czekolada i lilie

214 19 7
                                        

wieża astronomiczna była drugim ulubionym miejscem pansy w hogwarcie, zaraz po pokoju wspólnym slytherinu. czarnowłosa w każdy piątek wieczorem gościła na wieży, za każdym razem wypalając jednego papierosa. nie lubiła przebywać tam sama, ponieważ ogromna wieża ją przytłaczała, a dziewczyna czuła się wtedy niezwykle samotna i mała, lecz draco i daphne, którzy zazwyczaj jej towarzyszyli, ostatnio zaczęli narzekać na odór dymu papierosowego i woleli zostać na wygodnej kanapie w pokoju wspólnym.

odpalając papierosa, ślizgonka usłyszała kroki po kamiennych schodach, co zdziwiło parkinson, ponieważ nikt tu raczej nie przychodził, przynajmniej nigdy w piątki wieczorem, gdy dziewczyna pogłębiała swój nałóg. jeszcze większe było zdziwienie pansy, kiedy zobaczyła bardzo dobrze znaną jej brązową burzę loków. odsunęła rękę zza pleców, gdy miała już pewność, że to żaden nauczyciel lub ktoś, kto może odjąć jej punkty. spośród wszystkich uczniów hogwartu akurat granger musiała jej przeszkadzać?

— chyba musisz znaleźć sobie inne miejsce na naukę, granger — hermiona uniosła głowę, którą miała dotychczas skierowaną w dół, by przez przypadek nie wywrócić się na schodach. jej wzrok powędrował do góry. pansy rozkoszowała się papierosem, których gryfonka wręcz nie cierpiała, niestety przez późną porę zauważalne dla brunetki były tylko kruczoczarne włosy pansy i papieros w jej szczupłej dłoni. nie była w stanie stwierdzić, czy ślizgonka jest mocno pomalowana, jak to miała z zwyczaju.

tym razem wolała nie kłócić się z nastolatką. pociągnęła głośno nosem i obróciła się na pięcie, stawiając prawą stopę na pierwszym schodku — odważne i nieustraszone lwiątko płacze? — zaśmiała się parkinson, spoglądając na jeszcze bardziej chaotycznie ułożone włosy gryfonki.

brunetka obróciła się ponownie w stronę dziewczyny. mimo, że słońce zaszło już kilka godzin temu, twarz granger delikatnie oświetlał księżyc, dzięki czemu ślizgonka mogła zobaczyć załzawione oczy nastolatki.

— spierdalaj, parkinson — odpowiedziała cicho hermiona, załamującym się głosem. potrzebowała teraz chwili samotności, a nie wścibskiej pansy. nastolatka sama zdziwiła się swoim słownictwem, bo jak było powszechnie wiadomo, z ust granger wydobywały się tylko inteligentne i często skomplikowane słowa.

czarnowłosa wyjęła ze swoich malinowych ust papierosa, podając go granger. dziewczyna skierowała niepewnie wzrok na szatynkę, po czym nieśmiało wzięła w dłoń fajkę. zaciągnęła się mocno, jakby miała zaraz zanurkować. gryfonka była przykładową, dobrą uczennicą. świetnie się uczyła, była uprzejma, nie łamała zasad szkolnych i starała się nie bluźnić. nie było zdziwieniem dla pansy, że był to pierwszy papieros brunetki. dziewczyna poczuła gorzkie i szczypiące uczucie w przełyku i kaszlnęła kilka razy.

— obrzydliwe — skomentowała, oddając nastolatce wyrób tytoniowy.

— to nie ma smakować, tylko odprężać — odpowiedziała parkinson, opierając się bokiem o mur — mogę wiedzieć co robisz tu o dwudziestej trzeciej płacząc? nie wspomnę o twoich włosach, wyglądają gorzej od włosów hagrida — zaśmiała się.

hermiona odruchowo założyła pasmo włosów za ucho.
— nie twoja sprawa — rzuciła chłodno.

— dobrze wiesz, że nie interesuje mnie twoje życie — powiedziała, gasząc resztkę fajki o murek — będzie ci lepiej, jak się wygadasz.

granger nie miała pojęcia jaki interes ma w tym pansy. nie ufała nastolatce, ale emocje wzięły nad nią górę.oparła się o murek obok ślizgonki, zachowując jednak jakąś odległość. skąd miała mieć pewność, że nie zostanie zaraz zrzucona z wieży astronomicznej?

— pokłóciłam się z ronem — po twarzy brunetki spłynęło jeszcze więcej łez, które skutecznie zasłoniły jej widoczność i znalazły się w jej ustach, a granger poczuła ich słony smak — zdradził mnie z lavender — dodała ciszej, wzrok wciąż wbijając w swoje brudne od kurzu czarne baletki.

— weasley zawsze był idiotą. podejrzewam, że czujesz coś do niego, ale nie powinnaś się nim przejmować. głupi chłopcy myślą, że mogą z nami robić, co chcą, byleby oni byli zadowoleni — odpowiedziała czarnowłosa. mimo, że na co dzień przyjaźniła się z trzema idiotami, jak lubiła mówić o swoich przyjaciołach, draco, blaisem i theo, nigdy nie rozumiała i nie lubiła chłopców w inny sposób niż przyjaciół. od dziecka miała, jak to określiła, lesbijskie zapędy.

— mogę jednego? — spytała w końcu patrząc na parkinson, która wyciągnęła z paczki z kieszeni jednego papierosa. dziewczyna wzięła fajkę między usta, zostawiając na nim trochę błyszczyka, zapaliła i podała hermionie. nastolatki stały w ciszy dobrą minutę, kiedy to brązowowłosa rozmyślała o wszystkim, paląc w międzyczasie papierosa i tym razem już się nie krztusząc. pansy za to wsłuchiwała się w dźwięki wydobywające się spoza wieży. to była najdziwniejsza i najbardziej pokojowa rozmowa z jakimkolwiek przedstawicielem domu lwa, którą miała okazję przeżyć. właściwie dziwiła się, czemu nastolatki się jeszcze nie pokłóciły i nie narobiły sobie problemów.

— dziękuję, pansy — głos gryfonki wyrwał parkinson z zamyślenia. granger lekko uśmiechała się do dziewczyny, trzepocząc szybko powiekami, aby pozbyć się łez z oczu — potrafisz być całkiem miła.

— a ty potrafisz nie być przemądrzałą kujonką — odpowiedziała czarnowłosa, kierując się w stronę schodów. na słowa dziewczyny, hermiona oburzyła się lekko, jak to miała w zwyczaju i szybko udała się za pansy, by prawdopodobnie zacząć ciekawą dyskusję.

spędziła kilka dobrych minut z pansy parkinson na rozmowie bez kłótni, czym nastolatka była niesamowicie zdziwiona, w smrodzie dymu papierosowego, smaku słonych łez i połączenia zapachów czekolady oraz lilli, które, jak się domyślała, były perfumami ślizgonki, bardzo przyjemnymi dla nosa.

czekolada i lilie; pansmioneHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora