Rozdział 1

1K 44 0
                                        

Ugh.

Znowu jestem w tych czterech ścianach. To pomieszczenie było mi już bardzo dobrze znane. Siedziałam na fotelu i czekałam na kogoś, kto dawno już tutaj powinien być.

Usłyszałam otwieranie drzwi. Moje oczy od razu powędrowały w ich stronę.

No i jest.

Wysoki brunet w okularach usiadł przede mną za biurkiem. Zanotował coś swoim niedbałym pismem w jakichś papierach i poprawiając swoje czarne okulary spojrzał na mnie.

- Witam Panią, Pani Kamilo. - powiedział mało sympatycznie. Nienawidziłam tutaj przychodzić, jednak kazano mi. - To może zacznijmy od początku. Dlaczego to zrobiłaś?
Nie odpowiedziałam. Spuściłam wzrok na moje kolana i bawiłam się bluzą.
- Dlaczego nie odpowiadasz? Możemy porozmawiać? - spytał dalej na mnie patrząc. Dlaczego? Zaraz pęknę ze śmiechu. Może dlatego, że to on opowiedział o wszystkim mojej matce, jak byłam tu ostatnio. I teraz mam się przed nim otworzyć? No, kurwa, jeszcze czego. - Może coś pamiętasz z tamtego wydarzenia?
Tak. Pamiętam każdą chwilę. To, jak moja mama wyszła z domu.Miało jej nie być o wiele dłużej. Miała wyjść, a mnie już miało nie być. Z apteczki wzięłam tabletki, a spod łóżka wódkę. Wzięłam garść tabletek do ust i popiłam alkoholem. Zrobiło mi się po chwili cholernie nie dobrze. Czułam potworny ból. Byłam pewna, że to koniec.
I wtedy ona wróciła, bo zapomniała kluczy do samochodu. Uratowała mnie. Dlaczego ludzie nie pozwalają samobójcom umierać, skoro oni tak na prawdę tego chcą?
- Dobra, to może ty wybierz temat? Powiedz coś, o czym chcesz porozmawiać. - odpowiedział i znowu zaczął coś notować. Spojrzałam na niego. Po chwili ciszy postanowiłam powiedzieć to, co myślę.
- *Świat jest głuchy na Twoje łzy i łkanie.* - wypaliłam. - Świat jest pojebany. - ironicznie parsknęłam śmiechem.
Przestał notować. Spojrzał na mnie. Nie wiedział co powiedzieć. Ja tylko siedziałam i bawiłam się rękawem bluzy.

