Bankiety, coś czego Ais zdecydowanie nienawidziła. Nie potrafiła się na nich odnaleźć, nawet będąc prezesem w jednej z obecnie najlepiej rozwijających się firm. Nie należała do plotkujących żon biznesmenów, czy też do ich mężów, którzy cały czas rozmawiali o finansach. Właściwie nie należała do żadnego z znajdujących się na imprezie okręgów towarzyskich, dlatego praktycznie cały czas spędzała sama. Niestety jako przedstawiciel firmy, musiała się tu pojawić, chociaż do połowy.
Siedząc przy stoliku, z ludźmi, których ledwo kojarzyła, piła kieliszek po kieliszku. Była wykluczona z rozmowy, ponieważ nikt jej tak właściwie nie kojarzył, pewnie myśleli, że jest tymczasową panią do towarzystwa, jakiegoś jegomościa. Jakoś specjalnie nie uraziło to jednak dumy czarnowłosej, wolała siedzieć nie odzywając się, a potem szybko się stąd urwać.
Błądziła wzrokiem po sali, będąc lekko zdezorientowana. Alkohol uderzał jej powoli do głowy, nawet jeśli znosiła go bardzo dobrze. Gwałtownie wstała, przez co zakręciło się jej w głowie. Złapała się za nią, spoglądając na znajdujący się na jej nadgarstku zegarek. Po chwilowym zastanowieniu, stwierdziła, że może już wracać do swojego mieszkania. Jednak przed tym, za potrzebą, musiała udać się do łazienki. Więc zabrała swoje rzeczy, kierując się w stronę toalet.
Jako że kobieta, była dosyć atrakcyjna, przechodząc czuła na sobie wzrok niektórych osób. Zdawała sobie sprawę z swojej urody, ale nie szczyciła się nią jakoś specjalnie, o wiele bardziej zależało jej na sukcesach w pracy, niż w podobaniu się innym. Lecz nie znaczyło to, że o siebie nie dbała, musiała też przecież jakoś wyglądać, nie chciała dawać złego wrażenia. Szczerze dziwiła się, że dzisiejszego wieczoru, nikt do niej nie zarywał. Często zdarzał się jakiś osobnik, który mimo widniejącej w oczach damy niechęci, nie odpuszczał swoich zalotów. Czasami, by mieć spokój, zgadzała się na jeden taniec, potem zostawiając mężczyznę bez słowa. Nie przychodziła tutaj, by znaleźć sobie partnera. Wolała go znaleźć wszędzie, tylko nie tutaj. Głównie dlatego, że znajdujące się tutaj samce, były niesamowitymi bucami, "takimi przez duże B", jak to uważała Wallenstein.
Lekko krzywiąc się, przez narastający w jej głowie ból, weszła do korytarza, prowadzącego do jej celu. Na szczęście nie było w nim praktycznie nikogo, oprócz jednego, nieznajomego kobiecie mężczyzny. Wydawało jej się, że on również za dużo wypił, głównie dlatego, iż opierał się o ścianę, masując swoją skroń. Chciała przejść obok niego niepozornie, nie przeszkadzając mu jakoś specjalnie, ale niezbyt jej się to udało, ponieważ gdy stawiała swoją nogę na powierzchni kafelek, nagle złamał jej się obcas. Dosłownie runęła na obcego, który na szczęście złapał ją w locie.
Znajdowali się w dosyć dziwnej pozycji, którą Ais mogłaby uznać za zabawną, gdyby nie to, że to ona w niej tkwiła. Uniosła niezręcznie wzrok na bruneta, którego mina jasno wskazywała, że był tym niesamowicie zaskoczony. Zresztą ona sama, aż otworzyła usta ze zdziwienia. Gdy oboje w końcu się otrząsnęli, kobieta została doprowadzona do pionu, ale nieznajomy dalej trzymał ją za nadgarstek, by ponownie się nie przewróciła.
— Dziękuję, nie wiem co mogłoby mi się stać, gdyby nie Pan — odezwała się po chwili, z należytym szacunkiem, nawet jeśli widziała, że mężczyzna prawdopodobnie jest w jej przedziale wiekowym. Na początku chciała przeprosić za tą całą sytuację, ale zabrakło jej słów, by jakkolwiek to opisać.
Na jego twarzy przez chwilę było widać zmieszanie, on również nie wiedział jak zachować się w tej sytuacji i jak przyjąć te podziękowania. Ale nie zastanawiał się nad tym długo, po prostu uśmiechając się ciepło do szatynki.
— To nic takiego, przecież nie mogłem Pani pozwolić upaść — kąciki jego ust uniosły się wyżej, a w jego czekoladowych oczach, pojawiło się rozbawienie. Spojrzał na jej buta, zauważając przyczynę tego malutkiego wypadku. Jako gentelmen, którym nie był, ale którego chciał chociaż chwilę poudawać przed płcią przeciwną, wręcz musiał zaoferować swoją pomoc. — Nie będzie miała mi Pani za złe, jak odprowadzę Panią do stolika lub do samochodu? Serce nie pozwala mi pozostawić Pani samej sobie.
