1. Sebastian Kroczy

68 5 6
                                        


Dzień z życia Sebastiana Kroczy

Wstałem o godzinie 4 czasu indyjskiego, nie miałem dzisiaj żadnych planów ale to co się dzisiaj stało odmieniło moje życie. Wstałem z bagna, ubrałem się w garniak mojego psa i poszedłem zjeść żaby przysmażone na oleju wołowym gdyż jestem dumnym weganinem/kanibalem. Kiedy zszedłem na dół do mojej piwnicy zobaczyłem to... Moja gosposia robiła sobie płatki i najpierw wlała mleko. Nie mogłem stać bezczynnie, od razu przybiegłem z pomocą i wytrąciłem jej mleko. Mleko się rozlało. Biedne mleko. Ale taki jest los mleka. Ta historia do dziś śni mi się po dniach. Po tej okrutnym i bolesnym dla mnie przeżyciu stwierdziłem, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i muszę iść do galerii handlowej, aby kupić zabawke dla mojego dziecka. Niestety do chuja wafla zorientowałem się że nie mam dzieci, gdyż moja żona Bogdan zostawiła mnie dla kaktusa nazwanego Kaktus (no chyba że przeczytałeś coś innego wtedy zgłoś się do psychologa rodzinnego). Po powrocie z galerii byłem tak zmęczony całym dniem iż stwierdziłem że przyda mi się relaksująca i masująca, elektryczna kąpiel w moim elektrycznym bagnie, który znajduje się tuż pod elektrycznym, zimnym słońcem, a nad nim leży elektryczna glizda. Jestem z siebie dumny i wiem, że wy też ponieważ moja woda nie była zmieniana przez około pięć tysięcy lat świetlnych. Coś było nie tak, ale nie wiedziałem co. Dziwne uczucie krążyło za mną przede mną przez całe pół sekundy. Już nie dawałem rady, to było okropne, myślałem nawet o nagorszych scenariuszach, ale to co się stało przewyższyło wszystkie moje oczekiwania i myśli. Mianowicie okazało się, że... Bogdan zwany również Dzikim Łabędziem utopił się w kałuży. Wyobraźcie sobie co wtedy przeżywałem. Otóż już wam mówię, to była najlepsza rzecz jaką usłyszałem w swoim życiu, prawie dostałem orgazmu. Bogdan ty stary kapciu, obyś tam zmarł z głodu, ty pelikanie zasrany. Po tej jakże inspirującej wiadomości poszedłem do warzywniaka kupić zgniłą papryke i udałem się na pogrzeb. Jednak na nim zorientowałem się że ta papryka wcale nie jest zwykłą papryką. Okazało się że jest to... Bogdan

- Bogdan ty śledziu! - krzyczałem, ponieważ bałem się tego co nastąpi. Bogdanowi wyrosły kończyny pośrednie i uciekł do lasu zbierać grzyby na drzewach i narobić hałasu.

Wtedy przyjechało FBI i porwało księdza. Lecz nie zauważyłem w tym nic dziwnego, ponieważ pracował on w wytwórni masła. Jest to jeden z wielu dni Sebastiana kroczącego po tym płaskim jak twórcy Disco Polo (oprócz Disco Marka, gdyż gdybym tego nie napisał moja koleżanka diabeł by mnie zamordowała bo ona ma obsesje na punkcie Marka i Kamerzysty pomocy) świecie. Jeżeli chcecie zobaczyć dalsze przygody i historie Sebastiana dajcie znać w komentarzach.

Wszystko i nicStories to obsess over. Discover now