Gdy mogłam już wyjść bez słowa opuściłam pomieszczenie. Po chwili weszła tam moja mama. Ja niechcąc już przebywać w tym miejscu udałam się na zewnątrz. Szłam długim korytarzem mijając pojedyncze osoby. Po chwili byłam przy białych drzwiach. Otworzyłam je i dostałam zimnym podmuchem powietrza w twarz. Wyszłam na dwór. Moje czarne, krótkie kosmyki włosów powiewały delikatnie na wietrze. Usiadłam na pobliskiej ławce i czekałam na moją mamę.
Po chwili usłyszałam czyjeś kroki.
Okazało się, że to ona. Wstałam z ławki i już wiedziałam, że nie obędzie się bez "rozmowy". Poszłyśmy w stronę samochodu. Usiadłam z przodu obok kierowcy. Moja mama wsiadła za kierownicę.
- Masz mi coś do powiedzenia? - powiedziała zapinając pasy. Nie odpowiedziałam. - Kamila, kurwa, wydaje krocie na najlepszych psychologów czy terapeutów, a ty takie rzeczy robisz. Co z Tobą jest, dziecko? - powiedziała patrząc na mnie. Ja siedziałam i patrzyłam w okno.
- Najlepszych? - parsknęłam śmiechem.
- Nie płacę za nich mało.
- Możemy już jechać? - powiedziałam poirytowana. Moja mama wycofała z parkingu i po chwili jechaliśmy już w stronę domu. Milczałam przez całą drogę. Nie chciałam z nią rozmawiać. Dlaczego nikt mnie nie rozumie? Zwłaszcza ten pseudo-psycholog, na którego moja mama nie wiadomo ile wydaje...
Przetarłam ręką moją bladą twarz.
- Słuchaj Kamila. - zaczęła. - Ja na prawdę... Zależy mi na Tobie. Jestem Twoją matką, możesz mi powiedzieć o wszystkim. - Ta, o wszystkim. Jasne, jasne. Całe życie miała mnie gdzieś, w dodatku była kiedyś dziwką. Zajebiście. Nie dość, że dzięki niej nie mam ojca to w dodatku zrujnowane życie. Myśli, że ja od tak się przed nią otworzę.
- Ja już nie wiem co robię źle. - powiedziała parkując przed naszym domem. Wyszłam z samochodu i udałam się bez słowa do domu. Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wyjęłam słuchawki spod mojej poduszki. Podłączyłam je do telefonu i po chwili zabrzmiała w nich piosenka Katelyn Tarver - "You don't know". Położyłam delikatnie głowę na poduszce i wpatrywałam się w sufit. Podwinęłam moje rękawy i przejechałam delikatnie palcem po moich ranach. Badałam każdą bliznę dokładnie - przypominając sobie o tym wszystkim. O wszystkim co mnie spotkało i dlaczego.
Postanowiłam wstać. Nawlekłam żyletkę na naszyjnik i założyłam ją na szyję. Postanowiłam się przejść.
Wyjęłam słuchawki z uszu i wzięłam telefon do dłoni. Otworzyłam drzwi i znajdowałam się w przedpokoju.
- Wychodzę, mamo. - powiedziałam chłodnym tonem.
- Nie wracaj za późno. - odpowiedziała robiąc coś w laptopie. Ubrałam trampki i wyszłam z domu. Założyłam słuchawki i włączyłam losową piosenkę z Spotify. Powolnym krokiem szłam piaszczystymi drogami. Po chwili doszłam do ulicy. Przyspieszyłam kroku. Skierowałam się w stronę przejścia dla pieszych. Nie rozglądałam się za bardzo.
Moje czarne włosy powiewały na wietrze, zamknęłam swoje zielone oczy. Czułam, że schodzę z kraawężnika.
Po chwili poczułam mocne szarpnięcie w tył. Byłam trzymana przez czyjeś silne ramiona.
- Ej! - krzyknęłam.
- Chcesz się zabić? Uważaj na siebie. - zaśmiał się chłopak. A żeby wiedział. Okazało się, że prawie potrąciło mnie auto. No cóż.
- Tsa... Zamyśliłam się... - szepnęłam patrząc na moje buty.
- Kuba jestem. - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego i teraz mogłam ujrzeć jego brązowe włosy i ciemne oczy. Był znacznie wyższy ode mnie. Na jego twarzy widniał szczery uśmiech.
- Kamila. - wymusiłam uśmiech dalej na niego patrząc. Podał mi dłoń, ja ją delikatnie uścisnęłam. - Ja już muszę iść. Pa. - rzuciłam i się odwróciłam kierując się w stronę domu.
- Czekaj. - złapał mnie za nadgarstek. Poczułam ból. Straszny ból.
Spięłam się.
- Dasz mi numer telefonu? - szybko wyrwałam jemu swój nadgarstek.
Podał mi swój telefon.
- Po co? - spytałam.
- Chce Cię poznać. - odpowiedział mi znowu z tym swoim uśmieszkiem.
- Nie jestem ciekawą osobą, ale skoro chcesz... - wzięłam od niego delikatnie telefon i wpisałam tam swój numer. On uczynił to samo w moim telefonie. Po krótkiej wymianie słów odeszłam w swoim kierunku. Założyłam z powrotem słuchawki i włączyłam piosenkę. Idąc powolnym krokiem doszłam do mojego domu. Weszłam na podwórko i uchyliłam drzwi domu. Weszłam po cichu. U mojej mamy była koleżanka.
- Słuchaj Aldona, ja już na prawdę nie wiem co robię źle. Ona ciągle milczy, nic nie mówi. Wkurwia mnie to. Wydaje pieniądze na najlepszych psychoterapeutów a ona to najzwyczajniej zlewa. Jak sobie zasłużyłam na taką córkę? Czasem wolałabym jej nie mieć. - zwierzała się swojej koleżance. Zabolało mnie to. Dlaczego ona o mnie tak mówiła? A skoro nie chce mnie mieć, to po jakiego chuja mnie ratowała? Bynajmniej miałaby spokój. Zdjęłam buty i weszłam do swojego pokoju. Usiadłam na fotelu pod oknem i zdjęłam żyletkę z szyi. Podwinęłam rękaw i przyłożyłam metal do skóry. Wzięłam głęboki oddech i przejechałam nią po swojej bladej skórze. Poczułam ukojenie. Patrzyłam jak z mojego nadgarstka spływają krople krwi.
Nie chciałam tak żyć. Chciałabym, aby ktoś mnie zrozumiał. Ktoś, komu mogę zaufać. Potrzebowałam takiej osoby, jak nikogo innego...

*cytat Słoń - Szczerze*

Musisz mi pomóc // Kuba PateckiCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang