Rozdział 1

38 3 0
                                        

     Wróciłam do domu. Nikogo nie było. Dziwne. Zwykle mama wraca do domu wcześniej niż ja.
      Zrobiłam sobie obiad i wzięłam talerz na górę.
     Zjadłam obiad, odrobiłam lekcje i zadzwoniłam do Sue, mojej najlepszej przyjaciółki. Mamy nadal nie było.  
    Postanowiłam do niej zadzwonić. Nie odbierała. Zadzwoniłam do Lily, mojej młodszej siostry. Usłyszałam dźwięk jej telefonu na dole. No tak, pewnie znowu go ze sobą nie zabrała.
     Była 23:30, a ja musiałam jutro iść do szkoły. Zamierzałam się przespać.   
     Mama ostatnio załatwiała sprawy związane z nowym mieszkaniem w innym mieście.
     Pomyślałam, że może odebrała Lily ze szkoły a potem pojechały tam razem. Przecież mogło jej się zepsuć auto lub rozładować telefon. Położyłam się więc do łóżka.
     W środku nocy obudził mnie dzwonek do drzwi.
     Spojrzałam na zegarek - była 4:30. Strasznie wcześnie. Kto przychodzi w odwiedziny o tej porze? Pewnie jakiś pijany człowiek wraca z imprezy.         
     Odwróciłam się na drugi bok i prawie spałam kiedy dzwonek zadzwonił drugi raz. I trzeci.
     Zdałam sobie sprawę, że muszę zejść na dół i przegonić tego kto dzwoni do drzwi, jeśli chcę zasnąć. Powiem ze zadzwonię na policję, to pewnie sobie pójdzie.
     Po ciemku dom wyglądał trochę upiornie. Zajrzałam do pokoju mojej siostry. Nie było jej w łóżku. Mojej mamy też nie było w jej pokoju. 
     Zaczęłam się niepokoić.
     Dotarłam do przedpokoju i otworzyłam drzwi.
     Zobaczyłam panią Joshie.
     Pani Joshie to moja sąsiadka. Ma z siedemdziesiąt lat. Zawsze była dla mnie jak babcia. Dawała mi słodycze za plecami mamy, a gdy byłam już starsza dawała mi i mojej siostrze drobne pieniądze.
     Zawsze wyobrażałam sobie, że tak właśnie powinna zachowywać się babcia.
     - Meg - zaczęła - przepraszam, że cię budzę w środku nocy, ale mam dla ciebie złe wieści. Mogę wejść? Jest trochę zimno.
     - Tak, tak - odpowiedziałam wciąż nie do końca rozbudzona - niech pani wejdzie.
     Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. 
     O nie. Nie, nie, nie. Powiedz, że nie chodzi o mamę i Lily. Powiedz że nie.
     - Chodzi o twoją mamę i siostrę.
     "Powiedz, że nic im się nie stało, proszę" zaklinałam ją w myślach.
     - Policja znalazła je w samochodzie na poboczu. Obie nie żyły. Tak mi przykro, Meg - powiedziała ze łzami w oczach.
     Poczułam się tak, jakby na podłodze pode mną otwarła się czarna dziura, w którą powoli zaczęłam wpadać.              
     Mama i Lily nie żyją.
     Mama, która wychowywała nas sama, odkąd pamiętam. Była dla mnie całym światem.
     I Lily, moja słodka jedenastoletnia siostrzyczka, która ufała, że jestem w stanie ją przed wszystkim obronić.
     Nie żyją. Nie ma ich już. Więcej ich nie zobaczę.
     Przypomniałam sobie o porannej kłótni z Lily.
     Powiedziałam jej, że jest do niczego, a ona pewnie umarła ze świadomością, że naprawdę tak myślę.
     - Meg, to niestety nie koniec złych wieści. Nie jesteś pełnoletnia i nie masz żadnych krewnych, którzy by się tobą zaopiekowali, więc jutro rano przyjdzie po ciebie ktoś z opieki społecznej
     - A co z kwestią pogrzebu?
     - Jakaś daleka krewna wzięła na siebie organizację pogrzebu, ale nie ma warunków, żeby adoptować dziecko. Pogrzeb odbędzie się za tydzień.
     - A co z domem?
     - Dom i majątek twojej matki jest przepisany na twoją krewną, tą samą która organizuje pogrzeb.
     Nie mogłam w to uwierzyć.
