Prolog

110 4 0
                                        

      Obudziłam się. Przez okno do mojego pokoju wpadały wesołe promienie słońca. Uśmiechnęłam się.
     
        Minęły dwa dni od zakończenia roku szkolnego. W końcu wakacje! Czekanie na nie było męczące, aż dobijające. Ostatnie chwile w moim wspaniałym liceum były jak tortury. Każda minuta była jak niekończący się koszmar. Jednak teraz- pora na zabawę!

        Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do kuchni. Przy blacie kuchennym stała moja mama, która radośnie poruszała biodrami w rytm muzyki, która rozbrzmiewała jej w słuchawkach.
 
       Moja mama, Jasmine, jak na swój wiek jest przepiękną kobietą. Jest wysoka, szczupła, a jej kształtną twarz okalają długie, korzenne włosy. Ma czarne jak węgiel oczy, od których bije ogromna miłość.

       Zaśmiałam się na jej widok. Usiadłam na jednym ze stołków barowych i przyglądałam się mamie. W pewnym momencie kobieta się odwróciła i gdy mnie ujrzała, podskoczyła. Wystraszyła się.

       - Chryste! Rose! - w jej głosie słychać było panikę.

       - Przepraszam, mamo. Robisz naleśniki?

      W całym pomieszczeniu unosił się pyszny zapach syropu klonowego, przez co robiłam się jeszcze bardziej głodna.

      - Owszem. Trzymaj. Te już są gotowe. Smacznego kochanie!

       - Najlepsza mama pod słońcem!

       Śniadanie po paru chwilach znajdowało się już w moim żołądku. Ruszyłam do swojego pokoju i zabrałam się za szybkie porządki. Włączyłam muzykę. Ona zawsze dodaje mi mnóstwo energii na nowy dzień.

      W pewnym momencie melodia zakończyła się i w moich uszach rozległ się dźwięk dzwonka. Podniosłam telefon. To Alice. Moja kuzynka. Jest ode mnie dwa lata starsza, a jej życie to głównie imprezy. Nie jest zbyt sympatyczną osobą, jednak ma coś w sobie, za co ją lubię.

      - Cześć, Alice - powiedziałam cicho.

     - Hej! Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia!

     - Brzmi interesująco...

     - Moi rodzice wyjechali i mam wolną chatę. Robię imprezę. Mam nadzieję, że wpadniesz! - dziewczyna piszczała do telefonu.

      - Mogę, ale...

      - Świetnie! 19.00 u mnie!

      Po chwili kuzynka rozłączyła się. Spojrzałam ze zdziwieniem na przedmiot. Impreza?

        Przełknęłam głośno ślinę. Wszystko wydawało mi się takie nierealne. Alice nigdy nie zapraszała mnie na takie zabawy. Skąd ta zmiana? Miałam złe przeczucia. Rozbolały mnie mięśnie. Jednak, pójdę...

        Wskoczyłam pod prysznic. Denerwuję się. Przekręcam gałkę i moją skórę oblewa gorąca niczym ogień woda. Muska mnie delikatnie, podszczypując. Zamykam oczy. Będzie dobrze, Rose...

        Stanęłam przed lustrem już gotowa do wyjścia. Moje czarne jak smoła włosy delikatnie opadały na zgrabne ramiona. Brązowe, duże oczy lekko podkreśliłam kredką, a usta pomalowałam lekko błyszczykiem. Uśmiechnęłam się do siebie w ramach zachęty i wyszłam z domu.

       Jest 19.00, a ja właśnie dotarłam na miejsce. Zaciskam dłonie na sukience, którą pożyczyłam od mamy. Jest chabrowa i idealnie podkreśla moją figurę. Biorę głęboki wdech i przekraczam próg do mieszkania.

       - Rose! Jak dobrze cię widzieć!

        Alice jest już po kilku drinkach. Odsuwam ją od siebie. Panuje tu duży chaos. Muzyka dudni, ludzie śmieją się i krzyczą. Serce zaczyna mi szybciej bić.

         Nagle kuzynka wpycha mi do rąk kieliszek z kolorowym płynem.

      - Ja nie piję! - próbowałam przekrzyczeć tłum.

       - Rose, nie rób z siebie niewiniątka!

       Przewracam oczami. Przejmuję kieliszek z nieznaną mi substancją i biorę porządny łyk. Krzywię się.

       - Dobra dziewczynka! - słyszę stłumiony głos kuzynki.

       Siadam na pobliskiej sofie. Rozbolała mnie głowa. Ta muzyka jest zbyt głośno... Biorę głęboki wdech powietrza. Krew zaczyna mi wrzeć w żyłach. Chcę już stąd wyjść.

        W pewnej chwili czuję nacisk na prawnym kolanie. Opadam bezwładnie na kanapę.

       - Gdzie się wybierasz? - słyszę nieznajomy głos.

        - Kim ty jesteś!?

       Odwracam powoli głowę. Koło mnie siedzi chłopak. Uśmiecha się zawadiacko, pokazując białe jak śnieg zęby. Ma brunatne włosy, które związane są w niski kucyk.

       - A czy to ważne...? - odpowiada nieznajomy.

       Wtem ręka chłopaka wędruje ku mojej szyi. Gładzi ją, muska, a po moich plecach przechodzą ciarki.

         Odpycham chłopaka najmocniej jak potrafię. Na nic. Jest silniejszy.

      - Przestań, wiem, że tego chcesz - szepcze mi do ucha.

       Zaczynam się szarpać, krzyczeć. Nikt nie reaguje. Serce wali mi jak młotem. Wiem, że pod powiekami czeka cała studnia łez. Ogarnia mnie lęk.

       Nagle poczułam ogromny ból w okolicach nadgarstka. Chłopak szarpnął mnie i zaczął ciągnąć za sobą do pewnego pomieszczenia. Brakowało mi tchu. Z każdym krokiem stawałam się coraz słabsza.

        Zamknął drzwi. To sypialnia rodziców Alice. Jest tu tak przytulnie. Ściany są błękitne, a przy oknach powieszone są długie, białe firany. Jednak okoliczności niszczą cały urok tego pokoju...

       Chłopak popycha mnie na łóżko, stojące w rogu pomieszczenia. Boję się wykonać najmniejszy ruch. Strach mnie paraliżuje. Zbliża się. Jest coraz bliżej. Krzyczę, płaczę. Z każdą sekundą słabnę. Ból roznosi się po moim ciele z zawrotną prędkością. Wbijam wzrok w sufit. Sekundy zamieniają się w minuty, minuty w godziny. Bolą mnie mięśnie, bolą mnie kości. Boli mnie serce...

    

      
       

TEN JEDYNY Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz