Wstałam jak zwykle o 6.00. W końcu szpachla makeupu i wybranie ciuchów trochę zajmuje. Postanowiłam, że z poniedziałku odpicuje się jeszcze bardziej niż zwykle. Dlatego też ubrałam kłusą mini i dość wyzywającą bluzkę z głębokim dekoltem w serek. Zrobiłam mocny makeup i zjadłam śniadanie. Oczywiście dbając o linię, więc jej mój posiłek składał się z wafla ryżowego i koktajlu wysoko białkowego z natural mojo. Moja mama miała obsesję na punkcie odżywiania i wydawała fortunę na różne dziwne pierdoly dotyczące zdrowego trybu życia.
Poszłam do szkoły i jak zwykle musiałam udawać, że wszystko gra. Od rana potwornie bolał mnie brzuch. Moja ,,najlepsza koleżanka,, od razu wypaliła:
-Może jesteś w ciąży?!
Oczywiście nie byłam, a moja koleżanka jest po prostu głupia. Tylko tyle, że miała fajnych starych i super życie. Z chęcią bym się z nią zamieniła...
Moi rodzice mimo, że mieli hajsu, jak lodu byli potwornymi snobami! Dbali jedynie o swój wizerunek i nie obchodziła ich osobowość ludzi tylko stan ich portfela. Wciskali we mnie masę ,,zdrowych zamiennik,, zwyczajnego jedzenia, takiego jakie jedzą normalne rodziny. Miałam jeszcze dwójkę rodzeństwa: starszego brata, z którym nie utrzymywałam kontaktu odkąd wyjechał z domu po skończeniu osiemnastu lat oraz młodszą siostrę, która mimo, że była mała już była zepsuta... Brata wielbiłam nad życie. Dogadywaliśmy się bez słów i bardzo mnie bolało kiedy wyjechał. Mi zostało jeszcze pół roku i też uciekne z tego domu. Tylko, że ja nie mam z kim... Mój brat miał super dziewczynę, a ja... nie mam nikogo!!! Ale uciekne tak czy inaczej. Przynajmniej zrobię starym przysługę.
Po skończonych lekcjach wracałam do domu z Jess. Znowu gadała mi o ciąży i o tym, że okres spóźnia się jej dwa dni, więc ona też NA PEWNO JEST W CIĄŻY. Wyłączyłam się dopóki Jess nie wywaliła z tym pomysłem:
-Ej, Carmen musisz sobie znaleźć chłopaka-wykrzyczała mi w twarz.
-Ale po co mi chłopak?-zapytałam z zażenowaniem wymalowanym na ustach.
-No jak to po co? Przecież musisz znaleźć tatusia dla swojego dziecka!-wrzasnęła.
Myślałam ze zaraz ją ukatrupię. Nie dość, że się darła, to jeszcze gadała takie bzdety. Miałam ma nią nakrzyczeć, ale nie dała mi zacząć.
-Ooo!!! Mam dla ciebie super challenge! Musisz pójść jednego dnia na 10 randek!!!-wydarła się.
Na początku pomyślałam sobie, że to kolejna głupota, ale po przeanalizowaniu tego pomyślałam, że to w sumie spoko pomysł.
-W sumie to nie mam nic do stracenia. Podejmuje challenge. Tylko kiedy?-odrzekłam.
-Nie wiem. Może być środa.-odpowiedziała wyjątkowo spokojnym głosem.
I wtedy zaczęłam myśleć kogo mogła bym zaprosić. Nie wiedziałam, że ten dzień wywróci wszystko do góry nogami...
VOUS LISEZ
10 randek °love story°
RomanceCarmen jest wybuchową i pewną siebie nastolatką, ponadto kręci z każdym chłopakiem ze szkoły. Pewnego razu jej koleżanka daje jej wyzwanie: niniejszym Carmen musi spotkać się z 10 chłopakami jednego dnia. Sytuacja ta wywołuje wiele skandali. Ukazuje...