     Mama nie przepisała domu na mnie, tylko na jakąś daleką krewną, którą widziałam na oczy może raz w życiu?
     Pani Joshie zapytała jeszcze raz, czy może mi w czymś pomóc. Gdy odpowiedziałam że nie, pożegnała się i wyszła.
     Zaczęłam się pakować. Poruszałam się jak w transie, wrzucając do torby książki szkolne i ubrania.
     Kiedy byłam spakowana, położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć. Nic z tego. Nie umiałam nawet płakać.
     Skoro i tak nie mogłam spać, doszłam do wniosku, że mogę poszukać czy nie znajdę czegoś ważnego, na przykład testamentu który jednak przepisuje dom na mnie. Tak, wiem, to trochę głupie, ale wtedy nie zwracałam na to uwagi.
     Wstałam i poszłam do pokoju mamy.
     Panował w nim idealny porządek.   
     Łóżko było perfekcyjnie zasłane, a na biurku leżały papiery poukładane w równe sterty.
     Zaczęłam je przeglądać w nadziei, że znajdę coś przydatnego.
     Większość z nich to dokumenty związane z nowym domem, pracą i szkołą.
     Na samym spodzie sterty znalazłam list. Koperta była pusta. Rozdarłam ją.W środku była wiadomość zapisana jakimiś dziwnymi znakami.
     Bezwiednie schowałam ją do kieszeni.
     Przeszukałam resztę pokoju, jednak oprócz tajemniczego listu nic ważnego nie znalazłam.
     Potem udałam się do pokoju Lily.
     Lily była bardziej podobna do mnie niż do mamy.
     Obie miałyśmy krótkie, kręcone blond włosy, szare oczy i dość duże nosy, ale Lily, w przeciwieństwie do mnie była szczupła.
     Oprócz wyglądu jest jeszcze jedna rzecz, która nas do siebie upodabniała: obie nie znosiłyśmy sprzątać, więc w jej pokoju panował nieład, tak samo jak w moim.
     Na podłodze leżały porozrzucane ubrania, na biurku piętrzyły się kubki po herbacie, którą moja siostra uwielbiała.
     Na jednej ścianie wisiały ramki ze zdjęciami.
     Podeszłam do nich.
     Jedenaście zdjęć, po jednym z każdego roku życia Lily.
     Na jednym jako mała dziewczynka kąpała się w małym, dmuchanym baseniku na naszym ogródku, na innym, już starsza recytowała wierszyk na szkolnym przedstawieniu.
     Na biurku, pomiędzy porozrzucanymi książkami i zadaniami domowymi leżał jakiś notes.
     Na okładce zapisano wielkimi literami: MÓJ PAMIĘTNIK. Wzięłam pamiętnik Lily i wsunęłam go do torby z ciuchami razem z listem mamy.
     Usiadłam na łóżku Lily. To chyba jedyne miejsce w pokoju, gdzie nie było stert ciuchów.
     Pod poduszką znalazłam Owcunię.
     Owcunia to mała pluszowa owieczka.
     Przed Lily należała do mnie, przedtem do mojej mamy, a jeszcze wcześniej do babci.
     Zamiast oczu miała guziki - jeden wyraźnie stary, niebieski, a drugi nowszy, zielony i nie miała jednej przedniej nogi.
     Trudno się dziwić - moja prababcia uszyła ją własnoręcznie chyba z sześdziesiąt lat temu.
     Wzięłam Owcunię i przytuliłam ją.
     Pachniała jak żel pod prysznic mojej siostry.
     Poczułam się tak, jakby moje serce, które zamarło kiedy dotarła do mnie wiadomość o śmierci Lily i mamy próbowało zacząć bić normalnie, ale nie miało sił i rozsypało się na kawałki.
     Dopiero wtedy z oczu popłynęły mi łzy.
     Przypominałam sobie wszystkie spędzone razem chwile i myślałam, że już nigdy się nie powtórzą.  
     Myślałam o tym, że już nigdy nie pójdziemy razem na lody czy do kina.
     Już nigdy nie rozstawimy basenu na ogródku, nie upieczemy razem ciasta.
     Płakałam aż zabrakło mi łez.  
     Świtało już, kiedy zmęczona płaczem usnęłam przytulona do Owcuni na łóżku mojej siostry.

Królowa SmokówHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora