Szare, deszczowe dni są inspirujące. Inspirują nie tylko ludzkie myśli, ale też uczucia. To właśnie dlatego łatwiej się płacze kiedy pada deszcz, a depresyjny humor ogarnia zawsze wtedy, gdy brakuje słońca. Takie przynajmniej było jej wytłumaczenie dla swojego stanu.
Krople rozpryskujące się na chodniku pluskały cicho, a szum wody, spadającej z nieba zagłuszał muzykę płynącą ze słuchawek. Ulewa się wzmagała, ale postać, idąca pustą ulicą nie przyspieszała kroku. Dopiero gdy z nikąd pojawił się samochód, który przemknął nieopodal, rozbryzgując pod kołami pióropusze zimnej i brudnej wody, naciągnęła mocniej kaptur, przysłaniając nim ukrytą w cieniu twarz.
Płaczu nie powinno się wstydzić. To naturalna reakcja, która ma doprowadzić organizm do ponownej harmonii. Dobrze o tym wiedziała, ale nie chciała okazać słabości nawet sama przed sobą. Liczyła na to, że świeże powietrze i chłód zadziałają podobnie i uda jej się poczuć lepiej.
Czasem ciężko jest zatrzymać pędzące myśli i uporządkować chaos w głowie. Nie uda się to jednak nigdy, dopóki nie podejmie się próby.
Lekarz powiedział, że "jasna świadomość i sprawność intelektu zostały zachowane". Cokolwiek miał na myśli, brzmiało niegroźnie. Niestety było to jedyne pozytywne zdanie, jakie usłyszała. Reszta była tak nieprawdopodobna, że mogła słuchać jej godzinami, a w jej głowie i tak zmieniałoby się to w brudną mamałygę, podobną do deszczówki, spływającej wzdłuż ulicy.
Najgorsze rzeczy dzieją się bez uprzedzenia. Gdyby ludzie wiedzieli, że świat ma dla nich jakiś okropny plan, przygotowaliby się na niego i od razu byłby on mniej okropny. Taką tezę sobie postawiła i idąc równym krokiem przed siebie, próbowała pod tym kątem rozpatrzyć swoją sytuację.
Jeszcze kilka godzin temu nie wiedziała co jej jest. Teraz wiedziała i od razu czuła się gorzej. W tym wypadku poprzednia nieświadomość była lepsza. Przynajmniej mogła się łudzić, że jej zachowanie jest wynikiem przemęczenia. Nagłe odarcie z nadziei było bolesne, mimo że głos który przekazywał informacje między śnieżnobiałą kartą opatrzoną lekarskimi pięczątkami i jej mózgiem, był ciepły i troskliwy.
Nie miała pojęcia jak od tej chwili ma wyglądać jej życie. Nawet nie liczyła na to, że nic się nie zmieni. Widziała, że jej choroba nie przejdzie bez echa. Modliła się tylko w duchu, że to echo nie wywoło lawiny.
Zaczęła wątpić w swoją przyszłość. Musiała wziąć poprawkę na swoje wszystkie plany. To, że wyzdrowieje było możliwe, ale nie pewne. Leki nie były w stanie zatrzymać jej choroby, a tylko przytłumić jej objawy. Wszystko zależało od tego jak silna okaże się jej psychika. Podobno miała szczęście, że zdiagnozowano u niej zaburzenia tak szybko, ale nie czuła się szczęśliwa. Była zagubiona.
Wyjaśniono jej, że inaczej widzi i rozumie świat, jej mózg to inaczej odbiera, inaczej przetwarza, dlatego wywołuje to w niej inne reakcje i emocje. Była inna i nie dało się temu zaprzeczyć.
Usiadła na przystanku, chroniąc się pod daszkiem przed strugami wody. Nie czekała na autobus, chciała tylko się zatrzymać i powstrzymać tym samym swoje myśli od dalszego spaceru w nieznane.
Stwierdzono u niej schizofrenię. Nie była głupia, słyszała wcześniej o tym schorzeniu, ale podobnie jak większość ludzi, znała jedynie otaczające je stereotypy. Zawsze kojarzyło jej się to z głosami w głowie i halucynacjami. Nie doświadczyła dotąd niczego takiego i zastanawiała się, czy jest to tylko kwestią czasu.
Bardziej przejęła się słowami lekarza, że "świat nie jest taki, jaki się jej wydaje". Czuła przez nie w żołądku niemiły ucisk wywołany lękiem. Zaczęła się bać, że cała jej przeszłość wyglądała tak naprawdę zupełnie inaczej, niż w jej oczach. Przestała być pewna czy jej czworonożny przyjaciel z dzieciństwa miał tak mądry wzrok, jak zapamiętała, zwątpiła czy na pewno, będąc na wakacyjnej wycieczce kilka lat temu, poznała przyjaciółkę, z którą straciła już kontakt. To była jej dziecięca wyobraźnia, choroba psychiczna czy rzeczywistość?
Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie, podobnie jak na żadne inne, kłębiące się w jej głowie. Wyciągnęła przed siebie rękę, wystawiając ją na deszcz i spojrzała w górę, na szare, zachmurzone niebo. Ciężkie, mokre krople spadały na jej skórę z cichym plaśnięciem.
Na razie była pewna tylko jednego - padało. Deszcz nie był wytworem jej głowy.
YOU ARE READING
Tonę
ChickLitDzieci i ryby głosu nie mają, bo gdyby go miały, świat byłby inny. Mają nie mówić za dużo, nie krzyczeć za głośno, nie przeszkadzać dorosłym i zająć się same sobą. Mogą tylko obserwować, wyciągać wnioski, cicho oceniać, tworzyć odpowiedzi, których n...
