WIZYTA
Jak ja nie lubię tutaj przychodzić. Muszę przestać oglądać te wszystkie seriale kryminalne, bo zaczynam świrować, że coś może się stać. Nie wiem, wybuchnie bunt, albo coś innego, dlatego gdy zbliżam się do ciężkich, żelaznych drzwi stanowego więzienia na Florydzie, od razu przeszywa mnie chłód. FSP to więzienie o zaostrzonym rygorze, milionach zabezpieczeń i posiada najniebezpieczniejszych więźniów, jacy tylko istnieją.
– Jinny no dawaj, nikt nie będzie na ciebie czekał.
– Po pierwsze, czy możesz mnie tak nie nazywać? – warczę na swojego brata. – Po drugie, mówiłam ci już tyle razy, że nie przepadam za tym miejscem i nie chcę już tutaj przychodzić.
– To jego urodziny. Nie mogliśmy tego ominąć – upomina mnie brat.
– A gdzie on był, kiedy ty albo ja mieliśmy urodziny? – pytam z goryczą w głosie.
– Dobrze wiesz gdzie i z jakiego powodu, więc przestań zachowywać się jak naburmuszone dziecko i chodź.
Oz pamięta ojca lepiej ode mnie. Miał dziesięć lat, ja pięć, kiedy skazali go za morderstwo pierwszego stopnia. Nie rozumiałam wtedy, co się stało, dopóki nie dorosłam i któregoś dnia nie natknęłam się przypadkowo na wycinki z gazet, opisujące to, co zrobił mój ojciec. To wstrząsnęło moim światem i do dzisiaj mam mu za złe, że mógł zrobić coś tak okropnego.
Przechodzimy przez kontrolę, wykrywającą metal, mimo to zostajemy jeszcze obszukani przez służbę więzienną.
– Chyba za bardzo pan wziął sobie do serca swoją pracę, moja siostra nie jest maskotką do miętoszenia – syczy Oz na strażnika, który mnie przeszukuje. Jeśli mam być szczera to faktycznie jego obślizgłe łapy wędrowały po moim ciele niestosownie, gdy dyżurny nie patrzył.
– To rutynowa kontrola – chrząka młodziak, wcale nie okazując skruchy, czy choćby zawstydzenia, że ktoś go przyłapał.
Zostaje nam jeszcze złożenie podpisów w rejestrze i po jakichś dwudziestu minutach zostajemy zaprowadzeni do pomieszczenia, gdzie odbywają się widzenia z osadzonymi. Widzę go z daleka, więzienie powinno dodać mu kilka lat, pozbawić kilku kilogramów, ale nic takiego nie ma miejsca. Jeremy Ray nie wygląda na cień człowieka, on tryska życiem, co mnie jeszcze bardziej doprowadza do szału. Strzelał do niewinnych ludzi, znajdujących się w parku, jak do kaczek, bo chciał przynależeć do jakiegoś klubu motocyklowego! Przecież to absurd, to zwykły gang, a on chciał nas dla nich zostawić i to w taki bestialski sposób. Nigdy mu tego nie wybaczę, bez względu na to jak długo Oz będzie mnie ciągał do niego na wizyty.
– Oz, zaczekaj. – Chwytam brata za ramię. – Odnoszę jakieś dziwne wrażenie, zazwyczaj nie ma tutaj tak sporo ludzi, mam jakieś złe przeczucia.
Rozglądając się po sali, gdzie już kilka osób wita się ze swoimi bliskimi, a reszta czeka na przyprowadzenie przez strażnika więźnia, przechodzą mnie ciarki. Nie wiem dlaczego tak bardzo dzisiaj nie chcę usiąść przy metalowym stoliku razem z ojcem, ale moja niechęć do niego, tym razem nie ma z tym nic wspólnego.
– Jezu, co ci dzisiaj odbija? – Oz wstaje z miejsca i wlepia we mnie groźne spojrzenie zielonymi oczami, takimi samymi jak moje. Tylko tym razem zamiast żywej zieleni, stają się bardziej przydymione przez gniew, który się w nich kłębi.
– Nie wiem. Czytałam, że w południe ma się odbyć jakaś egzekucja, no i jeszcze ten tłum. Możemy przyjść jutro? – proszę go. Jego twarz wydaje się złagodnieć po moich słowach.
– Zawsze znajdzie się ktoś, kto jest ciekawy zobaczyć jak przebiega egzekucja – tłumaczy. – Do tego zbliżają się święta, a to sprawia, że pojawia się w tym miejscu więcej ludzi niż zwykle. Nic się nie wydarzy. No chodź, posiedzimy trochę i będziesz miała to odbębnione.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Hells Angels #1 MO
RomanceNikt się nie spodziewał, że rutynowa wizyta u ojca w więzieniu może przybrać nieoczekiwany przebieg. Gena Ray przeżyła piekło podczas buntu więziennego groźnych motocyklistów. Jeden bestialski czyn pozbawił ją chęci życia. A wyryty nożem symbol, k...
