1. Fallon Vander

153 10 6
                                        

Śmierć zawsze jest zakończeniem cierpienia zmarłego, a początkiem cierpień dla bliskich, którzy pozostali na tym świecie. Lecz, czy na pewno? Nikt nie wie, co znajduje się po drugiej stronie, nikt stamtąd nie wrócił i nie zdradził tej tajemnicy. Tak naprawdę, ludzie mogą sobie tylko wyobrażać świat po śmierci, nie wiemy, czy przestaniemy tam cierpieć, czy może będziemy nawet ze zdwojoną siłą. Odejście z tego świata jest dla nas jedną wielką zagadką, której nigdy nie rozwiążemy. Jednak czy jesteśmy tego tacy pewni?

Za oknem widać było tylko mijające drzewa, na których dało się zauważyć pierwsze żółte liście. Niebo było lekko przychmurzone, a słońce już całkowicie ukryło się za chmurami. Było dość ponuro jak na początek września, jednak taka pogoda jak najbardziej odpowiadała Katherine. Młoda szatynka uwielbiała zagłębiać się w lekturze podczas podróży, a brak męczącego i oślepiającego słońca jeszcze bardziej jej w tym pomagał. Niestety dziewczyna nie potrafiła w żaden sposób się skupić, jej myśli, co chwilę uciekały do dnia, w którym dowiedziała się o śmierci swojego dziadka, Radiusa Darrow. Człowieka, który był dla niej ogromnym autorytetem. Dziewczyna od dziecka go podziwiała, był bardzo inteligentny i ambitny, gdy wybierał sobie jakiś cel za każdym razem udawało mu się go osiągnąć. Katherine od zawsze chciała zajść tak daleko jak jej dziadek. Myśl o nim sprawiała, że momentalnie jej błękitne oczy szkliły się. Siedziała sama w przedziale z książką w ręku i kilkoma łzami, które spływały jej powoli po policzkach, nie miała nawet siły by zetrzeć je ze swojej twarzy. Przyjazd do Hogwartu zawsze sprawiał jej wielką radość, jednak nie teraz, w tym momencie jedyne, o czym marzyła było zatopienie się we własnym łóżku tak by nikt jej nie przeszkadzał i mogła w spokoju uporządkować swoje myśli. Z zagłębiania się we wspomnieniach wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi od przedziału, stanęła w nich niska długowłosa blondynka z paroma magazynami w ręku. Był to nie, kto inny jak Luna Lovegood, uczennica Hogwartu i zarazem Krukonka, tak jak i Katherine.

Luna od zawsze w szkole była postrzegana, jako dziwaczka. Uczniowie przezywali ją Pomyluna, przez jej dość specyficzny styl bycia. Dziewczyna od zawsze wyróżniała się spośród tłumu, często przykuwała wzrok swoim niecodziennym ubiorem, bądź zachowaniem. Jednak blondynka nigdy się nie przejmowała opinią innych, uważała, że jedyne, co robi to wyraża siebie, a ludzie powinni to akceptować. Jeśli tego nie robią i przy tym obrażają człowieka, który wychodzi poza schematy, to problem jest w nich, a nigdy w tych, którzy chcą jedynie pokazywać siebie. Jej przyjaźń z Katherine głównie pochodzi od ich pokrewieństwa, matka Katherine oraz ojciec Luny są rodzeństwem, co czyni obie dziewczyny kuzynkami. Od dziecka dobrze się dogadywały, nie przejmowały się różnicami, które są między nimi, a wręcz przeciwnie, uważały je za coś, co je łączy.

-W końcu Cię znalazłam, domyśliłam się, że wolałabyś po tym wszystkim zostać sama, jednak ja jestem zdania, że potrzebny jest ci ktoś, komu mogłabyś powiedzieć o wszystkim, co Cię dręczy. Tak oto jestem i ja, zawsze w pełnej gotowości, aby ci pomóc- słowa blondynki wywołały lekki uśmiech na twarzy Katherine. -Czegoś mi tu brakuje- powiedziała sama do siebie Luna, po czym na jej dłoni znikąd pojawiły się dwa pudełeczka z czekoladowymi żabami.  -Teraz to możemy rozmawiać, trzymaj- stwierdziła wesoło blondynka wyciągając przed Katherine dłoń, którą trzymała jedno z fioletowych pakunków, które zostało w szybkim tempie przechwycone przez szatynkę.

-Eh, znów mam Rowenę, ta kobieta mnie prześladuje, w domu mam już chyba z dwadzieścia kart z jej wizerunkiem- oznajmiła Katherine, w jej głosie dało się odczuć zawiedzenie.

-W takim razie możemy się wymienić, trzymaj, ja mam Dumbledore'a-

-Nie ma takiej potrzeby, to tylko karty, ale pamiętam do dziś, jakie one miały znaczenie jak było się jeszcze dzieckiem. Nie zapomnę tych czasów, kiedy każdy chciał zebrać całą kolekcję, a największą tragedią było, gdy trafiała się powtórka, albo ktoś zebrał wszystkich czarodziejów przed nami. Wtedy nie istniały większe problemy, nie to, co teraz.- te słowa przywołały wiele dziecięcych wspomnień u obu dziewczyn. Katherine znów zaczęły napływać łzy do oczu, których nawet nie powstrzymywała, spływały jej powoli po policzkach, gdy szatynka wpatrywała się w zachodzące za horyzontem słońce.

Lost Control: Mad WorldWhere stories live. Discover now