Wstęp

130 13 18
                                        

Łóżko, miękka pościel, ciepło i co najważniejsze - cisza. Miejsce wprost idealne, nie tylko do odpoczynku, ale do pogrążenia się we własnych myślach i przeanalizowania niektórych spraw.

Leżałam na swoim łóżku wpatrzona w biały sufit. Mogłam nareszcie spędzić ten czas sam na sam ze swoimi myślami. Lubiłam myśleć, chociaż czasami nie było to dobre... Wyobrażanie sobie niektórych sytuacji które nie będą nigdy miały miejsca było czasem wręcz dołujące. Chyba każdy czasem wyobrażał sobie coś niemożliwego, prawda?

Podniosłam się do siadu i odwróciłam głowę w stronę okna. Pogoda była wyjątkowo ładna, a czemu wyjątkowo? Bowiem przez ostatnie dwa tygodnie, dzień w dzień padało bez przerwy, a jak nie padało to wiało, a czasem nawet i oba naraz. Słońce to była rzadkość.

- Amber! - krzyk mamy rozniósł się po całym domu - Zejdź tutaj na chwilę!

Tak, mam na imię Amber, mimo tego, że jestem stuprocentową Polką. Rodzice wymyślili sobie, żeby dać mi jakieś wyjątkowe imię i wypadło właśnie na to. Nie powiem, że mi się nie podoba, bo wtedy bym skłamała, jednak chyba wolałabym chyba się zbytnio nie wyróżniać. Ale nie teraz jest czas na żale i smutki.

- Zaraz zejdę! - odpowiedziałam również krzycząc i wsunęłam stopy w czarne kapcie. Założyłam swoją ulubioną, już troszkę zmęczoną życiem bluzę i zbiegłam po schodach.

Stanęłam w drzwiach kuchni i spojrzałam na mamę szukającą czegoś w portfelu, a następnie na siatkę leżąca na stole. Westchnęłam cicho i wiedząc już co się święci podeszłam do stołu chwytając za niebieski materiał.

- Zakupy? - zapytałam kierując wzrok na rodzicielkę.

- Tak, skąd wiedziałaś?  - spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem na co zmarszczyłam brwi i przewróciłam oczami, a ona śmiejąc się wręczyła mi banknot i małą karteczkę - Tutaj masz listę i pieniądze, powinno Ci wystarczyć.

Opuściłam pomieszczenie ruszając tym samym do przedsionka. Założyłam szybko czarne adidasy, krzyknęłam do mamy, że wychodzę i tak też zrobiłam.

Nie zważałam zbytnio na to jak wyglądam. Niebieskie lekko przetarte jeansy, czarna bluza, zero makijażu i nieco niechlujnie zrobiony kucyk. Na moją wioskę to było dobre. Akurat miałam gdzieś opinię tutejszych ludzi, gdyby było to większe miasto to co innego.

Weszłam do sklepu rzucając kasjerkom ciche dzień dobry i ruszyłam w stronę regałów. Po kolei wrzucałam do koszyka odpowiednie produkty, a gdy wszystko z listy się w nim znalazło skierowałam swoje kroki w stronę działu słodyczami.

Nie ukrywam, że słodycze to nieodłączny element mojego życia. Czekolada i żelki, to coś co towarzyszy mi na każdym kroku i jest moją drugą miłością zaraz po skokach narciarskich.

Skoki to moja miłość od dzieciństwa. Zimowe wieczory zawsze spędzałam przed ekranem telewizora, razem z dziadkiem kibicując naszej drużynie, była to taka nasza tradycja i nawet teraz jej dotrzymujemy. W sumie to tak naprawdę on zaraził mnie miłością do skoków, za co jestem mu bardzo wdzięczna.

Wrzuciłam moją ulubioną milkę do koszyka, po czym ruszyłam w stronę kasy. Na moje nieszczęście trafiłam na jedną z najbardziej wrednych osób w mojej miejscowości. Stojąca za mną w kolejce, kobieta nie omieszkała zmierzyć mnie od góry do dołu i rzucić jakichś zgryźliwych komentarzy w moją stronę. Przewróciłam tylko oczami, po czym zapłaciłam pani kasjerce należną sumę i zapakowałam swoje zakupy do siatki.

Gdy wróciłam do domu rozpakowałam szybko siatkę z zakupami i biegiem ruszyłam do salonu. Dokładnie za dwie minuty miał się rozpacząć pierwsza seria konkursu indywidualnego w Willingen, którego absolutnie nie mogłam ominąć.

-----
Oto pierwszy rozdział mojej nowej książki, a dokładniej ff o Constantinie.  Długo zastanawiałam się kto ma być głównym bohaterem, aż ostatecznie padło na tego uroczego Niemca ❤️
Tytuł książki może jeszcze ulec zmianie, bo w wymyślaniu tytułów to ja dobra nie jestem haha
Możecie napisać co sądzicie o tym rozdziale, bo jestem bardzo ciekawa🖤

It's Just Friendship...Or Not || C.SchmidStories to obsess over. Discover now