- Rosie! Mogłabyś zejść w końcu na obiad?! - wołanie mojej mamy zagłuszyła puszczona na maxa muzyka w moich słuchawkach. Nie miałam ochoty nic zjeść a i tak dopiero co pochłonęłam całą paczkę chipsów. Za jakąś godzinę powinnam wyjechać z domu na lotnisko, a by zdążyć na samolot którym miałam lecieć pierwszy raz w życiu prosto do Włoch.
Po rozwodzie moich rodziców moje życie stanęło na głowie, moje relacje z tatą i bratem już teraz nie są takie dobre, a ze względu na szkołe musiałam zamieszkać z mamą.
To nie jest tak, że mieszkanie z mamą jest najgorsze na świecie ale naprawdę chciałabym mieć pełną rodzinę...
Ściągnęłam słuchawki i zeszłam na dół do kuchni aby zjeść ten obiad, bo inaczej było duże prawdopodobieństwo, że mama mogłaby mnie nie puścić do Otranto do mojego taty.
- No, w końcu zeszłaś kochanie - powiedziała czule mama i pogładziła moje włosy. Mam nadzieję, że nie będziesz się tam nudzić.
- Mamooo, to są Włochy. Słoneczne Włochy. Woda, plaża, słońce - powiedziałam naprawdę bardzo podekscytowana i włożyłam łyżkę z zupą do buzi. Mama specjalnie przygotowała moją ulubioną! - Będziesz tęsknić? - zapytałam
- Pewnie że będę tęsknić za moją ukochaną, małą córeczką - uśmiechnęła się i podsunęła mi kopertę z pieniędzmi. - Proszę, mam nadzieje, że tyle ci starczy na wyjazd, a jeżeli nie no to zrobię ci przelew, tylko pisz.
- Dziękuję mamo, jesteś najlepsza - pocałowałam ją w policzek i odsunęłam miskę. - Najadłam się, a teraz pójdę na górę przebrać się i wezmę bagaż.
Poszłam na górę. Założyłam białą koszulkę z guziczkami z przodu i czarne jeansy z dziurami. Postanowiłam również spiąć włosy w koka, bo jednak będzie mi tak wygodniej. Wzięłam pod rękę mój duży i ciężki bagaż i zeszłam z powrotem do mamy.
- Gotowa? - zapytała jednocześnie ubierając swoje waniliowe koturny.
- Zawsze - uśmiechnęłam się i stanęłam w drzwiach czekając na nią.
Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie, kierując się prosto na lotnisko.
W radiu leciała piosenka Harrego Stylesa - Adore You, którą obydwie bardzo lubiałyśmy, więc mama podgłośniła ją i zaczęłyśmy dosłownie dawać koncert. Było pełno śmiechu i zabawy, jednak to nie zmiejszało mojego uczucia stresu. Gdy wysiadłyśmy, mama podprowadziła mnie do bramek i tam pożegnałyśmy się. Już dalej musiałam iść totalnie sama. Sama jak palec. Musiałam sobie jakoś poradzić.
- Kocham cię córeczko, dzwoń często i daj znać jak będziesz już u taty - Uścisnęła mnie mama i czule uśmiechnęła się.
- Też cie kocham. Zadzwonie do ciebie, pa! - uśmiechnęłam się i poszłam w stronę odprawy.
Gdy siedziałam już na swoim miejscu w samolocie, zaczęło kręcić mi się bardzo w głowie. To napewno ze stresu, bo lecę samolotem pierwszy raz w życiu i to na dodatek sama. Rozłożyłam się na siedzeniu, ponieważ koło mnie nie siedział nikt. Założyłam moje słuchawki i słuchałam muzyki, gdy nagle zasnęłam. Spałam raczej naprawdę długo, bo obudziłam się na sygnał od pilota, który prosił o zapięcie pasów bo lądujemy. Nawet nie pomyślałabym, że ta podróż minie mi tak szybko!
Wysiadłam z samolotu, odebrałam swój bagaż i skierowałam się w stronę parkingu. Stojąc tam, zadzwoniłam do mojego brata - Chrisa - który miał mnie stąd odebrać. Nagle zauważyłam go stojącego na samym końcu, jednak gdy on mnie zobaczył, od razu do mnie podbiegł. Przytulił mnie tak mocno, że myślałam, że mnie udusi - naprawdę.
- Tak za tobą tęskniłem mała - uśmiechnął się. - Ani trochę nie urosłaś.
Chris był bardzo przystojnym i wysokim siedemnastolatkiem. Miał 188cm wzrostu, umięśnione ciało a na dodatek z tego co słyszałam to był kapitanem drużyny siatkarskiej w Otranto. Przy nim moje 167cm to nic. TOTALNE NIC.
YOU ARE READING
|| Closer || Timothee Chalamet
FanfictionCzasami wydaje nam się, że to czego najbardziej potrzebujemy jest nieosiągalne, a ludzie których nam brakuje - zwykle nie mają dla nas czasu. Życie nastolatka przyprawia o wiele problemów, jednak jest też jednym, magicznym wspomnieniem, dzięki które...
