Rozdział I

232 29 21
                                        

Ostatni mecz i ostatni set. Ostatnie minuty i znikające w mgnieniu oka sekundy. Było 1:1 w rozgrywce Fukurodani przeciwko Kamomedai. Jeszcze jeden punkt i mewy będą najlepszą licealną drużyną siatkarską w Japonii. Nerwy, pot oraz zmęczenie były widoczne u obu drużyn. Gracz Fukurodani, Bokuto Koutaro właśnie serwował. Libero Kamomedai pięknie przyjął piłkę, po czym Sachiro Hirugami, brązowowłosy środkowy blokujący, z niej skorzystał, aby wystawić. Ale komu.

-Hirugami! - Krzyknął Gao Hakuba, skrzydłowy, który był gotowy do ataku. Sachiro wystawił do ponad dwumetrowego kolegi, jednakże jego atak został zablokowany. Jeden z przyjmujących szybko zareagował wślizgiem, aby piłka nie dotknęła podłoża. Napięcie wzrastało z każdą sekundą. Każdy z Kamomedai musiał zachować spokój, żeby zostać mistrzami Japonii. Hirugami znowu zamierzał wystawić i już wie komu.

-Hirugami! - Sachiro rozpoznał ten głos. To był Hoshiumi. Kōrai Hoshiumi. Niski, białowłosy skrzydłowy i jego przyjaciel, który jest zawsze i wszędzie jest w gotowości, aby wysoko skoczyć i wykonać mocny atak z zamiarem zdobycia punktu dla drużyny. Środkowy wystawił swojemu dobremu koledze. Kōrai skoczył, uderzył piłkę. I zdobył punkt. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał gwizdek sędzi. Dłuższy gwizdek oznaczał że Kamomedai wygrało. Kamomedai wygrało Wiosenny Turniej. Każdy z drużyny cieszył się, jakby stało się coś, do czego dążyli długo, wylewając przy tym pot, krew i łzy. Że wreszcie osiągnęli to, czego od zawsze pragnęli. Hoshiumi i Hirugami patrzyli na siebie z niedowierzeniem, odkąd piłka dotknęła pola Fukurodani. To dzięki tej dwójce, Kamomedai ma mistrzostwo Japonii w siatkówce. Chłopcy podeszli do siebie w ciszy, przytulili, po czym obaj krzyknęli radośnie. Po raz kolejny wspólnie zdziałali coś niesamowitego, co zaparło dech w piersi każdego, kto oglądał tę rozgrywkę. Kōrai i Sachiro poczuli więcej uścisków, bo ich koledzy z drużyny też dołączyli do nich, z czego powstał wielki, grupowy przytulas. Po Fukurodani można było zauważyć smutek i złość z powodu przegranej. Byli o krok do bycia numerami jeden. Parę minut minęło, zanim chłopacy z Kamomedai zaprzestali grupowy uścisk. W końcu obie drużyny stanęły na liniach końcowych i podziękowali sobie za grę. Po wszystkim Fukurodani i Kamomedai rozeszli się w swoje strony. 

- Hoshiumi, Hirugami. - Kōrai i Sachiro odwrócili głowy w stronę Hakuby, który ich zaczepił - Co wy się tak tuliliście na boisku. Przed wieloma ludźmi, kamerami. Gejami jesteście, czy co? - Zaśmiał się dwumetrowy wieżowiec, odkrecając swoją butelkę wody. Hoshiumi na słowa wyższego kolegi zaczął krztusić się powietrzem, a Hirugami nie wiedział co się stało i po prostu się czerwienił. 

- Głupi czy głupi? Żadnym gejem nie jestem! - Warknął Kōrai do Hakuby, a ten bardziej się roześmiał.

- No dobrze karzełku, powiedzmy, że ci wierzę. - Odparł drwiąco Gao, po czym odszedł od dwójki chłopaków. 

- Hirugami, żyjesz? - Powiedział Hoshiumi, szturchając swojego przyjaciela za ramię, kiedy wieżowiec sobie poszedł. Sachiro wzdrygnął się tak, jakby wyszedł z jakiegoś transu. 

- Hm? A, tak tak, Kōrai-kun. Po prostu Hakuba mnie zawstydził i zażenował tym, co powiedział. - Odezwał się brunet schylając się do swojej torby po butelkę napoju izotonicznego. Białowłosy usiadł przy ścianie a jego przyjaciel obok niego, po tym jak wyciągnął to, czego potrzebował. 

- Nie dziwię ci się że dostałeś chwilowego załamania, ten debil jak coś powie to naprawdę.- Powiedział zrezygnowany Kōrai i oparł się o ścianę, patrząc przed siebie. Hirugami patrzył na niego, pijąc swojego izotonika. Wypiwszy trochę picia, wyjął dziubek z ust, po czym je przetarł. 

