miały przy ustach taką ciemną kropkę. Ja również mam, tylko na szczęście ma blady odcień. W końcu po pięciu minutach zbędnych rozmyślań rozczesałam swoje krótkie lekko pofalowane włosy o kolorze naturalnego ciemnego blondu, założyłam na nie czarną grubą plastikową opaskę, jak Spellman. Pomalowałam usta delikatnie widoczną pomadką, ukryłam korektorem niedoskonałości i zeszłam do kuchni. Zauważyłam wchodząc dwie kobiety. Ciotkę Marie z nieznajomą mi towarzyszką. Pewnie to kolejny romans... Czyli na nią wypadło tym razem, wyjaśnia to dlaczego miałam tak wielki kłopot z zaśnięciem.- pomyślałam z małym zażenowaniem. Żwawo podeszłam do stołu. Ciemnowłose kobiety spojrzały na mnie z ogromnym uśmiechem.
-Dzień dobry. - zmusiłam się na grzeczności siadając przy stole.
-O mój, dobry. Opowiadałaś o tej niewiaście, prawda? - wskazała palcem na moją siedzącą osobę. - Masz rację jest piękną dziewczyną. - wypowiedziała się szczęśliwa i rozmarzona? Z czego jest taka szczęśliwa? Na pewno nie mną...- po smutniałam w duchu nie ukazując fizycznie.
-Tak to jest Julia. Julia to Anastazja. Anastazja to moja podopieczna. - przedstawiła nas Marja odkładając patelnię do półki.
-Miło mi. - zmusiłam się do uśmiechu. Mimo tego, że mi to wszystko już nie gra nie pokaże mojego możliwego w takiej sytuacji braku kultury.
-Dzisiaj mnie nie będzie w domu. Późno dzisiaj skończę - położyła talerz wypełniony cały jajecznicą i dwiema hromkami chleba posmarowane cieniutko masłem - i jeszcze idę na randkę z Anastazją. - odwróciła się do brunetki twarzą posyłając szczery uśmiech.
-Nie ma problemu. Dzięki za śniadanie. - zaczęłam jeść. Dla mnie nigdy to nie problem. Przyzwyczaiłam się, że jest zapracowana.
-Nie ma za co. - usiadła obok kładąc szklankę soku przy talerzu. - Będę już jechać. Proszę nie spóźnij się do liceum.
-Nie spóźnię się. Tata Damiana nas podwiezie. - spojrzałam na czarno włosom z delikatnym uśmiechem. -Kiedy Andrzej wraca?
-Jutro wieczorem. - odpowiedziała ciotka
-Za pół godziny ósma. - wypaliła niebieskooka zerkając na godzinę w telefonie
-Muszę już jechać. Anastazja zawieźć cię do centrum? - odwróciła się srebnooka do kochanki.
-Będzie miło. - po słowach kobiety podniosła się, wzięła torebkę i płaszcz. Pożegnały się krutko. Wyszły. Zostałam sama. Zjadłam spokojnie śniadanie popijając szklanką soku jabłkowego. Włożyłam do zmywarki naczynia. Pobiegłam po schodach do pokoju. Chwyciłam zapakowany plecak i telefon. Smartfon wsadziłam do tylnej kieszeni spodni. Założyłam białe skarpetki i tego samego koloru adidasy. Po perfumowana perfumami o świeżym aromacie wyszłam z domu, zamknęłam budynek mieszkalny. Czeka już na mnie czerwony samochód. Otworzyłam tylnie drzwi pojazdu. Wsiadłam bez problemu jak prawie każdy dzień szkolny. Zapięłam pasy bezpieczeństwa trzymając w rękach czarny materiał plecaka.
-Dzień dobry. - wypaliłam z grzeczności
-Dzień dobry. - wypowiedziała się płeć męska jednocześnie.
-Dzisiaj się szybko wyrobiłaś. - spojrzał na mnie blondyn z uśmiechem, jak to miał w zwyczaju. Ojciec kolegi odpalił silnik i odjechał z pod mojego miejsca zamieszkania.
-Tak, ale jeszcze nie do końca. - zaczęłam grzebać w plecaku
-No tak czujesz się goła bez biżuterii. - okazał ironię. Założę się ze samą sobą, że przekręcił oczami. Zawszę tak robi w takich sytuacjach.
-Nie mam na sobie okularów. - wyjęłam z plecaka czarne oprawki. Czemu patrzy się na mnie jak na zdobycz? Przez to czuję się skrępowana. - Mówiłam byś się tak na mnie nie gapił. Niedługo oczy wylecą ci z orbit. - zachichotałam na swój tekst
-Haha. Bardzo zabawne. - z pochmurniał -Mówiłaś, że możesz nie nosić okularów przez kilka dni bez bólu głowy. - spojrzał zdruzgotany
-Każdy jak chce może wszystko, ale wolę nie narażać wzroku. - wsunęłam na nos plastik
-Dzieciaki będziemy za pięć minut przy liceum. - przerwał dyskusję niski, mocny głos
-Dobrze tato. - odpowiedział leniwie syn. W tym czasie znalazłam w plecaku złote średniej wielkości kolczyki kółka i złoty łańcuszek z małym delikatnym jasnym kryształkiem. Założyłam szybko. Dobrze mieć schowaną parę biżuterii. Przyglądał mi się dalej. - Ładnie ci ze wszystkim.
