Walburga rozglądała się uważnie po ulicy Pokątnej, która kiedyś zatłoczona i pełna hałasu, tonęła teraz w mroku i ciszy. U jej boku Durella robiła to samo, choć jej dłoń od samego początku spoczywała na rożce. Walburga nie była jeszcze tak zdenerwowana, ale nie była też głupia. Nie zamierzała wyjść nieprzygotowana na miasto, dlatego zamiast włożyć swoją różdżkę do eleganckiej torebki, co czyniła niemal zawsze, schowała ją do płaszcza z głębokimi kieszeniami. Dobre miejsce, z którego szybko i łatwo wyciągnąć magiczną broń w razie potrzeby.
- Nie wierzę, że dożyliśmy czasów, w których, ludzie boją się wyjąć samotnie na zakupy- powiedziała Druella, odwracając głowę po tym jak odległe drzwi skrzypnęły za nimi. Kilka osób pospiesznie poruszało się ulicami by jak najszybciej wrócić do bezpiecznych domów. Nastały czasy, w których nawet czystokrwiści obawiali się o swoje bezpieczeństwo.
Walburga nie odpowiedziała, ale w duchu zgodziła się ze swoją towarzyszką. Gdy Orion dowiedział się, że zamierza wyjść na zakupy, zmarszczył brwi i wyraził swoje niezadowolenie ,,Jeśli poczekasz na mnie dwie godziny, pójdę z wami'' powiedział. Walburga nie zamierzała jednak polegać na innych i zmieniać swoich planów, ponieważ wielka niebezpieczna sekta postanowiła nagle terroryzować miasto. W swoim czterdziesto sześcioletnim życiu nauczyła się jak dbać o siebie i nie dać się skrzywdzić.
- Myślisz, że długo to jeszcze potrwa?- zapytała Druella.
- Co?
- To wszystko- Druella machnęła wolną dłonią wokoło
- Aż wszystkie szlamy i zdrajcy krwi nie zginą. A dużo jest tego plugastwa- odpowiedziała Walburga skręcając w pobliską ulicę i omal nie wpadając na mężczyznę, który w ostatniej chwili uskoczył na bok.
- Jak idziesz Szla...- zaczął, ale gdy zorientował się kogo ma przed sobą zamilkł, po czym skłonił głowę w wyraźnie skruchy- Błagam o wybaczenie pani Black.
Walburga zmierzyła mężczyznę zimnym spojrzeniem. Znała go. Felix Pike, czysta krew, dwudziestokilkuletni. Pracował w ministerstwie i najprawdopodobniej należał do popleczników Voldemorta.
- Niech pan uważa- odpowiedziała w końcu, decydując, że nie ma siły męczyć się marnymi rozmówkami. Mężczyzna skłonił się jeszcze niżej po czym szybko wyprostował i zniknął z pola widzenia.
- A co jeśli ci śmierciożercy przegrają?- zapytała Druella, przerywając milczenie, najwyraźniej wracając do wcześniej przerwanej konwersacji.
- Tego pragniesz? Jesteś za mugolami i innymi wynaturzeniami?
- Walburga, jesteś niedorzeczna- Druella popatrzyła na nią ostro, urażona, ale w jej oczach zabłysło nikłe światełko.
- Więc? Po co w ogóle o tym mówisz? Oczyszczenie świata magii przed tymi złodziejami będzie najlepsze co spotka ten kraj, a potem cały świat. Przynajmniej tego się spodziewam, jeśli wygrają śmierciożercy. Chociaż nie mam wielkich oczekiwań. W końcu nie będzie to pierwszy raz, w którym wielki i zły czarnoksiężnik zawiedzie.
Po chwili Walburga dodała.
-Nie podzielam terroru, sądzę że zwykła polityka wystarczyłaby, by wygryźć plugawców z naszego świata. Ale nikt nie zajmuje się polityką. Ludzie stanęli do walki, a nie popieram żadnej ze stron. Nie zamierzam sprzymierzać się z lunatykami, nie mającego własnego zdania. Stać się nic nie znaczącym żołnierzem w armii psychicznego człowieka. Blackowie nie są pionkami. Nie zamierzam też stanąć po stronie ludzi, którymi gardzę. Pomagać tym, w których idee nie wierzę. Najlepiej pozostać neutralnym w tej wojnie.