- Pod tym względem się z tobą zgodzę, po Gao nie wiadomo czego się spodziewać. - Westchnął i kontynuował siorbanie swojego napoju izotonicznego. Hoshiumi i Hirugami rozmawiali ze sobą na różne tematy, czekając na dekorację. Wciąż nie wierzyli, że wygrali Wiosenny Turniej. Czuli się jakby stało się coś nierealnego. Tak, nadal byli w szoku, bo to, czego dokonało Kamomedai, jest najlepszą rzeczą, która ich spotkała w swoim licealnym życiu. W końcu, po kilku godzinach czekania, nastał ten czas. Czas na dekorację. Każda z mew była podekscytowana i zestresowana. W końcu to oni byli w centrum uwagi z powodu tego, co zrobili na turnieju. Po nagrodzeniu drużyn na niższych miejscach i paplaninie prowadzących, Kamomedai wkroczyło na najwyższy poziom podium. Wręczyli im bardzo pokaźny puchar a każdemu z osobna medal i bukiet pięknych kwiatów. Tego dnia nikt z nas nie zapomni. Wygrana Kamomedai zapisze się w kartach historii na bardzo, bardzo długi czas. Po zakończeniu ceremonii dekoracji, drużyna mew poszła zabrać swoje rzeczy, trzeba już się zbierać do hotelu. Hoshiumi szukał swojej bluzy, aż po paru chwilach znalazł i ją ubrał, jednak była o trzy rozmiary za duża i sięgała mu aż do połowy uda. Hirugami podszedł do białowłosego z mniejszą bluzą w ręku. Kōrai zorientował się, że właśnie nałożył coś, co należy go jego przyjaciela. Sachiro zaśmiał się, kiedy zobaczył Hoshiumiego w za dużym ciuchu. 

- Coś ci się chyba pomyliło, masz moją bluzę! - Brunet cicho się śmiał, a białowłosy szybkim ruchem zdjął nie swoje ubranie i rzucił wyższemu na głowę tak, aby nie widział jego zarumienionej twarzy. 

- No wiem przecież! I nie śmiej się. - Hoshiumi wziął swoją własność z rąk Hirugamiego i na siebie nałożył, po czym zarzucił torbę na ramię - Idziesz? - Zapytał Kōrai.

- Tak tak, - Odpowiedział nadal się śmiejąc. Zdjął bluzę ze swojej głowy i nałożył tak jak powinien. Podniósł torbę z ziemi i ruszył w stronę wyjścia z hali, idąc obok niższego przyjaciela, cały czas śmiejąc się pod nosem. Hoshiumi niespodziewanie uderzył Sachiro w tył jego głowy, a ten automatycznie oddał mu mocniej, jeszcze bardziej się śmiejąc. 

- Debil.- Wymruczał pod nosem białowłosy masując tył swojej głowy.

- Też cię lubię, Kōrai-Kun. - Odpowiedział brunet, posyłając niższemu promienny uśmiech. Hoshiumi przez chwilę na niego patrzył z obojętnym wyrazem twarzy, jednak szybko się on zmienił i zastąpił go uśmiech. Kiedy wszyscy dotarli do hotelu i swoich pokoi, każdy zaczął się pakować, ponieważ jutro z rana wyjeżdżają już do Nagano. Hoshiumi i Hirugami jak na swoje nieszczęście mieli pokój z Hakubą, który robi nie wiadomo co tylko dlatego, że Kōrai i Sachiro się przytulili. 

-Ej, ale wy jesteście potajemnie w związku czy co? - Wieżowiec po tym co powiedział dostał w twarz poduszką od Hoshiumiego.

- Daj już sobie spokój, my po prostu się przytuliliśmy! - Krzyknął zdenerwowany białowłosy, mający już dość docinek ze strony Gao.

- Spokojnie Kōrai, debilami nie warto się przejmować. - Powiedział Hirugami, chowając ręcznik do swojej torby. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, ale przerwał ją śmiech Hoshiumiego. Sachiro dołączył do swojego przyjaciela i też się zaczął śmiać. Hakubie najwidoczniej zrobiło się głupio, bo Hirugami właśnie go zgasił.

-Idzcie lepiej spać, jutro mamy wcześnie wstać.- mruknął Hakuba i odwrócił się do dwójki chłopaków plecami. Po paru chwilach przyjaciele przestali się śmiać i kontynuowali pakowanie, a po około 15 minutach skończyli tą czynność. Hoshiumi położył się wygodnie na łóżku i zamknął oczy, nieświadomie zasypiając. Hirugami zauważywszy to, powiedział cicho:

-Jutro będzie nowy, lepszy dzień, Kōrai-Kun

Zawsze przy tobie // HiruhoshiStories to obsess over. Discover now