-Nie musisz co dziennie mi tego mówić. Brzmi to już sztucznie. - mruknęłam zamykając plecak.
-Wysiadajcie. - samochód stanął
-Dowidzenia. - otpiełam pasy. Wyskoczyłam zwinnie z auta. Ojciec Damiana machnął głową i odjechał po wyjściu jego syna. Podszedł do mnie kolega. Założyłam plecak na plecy. Ruszyli do ogromnych drewnianych drzwi niszczących psychikę, nadzieję i powodujących szczęście, a najczęściej smutek, żal.
-Też nie chcesz wejść? Na samą myśl o zobaczeniu Blanki chcę mi się z wymiotować. - przytaknęłam. Kolejny raz przypomniała mi się sytuacja z nią związana. Na pewno dla mnie nie przyjemna. Opowiem wam może innym razem. Weszłam do placówki razem z towarzyszem. Ruszyliśmy do szafek by odłożyć plecaki i wziąć potrzebne podręczniki. Doszliśmy do metalowych drzwiczek.
-Dzisiaj ma dojść podobno nowy do szkoły. - zagadał chowając plecak
-Mam nadzieję, że nie będzie taki jak trio. - także otworzyłam szafkę. Wyjęłam z plecaka potrzebne rzeczy na najbliższą lekcje. Wrzuciłam materiał do środka.
-Oby nie. Wtedy było by za wiele. - zrobił tą samą czynność.
-Mało powiedziane. - zaśmiałam się.
-Widzę, że znowu ubrana bez gustu. - od chrząknęła pusta brunetka za moimi plecami.
-Bez gustu to chyba ty.-odwróciłam się do "diwy". - Noszenie krótkich spódniczek ledwo zasłaniające tyłek i bluzki z dość sporym dekoltem, mocny makijaż, szpilki. - liczyłam na palcach - To śmierdzi plastikiem i brakiem gustu, a no tak. Przepraszam, zapomniałam. To ty tak śmierdzisz. Nie pominę kiepskiego fryzjera. - od pyskowałam
-Hahaha. Bardzo zabawne. Znowu masz okres, że tak jesteś chamska? - zaśmiała się sztucznie.
-Gdzie są twoje koleżaneczki? - spytałam ją nie odpowiadając na dość nie komfortowe pytanie.
-Są w toalecie. - położyła ręce na klatkę piersiową.
-Nie powinnaś im pomóc? - uśmiechnęłam się sztucznie. Ciekawe co tam robią. Może znowu jedna haftuje, ponieważ zaszła przypadkowo w ciąże? A może czeka na wyniki testu ciążowego albo bierze tabletkę by poronić? Tak wiem mam kiepskie o nich zdanie. Ale co poradzę, że jak poszłam kilka dni temu do toalety widziałam to na własne oczy. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Pogadamy później. Widzimy się na imprezie Damianku. - odwróciła się na pięcie cmokając najpierw do blondyna
-O jakiej znowu mówi imprezie? - spytałam zielonookiego
-Tej u Wiktorii. Nie wiem czy idę. Ty idziesz? - spytał z nadzieją
-Znasz mnie. Nie chodzę na domówki. W szczególności jak może być i na pewno będzie alkohol. - wyjęłam jeszcze dwie książki do oddania.
-Nie wiesz co to zabawa. - rzekł
-Jeśli nawet? To mnie nie obchodzi. Moje usta nie tkną alkoholu przed osiemnastką. - zamknęłam z impetem szafkę. - Moją osiemnastkę. - dodałam jak chciał coś dodać. Wypuścił powolnie powietrze z płuc.
-Idę na lekcje. Nie chcę by mnie zabiła katechetka za kolejne spóźnienie - odszedł zwinnym krokiem.
Katechetka chyba nie może nikogo zabić? Dobra idę do biblioteki oddać książki i przypomnieć materiał przed lekcją. Pewnie myślicie, że ja nie jestem katoliczką skoro nie chodzę na religię. O tuż jestem, tylko nie chodzę na lekcje, ponieważ to nie jest najmilsza nauczycielka. Zawzięła się na mojego brata i na mnie. Choć przyznam, że powoli zaczynam w nic nie wierzyć.
YOU ARE READING
Zagubiona
VampireW moim życiu są sami kłamcy. Ja sama nie jestem lepsza. Kłamałam by nikogo nie zranić. Nawet tych co wciąż mnie ranią. Mój świąt jest powalony i prawie bez sensu. Mam mnóstwo kompleksów. Nikt mnie nie rozumie. Wątpię, że znajdę kiedyś prawdziwą mił...
